Ekstremalna Droga Krzyżowa 2015 - Męska Strona Rzeczywistości

Męska Strona Rzeczywistości oznacza, że ludzka rzeczywistość, ludzkość w ogóle, może mieć różne oblicza. Męska strona to jedno z nich. Zdarza się jednak, że stajemy wobec ludzi - kobiet i mężczyzn, którzy emanują szczególnym pięknem. Dostrzegamy w nich harmonię tego, co najlepsze w kobiecie i najlepsze w mężczyźnie...

Przypominam sobie pewną wizytę, która miała miejsce lata temu, na początku mojej służby w Kościele. To był szpital w głębokim buszu na pograniczu Angoli i Namibii. Cztery Irlandki, Szpitalne Misjonarki Maryi, zawiadywały tam przepełnionym lazaretem, prawie pozbawionym środków medycznych i lekarstw. Od dwóch lat pozostawały odcięte od świata z powodu walk, jakie toczyły się między tamtejszymi siłami rządowymi i rebeliantami. Specjaliści i chirurdzy uciekli ze wspomnianego regionu. Dwie z tych misjonarek były lekarkami, a pozostałe dwie – pielęgniarkami. Przyjmowały wszystkich chorych, nie pytając, czy są cywilami, czy wojskowymi. Nie dzieliły chorych na rządowych i partyzantów. W dodatku dokonywały prawdziwych cudów medycznych, biorąc pod uwagę skąpą ilość środków, które miały do dyspozycji.

Drugiego dnia mojego pobytu, na ten zapomniany szpital napadli jacyś uzbrojeni ludzie. Pochwycili misjonarki, nieliczny personel i gości. Potem zaciągnęli misjonarki do szpitalnej sali i, pod groźbą broni, zmusili je do patrzenia na okrutne tortury i rozstrzeliwanie. Celowali w te osoby, które uznali za winne udzielania pomocy innej, wrogiej grupie partyzantów lub wojskom rządowym. Jedna z zakonnic nie wytrzymała psychicznie tej sytuacji i została później odesłana do ojczyzny. Pozostałe trzy kontynuowały swoją pracę: opatrywały rany, pocieszały ocalałych, grzebały zabitych. Modliły się za wszystkich: za ofiary i za oprawców.

W determinacji, wytrwałości, dobroci i ufności tamtych zakonnic widziałem harmonię tego, co najlepsze w kobietach i co najlepsze w mężczyznach. Widziałem wielkość Człowieczeństwa, właśnie pisanego przez wielkie „c”. I uwierzyłem w tę wielkość. Jak centurion u stóp krzyża, który na słowa Jezusa: Ojcze, w Twe ręce składam ducha mego, woła: prawdziwie ten był Synem Bożym, i Bogiem, i Człowiekiem. Ten żołnierz był jednym z pierwszych, którzy pojęli, że Jezus był tak głęboko przekonany o tym, że Bóg jest Abba, Ojcem, czyli Miłością, że nawet dramat Kalwarii nie nadwątlił ani nie zmienił tej wiary.

I tu mamy ekstremalność Jezusa. Jest to ekstremalność Jego drogi krzyżowej i każdej drogi krzyżowej, którą dziś podążamy. Bóg–Ojciec przyznał rację Jezusowi. Po tej ekstremalności wskrzesił Go z martwych. W naszych ekstremalnych doświadczeniach też podnosi nas do życia teraz i w wieczności.

Nuncjusz Apostolski w Polsce Abp Celestino Migliore

Wstęp Stacja I Stacja II Stacja III Stacja IV Stacja V Stacja VI Stacja VII Stacja VIII Stacja IX Stacja X Stacja XI Stacja XII Stacja XIII Stacja XIV Zakończenie

Stacja 1. Sąd nad Jezusem

Istnieją sprawy ważniejsze niż życie.

Od tego prostego stwierdzenia zaczyna się opowieść o prawdziwym mężczyźnie. W duszy każdego chłopaka tli się wizja świata, który się wali, w którym zwycięża zło i trzeba stanąć do walki na śmierć i życie. Jedno życie i cały świat – jak to zestawić, jak porównać? Więc niejako od urodzenia wiadomo, że warto oddać życie dla sprawy. Że męskie życie jest funkcją wartości, a nie funkcjonowanie jest wartością samą w sobie. W takiej perspektywie właściwie wszystkie wyzwania, które podejmuje chłopak, a potem facet, są jedynie przygotowaniem do ostatecznej bitwy dobra ze złem. Żeby wtedy wygrać, teraz musi ćwiczyć. Uczestnicząc w potyczkach, rywalizując, przygotowuje się do ostatecznej batalii.

Oskar wyznał:
Istnieją sprawy ważniejsze niż życie. Są wartości (ludzie), za które warto umrzeć – dobrowolnie oddać życie. Jezus powiedział, że nikt Mu życia nie zabiera, ale sam je oddaje (J 10,18) oraz że nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13). Czy masz w sobie takie wartości, takich ludzi wokół, za których byłbyś w stanie oddać życie? Nie wtedy, kiedy jest niebezpiecznie i nie masz wyboru. Lecz wtedy kiedy możesz bezpiecznie odejść, a chcesz zostać i umrzeć. Jezus przed sądem znajduje się w bardzo życiowej sytuacji: co z twoim życiem – pyta się wszystko wokoło. Czy masz je dla siebie, czy jesteś gotowy je oddać za zbawienie świata? Czy jesteś gotowy do bitwy, w której możesz zginąć? Czy jesteś gotowy…

Módlmy się: Jezu, wyślij i mnie na pustynię, bym się dobrze przygotował do najważniejszej bitwy w moim życiu.

Stacja 2. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Przyjmuję mężnie konsekwencje moich decyzji.

Rozważania Karola:
Jezus poszedł po bandzie, naraził się wszystkim, którzy mieli władzę. Wiedział, że zginie. Jak przyszło do konfrontacji, to nie wymawiał się, powiedzielibyśmy dzisiaj: wziął to na klatę. I dokonał dzieła.W życiu bywa tak, że dążymy do czegoś, czego pragniemy. A kiedy przyjdzie co do czego, chowamy głowę w piasek. U mnie to było tak, że mając 18 lat zapragnąłem ratować ludzi. Dostałem się na medycynę, skończyłem ją i zdałem na specjalizację z chirurgii urazowej. Leczyłem już ludzi w oddziale, ale ciągle miałem w głowie to największe wyzwanie – pracę w oddziale ratunkowym. W moim środowisku praca w SOR (szpitalny oddział ratunkowy) uchodzi za najtrudniejszą. Presja czasu: kilkudziesięciu pacjentów na dyżur, trzeba szybko podejmować decyzje. Jednocześnie pełna odpowiedzialność, przeoczenie niepokojącego objawu może skutkować utratą życia pacjenta i twojej kariery. Ponadto zmęczenie:12-godzinne nocne dyżury pełnione pomiędzy normalnymi “dniówkami”. Do tego dochodzą emocje - pacjenci z pretensjami, którzy czekają po kilka godzin w poczekalni, rodziny poszkodowanych oczekują informacji, personel zależny od lekarza potrzebuje zaleceń. Lekarz jeden. Jeśli jest nowy, to na dodatek zmaga się z brakiem doświadczenia, trudnościami organizacyjnymi i niedoborem autorytetu… W końcu jednak wystartowałem. Moje życie czekało na tę decyzję. Mimo trudów doznaję spełnienia. Jest moc!”

Świadectwo Angeliki:
Mężczyzna MSR – miłujący jak Chrystus. A Jezus gdy kocha – wydaje samego siebie, i sam z siebie bierze krzyż na swoje ramiona… Ta stacja mówi do mnie o miłości. O miłości generalnie, ale też o miłości szczególnie, czyli takiej miłości oblubieńczej między mężczyzną a kobietą. Tak więc Jezus dobrowolnie bierze krzyż na swoje ramiona, bo kocha, oraz dlatego, że chce. Patrząc z perspektywy dzisiejszej obyczajowości wydaje się to bez sensu – Jezus marnuje się, marnuje sobie życie w ten sposób. A ja po prostu podziwiam tę decyzję i uwielbiam! Podziwiam jej męskość, odpowiedzialność, podjęty trud, pójście pod prąd. I uwielbiam, gdy patrzę na owoce tej decyzji – dzięki niej Kościół trwa do dzisiaj i cały czas rozlewa miłość na tych, którzy jej pragną! Gdy Jezus kocha, staje się to źródłem wiecznej miłości, niegasnącej. I taką też moc może mieć męska miłość! Może i powinna przynosić owoce. Tylko trzeba być gotowym wziąć krzyż na swoje ramiona.

Módlmy się: Jezu, pomóż mi prawdziwie kochać i jeszcze bardziej. 

Stacja 3. Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Mężczyzna upada, ponieważ podejmuje wyzwanie, czyli cel, który go przekracza.

Rozważanie Karola:
Istnieje olbrzymia pokusa w każdym z nas, aby stawiać sobie tylko takie cele, których osiągnięcia jesteśmy pewni, a ich realizacja nie wymaga od nas wysiłku zaparcia się siebie. Można tak funkcjonować długo w iluzji: „jaki to jestem wspaniały, co postanowię, to osiągam”. A wyzwanie boli. Prowadzi do kryzysu, w którym musimy określić, na czym naprawdę nam zależy. Dlatego dzięki wyzwaniom określamy swoją tożsamość oraz jednocześnie kształtujemy ją na nowo, ponieważ wygrane wyzwanie zmienia nas.”

Świadectwo Oskara:
Wyobrażam sobie, że Droga Krzyżowa Jezusa była sporym wydarzeniem. Tłum, który domagał się wyroku skazującego, towarzyszył potem Jezusowi. Na swojej drodze Jezus spotkał Matkę, niewiasty, Szymona, Jana, Marię Kleofasową, Marię Magdalenę. Ale cały czas towarzyszy mu wrogi tłum. Upadek, który zabolał bliskich, musiał też wywołać falę śmiechu i drwin wśród zebranych. Był popychany, opluwany, znieważany. I miało tak być do końca (Mk 15, 29-32) - jeszcze na krzyżu próbowali Mu dopiec. Dla ambitnego mężczyzny upadek jest irytujący. Może być demobilizujący. Istnieje silna pokusa, żeby odpuścić. Jezus też mógł odpuścić – mógł po prostu nie wstać. W końcu by Go dobili. Ale wstał. Nawet w perspektywie kolejnych upadków, drwin, upokorzenia. Jestem chirurgiem. Każdy chirurg musi w swojej praktyce zmierzyć się z powikłaniami po operacji – zabieg wykonany prawidłowo, ale leczenie nie przebiega zgodnie z oczekiwaniami. Coś się wydarza, coś się psuje. Pamiętam swoje pierwsze powikłanie. W głowie kołatały się różne myśli. Czy na pewno wszystko dobrze zrobiłem? Czy mogłem temu zapobiec? Otoczenie reaguje różnie - podenerwowanie, kpina, oskarżający palec albo zrozumienie. Była duża pokusa zrezygnowania z tej drogi, zmiany specjalizacji, wybrania lżejszego życia, unikania operacji. Trzeba było wziąć się w garść i pracować dalej. Trzeba było podnieść się z upadku. Z czasem dowiedziałem się, że każdy praktykujący chirurg będzie miał powikłania; że choroby i operacje mają określony procent powikłań taki sam praktycznie na całym świecie. Mistrzowie sztuki mówią, że jedyni chirurdzy, którzy nie mają powikłań to tacy, którzy nic nie robią. Każde powikłanie jest trudne emocjonalnie – jest upadkiem, jest frustrujące. Cechą mężczyzny jest podnoszenie się z upadku i dalsza walka pomimo oczywistości kolejnych upadków. To nie brak upadku jest zwycięstwem, ale upadek, po którym się podniosę.

Módlmy się: Jezu, umocnij mnie, żebym nie odpuszczał. Daj mi zawsze wybierać wartościową drogę pomimo czekających upadków.

Stacja 4. Jezus spotyka Matkę

Misja ważniejsza od więzów krwi. Jezus miał świadomość, że zgodą na swoje cierpienie zadaje ból bliskiej osobie.

Rozważanie Kseni:
Zawsze przechodzą mnie ciarki, kiedy wyobrażam sobie moment tego spotkania. Krótką chwilę, kiedy spotykają się ich spojrzenia. Co musi się dziać między nimi? Co widzi Jezus w oczach Maryi? Co widzi Maryja w oczach swojego Syna, świadomie idącego na śmierć? Kiedyś próbowałam wyobrazić sobie, co byłoby dla mnie największą porażką i upokorzeniem. Przecież nawet uczniowie Jezusa myśleli, że plan runął, przegrali, a Jezus ich wszystkich zawiódł, choć postawili na niego całe swoje życie. A więc wyobraziłam sobie upadek i upokorzenie. A potem wyobraziłam sobie, że właśnie w tej chwili spoglądam w oczy swoich rodziców. Do dziś pamiętam, jak pojawiła się we mnie ta żrąca mieszanka wstydu i winy – przecież oni tak wiele zainwestowali we mnie, tak wiele włożyli wysiłku. Później przyszło inne uczucie. Świadomość ich cierpienia. Tego, że moje decyzje zadają tym, których kocham, tak duży ból. I kiedy myślę o spotkaniu Jezusa i Maryi podczas Drogi Krzyżowej, to myślę właśnie o tych dwóch rzeczach. O tym, że męskie decyzje są oparte o wewnętrzną świadomość, że coś jest najważniejsze, niezbędne. I ta determinacja jest silniejsza od oceny innych ludzi. Nawet tych najbliższych. Nawet jeśli ci najbliżsi będą przez te decyzje cierpieli. I to mocno. Prawdziwy mężczyzna jest w stanie to nieobojętnie przeżyć i znieść - wziąć na klatę. A więc kiedy wyobrażam sobie, z ciarkami na plecach, to spotkanie spojrzeń Jezusa i Maryi, widzę cierpienie. Ale pod tym cierpieniem coś znacznie ważniejszego. Miłość. I zrozumienie. Bo jeszcze większą sztuką jest zbudować taką relację, gdzie obydwie strony zgodzą się na wspólne cierpienie dla wspólnego celu. Myślę, że Jezus przygotowywał Maryję do tej chwili. Prowadził ją ku temu, żeby ponad to, co ludzkie, postawiła to, co Boże. I kiedy nadszedł czas, wystarczyło krótkie spojrzenie, bo wszystko już było powiedziane wcześniej. Prawdziwe męstwo udziela się w relacjach, umacnia innych.

Módlmy się: Jezu, popracuj ze mną, jak z bogatym młodzieńcem - nad wyzwaniami.  

Stacja 5. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Facet faceta popycha do wyzwań.

Rozważanie Mateusza:
Lubię sobie wyobrażać tą stację jak scenę z filmowej superprodukcji. Mocno grzeje słońce. Dwóch umięśnionych facetów. Uginają się pod ciężarem drewna.Są śmiertelnie zmęczeni, są spoceni i zakrwawieni. Unoszą z trudem głowy, by wypatrzeć horyzont - kres ich wędrówki. Nie rozmawiają, nie rozglądają się – idą prosto do celu. Proste, ale niełatwe. Facet faceta popycha do wyzwań. Tak już mamy, że jeden kąśliwy żart lub lekceważące spojrzenie innego faceta potrafi nas zmusić do nadludzkiego wysiłku - byle nie stracić w oczach tamtego. Z takiej negatywnej motywacji często rodzą się nasza duma i honor.

Historia Marcina:
Podczas spotkania MęskiejStrony Rzeczywistości została kiedyś rzucona propozycja zrobienia EDK. Padło pytanie: “No to co, Marcin, zrobisz to?”. Mimo wątpliwości, odpowiedziałem: jasne.

Historia Iwony:
Pewnego niedzielnego, ciepłego popołudnia w Krakowie, na balustradzie Mostu Piłsudskiego stał facet, chcący popełnić samobójstwo. Nikt z przechodniów nie zareagował. Zadzwoniłam do psychiatry i wezwałam policję oraz pogotowie.

Wspomnienie Marcina:
2 lata temu przygotowaliśmy z chłopakami mega wyrypę dla mężczyzn. Po całym tygodniu pracy i studiów asekurowałem chłopaków,którzy wspinali się w ciemnej jaskini 30 metrów w górę. Tam nie było miejsca na błąd. To moje zmęczenie, ciemność i wyczerpanie było niczym w porównaniu do tego, jaką odpowiedzialność miałem na swoim karku. Właśnie dzięki temu wydarzeniu potrafiłem w sumie być 38 godzin bez snu, w pełnej gotowości.Zdałem sobie sprawę,że wtedy przekraczam granicę swojego egoizmu. Zdałem sobie sprawę jak ważny jest drugi człowiek, a nie ja w świecie którego oczekuję.

Módlmy się: Jezu, dołącz do mnie, żebym przekroczył siebie. 

Stacja 6. Weronika ociera twarz Jezusowi

Facet potrzebuje czułości.

Rozważanie Mateusza:
Facet też potrzebuje poczuć, że istnieje inny świat, gdzie dominuje łagodność, czułość, opiekuńczość. Wie, że nie powinien odrzucać tego świata. Tyle, że facet po takich krótkich przystankach rusza dalej. Nigdy nie powinien zostać w takim świecie, bo straci tożsamość. Otrząsa się i idzie dalej zmieniać świat, w którym dominuje przemoc.

Medytacja Iwony:
Ta stacja to spotkanie dwóch rzeczywistości: kobiecej i męskiej.Weronika podbiega, bo zauważa, co się dzieje z Jezusem. Rodzi się pytanie: czy widzi tylko to, co inni, czyli krew, ból, cierpienie, słabość, czy widzi, to co jest po otarciu twarzy...czyli Jegoprawdziwe oblicze, w którym widać Zwycięstwo. Jaka tam musiała być otwartość i odwaga między tą dwójką... Weronika nie zważa na tłumy, żołnierzy, chce się spotkać z Prawdą i chce Ją pokazać innym... Widzi coś więcej, chce za tym iść... Odkrywa to, kim On jest.Jezus „oddaje” jej to, kim jest - nie tylko to, co widać na zewnątrz, ale również ukazuje jej swoją Misję.Jaka to musiała być kobieta, która stworzyła przestrzeń do otwartości? Jaki to był mężczyzna, który pomimo bólu, miał w oczach zwycięstwo? Największą wartością w spotkaniu jest odkrycie dobra w drugim człowieku i jego potencjału, czasem gdzieś głęboko ukrytego. Jak tego dokonywać w swoim życiu? Dla mnie nauką otwartości i odwagi wejścia w relację z ludźmi na pewno jest wolontariat w SZLACHETNEJ PACZCE (już jakieś 7 lat). Nie można stworzyć wokół siebie miejsca dla innych, jeśli siedzi się w swoim świecie przekonań. Przecież to relacje z innymi pokazują to, jakimi jesteśmy naprawdę.

Módlmy się: Jezu, pomóż nam się rozczulić, byśmy mieli w sobie gotowość do budowania głębokich relacji. 

Stacja 7. Jezus upada po raz drugi po krzyżem

Każda porażka jest nawozem sukcesu. Moc w słabości się doskonali.

Wspomnienie Oskara:
Do mojej zeszłorocznej EDK wybrałem trasę 56km. Poprzedniej nocy spałem ok. 3 godziny, a 2 noce wcześniej: 5 godzin. Do tego, ze względu na postanowienia wielkopostne, ostatni posiłek jadłem o 19.00 poprzedniego dnia. Byłem dobrze przygotowany kondycyjnie. Ekstremalność przyszła sama. Już przed trzecią stacją dopadła mnie senność. Ekstremalna. Jestem chirurgiem i w związku z długimi godzinami pracy umiem spać nie tylko na leżąco, ale na siedząco i na stojąco. Na północnym wale Wisły po raz pierwszy zasnąłem na idąco i wlazłem w ogrodzenie stacji wodociągowej przy wale. Dwa razy. Na stacji czwartej wśród skałek naprzeciwko Tyńca oparłem się o drzewo. W jednej ręce miałem wodę, w drugiej rozważania. Mrugnąłem oczami, ale i rozważania, i woda znalazły się na ziemi. Ludzie, którzy byli w okolicy, zniknęli. Została ciemna noc. Dalsza droga była jedną z najdłuższych w mojej pamięci. Monotonny wał. Naliczyłem 14 przypadków zaśnięcia na idąco i bardziej lub mniej zgrabnego wyratowania się ze stoczenia z wału. Nie wiem, ile razy zasnąłem na stojąco. Chwilami zapewne szedłem w przeciwnym kierunku, bo chmury przesłoniły niebo, a wokół nie było punktów orientacyjnych. Mój telefon odnotował w tym czasie średnią prędkość niewiele powyżej 2km na godzinę. Porażka. W najbliższej miejscowości postanowiłem się poddać. Dotarłem tam bladym świtem i czekałem na autobus. Myślałem o porażce, o reakcji kolegów, o śmiechu, który wywoła moja żałosna historia. I o porażce. Siedząc na przystanku, chyba z poczucia humoru Pana Boga przespałem 3 busy. Jeden po drugim. To nie był dzień na poddawanie się. Wstałem, usunąłem lód ze sprzętu i ruszyłem dalej. Najpierw powolutku, próbując rozruszać zastałe na przystanku stawy. Potem szybciej i coraz szybciej. W końcu nabrałem takiego tempa, że pomimo dwukrotnego błądzenia i wydłużenia trasy do ponad 60km, pomimo przynajmniej 6godzinstraty, udało mi się wyprzedzić jeszcze 6 osób z mojej trasy. I dotrzeć do celu. I zamienić porażkę w sukces. Jezus wstaje po drugim upadku. Upadek to nie jest czas na poddawanie się. Umiera dopiero wtedy, kiedy sam chce. Oddaje życie. Nikt mu go nie odbiera. Wstanie też po trzecim, a jeśli trzeba to i po dziesiątym i po piętnastym. Upadek to nie jest czas na poddawanie się.

Módlmy się: Jezu, naucz mnie powstawać z upadków i zamieniać je w sukces.

Stacja 8. Jezus spotyka płaczące niewiasty

Pocieszeniem są słowa prawdy...

Wspomnienie Iwony:
Rozważając tę stację, pojawia mi się w głowie słowo: pocieszenie. Przecież jak one płakały, to pewnie Jezus chciał je jakoś pocieszyć. Czym mogło być to pocieszenie? Może przytuleniem? Pogłaskaniem? Ta forma zupełnie do mnie tu nie przemawia. To „pocieszenie” Jezusanie jest „głaskaniem” ani użalaniem się nad tymi płaczącymi –On motywuje, przecież jest już po drugim upadku i dalej idzie Drogą Krzyżową, nie zatrzymuje się.Od razu kojarzy mi się z tym historia mojej niedawnej podróży rowerem wokół Krakowa. Do przejechania ok. 130 km, po czym później dyżur w pracy. Pełno wątpliwości, czy dam radę, na pewno nie mam wystarczającej kondycji, i jeszcze jadę z dwoma facetami. Po przejechaniu 70 km moje kolana zaczęły dawać mocno o sobie znać (dzień wcześniej dodatkowo byłam na dość intensywnym treningu). Miałam ochotę się rozpłakać i wrócić autobusem z Wieliczki. I nagle pojawia się inny punkt widzenia – rozmowa z moimi towarzyszami na chwilowym odpoczynku: Już większa część drogi za nami! Możemy trochę zwolnić, na pewno dasz radę! To zupełnie nie przypominało „głaskania”: Ojej, jak Cię boli, to może faktycznie wróć autobusem. Nie wiem jak, ale przejechałam wtedy ponad 100 km.Pierwszy raz w życiu.Potem poszłam do pracy na 12 godzin, a niebawem podjęłam ważną dla mnie decyzję, z którą długo zwlekałam. Można prosić przyjaciół o użalanie się nad nami jeśli jesteśmy w ciężkiej sytuacji, ale można też wysłuchać zupełnie innego podejścia do tego, co nam sprawia ból. Można, ale trzeba być otwartym i mieć odwagę, żeby ten inny punkt widzenia usłyszeć.

Módlmy się: Jezu, otwórz mnie na słowa prawdy… 

Stacja 9. Trzeci upadek Jezusa

Trzeci upadek jest sytuacją kryzysową po wcześniejszych niepowodzeniach. Jezus mimo wyczerpania nie odpuszcza.

Rozważanie Bartosza:
Skąd On miał w sobie tyle siły i samozaparcia, żeby po raz kolejny wstać? Jaka walkamusiała się rozgrywać w Jego głowie, w każdym członku jego wyczerpanego, poranionego, przepełnionego bólem, ciała będącego na granicy wytrzymałości. No właśnie – „na granicy”. Moim zdaniem ten stan, ten moment określany mianem „na granicy” jest jednym z ważniejszych miejsc, gdzie kształtuje się Męska Duchowość.

Po latach przerwy wróciłem do uprawiania sportu i na nowo odkryłem, jakie ma on dla mnie znaczenie. Kto miał do czynienia ze sportem, zna to uczucie, gdy w czasie wysiłku w pewnym momencie dochodzi się do granicy. Najbardziej wyraziste jest to w sytuacji rywalizacji sportowej, gdzie od postawy w tej decydującej fazie wysiłku zależy rezultat: wygram ze sobą i z innymi, czy przegram. Wytrwam i dam z siebie wszystko czy odpuszczę i godziny morderczych treningów pójdą na marne? Właśnie tam -  na granicy zwycięstwo od porażki oddziela bardzo cienka linia. Wydaje się, że to już wszystko, na co mnie stać, że zaraz padnę.W głowie coś mówi, że nie ma sensu się tak męczyć. Odpuść już... A to jest ten moment, gdy wręcz przeciwnie trzeba dołożyć i wykrzesać z siebie jeszcze więcej. To jest kwestia jednej decyzji, którą trzeba podjąć i wytrwać w niej krótki czas, który wtedy wydaje się wiecznością. Na treningach nauczyłem się, że tak się da, że można przekraczać siebie, że takiej postawy można się nauczyć i tak wytrenować, by stała się nawykiem. A nawyk ten działa nie tylko w sporcie, ale również w codziennym życiu, gdzie stawka bywa dużo większa.Weźmy na przykład małżeńską sprzeczkę: wracasz po ciężkim dniu w pracy, jesteś wyczerpany. Pojawia się punkt zapalny, zaczyna się od błahostki, potem emocje narastają, wzajemnie się nakręcacie, wewnątrz już wrze. Jesteś na granicy, już nie wytrzymasz i zaraz wybuchniesz gniewem... Stop! Tu jest właśnie ten moment - granica, jeżeli odpuścisz i wybuchniesz, to gotowa niepotrzebna awantura, niepotrzebne zranienia, ból. Ale możesz przekroczyć siebie, opanować emocje, wyciszyć się i spróbować rozwiązać sprawę, gdy obydwoje się uspokoicie.”

Módlmy się: Jezu, chcę żyć na granicy, ale Ty bądź ze mną…

Stacja 10. Jezus obdarty z szat

Mam zasady, jestem wierzący i dobrze mi z tym…

Świadectwo Piotra:
Czy jestem gotów, żeby pokazać światu jakie mam wartości? Czy mam siłę do tego, żeby powiedzieć wprost: Mam zasady, jestem wierzący i dobrze mi z tym? Co zrobię w chwili próby? Czy jak ktoś zapyta: Czy chcesz extra zysk z tej transakcji, ale do ręki?, to czy powiesz: Mam zasady, jestem wierzący - nie biorę?. Ja miałem mnóstwo takich okazji, ale nie skorzystałem. Było to trudne, bo musiałem powiedzieć: Nie, nie biorę, mam zasady. Często spotykałem się z drwinami, śmiechem. Jest trudniej, muszę się o wiele bardziej starać, ale mogę szczerze spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć: Mam zasady, jestem wierzący i dobrze mi z tym. Jezus został obnażony z szat. Nie wstydził się tego, był przygotowany na sytuację, w której przed wieloma nieprzyjaznymi ludźmi powie: Mam zasady. Jest jednak ogromna różnica, bo Jezus tak naprawdę powiedział: Mam zasady i jestem gotów za nie umrzeć. I zrobił to. Dał się upokorzyć i umrzeć. Tego nie można porównać do brania lub niebrania łapówek, ale kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny (Łk 16,10). Jezu, daj mi siłę, żebym dla zasad i wiary dał się kiedyś upokorzyć.

Rozważania Eli:  
Niegdyś silne, piękne, wysportowane ciało. Mocne dłonie wykonywały żmudną pracę cieśli, podnosiły upadłych. Donośny głos wypędzał kupców ze świątyni i wołał do Ojca w trakcie modlitwy w Ogrójcu. Wyobrażam sobie tę scenę: ledwo trzymający się na nogach Jezus, dookoła zgraja wrzeszczących żołnierzy. Mogłoby się wydawać bezbronny, już i tak mocno upokorzony, doznaje kolejnego, jakże wstydliwego „uderzenia”. Jego nagie ciało mogą zobaczyć wszyscy. Ludzie szydzą, śmieją się, a On? Powiedział Ojcu tak i bez zająknięcia przyjmuje największe upokorzenia. Wierny sprawie. Cóż za siła, cóż za wytrwałość! Umiesz tak? Kiedy plują, kopią, upokarzają, odzierają z szat – milczeć, powiedzieć: przebaczam, przyjmuję. Siła faceta nie drzemie w jego mięśniach, ale w jego mądrości, w umiejętnym szacowaniu tego, co przyniesie większe owoce. Krzyk i walka o swoje czy pokorne, ale zdecydowane i pełne odwagi biorę to na klatę. Nie słowa, ale czyny!

Módlmy się: Jezu, chce mieć w sobie Twoje zasady i jeszcze więcej mądrości… 

Stacja 11. Jezus przybity do krzyża

Przestań się użalać nad sobą! Wyrwij się z tej iluzji, że będzie ciepło i dobrze. Wstań i walcz! Tylko to Ci zostaje! Walcz do końca!

Historia Rafała:
Czy zdarzyło Ci się kiedyś tak cierpieć, że już miałeś dość? I co się wtedy zdarzyło – przyszedł ktoś i wyciągnął pomocną dłoń, czy dobił?To był jeden z moich pierwszych dyżurów lekarskich. Nigdy go nie zapomnę. Pracowałem cały dzień i noc bez wytchnienia. Co chwilę ktoś potrzebował mojej pomocy, moich decyzji, których jeszcze wtedy się bałem, z braku wiedzy i doświadczenia. Wszystko się kotłowało w mojej głowie, musiałem ogarniać wiele spraw jednocześnie, chciałem zdążyć ze wszystkim. Do samego rana przygotowywałem raport, żeby wszystko przekazać kolegom jak należy. Przed raportem byłem zmęczony, ale zadowolony, że dopilnowałem wszystkiego, zrezygnowałem z możliwości przespania chociaż godziny, by wszystko było na tip-top. W trakcie przekazywania raportu jeden z lekarzy zaczął mnie przepytywać ze znajomości chorób pacjentów, szczegółowych wyników badań, itp. Wszystko mi się mieszało w głowie, wielu rzeczy nie pamiętałem… Najpierw próbowałem się tłumaczyć, ale to tylko podsycało ataki. W końcu cierpliwie powtarzałem: nie wiem. Ten raport trwał wieki w mojej głowie. Czułem się zmiażdżony. Przed całym zespołem obnażony i dobity. Bez litości. Jeśli liczysz na to, że Pan Bóg ochroni Cię przed nieszczęściami i cierpieniem, to jesteś głupi. Swojego umiłowanego Syna nie uchronił, dlaczego miałby Ciebie?

Jezus powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem Mesjaszem. I wielu w błąd wprowadzą. Będziecie słyszeć o wojnach i o pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec! Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści. (Mt 24,4-7)

Módlmy się: Jezu, żebym był twardy… 

Stacja 12. Jezus umiera na krzyżu

A śmierć istnieje. Jest faktem. Cierpienie istnieje. Syn Boga cierpi i umiera. I jego śmierć jest faktem. Stało się.Wspomnienie Karola: Alpy. Strome zbocze pokryte miękkim śniegiem. Trawersujemy do grani. Kiedy stąpam, noga zjeżdża mi coraz głębiej ze śniegiem w dół zbocza. Patrzę w dół, tam skały i mgła. Nie widać końca przepaści. Jesteśmy sami w promieniu kilkunastu kilometrów. Z każdym krokiem tracę pewność siebie, czuję, jak osuwam się wzdłuż zbocza w przepaść. Wiem, że jak spadnę, to nikt mnie nie uratuje, rozbiję się o skały, albo zamarznę, jeśli przeżyję upadek. Zaczynam się modlić: Zdrowaś Mario… Nie wiążemy się liną, by ten, który spadnie, nie pociągnął innych. Na asekurację nie ma warunków i czasu. Wyobrażam sobie swoją śmierć, jak będzie wyglądać, jak zareagują moi bliscy…To wszystko trwa sekundy. Czas nas goni, bo za kilka godzin będzie ciemno, a jeszcze trzeba zejść. Ok, trudno, najwyżej umrę. Przyspieszam. Wspinamy się na grań. Potem graniówka przy mocnym wietrze, czyli przejście wąską ścieżką miękkiego śniegu z przepaścią po obu stronach. Większość przebywam wyprostowany. Jak zginąć, to dumnie. Zdobywamy szczyt, schodzimy tą samą drogą… Docieramy do schronu. Wszyscy żyjemy. Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (Mt 16, 25)Rozważania Kseni: Stało się. Niby każdy wiedział, do czego to zmierza. Ale jest w człowieku taka zaskakująca “żywotność nadziei”. Widzę to często w swoich pacjentach, chorych na nieuleczalne nowotwory. W ich najbliższych. Człowiek jest zaskakującym stworzeniem, które od samego początku wie, że umrze, ale kiedy faktycznie staje w obliczu śmierci, ma w sobie pewne zaskoczenie: Ale jak to? To naprawdę? I do ostatniej chwili, gdzieś z tyłu głowy, czasem bardzo cicho, a czasem na cały głos mówi w nas nadzieja, że stanie się cud. Że, jak w amerykańskich filmach, w tej właśnie najbardziej krytycznej chwili zostaniemy ocaleni. Często myślimy, że to Bóg nas ocali. Przecież obiecał strzec naszego życia, pilnować każdego kroku i policzył każdy włos na naszej głowie. A śmierć istnieje. Jest faktem. Cierpienie istnieje. Syn Boga cierpi i umiera. I jego śmierć jest faktem. Stało się.Kiedy się modlę za swoich pacjentów, proszę o dobry czas. Proszę Boga, by dał im siły, by mądrze i w pełni wykorzystali ten czas, który mają. I kiedy się z nimi spotykam, uśmiecham się i mówię do siebie, że przecież wcale się tak bardzo nie różnimy – ja też gram na czas. Tylko oni wiedzą, że mogą go mieć niewiele, a ja jeszcze udaję, że o tym nie wiem.Módlmy się: Jezu, startuję w wyścigu z czasem. Dostałem go dużo. Od teraz aż do śmierci… I Ty bądź ze mną od teraz, aż do śmierci. 

Stacja 13. Ciało Jezusa zdjęte z krzyża

Mężczyzno – ucz się od Matki. To osoba, która Cię nie zawiedzie i nie pozostawi samemu sobie…

Rozważanie Eli:
Misja została wykonana. Przed chwilą wywyższony na krzyżu Jezus, teraz pospiesznie zdjęty z drzewa hańby, złożony na ręce Matki... Całe ciało to jedna wielka rana, ostatnie krople krwi spływają po martwym ciele najmężniejszego Mężczyzny. Maryja trzyma na kolanach ciało jedynego dziecka, czule je tuli i całuje. Z tej sceny piety bije niesamowita siła i wytrwałość Maryi. Ona wytrwała do końca, nie opuściła Syna, choć kosztowało Ją to wiele bólu. Facet powinien kierować się w życiu słowami Jezusa, ale czerpać także z postaw prezentowanych przez Maryję – matkę. Matka to osoba, która Cię nie zawiedzie i nie pozostawi samemu sobie – możesz być tego pewien. Pójdzie za tobą na śmierć... A gdy zdarzy się tak, że na ziemi ci jej zabraknie, wiedz, że ta w niebie będzie przy tobie. Czy potrafisz tak jak Ona wytrwać przy drugim człowieku, być z nim nie tylko w chwilach radości, ale przede wszystkim, gdy wszystko wali się na głowę, czy tchórzysz, gdy tylko pojawiają się trudności? Umiesz być odpowiedzialny za drugiego?

Módlmy się: Maryjo, Matko wytrwałej miłości, módl się za nami…

Stacja 14. Jezus złożony do grobu

Jezu, daj mi siłę do doprowadzania spraw do końca.

Rozważanie Krzyśka:
Grób jest dla mnie symbolem takiego etapu w życiu, który został ostatecznie zakończony. Zakończenie polega na tym, że to, czego doświadczyłem, zmieniło mnie na plus lub minus, ale jest już za mną i w pełni akceptuję ten fakt, nie wracam i nie rozpamiętuję. Z doświadczenia jednak wiem, jak trudne jest składanie do grobu  tego, co przeżyłem. I nie ma znaczenia, czy dany etap związany jest z pozytywnymi czy negatywnymi doświadczeniami. Nasza historia przeszkadza bardzo w tym, żeby iść do przodu i nie oglądać się na to, co było. Ze złożeniem do grobu kojarzy mi się zdanie, jakie kiedyś usłyszałem, że miarą wielkości człowieka jest największe wyzwanie jakie podjął i wygrał. W zdaniu tym zapisana jest ciągła potrzeba podejmowania wyzwań, konfrontowania się. Nie można raz wygrać wyzwania, a później trwać w tej euforii przez długi okres, ponieważ oznacza to równię pochyłą dla naszego charakteru. Każde – wygrane czy przegrane wyzwanie – trzeba jak najszybciej właśnie złożyć do grobu, wyciągnąć wnioski i iść dalej, podejmować kolejne jeszcze większe wyzwania. Ja kiedyś popadłem w taka euforię: skończyłem dwa kierunki studiów i myślałem: teraz to jestem KIMŚ. Świat na pewno będzie się o mnie bić. Rzeczywistość okazała się inna, bo świat poszedł do przodu i oprócz skończenia dobrych studiów, trzeba było się wykazać zdobytym doświadczeniem w pracy, znajomością języków i dodatkowymi umiejętnościami. Żeby być KIMŚ, trzeba iść dalej, podejmując ciągle to nowe wyzwania.

Świadectwo Piotrka:
Mam w sobie ogromną potrzebę domykania spraw do końca. Jest to wymagająca zaangażowania postawa, ale bardzo tego potrzebuję. Określam się przez to, co osiągnąłem i  doprowadziłem do końca. Często na tej drodze upadam. Odczuwam to mocno w pracy w nad sobą, gdy walczę o realizację wyzwań w Kodeksie Honorowym MSR. Podjąłem w nim wiele wyzwań, ale najlepsze owoce przyniosły te, które doprowadziłem do 100% realizacji. Byłem wtedy dumny: podjąłem i zrealizowałem do końca. Tylko w takich przypadkach mogłem się określić przez te zrealizowane wyzwania: Babia Góra zdobyta samotnie w zimową noc… Podjąłem się wyzwania, doprowadziłem do końca i dziś mogę powiedzieć, że to jest moje. Określam się przez to. Mogę iść dalej i podejmować kolejne wyzwania.

Módlmy się: Jezu, szukam nowych wyzwań. Już kończę tę Ekstremalną Drogę Krzyżową. A jutro idę dalej…

Podsumowanie

Podsumowanie Męskiej opowieści w czasie Ekstremalnej Drogi Krzyżowej: TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ. Tu chodzi o prawdziwe życie. Twoje życie. A jeśli Ty wygrasz swoje życie, zwycięzców będzie więcej. WALCZ. Jesteś stworzony do walki. Twoje życie nie jest największą wartością. ODKRYWAJ wartości, dla których warto oddać życie. Oddaj życie, by ZMARTWYCHWSTAĆ. I żyć naprawdę. 

Tekst

abp Celestino Migliore
ks. Jacek WIOSNA Stryczek
Wspólnota WIO i MSR 

 

Lektorzy

Rafał Strzebrakowski
Joanna Raś
Marcin Grandys 
Karol Korzycki

 

Muzyka

Dominik Dubiel SJ (piano)
Mikołaj Kubicki (trąbka)

 

Realizacja dźwięku

Paweł Nawrocki (Studio Inigo)

 

Montaż

Rafał Ptak (Studio Inigo)


Cała Ekstremalna Droga Krzyżowa

Wszystkie rozważania do ściągnięcia jednym kliknięciem.

Słuchaj rozważań EDK w aplikacji!

Modlitwa może być jeszcze bliżej, niż myślisz! Pobierz aplikacje na swój telefon komórkowy i korzystaj z rozważań Ekstremalnej Drogi Krzyżowej!


Rozważania

Męskość EDK

To jest męska duchowość, która zaczyna się od wyzwania, przekracza granice komfortu, by radzić sobie nawet w bólu i zachować w tym wszystkim pewność miłości Bożej.