Roraty

Adwentowa droga ku osobistemu ofiarowaniu się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa

W 2021 roku minie 100 lat od chwili, w której Episkopat Polski – niedługo po odzyskaniu niepodległości – poświęcił naszą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Stało się to podczas uroczystego aktu w jezuickiej Bazylice Serca Pana Jezusa w Krakowie. Świątynia ta stanowi wotum Narodu. W czasie roratnich rozważań adwentowych, prowadzonych przez o. Roberta Więcka SJ, Dyrektora Krajowego Sekretariatu Apostolstwa Modlitwy chcemy przygotować serce do osobistego poświęcenia się Sercu Bożemu i uczynić ten akt w sam dzień Bożego Narodzenia.

Pomocą niech nam będzie List apostolski Admirabile signum Ojca Świętego Franciszka o znaczeniu i wartości żłóbka betlejemskiego.

I Tydzień Adwentu


Wprowadzenie 29 listopada (I niedz. A): Powrót na właściwą drogę 30 listopada: Krzyż Pana naszego 1 grudnia: Rozradowani 2 grudnia: Bóg zajmuje się wszystkim 3 grudnia: Przebywanie w domu 4 grudnia: Prośba wierzącego 5 grudnia: Z bliskości w bliskość

II tydzień adwentu


6 grudnia (II niedz. A): Dziwaki 7 grudnia: W sam środek 8 grudnia: Pełna = nasycona 9 grudnia: Przyjdźcie jako dzieci! 10 grudnia: Gwałtownicy i niebo 11 grudnia: W Chrystusie rozwój 12 grudnia: Ustalone w kolejności

III Tydzień Adwentu


13 grudnia (III Niedziela Adwentu): Cierpliwe i radosne oczekiwanie 14 grudnia: Choć wiem to jednak nie powiem 15 grudnia: Początek, środek i koniec 16 grudnia: Pewność serca 17 grudnia: O Mądrości 18 grudnia: Wiem, że nic nie wiem 19 grudnia: Porządek w domu

IV Tydzień Adwentu


20 grudnia (IV Niedziela Adwentu): Milczenie też mówi 21 grudnia: Dajesz to, co masz 22 grudnia: Trwać w uwielbieniu 23 grudnia: Rozwiązania 24 grudnia: Duch, który obejmuje kosmos 25 grudnia: Uroczystość Narodzenia Pańskiego

Wstęp: Serce Boże przychodzi do serca człowieka

W przyszłym roku mija 100 lat od chwili, w której Episkopat Polski poświęcił naszą Ojczyznę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Stało się to podczas uroczystego aktu w jezuickiej Bazylice Serca Pana Jezusa w Krakowie. Bazylika ta to wotum Narodu. 

Czas Adwentu jest odpowiednim do tego, by – jako pierwszy etap – przygotować serce do osobistego poświęcenia się Sercu Bożemu i uczynić ten akt.


Zapraszam do podjęcia refleksji w ramach czytań liturgii słowa, a także do wypełnienia prostych zadań na każdy dzień. Im bliżej Bożego Narodzenia tym te zadania staną się bliższe tej uroczystości.

17 grudnia rozpoczyna się II etap adwentowej drogi – to już bezpośrednie przygotowanie do uroczystości Bożego Narodzenia. I w tym duchu chwyćmy się rękami brzegu żłobu. Spróbujmy unieść głowę i serce, by zobaczyć całe przygotowania do przyjścia Pana i Dzieciątko Jezus, kiedy narodzi się pośród nas w betlejemską noc. 

Pomocą niech będzie List apostolski Admirabile signum Ojca Świętego Franciszka o znaczeniu i wartości żłóbka betlejemskiego.

W samo Boże Narodzenie proponuję każdemu, by uczynił osobisty akt poświęcenia się Sercu Bożemu… by zawarł w nim siebie całego, swoją historię, każdą jej stronę, po to, by Syn Boży mógł się „tam” wcielić i przynieść zbawienie, a ożywione serca zaczęło żwawiej pracować na chwałę Bożą.

o. Robert Więcek SJ

I niedziela Adwentu: Powrót na właściwą drogę

Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! (Mk 13,33-37)

Błądzenie z dala od Bożych dróg prowadzi do tego, że serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Bogiem (por. Iz 63). Nieczułość serca związana jest z brakiem bojaźni. To Bóg daje sercu życie, „miękkość”, owo "z ciała". Brak czułości prowadzi do bycia nieczułym. 

Bez Bożej bojaźni nie ma otwartości na Jego plan. Znika Boża obecność. Zaniedbana bojaźń prowadzi do pychy. Wydaje się, że mamy wszystko pod kontrolą. Nic z tego! Nieczułość objawia kamienne, twarde i nieprzystępne połacie ziemi. 

Na początku drogi adwentowej niech dotrze do serca: uważajcie! Serce musi być uważne. Rozdygotane jest w arytmii. Zatrzymanie się jest zaproszeniem do uspokojenia tętna, czasami ledwo bijącego. Gdy brak tętna to należy wezwać pomocy. 

Uwaga i czujność to wymiary adwentu. Zachować uwagę to nic innego jak być czujnym. Świadomość, że czas nadchodzi winno wywoływać podwyższone ciśnienie. Gdy zbliża się coś ważnego to drżymy. Z uwagą przygotowujemy się do wydarzeń, by je przeżyć i nasycić się nimi. 

Zapraszamy do uwagi! Nie ma mowy o nadzwyczajnych sprawach i rzeczach do zrobienia. Mamy zająć się każdy swoją misją. Bóg przychodzi w przestrzeni mojej codzienność. Powierzono mi staranie o wszystko. 

W moich rękach Bóg zostawił dom – stworzył z miłości i dał w moje dłonie. Adwent ma o tym przypomnieć. Powraca, by zapytać o wypełnienie zadania, o moje staranie. Każdy z nas jest odźwiernym. Czuwanie z wieczora, a czasami o północy, przy pianiu kogutów lub rankiem. W bojaźni Bożej odkrywamy Boga we wszystkim. 

Czujność to wzmożona uwaga na przychodzącego Syna. Otrzymujemy łaskę i pokój od Ojca i Syna. Dziękczynienie niech wyznacza każdy dzień. Jest słowo i wszelkie poznanie. Dla utrwalenia się w nas chrystusowego stylu życia. Uwierzmy, że nie brakuje nam żadnego daru łaski. Rozejrzyjmy się i zobaczmy to, co pod ręką. Wstrzymaj oddech. Nadstaw ucha. 

To tu i teraz, to w mojej misji bycia odźwiernym jestem umocniony aż do końca przez Jezusa Chrystusa, szczególnie w Eucharystii. Przed nami dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzień spotkania. Jesteśmy powołani do wspólnoty z Nim. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami.

Zadanie: opracowanie adwentowej strategii czuwania…

Krzyż Pana naszego

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. (Mt 4,18-22)

Krzyż na drogę – otwórzmy się na to błogosławieństwo, choć w skrytości traktowane jako przekleństwo. Kto chce zachować swoje życie ten je straci. Tożsamość chrześcijanina wypływa z krzyża. Czyż nie działo się tak, że gdy ktoś nie umiał pisać to podpisywał się stawiając trzy krzyżyki

Z krzyżem w drogę – nie zwracajmy uwagi na drogę adwentową i możliwe przeszkody, a na Tego, za kim i ku komu idziemy. On jest drogą, prawdą i życiem czyli celem. I jednocześnie prowadzi do celu. 

Droga kończy się na krzyżu – to upodobnienie do Chrystusa. Tak skończył Andrzej Apostoł. Jednak nie skończyło się jego życie na krzyżu. Tam rozpoczął się kolejny jego etap – ten na wieki. Natychmiast zostawiali i szli za Nim, bo dotknęło ich zdumienie nie spowodowane omamieniem, a zachwytem i dotykiem łaski wiary.

W wierze zmienia się wszystko, choć pozostaje takie samo. Krzyż daje właściwe spojrzenie. Zwrócenie się ku krzyżowi Pana sprawia, że żyjemy, że pozostajemy przy życiu choć trzeba nam przejść przez bramę śmierci. 

Obietnica Pana jest prosta: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Staniecie się chlebem dla ludzi. Staniecie się drogowskazem dla ludzi. Zapatrzeni w krzyż Pana naszego, zapatrzeni w Jego Serce, które stoi otworem. On pierwszy idzie drogą krzyżową, aby nas zbawić. 

Każdy ma swoje dary i charyzmaty. Wszystkie one są dla zbudowania Kościoła. Jednakże najważniejsze jest to, by wszyscy ludzie byli zbawieni. Za wszelką cenę? Tak, za cenę życia. Za cenę Najdroższej Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa wylanej na Krzyżu z Serca Zbawiciela.


Zadanie: zostaw dziś wszystko, co przeszkadza ci w modlitwie… 

Rozradowani

W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli. (Łk 10,21-24)

Gdy dostajemy zwykłego sms-a albo ktoś do nas zadzwoni, już nie wspomnę o liście otrzymanym od kogoś, kogo w sercu nosimy to pojawia się w nas radość. Ta radość wypływa z doświadczenia miłości – dla jedności serc nie ma odległości czy czasu. Tyle pamiątek nas otacza. Znamy ich pochodzenie. Wiemy od kogo i w jakich okolicznościach zostały dane. Te najważniejsze są pilnie strzeżone. Są najcenniejsze. Nie o pamiątkę chodzi, a o osobę, która mi ją dała. 

Wymiary radości dotykają głębi! Nie śmiejemy się z byle czego. Ewangelista nazywa to radością w Duchu Świętym. To dar Ducha. Jest w nas Duch, a więc i radość też w nas jest. 

Pan Jezus rozradował się w Duchu Świętym. Takie pocieszenie. To jest przeżycie dla każdego i w każdym czasie. To odkrycie tego, co najważniejsze. Źródłem radości Syna jest zakrycie i odkrycie. Prostym jest obraz dziecka, które zakrywa oczy i powtarza: nie ma mnie, a potem opuszcza ręce i mówi już jestem. 

Mądrzy i roztropni nie pojmują, bo są skupieni na sobie samych. Są przytłoczeni. Oczy patrzą, a nie widzą. Uszy słuchają, a nie słyszą. Serce bije, choć jest to arytmia lub też ledwo wyczuwalny puls. 

Pragnienie Syna jest dla mnie. Ktoś się odkrył przede mną. Odkrył swoje Serce. Uczynił mnie uczestnikiem swego życia. Podzielił się sobą. Tylko prostaczkowie rozpoznają Serce Syna i wiedzą, że Duch. Święty rozlewa w ich sercach miłość. Tylko prostaczkowie uwierzą w obecność w pamiątce, która dokonuje się na eucharystycznym stole. 

Jestem bowiem źródłem radości Boga. Ojciec przekazał Synowi wszystko – a Ten przekazuje dalej. Zaczyna się takie podaj dalej. Umarł i zmartwychwstał dla wszystkich. Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Uwierzcie! Radujcie się! Skorzystaj z daru radości. Otwórz się na Boże pocieszenie. 
 

Zadanie: okaż choć raz w ciągu dnia, że radość Ducha jest w tobie…  

Bóg zajmuje się wszystkim

 Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze. Na to rzekli Mu uczniowie: Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo? Jezus zapytał ich: Ile macie chlebów? Odpowiedzieli: Siedem i parę rybek. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów. (Mt 15,29-37)

Bóg zajmuje się wszystkim. Zaprasza byśmy stali się nogami, rękami, oczyma, językiem chromych, niewidomych, niemych. Nie chodzi o ilość zła czy chorób. Przyjście Pana Jezusa zdumiewa. Kompleksowa opieka związana jest z kompleksowym zajęciem się. I duch i dusza i ciało są w Jego dłoniach, a przede wszystkim w Jego Sercu. 

Dokonuje się to w modlitwie uwielbienia, która jest konsekwencją naturalną i normalną, oczywistą i realną na dostrzeżone Boże przychodzenie. Wychodzi z konkretu codzienności, a poprzez go dochodzi do istoty samego Boga. 

Jaka kompleksowa opieka, skoro trzy dni i nie mają co jeść? Nie działa stoliczku nakryj się. Skończyły się zapasy wzięte ze sobą. Już nie ma zabezpieczeń. Spożywali to, co ze sobą wzięli, ale przecież piekarni nie ma. Sklepów nie było. 

Woła Jego Serce: Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze. Na tym polega opieka Boża. Zajmuje się tym, co konieczne do życia. Dogadzanie sobie z reguły prowadzi do rozpuszczenia (się). Pan widzi zgłodniałych i wie, że potrzeba pokarmu na drogę. Nie da się iść bez pokarmu! Na dłuższą metę to niemożliwe, bo jego brak osłabia.

Pan Jezus zwołuje sztab kryzysowy. Czy w tej sytuacji da się uwielbiać? Uczniowie wyszukują przeszkody: Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo? Liczą na siebie i na własne środki. Są świadkami nauczania i uzdrowień. Cuda traktowali jako coś normalnego. 

Pan uczy zdumienia. Na bezradność pyta: Ile macie chlebów? Odpowiedź wyraża niemożność: Siedem i parę rybek. Czy to jest nic? Wobec tego, nas dotyka pada jedno pytanie: co masz? Zobacz, co masz i usiądź. Weź to w dłonie i złóż dziękczynienie Bogu. To zawsze mogę zrobić! I zawsze coś znajdę. Gdy zobaczysz, że to od Boga to nie będzie trudności, by dzielić się z innymi za pomocą innych. Prowadzi to do sytości, bo starczy dla każdego, a pozostałych ułomków (z tego, co mieli) zebrano jeszcze siedem pełnych koszów. Czyż nie popłynie pieśń uwielbienia, która jest pieśnią codzienności, konkretu? 


Zadanie: stań się dziś dla potrzebującego tym, czego potrzebuje…

Przebywanie w domu

Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie! wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki. (Mt 7,21.24-27) 

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! (Iz 55,6). Poszukiwania, o których jest mowa nie są zabawą w chowanego. Rajskie gdzie jesteś Adamie – chodzimy po krzakach, a dokładnie próbujemy się w nich ukryć. Nie mam czasu, posłuchamy innym razem, jeszcze mam tyle do zrobienia.

Ile „ważniejszych” spraw pojawia się pod ręką, gdy rodzi się pragnienie, by usiąść sobie z Bogiem? Dla rzeczy najważniejszych zawsze człowiek czas znajdzie. Poszukiwania podejmuje się z reguły, gdy coś/ktoś zginie. Bóg zostawia wszystko i wychodzi na poszukiwania jednej owcy. 

Czyż nie lepiej, łatwiej i prościej mieć Go i Jego bliskość za to, co najważniejsze? Z góry mieć ustalony plan (program) na bycie-z-Nim? Chodzi o przebywanie ze sobą. Jeśli kogoś kocham to tęsknię. To jest właśnie budowanie na skale domostwa, które nic ani nikt nie jest w stanie obalić. Jako odpowiedź na ataki potrzeba codziennej wierności w małym. Pacierz, akty strzeliste, dziesiątka różańca. 

Istotne jest życie w Bożej obecności, które św. Ignacy Loyola zdefiniował: szukać i znajdować Boga we wszystkim, a wszystko w Nim. Bez naciągania faktów. Bez wymyślania i kolorowania. On jest z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata. 

Na dom trzeba mieć czas – nie wybudujesz w pięć minut. Budować trzeba dzień za dniem. Jak tworzenie płotów z kamieni różnokształtnych – chodzi o rzeczowy dobór, by jedno do drugiego pasowało. Nawet to, co wydaje się niemożliwym w Bogu się połączy. 

Patrząc na Serce Boże odkrywam niemożliwe w moich możliwościach i razem z Nim, w Jego imię to wypełniam, realizuję. Nie są to prace herkulesowe. Ziarno do ziarnka i zbierze się miarka. Przykładem tego jest św. Franciszek Ksawery, jezuita, patron misji, który pomalutku tak wiele uczynił. Wołajmy Panie, Panie i zakasujemy rękawy. To jest wola Ojca, a nie pana czy tyrana. Serce dziecka ufa Sercu Boga. Na Skale stawia, bo tam postawione zostało. 


Zadanie: podejmij dziś (przypomnij sobie) akty strzeliste…

Prośba wierzącego

Gdy Jezus przychodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. (Mt 9,27-31)

Pan Jezus daje się prosić. Niewidomi są w drodze. Idą za Jezusem. Byli razem, bo co dwie głowy to nie jedna. Realizacja prośby, gdy Pan uzna za odpowiednie. Czasami od razu, innym razem w domu. Ja mam głośno wołać – chodzi o treść wołania. Takie litanijne Serce Jezusa, Syna Ojca przedwiecznego, zmiłuj się nad nami. Dziecko woła, bo wierzy, że Ojciec pomoże. Odrzuć pokusę samowystarczalności, bo ona zamyka nam usta. 

Niewidomi idą za Jezusem krok w krok – nie odstępują Go ani na krok. Tu jest istota chrześcijańskiego naśladowania, przylgnięcie do Niego. Chrześcijanin nie żyjąc na co dzień owym krok w krok staje się wierzącym z nazwy, a nie z serca. 

Wierzący z serca słyszy: Wierzycie, że mogę to uczynić? Wcześniej wyznaje swoją nędzę, która dotyka serce. Sam nie jestem w stanie niczego zmienić. Wiara nas prowadzi. Mam takie, a nie inne pragnienia, a wierząc biorę to, co Pan Bóg mi daje. 

U końca tej drogi jest fiat. Niewidomi odpowiedzieli: Tak, Panie! Wierzymy! Bez wiary nie ma dotyku Bożego, interwencji Bożej. Wiara tworzy przestrzeń na spotkanie. Słyszymy: Według wiary waszej niech wam się stanie! Pamiętajmy, że u źródeł jest przylgnięcie do Jezusa, pójście na całość. 

Kontemplując Serce Boże z bliska zawsze otwierają oczy. Być może czasowo to nie jest od razu, natychmiast. Przecież owo „zawsze” jest też pojęciem czasowym. Nie sposób nie widzieć, kiedy się jest blisko Jezusa.  
Dziwi zatem surowy nakaz Jezusa: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Byli w domu. Inni nie słyszeli dialogu nie widzieli dotyku. Może chodziło o to, by dobrze przetrawić, nasycić się otrzymanym darem, by nie rozmienić się na drobne biegając na prawo i lewo. 
Niewidomi – widzący są „nieposłuszni”. Skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. Niepohamowana radość! Znano ich jako ślepców, a oto głoszą, że widzą i że uczynił to Jezus Chrystus. Może w zakazie chodziło też o to, by przetrawiwszy mówili o Bogu, Dawcy życia. 


Zadanie: podejmij dziś (przypomnij sobie) akty strzeliste…

Z bliskości w bliskość

Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! (Mt 9,35-10,1.6-8)

Bóg mogąc sobie poradzić samemu nie chce tak. Pragnie, by ludzie uwierzyli, że chce być Towarzyszem w ich wędrówce przez wszystkie miasta i wsie. Chce byśmy uwierzyli, że Go obchodzi nasze życie. On nie zniechęca się i nie męczy nauczaniem tam, gdzie jest na to miejsce. Uczy słowem i przykładem. Uczy życiem. Uczy nauki bliskości.

Są dwie formy nauczania. Pierwsza to głoszenie Ewangelii królestwa, głoszenie kerygmatu tzn. podstawowych prawd wiary. Druga to leczenie chorób i słabości. Bo słowo w czyn przechodzi. To nauczanie świadczy o bliskości pasterza ze swoimi owcami, o Sercu, które bije dla człowieka. To jest miłosierdzie. Bliskość, która widzi znękanie i porzucenie. Gdy ucieka pasterz to owce są bezbronne. Rozchodzą się. Rozpierzchają.  

Zaproszeni jesteśmy do tego samego miłosierdzia. Widzieć i litować się nad braćmi i siostrami, nauczać w Jego imię, być pośród ludzi, między sobą. Uczeń Pana widzi jak On, słyszy jak On, odczuwa jak On. Jestem narzędziem w rękach Mistrza, które z dobrej i nieprzymuszonej woli podejmuje drogę upodobnienia się do Syna. 

Bóg potrzebuje naszego serca, by niosło pomoc. Tak wybrał. Wybrał wcielenie i narodzenie. Potrzebujących jest wielu. Pierwszym sposobem jest modlitwa. Uczeń prosi Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na żniwo swoje. To objaw pokory i stanięcia w prawdzie, to przeganianie precz demona samowystarczalności. Z tego jesteśmy obdarowywani wedle potrzeb. Tego nie da się otrzymać zaocznie. To kontynuacja powołania i odpowiedzi na Jego wołanie. 

Posłani w dal, ale nie w siną dal! Mamy szukać tych, co poginęli spośród nas, spośród swoich. Przychodzi do swoich! Przychodzi, by być Emmanuelem. Poszukiwanie jest pokorne, bez fajerwerków: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Róbcie to samo, co Jezus. Słowa przechodzą w czyn - od słowa przechodzi do Słowa.  

Zaczynając od modlitwy, a potem przechodząc w czyny pamiętać trzeba, aby we wszystkim na pierwszym miejscu był Pan, sprawca wszystkiego. Pamiętaj, że otrzymałeś darmo, by tak samo dawać! 


Zadanie: pomódl się dziś za kogoś z moich "trudnych" bliskich…  

Dziwaki

W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Do niego to odnosi się słowo proroka Izajasza, gdy mówi: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki. Sam zaś Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny. Wówczas ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem. Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. (Mt 3,1-12)

Na Jana Chrzciciela i jemu „podobnych” patrzy się jak na dziwaków. Ich podobieństwo w słuchaniu i wypełnianiu słowa Bożego. To dziwactwo nie wychodzi z tego, że ich odzienie z sierści wielbłądziej czy za pokarm mają szarańcze i miód leśny. Wszak na pustyni nie ma nic cieplejszego niż sierść wielbłądzia, a szarańcza i miód to pożywny smakołyk.

Ich dziwactwo mieści się w tym, że przesadzają w słuchaniu słowa Bożego. Zapraszam do przesady. Przesadzajmy w szukaniu i znajdowaniu przychodzącego Boga. Bądźmy uważani za dziwaków.

Czym dziwaki żyją? Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie. Ogłaszają słowo Boże, które jest słodkie jak miód. Sycą się nim i je ogłaszają.  Głosimy to i żyjemy tym, co spożywamy. Idąc dalej ogłaszają to, czym żyją. 

Nawracanie się polega na przygotowaniu drogi Panu. W centrum znajduje się Pan. To dla Niego przygotowujemy serca. Bóg już wypowiedział swoje Słowo. Teraz ruch należy do mnie. Przyjmijmy chrzest, który obmywa nas z grzechu pierworodnego i daje siłę do wyznawania swych grzechów, by zostały odpuszczone. 

Potrzeba wstrząsu, by dotarło. Nie lelum polelum, a mocne, wymagające i pełne miłości słowo wzywające do opamiętania się. Przed użyciem wstrząśnij. Miłość prawdziwa jest miłością wymagającą. Stawia wymaganie. 

Nie przerażajmy się na mocne słowa Chrzciciela. U proroków Bożych zawsze jest obecne mocne słowo i nigdy nie brakuje nadziei. Tacy mamy być!
Nie wystarczy powiedzieć, że jestem ochrzczony, że Bóg jest moim Ojcem. Jeśli tak jest to trzeba wydawać godny owoc nawrócenia. Uwierzmy, że pośród nas jest już Syn Boży! Oczekujemy na Niego. Przyjmijmy Ducha Świętego, Ogień Miłości Bożej. 


Zadanie: dziś odnów przyrzeczenia chrztu świętego… 

W sam środek

Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli przy tym faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i Jerozolimy. A była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać. Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób go przynieść, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę rzekł: Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić. Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga? Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu! I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga. Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj. (Łk 5,17-26)

Kto ma Boga w centrum ten jest autentyczny! Przyjmuje przychodzącego Pana i robi przyjęcie na zawsze… to zaproszenie, by stanąć w samym środku przed Jezusem, pośród zawieruchy… Położyć przed Nim „paraliże” – w sam środek. Paraliże głuchoty i ślepoty. Paraliże małżeńskie i rodzinne. Paraliże sąsiedzkie i społeczne. 

Pan przychodzi, by być w centrum tego wszystkiego. Tam się rodzi, bo wie, że nie ma innego wyjścia. Nie dano pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni! Przychodzi nie do ziemi, a na ziemię. Przychodzi do konkretnego człowieka i w konkretnym człowieku. Bez przyjęcia tego przyjścia nie ma obecności. Zanurza w swym Sercu to wszystko. 

Przyjście i przyjęcie zakładają gotowość na zmianę. Oj, jak boli serce i w sercu! W świetle Wcielenia patrzeć na Ukrzyżowanego wiszącego na krzyżu i pytać: Jak to się stało, że Ty, będąc Bogiem stałeś się człowiekiem… i od życia wiecznego przeszedłeś to ziemskiego i konania na krzyżu? Uwierz, że jest w Jezusie moc Pańska. Zostaw zabezpieczenia. Posłuchaj: Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy. Oto Jego przyjście i przychodzenie. Zobacz głębiej i uwierz.

A więc wstań, weź swoje łoże i idź do domu! Idź i wielbij Boga! Zdumiewaj wszystkich naokoło. By i oni wielbili Boga. Uwierz, że ci, którzy wierzą to zobaczą i dołączą do Ciebie i będą powtarzać: przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj. Zrób więc rachunek miłości z dzisiaj… zrób… a zdziwisz się niezmiernie! 


Zadanie: przychodzi w wydarzeniu konkretnego dnia, dziś, nawet jak nie lubię poniedziałków - rozłóż ręce i przygarnij…

Pełna = nasycona

Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł. (Łk 1,26-38) 

Przejedzenie czy nasycenie? Można się przejeść i nie odczuć smaku tego, co się spożyło. Można też być nasyconym co jest doświadczeniem pełni. Do nasycenia wcale nie trzeba przesytu. Rajskie przejedzenie doprowadziło do fatalnych skutków. Istnieje ciągła pokusa zobacz-zjedz-nic-się-nie stanie. To tylko jeden gryz... o jeden gryz za dużo.

Przejedzenie prowadzi do ukrywania się. Zło uczyniliśmy, ale nie chcemy się do tego przyznać. Stąd chowanie się po krzakach. Odkrywamy, że nadzy jesteśmy. Grzech bowiem zdziera z nas wszystko. I wywołuje strach, który paraliżuje. 

Bóg nie pozostawia nas samych. Złamany zakaz, przekroczona granica. Dowiaduje się jak to się stało. Widzi fatalne skutki grzechu pierworodnego i reaguje. Zaczyna od: Gdzie jesteś? On wychodzi. On szuka. Nie obraża się. Aktualne jest wołanie. Te same usta, a przede wszystkim Serce Boże je wypowiadają. Dlaczego to uczyniłaś? Nie zaczynaj od spychologii, ale od stanięcia w prawdzie. 

Odkupienie to dzieło Boże. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. Albowiem jedna, prosta kobieta, Dziewica z Nazaretu, Maryja jest przecudnym narzędziem w Jego planie zbawienia. Wybiera kobietę, by przez Jej łono przyszło zbawienie. Ona jest pełna łaski. Nasycona łaską. Nasycona Bogiem. To jest nasycenie, które przynosi życie. Jest nasycona, bo słucha, bo uwierzyła Bogu. Tam nie ma przesytu! 

Obdarowana przyjmuje dary z pokorą. Słowa z Bożego Serca zalewają Jej serce i świat cały. Łaska Pana nie ma granic. Syci to, co wydaje się być już uschłe i niepłodne. Oto Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Napełnieni i osłonięci. Niech pada maryjne: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Bo Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych.


Zadanie: dziś pozwól, by Pan nasycił mnie cię łaską… Msza… adoracja… słowo Boże… 

Przyjdźcie jako dzieci!

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11,28-30)

Wychodzi ku nam, a my ku Niemu. Nie zawsze nam po drodze. Niekiedy się mijamy. Trud i ciężar nas osłabia, oślepia i ogłusza i nie umiemy ogarnąć. Z reguły pierwszą rzeczą, z której rezygnujemy to zostawienie na potem tego, co Boże. Oby potem nie okazało się za późno. 

W utrudzeniu i obciążeniu potrzebuję pokrzepienia. Jeśli nie znajduję czasu na modlitwę, bo zmęczony jestem, to na co poświęcam czas? Warto podliczyć: ile czasu przed telewizorem czy komputerem? Ile czasu z innymi ludźmi? Ile słucham, a ile mówię? Ile kroków dziennie robię i dokąd one mnie prowadzą? Jak dbam o zdrowie? W końcu: co jest źródłem mojego utrudzenia i obciążenia? Kobieta, która rodzi cierpi, ale gdy urodzi to już nie myśli o bólu. 

Jarzmo męczy, gdy jest jarzmem niewolnika. My jesteśmy Jego dziećmi, wolni i prawdziwi. Czy to jest jarzmo zamęczające? Przecież Ten, który nas stworzył i zbawił nie włoży nam ciężarów nie do uniesienia. Zachęca byśmy wzięli Jego jarzmo. Nie moje krzyże, ale Jego krzyż. Nie to, co chciałbym dla Niego zrobić, ale to, co On chce, bym dla Niego uczynił. Zaiste potrzeba cichości i pokory serca.  

Tego uczymy się od Niego wpatrując się w Jego Serce. Adoracja, Słowo Boże, Komunia święta, sakrament pokuty. Rób porządnie to, co masz. Jak odmawiasz codzienną modlitwę? To poranne i wieczorne zatrzymanie się? Bez Niego wszystko cię męczy i staje się męczarnią, a nie męczeństwem.  
 
Wykonaj więc ten ruch! Przyjdźcie do Niego! Nie ma lepszej inwestycji. Szukacie ukojenia dla ciała czy dla duszy? Co ważniejsze? Spokój serca i duszy czy wygoda dla ciała? Jeśli nie przyjdziesz do źródła to skąd się napijesz? Z kałuży? Jeśli nie przyjmujesz Pokarmu na życie wieczne to myślisz, że pokarm ziemski coś ci pomoże? Jeśli nie jesteś w domu to jesteś bezdomnym?  

Przyjdźcie! Niewidomi przejrzą. Głusi usłyszą. Niemi mówią. Chromi skaczą. Zdroje wód na pustyni tryskają. Spieczona ziemia zamienia się w żyzną. Drogi na pustyni i gościńce na pustkowiu są zdatne do użytku. Góry się obniżają, a doliny podnoszą. Urwiska równiną się stają. I w końcu Boże jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie. 

 
Zadanie: dziś zapobiegnij samotności Boga...

Gwałtownicy i niebo

Jezus powiedział do tłumów: Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha! (Mt 11,11-15)

Przychodzi, by łączyć dzieląc. Dzielenie nie mówi zawsze o umniejszaniu. O Chrzcicielu Pan Jezus powiada, że między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od niego. Ten przygotuje drogę Panu. 

Wielkość Chrzciciela polega na wierności misji, na pełnym w niej zaangażowaniu. Boże działanie bez efektów specjalnych. Tak po prostu. Wypływa z zasłuchania pełnym sercem w Serce Boga. Oto człowiek autentyczny: żyjący w prawdzie i prawdą. 

Ciągnie dalej Pan: Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. Ziemską rzeczywistość dostaliśmy od Boga. Perspektywa królestwa niebieskiego zmienia sposób patrzenia. To królestwo rządzi się swoimi prawami i używa własnego systemu miar – liczy się nie jak kto zaczynał, ale jak skończył. Życie na ziemi jest adwentem. 

Gwałtowność Jana złączmy z gorliwością, z radykalizmem. To we mnie ma pulsować – jak źródło i jak wulkan. Chcę, pragnę i taka jest moja dobrze rozważona decyzja – oto sekwencja św. Ignacego Loyoli. Wybór prowadzi do realizacji. Pełni werwy i odczuwający zmęczenie. Z radością i nadzieją w doświadczeniu bezradności. Nie zważając na przeszkody, ale nie po trupach.  

Chcesz wejść do królestwa? To rusz się! Trzeba je zdobyć. Zło nienawidzi dobra i prawdy, stąd będzie raczej unikało ich szlaków. Słabym punktem jest Bóg sam. Ten, który przyjmuje ciało ludzkie, by być Emmanuelem. Bóg ma słabość do słabości. Uczy, że moc w słabości się doskonali. Trzeba być gwałtownikiem miłości! 

Gwałtowność miłości objawia się w przyjściu Boga. Wcielił się. Uczynił to w cichości łona kobiety. Nie był to gwałt, bo było fiat. Była to miłość Boga do człowieka, Stwórcy do stworzenia. Taka cichutka, niepojęta, nieogarnięta, wręcz niesłyszalna gwałtowność miłości. Miłość Bożego Serca.  

Wchodzi Bóg w historię człowieka, gdy dojrzewa czas. Wszechmocny zna miejsce, czas i sposób wypełnienia się królestwa Bożego. Uczmy się zjednoczenia Chrzciciela z Panem Jezusem, gdy Maryja nawiedza Elżbietę noszącą pod sercem Jana. Serce, które uczy się kochać na wzór Bożego Serca wie, że gwałtowność i łagodność idą w parze. To codzienność miłości, która czuwa, czeka, wychodzi i powraca. Miłość obecna…

 
Zadanie: dziś (i może dalej) proś Pana, aby wszystkie twoje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu...

W Chrystusie rozwój

Jezus powiedział do tłumów: Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije. a oni mówią: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny. (Mt 11,16-19)

Co jest wspólnym mianownikiem nas wszystkich? Jako wierzący wiemy i wierzymy, że Tym, który nas łączy jest Osoba Jezusa Chrystusa. Nie ma i być nie może innego wspólnego mianownika. To w Nim jest realnym „pogodzenie” sprzeczności, które po ludzku nie znikają z naszego życia. 

Mieć oczy i uszy otwarte, bo przyjście Pana sprawia to „pogodzenie”. Nie wystarczy być ochrzczonym. Trzeba chrzest przyjąć. W patrzeniu na rzeczywistość mamy uczyć się Jego spojrzenia. Nasze jest krótkowzroczne, nie obejmuje całości, jest wybiórcze. 

Rodzi się pokolenie niezadowolonych rówieśników – dzieci przebywających na rynku. Duża przestrzeń. Idealne miejsce na zabawę. Ale nie bawią się. Przymawiają swym rówieśnikom. Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili. Takim nic się nie podoba i nigdy nie są usatysfakcjonowani. Jedna zabawa nie pasuje. Druga jest torpedowana. Wydaje się, że nie wiedzą, co chcą. 

Może jednak wiedzą co chcą i nie chcą tego, co inni im proponują. Może tak są skoncentrowani na sobie i swoim widzimisię, że już nic nie widzą, a jeśli nawet to ze wszystkich sił próbują to zohydzić sobie (by mieć argument do odejścia) i innym (by się nie cieszyli). Tacy potrafią zepsuć każdą zabawę i nie dlatego, że są ofermami. 

Wydarzenie ewangeliczne nie mówi o zabawie – dzieją się poważne rzeczy i padają poważne oskarżenia związane z Panem Jezusem i Chrzcicielem. Powtarzane są slogany, takie zapychacze oczu i uszu, by nieść do serca treść. Jana uważają za dziwaka, bo nie je ani nie pije (zbyt duży radykalizm!), a więc zły duch go opętał (fundamentalizm). sprawa załatwiona. A Syn Człowieczy je i pije, a więc żarłok i pijak. Ręce opadają.

Oto brak fundamentu – wspomnianego wspólnego mianownika. Rozsierdziło te duże dzieci zarówno orędzie jak i styl życia atakowanych osób. Unikali ich jak ognia, bo widzieli przemianę w tylu osobach – opętanie jest idealnym zamknięciem. W ostatecznym rozrachunku to ludzie kroczący od zła do zła, ci, którzy nie chcą słuchać Bożego głosu nawrócenia. 

Brakuje otwarcia na Serce Boga, podane jak na tacy w Synu. Kto nie przyjmuje Boga ten prędzej czy później postanowi Go zabić i szukać będzie sposobu by to uczynić. Bo to jest reakcja łańcuchowa. Z Serca Bożego wychodzi życie w całej pełni. Kto wybiera śmierć nie chce życia. 


Zadanie: dziś po raz kolejny uznaj Jezusa za swojego Króla, Pana i Zbawiciela powierzając Mu swoje życie.

Ustalone w kolejności

Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? On odparł: Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu. (Mt 17,10-13)

Schodzą z Góry Przemienienia. Tam, dokonało się coś, co poruszyło do głębi serca apostołów. Kamyk spadł i zaczął ciągnąć za sobą wszystko inne. Otwarły się drzwi, a apostołowie weszli w krainę wymarzoną. Chłonąć trzeba ową nowość. Wedle słów kolędy: A my nic nie pojmujemy, ledwo ze strachu żyjemy. Czy to ma nam zamykać oczy i serca przed wejściem w tajemnicę Wcielenia, w tajemnicę Przychodzącego. Bóg uchylił niebiosa i zstępuje. Czy umysł jest w stanie to objąć? Lepiej przytulić się do Boga. Jak dziecko przyklejone do nogi mamy czy taty. 

Przypomnijmy sobie doświadczenie Przemienienia, które nas przemienia. Nie z ciekawością turystów i setką pytań na minutę, a z modlitwą św. Ignacego Loyoli: …prosić o łaskę poznania Pana, bym bardziej Go kochał i bardziej naśladował. 

Przed Bogiem trzeba wyłączyć pojęcie czasu (jakieś najpierw czy potem). Bóg szanuje prawa czasu. Dzień ma 24h, tydzień 7 dni, a rok 12 miesięcy. Ludzie próbując to zmieniać dochodzą do klęski. 

Jest najpierw Eliasza. Ten jest jednym z najbardziej szanowanych proroków. Istotą jego prorokowania jest fakt, że ma przyjść ktoś, kto dokona pełnego wyzwolenia. Trzeba zasiać, by żniwa się odbyły. Fundament położyć, by mury stawiać. Oczy otworzyć, by widzieć. Jest to dynamika codzienności. Najpierw Bóg zadecydował, a potem zstąpił na ziemię. Najpierw zaprosił Maryję do współudziału, a potem, po Jej fiat przystąpił do działania. Jest to właściwa kolej rzeczy. Prośmy o światło Ducha, byśmy ją rozpoznali i zachowali. 

Wołamy, przyjdź i wołamy – uwaga, byśmy nie przegapili, że On już jest… Przemienienie wymaga zmiany. Co się zmieniło we mnie? Jeśli poznałem głębiej Pana to mocniej Go kocham i lepiej naśladuję. Czy podejmowane „sprawy” sprawiają, że staję się bardziej chrystusowy? Czy modlitwa uczyń serce moje według Serca Twego wciela się? 

Kto jest moim Eliaszem na tegoroczny adwent? Ten kto jest obok mnie i próbuje naprawiać. Grzech psuje, a w zepsutym aucie daleko się nie zajedzie. Da się naprawić. Jeśli ja sam to nie ma miejsca na Eliasza. Nie ma szans na poznanie Przychodzącego. Pan z Sercem na dłoni wchodzi. Ojciec podobny do właściciela winnicy, który najpierw posyłał wysłanników, a potem – na koniec – Syna swego Jednorodzonego, by ten świat zbawił, a nie potępił, by dał nam szansę powrotu do domu. 

 
Zadanie: dziś najpierw zadzwoń, a potem idź do kogoś, kto na ciebie czeka.

Cierpliwe i radosne oczekiwanie (III Niedziela Adwentu)

Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony je st ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, kt órzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. (Mt 11,2-11)


Tylko niewolnik na nic nie czeka. Co zabija nadzieję? Pośpiech w oczekiwaniu chciałbym już, teraz, natychmiast , a owocem tego niecierpliwoś ć, która zagłusza. Prorocy przemawiali i nie martwili się, że na ich oczach się nie wypełniało. Dziś świat nie umie czekać. Żądamy, aby natychmiast się wypełniło. Czy natychmiast na wezwanie Pana
zostawiłbym wszystko i poszedł za Nim?
Niedziela jest dniem radości. Jesteśmy zaproszeni do skupienia się na Przychodzącym. Radość to jest stan, który trwa. Połączmy nadzieję z radością, a wyjdzie z tego „mikstura”, dzięki której i pamięć się wzmocni, wola wolnością Bożą tchnąć będzie, rozum odkrywczym się stanie.

Skąd więc tyle smutku i niepewności, które są z reguły skrzętnie ukrywane? Zostaliśmy wkręceni w przemęczenie , w zabieganie, w wir. Czy to koniec ? Żadną miarą. Nie dopuszczajmy do przemęczenia . Najlepsze jest zdrowe zmęczenie. Posłuchajmy: Pokrzepcie ręc e osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Umacniajcie serca wasze … Nadzieja się nie męczy. Ona wzmacnia nas! Pan przynosi nam pokrzepienie . Zna nasze braki i niemożności. Wie o naszej
niepewności.

Połowa drogi adwentowej zaprasza do przystanięcia i zobaczen ia przebytej drogi. Po pierwsze, uraduj się z tego, co udało się. Zatrzymaj się, by ogarnąć wzrokiem rzeczywistość. Widząc konkretne czyny lub ich brak będziemy w stanie się zastanowić.

Jan pyta: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy o czekiwać? Pan odnosi się do codzienności, do tego, co czyni… niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię . Czy twierdzenia te wypływają z chwili zatrzymania się czy padają w biegu?

Niech zapadną głęboko w sercach naszych słowa Pana: "… błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi". Jego przyjście niekoniecznie musi się odbywać według naszych wyobrażeń. Zaiste Bóg lubi robić niespodzianki.

Zadanie: dziś zatęsknij za Bogiem…

Choć wiem to jednak nie powiem

Gdy Jezus przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu z pytaniem: Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę? Jezus im odpowiedział: Ja też zadam wam jedno pytanie; jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi? Oni zastanawiali się między sobą: Jeśli powiemy: z nieba, to nam zarzuci: Dlaczego więc nie uwierzyliście mu? A jeśli powiemy: od ludzi - boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi: Nie wiemy. On również im odpowiedział: Więc i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię. (Mt 21,23-27)


Dziwna reakcja zapytanych: wiemy, ale nie powiemy. Otrzymaliście klucze poznania, sami nie weszliście i innym nie pozwoliliście! Mamy klucze poznania. Czy otwieramy drzwi? To jest pytanie o świadectwo życia. Nie trzeba szastać językiem, a żyć! Gdy tak się stanie wtedy padnie: Jakim prawem to czynisz? Jakim prawem tak mówisz? Świat atakuje chrześcijaństwo, bo nie znosi przychodzącego Boga.

Świadectwo życia chrześcijan jest solą w oku. Lew już jest podrażniony i ryczy i krąży wokół bacząc kogo by pożreć. Ten lew jest nienasycony. Mamy ryzykować, bo wiemy.

Czy Pan mówi jako władca? Czy zmusza? Żadną miarą. Bóg nie umie przymusić, choć jest Królem nad królami i Panem nad panami. Posyła ludzi, słabych i kruchych – tak samo jak każdy z nas – by nie przestraszyć, byśmy nie myśleli, że musimy. Wybiera człowieka, aby objawić nam miłość. Ten korzysta z tego co umie, co ma, kim jest. Są to toporne lub proste i jasne słowa – oddzielające szpik od kości.

Uczmy się spoglądać na fakty. Pan Jezus mówi: Ja też zadam wam jedno pytanie; jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi? Zastanawianie się zapytanych pokazuje, że widzieli, że wiedzieli, ba, nawet wnioski wysnuwać całkiem sensowne potrafili. Ale nie dopuścili, by ziarno padło na ziemię ich serc. Odbijało się ono od nich jak groch od ściany. Jana od Krzyża dziś wspominanego też tak jego współbracia potraktowali odrzucając przesłanie.

Kiedy mówimy nie wiemy (a dobrze wiemy!) stajemy na rozdrożu. Tacy zdezorientowani z rozbitymi sercami – rozbite kompasy nie wskażą kierunku. Skoro nie ma centrum w Bogu… To Boga, jak uczy Apostoł Piotr trzeba bardziej słuchać niż ludzi. Faryzeusze nie chcą podjąć odpowiedzialności za odkrycia. Znają fakty.

Wybierają nic-nie-mówienie. Stanięcie w miejscu. Pójście w zapartą obojętność. Nie wiemy okazuje się być częstszą odpowiedzią na Boga i życie niż słyszymy. To prowadzi do głuchoty i ślepoty jak to ujmuje Biblia: patrzą, ale nie widzą, słuchają, ale nie słyszą. Serce człowieka przestaje bić. Serce Boga zamiera z bólu…

Zadanie: dziś zapoznaj się z życiorysem św. Jana od Krzyża.

Początek, środek i koniec

Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł.
Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć. (Mt 21,28-32)


► Liczy się początek i środek, a najważniejszy jest koniec. Można dobrze zacząć i źle skończyć, wstać lewą nogą z łóżka i odkryć wieczorem, że było dobrze. Przebieg sprawy nie zapowiada owoców, a po czasie odkrywamy, że były to kluczowe wydarzenia.

► Z tej perspektywy patrzmy na Wcielenie Syna Bożego, Jego Narodziny i Paschę. Bóg staje się człowiekiem – nie do pomyślenia. To wręcz urągające ludzkiej wyobraźni. To nie wszystko – a został zabity, czyli totalna porażka. Bóg został odrzucony – to do zrobienia. Ostatnie jednak słowo należy do Niego – zmartwychwstał. Początek, środek i koniec – niepojęta historia miłości.
Człowiek jest stworzony, aby Boga chwalić, czcić i Jemu służyć. Nie jestem stworzony jako „robol” czy „robot”. Praca jest częścią ludzkiej egzystencji, formą służby. Jesteśmy zaproszeni do podjęcia z odwagą sytuacji ojca i dwóch synów. Zostawmy używane w kontekście IV przykazanie pojęcie braku szacunku do rodziców, że nie wolno mówić nie, bo to jest pyskowanie, brak miłości itp.

► Pierwszy syn dokonał falstartu. Wyleciał z bloków startowych jak z procy, ale pomyliły mu się kierunki – nie trafił do celu (to hebrajska definicja grzechu)

► Drugi to nieposłuszne, wręcz krnąbrne i bezczelne dziecko. Nie chcę. Dziecko nie powiedziało stanowczego nie. Wypowiedziało swoje uczucia: nie chce mi się. To stare, a trzymające się dobrze zaraz.

​​​​​​​► Powróćmy do triady: początek – środek – koniec. Ewangelia ujęła to tak: Później jednak opamiętał się i poszedł. Ileż to razy po czasie (później) przychodzi nam pamięć? Syn przypomniał sobie kim jest, od kogo pochodzi i... fakt, że winnica, pole są jego dziedzictwem. Głupcem jest ten, kto nie dba o swoje dziedzictwo!

​​​​​​​► Opamiętanie wskazuje, że wbrew pozorom kocha swego ojca i chce wypełniać jego wolę. Wstępne nie chce nie zawsze zapowiada haniebny koniec, bo po chwili rozważenia dowiadujemy się, że spełnił wolę Ojca.

​​​​​​​► A pierwszy, z którym się utożsamiamy. Obiecanki cacanki. Kiwamy głowami dla przytaknięcia, a w głowie powtarzamy nie. W ten sposób słowo wydaje się nie kosztować. Rzucone na wiatr poleciało i powróci, bo ono nie zapomina skąd wyszło.

Zadanie: dziś przyjrzyj się jednej karcie własnej historii, w której wbrew złemu początkowi doszło do radosnego końca. I podziękuj!

Pewność serca

Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Pana z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? W tym właśnie czasie wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i [uwolnił] od złych duchów; oraz wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc: Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. (Łk 7,18b-23)


► Chrzciciel chce mieć pewność. Nie chodzi o pewność siebie. Wie dobrze, że ma przygotować drogę Panu i chce wypełnić wolę Bożą we wszystkim i dokładnie. Nie chce błądzić. Zdaje sobie sprawę z tego, że zbliża się koniec jego misji. Po ludzku patrząc misji nieudanej, bo kończy w więzieniu i dosięgnie go śmierć.
​​​​​​
​► Nie szuka oceny. Wysyła uczniów do Tego, którego poznał w łonie Maryi będąc w łonie Elżbiety. Drugie spotkanie nad wodami Jordanu, gdzie Jezus przyjął jego chrzest. Potem docierały do uszu relacje i opowieści. Szuka pewności. Kto pyta nie błądzi mówi przysłowie polskie. Pytanie Jana nie jest sprawdzaniem. Jest upewnieniem siebie, wszak to, co dochodziło do niego dawało mu wiele światła i pokoju.

► Czasami w naszych poszukiwaniach nie będziemy mieli dokładnej słownej odpowiedzi-deklaracji. Mamy oczy, które służą do rozglądania się; uszy do słuchania. Bóg dał nam zmysły, które pomagają w percepcji rzeczywistości. Wokół znaki potwierdzające i upewniające nas. Św. Ignacy Loyola uczy rekolektanta wpatrywania się w Jezusa Chrystusa. To kontemplacja. Na koniec rekolekcji proponuje kontemplację dla uzyskania miłości. Po raz kolejny skupić się mamy na Bogu, który w nas i dla nas działa! Mamy dostrzec dobro, które zstępuje z góry jak promienie słońca, jak deszcz na ziemię.

► Widzieć trzeba Działającego… Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. Patrzcie i wyciągajcie wnioski. A czyńcie to z pokorą i cierpliwością. 

► Całe wydarzenie dokonuje się w sercu Chrzciciela, który przyjął w nim samego Boga. Wszedł w Boże Serce i choć nie rozumiał to chciał tam być. Niech nie przeraża nas Rana tegoż Serca. Tylko przez nią i w niej doświadczamy uzdrowienia z chorób, dolegliwości i uwolnienia od złych duchów oraz obdarowania wzrokiem niewidomych. - Troska o królestwo najpierw, a wszystko inne zostanie nam dodane. Prośmy o wytrwałość w rozpoznawaniu Pana poprzez Jego dzieła, albowiem błogosławiony jest ten, kto w Niego nie zwątpi. Jan nie zwątpił. Jan jak każdy człowiek szukał pewności serca.

Zadanie: czy dziś chcesz widzieć Boga działającego w twoim życiu? Zapisz.

O Mądrości

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była /dawna/ żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego. Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń. (Mt 1,1-17) 


► Czytając rodowód Jezusa Chrystusa odkrywamy, że spełnia się w Jego historii antyfona na dziś: Mądrości Najwyższego, która urządzasz wszystko mocno i łagodnie, przyjdź i naucz nas drogi roztropności. Bóg urządza wszystko mocno i łagodnie! To urządzenie domu: by był dobry, funkcjonalny dom, by się w nim dobrze czuł, by wyszła na światło dzienne kreatywność i osobowość.

► Bóg urządza wszystko – porządkuje w najlepszy sposób. To nie idealizm, perfekcjonizm czy sterylność porządku. Mądrość Boża umie połączyć elementy na pierwszy rzut oka całkowicie przeciwstawne.

​​​​​​​► Mocno i łagodnie – cudowne łączenie przeciwności. Bóg w historii zbawienia tak postępuje. Jest czas mocy. Jest czas przychodzenia z łagodnością i cierpliwością. Mocne słowo pokruszy twarde serca, by mogły na nowo bić. Jest i słowo z łagodnością matki przemawiające do serca– pragnie naszego opamiętania się. To jest równowaga serca...
​​​​​​​
► Roztropność to umiejętność dobierania właściwych środków prowadzących do celu, umiejętność dążenia do dobra. Jest i roztropność w działaniu. Da się pogodzić ze sobą dążenia wielu ludzi nie wykluczając własnych i nie tracąc przy tym wyczucia. Prośmy Boga o dar roztropności! To daje inne spojrzenie na wydarzenia, których stajemy się uczestnikami w codzienności. Uczy nadziei, wobec tego, co po ludzku beznadziejne.

​​​​​​​► Bóg cieszy się każdym człowiekiem! Nie zawsze kroki, które podejmujemy, ścieżki, którymi chodzimy wywołują radość w Bożym sercu. Pan nie przekreśla nas. Mądrość Boża „nagina się” do nas. Przygląda z uwagą. Ostrzega z miłością. A gdy już nie da się nic zrobić to sam idzie na śmierć, byśmy my mogli żyć.

Zadanie:  Zaplanuj jak z mocą i łagodnością urządzisz dom (serce, rodzinę) na tegoroczne Boże Narodzenie.

Wiem, że nic nie wiem

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef,
który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie. (Mt 1,18-24)

► Zderzenie z codziennością, która przerosła mnie. Treść tak przerosła formę, że Józef niemy pozostaje. Zgódź się na niemotę niepojętych spraw dokonujących się w tobie i wokół ciebie. Bez zgody na niepojęte nie jestem w stanie podjąć codzienności. Zostaw coś Bogu i dla Boga… zrób Mu przestrzeń… to nie wyłącza twoich zdolności… On otwiera możliwości-niemożliwości. Pozwala się odnaleźć.

► Pozwól Bogu zająć centralne miejsce. W ukryciu. To miejsce zamknięte na siedem spustów, obwarowane. Wpuść tam Pana Jezusa! On szuka, aż znajdzie. Z reguły jest to stajnia i żłób. Pusty żłób. Ciekawe… interesujące… zaskakujące… wpuść tam Pana Jezusa!

► Kto nie zna Pisma św., ten nie zna Chrystusa. Józef zna Księgę Prawa i wie jak stosować tę wiedzę. Ta nie jest przeciwko człowiekowi. Bóg przychodząc staje naprzeciw, a nie przeciwko nam. Przyjmiemy z pokorą Słowo Boże nie tylko ustami, ale i sercem. Słowo, które stało się ciałem i zamieszkało między nami!

► Józef skorzystał z tej wiedzy, by ocalić Maryję. Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie umarł, ale miał życie wieczne? Przyszedł nie po to, by potępiać, ale by zbawić – ocalić. Nie znając nie mogę skorzystać. W prostocie i pokorze poruszajmy się w przestrzeniach Bożej komunikacji. Słowo Boże. Rozum i wola. Pamięć i zdolność kojarzenia. Nic co ludzkie nie jest Bogu obce i nie odrzuca tego, co specyficznie ludzkie.

► Tuż przed Bożym Narodzeniem nie bój się Maryi… chcesz dowiedzieć się czegoś o Synu Bożym to weź Ją do siebie. Bóg zna twe serce i twoją głowę. Zna tok myśli i rozumowania. Nie mówi, że jest do niczego. Zostaw zawsze margines dla Niego, nawet jeśli to ma być miejsce na marginesie.

► Ona poprowadzi cię tylko i wyłącznie do Jezusa, Syna, który zbawi swój lud od jego grzechów. Ona, Dziewica poczęła i porodziła Syna, któremu nadano imię Emmanuel. To najprostsza droga do odkrycia i odkrywania Bożego Serca i faktu, że Bóg z nami. Zbudź się ze snu! Wstań!

Zadanie: Pomyśl o swojej mamie, która cię zrodziła… wie tyle o tobie… wspomnij, pomódl się, zadzwoń, może odwiedź i przytul...

Porządek w domu

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. (Łk 1,5-7)

Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. (Łk 1,11)

Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. (Łk 1,13b.)

Już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. (Łk 1,15b)

On sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych - do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały. Na to rzekł Zachariasz do anioła: Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku. Odpowiedział mu anioł: Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie. Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. (Łk 1,17-21a)

Powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. Tak uczynił mi Pan - mówiła - wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi. (Łk 1,23b-25)


► Pełne CV: imię, nazwisko, pochodzenie, historia; koligacje rodzinne i zawodowe, powszechność i pojedyncza osoba. Wchodzi w to Bóg, który utrzymuje w istnieniu. Zna się, lecz… męczą się żydzi w opresji rzymskiej, męczą się pojedyncze osoby. A nasze męczenie się? Męczarnie czy męczeństwo, czyli świadectwo. Zachariasz i Elżbieta dają piękne świadectwo wierności Bogu. Przysięga małżeńska i… żyją nią w codzienności.

► Wspaniali, ale nie mieli dziecka. Pragnęli, ale nie za wszelką cenę. Są lata ich pragnienia i modlitwy. Długie lata. Jednak nie gubią się. Wierni w codzienności – to, co robią, robią najlepiej jak potrafią. Oto świadectwo zaufania Najwyższemu.

► Trafia się jak ziarnko ślepej kurze? Nie ma przypadku w życiu wierzącego. Padła ofiara kadzielna na Zachariasza, bo Bóg miał z nim do załatwienia pewną sprawę. Nie jako cukierek na osłodę. Bogu wierny do ostatniego tchnienia. Dostaje listę obietnic, o których nie śniło się nawet temu Bożemu człowiekowi. Ogrom łaski i niedowierzanie. Język został związany, by nie mógł mówić, a zacząć trawić.

► Łaska i wierność spotkają się z sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój. Pan sam szczęściem obdarzy, a nasza ziemia wyda swój owoc. Zadziwmy się jak lud. Oto niemota nie jest karą, a łaską. Powróćmy do domu. Pan wejrzał łaskawie. On jest Panem historii ludzkości i każdego pojedynczego człowieka. Panem dającym swe Serce.

Zadanie: po powrocie do domu zabierz się do porządków, bo już niedługo Narodziny.

Milczenie też mówi

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła si ę brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powi edziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie (Mt 1,18-24)


► Ta scena przeniknięte jest milczenie m . Jest tam cisza , która pulsuje. W ważnych wydarzeniach potrzeba ciszy. Dokonuje się wszystko w ciemnościach noc bólu, rozterki, pytań, odpowiedzi. Milczy Maryja. Kto by Jej uwierzył? Ona milczy i kocha. Milczy Józef. Nie kłóci się z Maryją. Nie oskarża Jej. Zapewne w sercu dokonywała się walka. Znał Maryję. Okazywał Jej niezwykły szacunek. Milczy Bóg. Czemu? Bo czeka na decyzję Józefa. Gdy ten ją podejmuje wtedy podchodzi. Bóg nie daje gotowych rozwiązań.

► W naszych czasach ta postawa jest nie w smak . Zamieść pod dywan? Ukryć? Woła się o przejrzystość, a jak dotyka mnie to już niekoniecznie. Czy Józef chce ukryć? Ludzie nie są ślepi. To szacunek tego mężczyzny do Maryi! Chroni ją. Nie chce narazić Jej na zniesławienie. Iluż to ludzi zostało zniesławio nych przez zbyt pochopne oceny i sądy? Któż im zwróci szacunek?

►  Dobrym słowem dla opisu Józefa jest dyskrecja związana z prostotą . Lepiej mniej mówić, a więcej milczeć. Zebrane dane rozważyć w sercu nocy, w której walczymy . To zdolność wyczucia. To pos tawa godna i konieczna do tego, by rozważać w mądrości serca wydarzenia, które nas przerastają.

► Nie wszystko jest łatwe i proste i jasne. Rozważanie w ciszy i ciemności ma prowadzić do oglądania rzeczywistości spojrzeniem Jezusa , spojrzeniem wiary. Rozważa w swym sercu i… odnosi do Boga. Na tym polega chrześcijańska dyskrecja. Gdy rozważy i dokona wyboru to idzie z nim do Boga i Mu go przedstawia, czeka na Jego działanie 
odpowiedź. 

►  Odpowiedź przychodzi w ciemności i ciszy. Józef nie wypowiedział ani jednego Odpowiedź przychodzi w ciemności i ciszy. Józef nie wypowiedział ani jednego słowa. Otworzył serce. Józef miłuje i szanuje Maryję, miłuje i szanuje Wszechmocnego. słowa. Otworzył serce. Józef miłuje i szanuje Maryję, miłuje i szanuje Wszechmocnego.

►  Bóg nie zabiera wolnej woli i rozumu. Czeka na nasze poszukiwania. Bóg nie zabiera wolnej woli i rozumu. Czeka na nasze poszukiwania. Gdy powziął tę Gdy powziął tę myślmyśl BBóg przychodzi w atmosferze miłości i szacunku, dbania o drugiego. To otwartość na óg przychodzi w atmosferze miłości i szacunku, dbania o drugiego. To otwartość na Boga. Usłysz dziś: …Boga. Usłysz dziś: …nie bój się wziąć do siebie Maryinie bój się wziąć do siebie Maryi. .

► Nie lękaj się tego, że nie rozumiesz do końca. Józef też nie rozumiał. Zaufał Temu, do którego miał szacunek. Zawierzył, że Bóg jest Emmanuelem. W wierze wziął Maryję do siebie

Dajesz to, co masz

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. (Łk 1,39-45)


► Dlatego, że wybrała Pan jest między nami. Niewiele dzieje się bez wyborów. Nie potrzeba nam kamieni bezwładnie opadających. Życie ma być świadome! Nie myślmy w kategoriach byle przeżyć. Mamy żyć pełną piersią, w której pulsuje serce. Świadome życie zakorzenia się w dobrowolnym wyborze. W życiu należy wychodzić naprzeciw. Nie bać się podejmować ryzyka. Opuszczać z góry upatrzone pozycje. Trochę zaciekawić się. Nie czyń życia szarym i nużącym. Spraw, aby było tryskającym źródłem. Jak Serce Boże, z którego tryska życie.

► Maryja z pośpiechem wybrała się. To odruch miłosiernego serca. Ów pośpiech połączony z sercem nie wskazuje na arytmię. Objawia piękny, prosty i pokorny rytm serca, które żyje. Nie byle jak. Trzeba przejść określoną ilość kroków, by pokonać kilometr drogi. Jeśli idziemy w góry to poruszamy się z góry i pod górę. To zaś zakłada podjęcie trudu.

► Maryja poszła z pośpiechem do domu Zachariasza. Do czasu przyjścia Maryi Elżbieta ukrywała się. Elżbieta przez przypadek natknęła się na wchodzącą krewną. Otrzymała pozdrowienie, które jest nawiedzeniem. Proste dzień dobry czy szczęść Boże okazuje się być dotknięciem ze strony Boga!

► Dla wierzącego nie ma przypadkowych spotkań. Każde jest wplecione w nurt historii zbawienia. To Boże prowadzenie daje pewność, że nawet jeśli przez ciemną dolinę iść trzeba to przybliża nas to do celu. Szanujemy codzienne, w przelocie dokonujące się spotkania. Posłuchajmy pozdrowień, które do nas są kierowane. Nie znały się, a gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Oto otwarcie się na przychodzącego Pana.

► Pada błogosławieństwo tyle razy powtarzane: Błogosławionaś jest między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. Odsłania to, co pozostało dotychczas zakryte. Przychodzi krewna, która wie. Na tych samych falach nadają. Ten sam Duch nimi kieruje. Maryja słyszy: A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.

Zadanie: dziś wyjdź z domu – nawiedź kogoś niosąc mu Pana – przez słowo, przez gest, przez pomoc.

Trwać w uwielbieniu

Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje jak przyobiecał naszym ojcom na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki. Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu. (Łk 1,46-56)


► Uwielbienie to mówienie Bogu kim i jaki jest. Kiedy Maryja słyszy błogosławieństwo, przyszedł czas na uwielbienie. Najważniejsze, że zarówno w spontanicznym (z serca) wołaniu Elżbiety i Maryi w centrum znajduje się Bóg. Ni jedna ni druga nie przypisuje sobie (czy drugiemu) autorstwa tego wszystkiego. Odnosić często do Pana Boga to, co dzieje się wokół mnie (św. Ignacy Loyola). Odnosząc do Boga codzienność zyskujemy właściwy punkt widzenia.

► Reagujemy na pochwałę czy błogosławieństwo odnieśmy je do Autora to, co wokół nas. Ucieszmy się Jego dotykiem. I dziękujemy! Wtedy w sercu jest równowaga. Wiem gdzie źródło. Wiem na czym buduję. Wiem, że to Bóg troszczy się o mnie. Boże Serce jest w pełne równowagi.
​​​​​​​
►  Pieśń Maryi opowiada o Bogu, który się troszczy, o Sercu Bożym. Maryja, Matka Pana opowiada o Wszechmocnym. Opowieść ta wypływa z duszy i serca. W sercu On się znajduje. I patrzy, a spojrzenie sprawia, że odtąd błogosławić Ją będą wszystkie pokolenia! Źródłem jest Ten, który wielkie rzeczy Jej i w Niej uczynił. Święty, miłosierny. Ogłaszane zbawienie każdego człowieka. Oto moc Boża. Bóg w swojej łaskawości ustanawia ład, wprowadza porządek. Jest wierny swoim obietnicom! Nie szasta słowem na niby.

​​​​​​​► Konsekwencją uwielbienia jest służba. Ta konkretna, prosta, codzienna, nie „akcyjność”. Pogadały sobie te kobiety i przeszły do porządku dziennego. Pomagają sobie nawzajem. I w modlitwie i w posłudze. Obie są napełnione Duchem i z Ducha wykonują zwykłe obowiązki, a wtedy te przemieniają się w niezwykłe. Na wzór Bożego Serca – Syn nie przyszedł, aby Mu służyć, ale by służyć, aż po przebite Serce.

Zadanie: dziś nuć (lub "mrucz pod nosem") swoją pieśń uwielbienia i… postaraj się o sianko, by włożyć je pod obrus przy stole wigilijnym…

Rozwiązania

Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. (Łk 1,57-66) 


► Piękny zwrot w odniesieniu do narodzin: czas rozwiązania. Dziecko w łonie matki jest najbezpieczniejsze. Jednak przychodzi odpowiednia chwila, by wyjść na świat. Nosimy w sobie sprawy, które w nas pracują, które są jak poczęcie. Nie możemy nosić ich w nieskończoność. Przychodzi czas rozwiązań.

► Nie można pozostawiać spraw nierozwiązanych. Takie bowiem wiążą i to u szyi, a więc duszą. Odpowiedzi/rozwiązania są zaś wiążące. Balast utrudnia nam poruszanie się. Ogranicza ruchy. Spędza trochę sen z powiek. Wprowadza arytmię.

► Wykułem zwrot techniczny: po rozwiązaniach ich poznacie. Poród niekoniecznie jest bezbolesny. Czy rozwiązanie ma być też takie? Czasami zaboleć potrafi. Sąsiedzi i krewni dziwili się, że Elżbieta, zapadła się pod ziemię. Pytali się, ale Zachariasz milczał.

► Okazało się bo oto starsza kobieta, uważana za niepłodną rodzi dziecko… sensacja wybuchła. Rozwiązanie przyszło samo w dziecku. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Boże rozwiązania są zawsze dotykiem wielkiego miłosierdzia. Tak trzeba je podjąć – trzeba tutaj całego człowieka, a nie tylko jakiegoś fragmentu. Miłosierdzie objawia się na miliony sposobów.

► Rozwiązania są konkretne. Przychodzi chwila obrzezania dziecka. Wedle tradycji syn przejmował imię ojca. Jednak mamy zdecydowany opór matki dziecka. Ludzie zapomnieli o znakach (starsi, niemota). Chcą robić tak jak zawsze. Elżbieta podaje inne rozwiązanie. Bóg ma swoje drogi dotarcia do serca i wcielenia w życie rozwiązań. Nie tylko słowne rozwiąza-nie, ale i na piśmie: Jan będzie mu na imię. I te Boże rozwiązania wywołują zdziwienie. Jakaż jednomyślność!

► Ludzie nie lubią zmian! Szczególnie jeśli te miałyby ich dotyczyć bezpośrednio. Prze-cież narodziny dziecka to zmiana w domu. Odpowiedź Pana na wierność Jego poleceniom: natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. Trochę strachu, bo w Bożych rozwiązaniach nie ma takowej. Serca Bożego nikt nigdy do końca nie zgłębił i zgłębić nie zdoła. Stąd brać sobie do serca należy i widzieć jak ręka Pańska jest z nami i z innymi.

Zadanie: dziś podejmij „rozwiązanie”, dzięki któremu w tegoroczne święta będzie w domu stajenka betlejemska…przebacz… poproś o przebaczenie…

Duch, który obejmuje kosmos

Wtedy ojciec jego, Zachariasz, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izrael, że nawiedził lud swój i wyzwolił go, i moc zbawczą nam wzbudził. 
(Łk 1, 67-69a)

Jak zapowiedział to z dawien dawna przez usta swych świętych proroków, że nas wybawi
(Łk 1,70-71a) 

Że miłosierdzie okaże ojcom naszym i wspomni
(Łk 1,72a)

Na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi, że nam użyczy tego, iż z mocy nieprzyjaciół wyrwani bez lęku służyć Mu będziemy w pobożności i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, o w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju.
(Łk 1,73-79)


► Nic nie zrobimy bez pomocy Ducha Świętego! Oto Źródło pieśni uwielbienia Zachariasza. Od chwili chrztu staję się świątynią Ducha Świętego. Mam zdolność do wyśpiewania hymnu na większą chwałę Bożą. Stąd praktyka codziennej modlitwy do Ducha o Jego działanie w sercu, w głowie, w woli, w całym życiu. Też prośba o słuchanie i wypełnianie natchnień, które tenże Duch daje. Nie da się tego bez oddania (się) Bogu – Jego Sercu – i wiernego trwania w tymże zawierzeniu. - To nie ja – to Duch się modli i to językiem niewymownym. By coś wyrazić nieodzownym wręcz jest poddanie się Duchowi.
​​​​​​​
► Żyjąc Bogiem – w Bożym Sercu – zaczynamy prorokować. Nie chodzi o przewidywanie przyszłości, ale o wypełnianie woli Bożej, o wierne i posłuszne przekazywanie tego, co Pan chce byśmy uczynili. Chrześcijanin jako prorok w każdym miejscu i czasie ma prorokować całym swym życiem. Zachariasz całe życie pozostawał u Boga. Prorok wierzy w Boga i Bogu.
​​​​​​​
► W Sercu Bożym znajduje siłę i światło, pociechę i umocnienie. Zachariasz przez 9 miesięcy milczał. Na początku było trudno. Z czasem zaczął wykorzystywać swą niemotę. Trzeba nam milczeć – mniej mówić, a więcej słuchać, by wyczulić się na Ducha Świętego i Jego działanie.
​​​​​​​
► Zachariasz uwielbia Boga. Prorok widzi działanie Boże w swej codzienności i... we wszechświecie. Oba wymiary mają tworzyć harmonię modlitewnej pieśni. Widzieć tu i teraz i kosmos, a z tego my wypływać pieśń.

​​​​​​​► Motywem jest przyjście Pana. Przychodzi z mocą zbawczą do każdego. Przychodzi i staje się ciałem. Przychodzi i miłosierdzie okazuje. Zamieszkuje między nami, w naszym świecie. Jak obiecał!
​​​​​​​
► To przyjście sprawia, że możemy bez lęku służyć Bogu przez wszystkie dni nasze. Kiedy stajemy przed Nim to wiemy, kim jesteśmy i radujemy się. Każdy z nas jest synem, wybranym i posłanym dzięki serdecznej litości naszego Boga. Przed nami Wschodzące Słońce, Jezusa Chrystusa, Jego otwarte na oścież Serce… zawierz się Mu!

Zadanie: dziś odmów sekwencję do Ducha Świętego prosząc o Boże wejście i trwanie w uroczystości…

Uroczystość Narodzenia Pańskiego

W uroczystość Bożego Narodzenia zapraszam, aby każdy w stworzonej przez siebie przestrzeni „włożył” Dzieciątko Jezus do żłóbka swego serca.

Dokonaj, bracie, siostro, osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, które w tak jedyny i niepowtarzalny sposób bije dziś w betlejemskiej tajemnicy Narodzenia Syna Bożego. Użyj własnych słów… tych, c płyną z serca… chwyć się kurczowo krawędzi Serca (żłobu, w którym złożony został) i podciągnij w górę, jak małe dziecko, które chce zobaczyć co tam w środku.

Pomocą nie będzie pewna opowieść i wiersz:

Wkrótce po narodzinach braciszka mała Sachi poprosiła rodziców, by pozwolili jej pozostać sam na sam z bobasem. Rodzice obawiali się, że dziewczynka, jak większość czterolatków, czuje się zazdrosna i może uderzyć lub wytarmosić maleństwo, toteż się nie zgodzili. Sachi jednak nie okazywała najmniejszych oznak zawiści. Opiekowała się czule niemowlakiem, a jej nalegania, by pozostawiono ją samą z braciszkiem nasiliły się. Rodzice postanowili więc pozwolić jej z nim zostać. Wniebowzięta z radości udała się zaraz do pokoju brata i zamknęła za sobą drzwi.  Uchyliły się jednak troszeczkę - dość, by zaintrygowani rodzice mogli zajrzeć do środka i podsłuchać. Zobaczyli, jak Sachi podchodzi cichutko do łóżeczka brata, nachyla się nisko nad jego twarzyczką i szepcze: - Malutki, powiedz mi, jak pachnie Bóg. Zaczynam zapominać…

(Dan Millman)

Tekst

o. Robert Więcek SJ

Nagranie, montaż

Paweł Nawrocki (Sudio Inigo) i o. Paweł Kosiński SJ

Lektorzy

Ewa Skrabacz
Monika Grzyb

Muzyka

Schola Dominikańskiego Ośrodka Litrgicznego, album Maranatha - pieśni liturgiczne

Rorate coeli,
Niech nas ogarnie łaska Pana,
Na Adwent,
Hymn do Dziewicy,
Błogosławieni ubodzy i cisi