Ustawienia

Ulubione 0
Sąd nad Jezusem
1. Świadectwo Jana Chrzciciela
0,00 / 0,00
1. Świadectwo Jana Chrzciciela
2. Zburzenie świątyni
3. Jezus i urzędnik królewski
4. Nauczanie w świątyni
5. Jezus i Abraham
6. Sąd nad Jezusem

Sąd nad Jezusem

Rekolekcje wielkopostne

Zwykle postać Jezusa kojarzy nam się z łagodnością, miłosierdziem, nadstawianiem „drugiego policzka”, akceptacją krzyża i cierpienia. Ale Ewangelie pokazują nam też wiele scen kontrowersji i sporów, napięć i oskarżeń, jakie były wysuwane wobec Chrystusa w czasie Jego nauczania. Zwłaszcza ewangelia opowiedziana nam przez św. Jana ukazuje wiele takich sytuacji.

Rekolekcje „Sąd nad Jezusem” są okazją, by przeżyć prawdę, że nawet pośród takich trudnych sytuacji, objawia się pełniejsza prawda o misji Zbawiciela na ziemi. Jan Chrzciciel wskazuje na Niego, że jest „Synem Bożym”, sam Jezus mówi o sobie, że przyszedł „zbudować nową świątynię”, że jest „prawdą, która wyzwala”. Arcykapłan prorokuje o Nim, że „ma zginąć za naród” i by zgromadzić w jedno „rozproszone dzieci Boże”.

Dzisiaj doświadczamy także wielu sytuacji napięć i oskarżeń. Będziemy towarzyszyć w tych dniach Jezusowi, który jest szykanowany, sądzony i zostanie skazany na śmierć krzyżową. W tych trudnych momentach trwajmy przy Panu. Dajmy się Mu „przyciągnąć do siebie”!

1. Świadectwo Jana Chrzciciela
0,00 / 0,00
2. Zburzenie świątyni
0,00 / 0,00
3. Jezus i urzędnik królewski
0,00 / 0,00
4. Nauczanie w świątyni
0,00 / 0,00
5. Jezus i Abraham
0,00 / 0,00
6. Sąd nad Jezusem
0,00 / 0,00




1. Świadectwo Jana Chrzciciela

„Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?  Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym” (Z Ewangelii św Jana 1, 19-34).


Od samego początku ewangelii jesteśmy wprowadzeni w kilka ważnych tematów, jakie będą w niej dominowały. Czasy, kiedy żył Jezus należą do okresu, kiedy oczekiwanie na przyjście Mesjasza było żywe. Dlatego też wszelkie znaki pojawienia się czegoś nowego były często odczytywane w tym kluczu. Takie znaki jednak muszą być rozpoznane, przyjęte. Istnieje obowiązek rozeznawania znaków Bożej obecności. Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że ci, którzy mają władzę religijną w Izraelu, starają się rozpoznać, czy działanie Jana Chrzciciela, a potem Jezusa jest z Bożego natchnienia, czy też towarzyszą temu jakieś inne motywacje.

Stajemy dzisiaj także przed jedną z najważniejszych postaci ewangelii, jaką jest św. Jan Chrzciciel. Sam Jezus o nim powiedział, że między narodzonymi z niewiast, między ludźmi, nie było większego. Jego rola w misji Jezusa jest szczególna. Miał on rozpoznać Chrystusa i dać o nim świadectwo, „przygotować mu drogę”. Tę rolę Jan wykonał całkowicie.


Wyobrażenie miejsca
Ewangelia podsuwa nam dzisiaj obraz dla naszej wyobraźni. Miejscem spotkania poselstwa z Jerozolimy z Janem jest Betania, nad brzegami Jordanu, miejsce gdzie Jan udzielał Chrztu. Oczyma wyobraźni mogę zobaczyć całą dziejącą się tam scenę. Wyobrażę sobie ludzi, którzy przyszli do Jana. Jak wyglądają?, jak się zachowują? Mogę posłuchać przez chwilę ich rozmowy.

Przyjrzę się też Janowi, który przyjmuje poselstwo. W ewangelii św. Jana mamy bardzo wyraziście zarysowane postaci osób. Odniesienie do Jezusa jest bardzo ukonkretnione i naznaczone charakterystyką osoby. Dzisiaj taką osobą dla nas będzie Jan Chrzciciel.


Prośba o owoc
W mojej prośbie o owoc prośmy o umiejętność dawania świadectwa o naszej przynależności do Jezusa. Prośmy o to, byśmy byli świadomi swojej misji, swojego zadania do spełnienia na ziemi, i byli temu zadaniu wierni.

Punkt 1. Kim jesteś
„Kto ty jesteś?” To pytanie jest stawiane wielokrotnie w naszym życiu, np. kiedy pytają nas o imię i nazwisko, o zawód, o różne sprawy z nami związane. Zwykle osobę opisujemy za pomocą pewnych określeń, które pozwalają nam lepiej zrozumieć to, skąd pochodzi, co myśli, co ją kształtowało w życiu. Świadomość tego, kim jesteśmy jest dla nas bardzo ważna. Pozwala zachować ciągłość naszego życia, pozwala nam nadawać mu odpowiedni kierunek.

Dzisiaj kontemplujemy postać Jana, który musi odpowiedzieć na takie pytanie. Posłuchajmy jego odpowiedzi. Przypomnijmy sobie też sytuację, w której ja sam byłem pytany o świadomość tego kim jestem. Przypomnę sobie okoliczności, w jakich to było i odpowiedź, jakiej wtedy udzielałem w słowach czy w postawie.


Punkt 2. W słowach i uczynkach
Nazajutrz Jan spotyka się z Jezusem i wskazuje, że On jest Mesjaszem. W pewnym sensie jest to już spełnienie tego, co było jego zadaniem życiowym, „przygotowanie drogi Panu, prostowanie ścieżek dla Niego”. To jest zadanie nie tylko Jana. W pewnym sensie jest to zadanie każdego chrześcijanina. Każdy z nas, mocą przynależności do Boga, jest wezwany do tego, by przygotowywać drogę dla Boga, dawać o nim świadectwo w swoim świecie, w tych okolicznościach życia, w jakich przyszło mu się odnaleźć.

W tej pierwszej scenie spotkania Jana z Jezusem, Chrystus nie wypowiada żadnego słowa. Odzwierciedla to częste sytuacje z naszego doświadczenia, kiedy Jezus jest rozpoznawany w naszych słowach i uczynkach. Inni mogą spotkać Jezusa poprzez spotkanie Jego wiernego ucznia.

Jan spełnia swoje posłannictwo także wobec mnie, wskazując na Jezusa. Przypomina zarazem, że muszę w swoim życiu być świadkiem mojej przynależności do Boga. Pomyślę o tym przez chwilę, jakiego rodzaju świadectwo daję swoim życiem. Czego ludzie dowiadują się o Bogu, patrząc na moje życie, słuchając moich słów?


Punkt 3. Świadome wybieranie
Bardzo ważną prawdą, która wypływa z fragmentu, który dzisiaj rozważamy jest obowiązek rozeznawania. W życiu spotykamy wiele sytuacji, pojawia się wiele idei, opinii, propozycji na życie. Nie wszystkie są jednak pozytywnym impulsem do rozwoju życia, nie wszystkie pomagają nam na naszej drodze do Boga. Dlatego też nie można bezkrytycznie przyjmować wszystkiego, nie można brać wszystkiego, „jak leci”. Musimy wybierać, musimy odnajdywać to, co nam najbardziej pomaga do rozwoju naszej osoby, co nas bardziej przybliża do Boga.

W tym obowiązku rozeznawania są ukryte przynajmniej dwie sprawy, do których warto nam się tutaj odwołać. Pierwsza to, na jakiej podstawie dokonuję rozeznania. Muszę pytać samego siebie o to na ile prawdziwie i uczciwie poznaję, staram się odszukać prawdę, na ile staram się weryfikować swoje przyzwyczajenia, sposoby widzenia. Jest to pytanie o moje dokształcanie się, o rozwój intelektualny. Drugą sprawą będzie pytanie o motywacje mojego działania. „Dlaczego robię coś, albo czegoś nie robię?” Obie sprawy, zarówno rozwój intelektualny, jak i świadomość motywacji mojego działania w sposób zasadniczy wpływają na poziom naszego życia religijnego. Niech ta modlitwa będzie dla nas okazją do refleksji nad tym.

Rozmowa końcowa
W rozmowie końcowej zbiorę ważniejsze myśli, jakie mi towarzyszyły w tym czasie spotkania z Bogiem i postaram się porozmawiać z Nim o tym. Mogę jakoś bliżej spróbować wyciągnąć duchowy pożytek z obserwowania postaci Jana, ponieważ jest on jedną z ważniejszych postaci ewangelicznych, a dzisiaj jest nam dany, jako wzorzec dla naszego bycia chrześcijaninem.

2. Zburzenie świątyni

“Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska”. Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pożera Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” Jezus dał im taką odpowiedź: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”. Powiedzieli do Niego Żydzi: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?” On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2, 13-25).


Niewątpliwie, scena opisana przez Jana należy do jednej z najbardziej plastycznych i dynamicznych w ewangelii, a zarazem może wzbudzać lęk. Wzbudza bowiem naturalny odruch zakłopotania wobec kogoś, kto działa w sposób agresywny. Dzisiejszy świat, także ten nasz świat wyobrażeń i symboli, przepełniony jest scenami przemocy i gwałtu. Oglądamy go na ekranie telewizora, czytamy o nim, czasami obserwujemy własnymi oczyma. Choć tak wiele dzisiaj mówi się o pokoju i pragnieniu wyciszenia, to jest to jakaś forma obrony przed światem, który zdaje się być zbyt agresywny. W pracy, w relacjach z innymi, w naszym dążeniu do szczęścia czujemy nieustanną walkę, konieczność współzawodnictwa, bycia lepszym. Życie zdaje się być brutalne i zagrażające.

Dlatego też scena opisana przez Jana wywołuje wiele skojarzeń, porusza w nas wiele różnych strun i niepokoi. Niepokoi jeszcze z jednego powodu. Odsłania bowiem inną niż zazwyczaj „twarz Boga”. Jakże bardzo ten obraz Jezusa przewracającego stoły, wyrzucający bankierów, skonfliktowanego z Żydami jest odmienny od tego obrazu, jaki chcemy o Nim posiadać, dobrego pasterza, miłosiernego ojca, przebaczającego Mistrza. Jezus w tym fragmencie jakby postępuje zupełnie wbrew temu zwyczajnemu obrazowi.


Wyobrażenie miejsca
Oczyma wyobraźni staram się uczestniczyć w tej scenie. Przyglądam się wszystkiemu, ludziom, przedmiotom. Przyglądam się także Jezusowi, który widzi to wszystko i płonie „Bożym gniewem”. Mogę przyjrzeć się, jakie uczucia wywołuje we mnie ta scena, co mi przypomina z mojego doświadczenia. Przyglądam się wszystkiemu po tym, jak Jezus powyrzucał bankierów i porozwalał stoły. Przyjrzę się wszystkim tym, którzy byli niejako stroną w tym sporze. Jak reagują właściciele straganów, kupcy? Przyjrzę się też otaczającej mnie świątyni. Jak ona wygląda?


Prośba o owoc
Proszę o to, czego teraz najbardziej pragnę. Scena ta, obrazy te wywołują we mnie skojarzenia. Staram się ich posłuchać i w zgodzie z nimi prosić Boga. Mogę prosić o gorliwość w służbie Bogu.


Punkt 1: Gniew Boga
Niejednokrotnie w naszej świadomości religijnej pojawia się gniew Boga. Obrazy sądu, perspektywa zbawienia czy potępienia, sąd ostateczny niejednokrotnie wprowadza nas w myślenie o gniewie Boga. Ikonografia chrześcijańska ze wszystkimi „strasznymi” obrazami zostawiła w nas niejeden ślad. Nawet nasze ludowe piosenki religijne oddają trochę ducha tej „Bożej grozy”: „a kiedy Ojciec rozgniewany siecze...” Wielokrotnie w dzieciństwie także mogliśmy usłyszeć o tym, jak Bóg się gniewa z powodu naszego złego postępowania, grzechu. Często w naszej wyobraźni konsekwencje grzechu, kara za grzechy łączy się jakoś z obrazem Boga chmurnego, niezadowolonego, oburzonego postępowaniem człowieka.

I z pewnością nie wszystkie z tych obrazów są błędne. Bóg nie jest tylko słodziutkim, bezzębnym starcem, ale działa z mocą i niejednokrotnie Jego obecność może wywoływać poczucie zagrożenia i lęku.

Dzisiaj jednak mogę zwrócić uwagę na inny aspekt tego pasjonackiego działania Chrystusa. Tym domem Boga, o który chodzi Jezusowi jest człowiek. Ja jestem tym domem Boga. Jezus nie walczy ze mną, ale walczy o mnie. Walczy o mnie z tym wszystkim, co jest rozpraszaniem się na niepotrzebne i szkodliwe rzeczy, oddawaniem hołdu tylko zewnętrznego, działaniami pozornymi. Jezus walczy o moją spójność, czystość, o to, bym cały należał do Niego.

Popatrzę na to działanie Boga względem mnie i postaram się poddać temu. Przyjrzę się też mojej reakcji na to działanie Jezusa. Z czym Jezus zmaga się najbardziej w tej walce o mnie?


Punkt 2: Odmienne perspektywy
Św. Jan ukazuje nam spór, jaki toczy się między Jezusem i Żydami. Jego ewangelia jest wielokrotnie areną bardzo ostrych kontrowersji, dotyczących istoty misji Jezusa. Dzisiaj jesteśmy świadkami bardzo ważnego pytania dla każdej religii, a mianowicie pytania o świątynię. Żydzi myślą o budowli, Jezus myśli o „prawdziwej świątyni swego ciała”. Poruszają się na zupełnie odmiennych płaszczyznach. Ta kontrowersja może nam uświadomić przynajmniej dwie rzeczy:

  • Trzeba być ostrożnym i roztropnym w określaniu znaczenia wydarzeń i spraw, które są naszym udziałem duchowym. Nie wszystko bowiem można zrozumieć i przyjmować bezkrytycznie i dosłownie. Ta roztropność jest także potrzebna w określaniu Bożej interwencji w nasze życie, Bożych wymagań względem nas.
     
  • Druga sprawa to fakt, iż nie wszystko trzeba zrozumieć i przyjąć od razu. Jest to ważna prawda życia duchowego, co do której często jesteśmy podejrzliwi. Nie chcemy dać sobie czasu i możliwości rozwoju. Wymagamy od siebie natychmiastowego zrozumienia i przyjęcia Bożego działania względem nas. A tymczasem możemy przyjrzeć się dzisiaj apostołom, oni dopiero po zmartwychwstaniu rozumieją sens wydarzeń, które miały miejsce wcześniej.

Słuchając wewnętrznym słuchem rozmowy Jezusa z Żydami oraz widząc oczyma wyobraźni tę scenę, poproszę o łaskę zrozumienia działania Boga względem mnie.


Punkt 3: Wiedza Jezusa
Ostatnie zdanie dzisiejszego fragmentu mówiące o tym, iż Jezus nie potrzebował nikogo pytać, bo wiedział, co w człowieku się kryje, sprawia wrażenie, jakby Jezus był trochę zdystansowany do ludzi. Nie zwierzał się nikomu, nie potrzebował niczyjego świadectwa. A jednocześnie wszystko wiedział o każdym.

Wszechwiedza Boga jest z pewnością czymś, co może powodować niepokój. Boimy się tych, którzy znają nas „na wylot”. Dlatego tym bardziej ten dystans Jezusa może powodować pewien niepokój.

Dzisiaj jednak musimy myśleć o tej znajomości wszystkich, jaką posiadał Jezus w kontekście, o którym była mowa wcześniej. Wiedza Boga, moc Boga nie jest przeciwko człowiekowi, ale dla człowieka. Jezus nie gromadzi informacji, zwłaszcza tych kompromitujących, aby znaleźć powód do oskarżenia. Wiedza Boga nie jest zwrócona przeciwko człowiekowi, ale podobnie, jak całe Jego działanie, dla człowieka, dla jego zbawienia.

Przyjrzę się moim reakcjom wewnętrznym na takie podejście Jezusa do mnie. Jakie  myśli i skojarzenia wywołuje we mnie fakt, że Bóg zna mnie w pełni? Czy czuję się z tym niedobrze? Krępuje mnie to?


Rozmowa końcowa
W rozmowie końcowej stanę przed Jezusem, który pragnie być Panem mojego życia. Porozmawiam z Nim o wszystkim, co było istotne dla mnie w mojej modlitwie.

3. Jezus i urzędnik królewski

“Po dwóch dniach wyszedł stamtąd do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”. Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: „Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: „Syn twój żyje”. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei” (J 4, 43-54).


Po niespodziewanym pobycie w miasteczku samarytańskim, Jezus wraca do Galilei. Ewangelista wspomina, że został tam przyjęty z należnym szacunkiem, ponieważ szła za Nim fama dzieł dokonanych w Jerozolimie w czasie świąt. Ma tu na myśli zapewne wypędzenie przekupniów ze świątyni i kontrowersje jakie przy tej okazji powstały między Jezusem i władzami religijnymi w Izraelu. W przytoczonym powiedzeniu o tym, iż „prorok nie jest doceniony we własnej ojczyźnie” jest i szczypta prawdy, ale też wiele uszczypliwej ironii. Wyraz tej przygany widoczny jest także w wypowiedzi samego Jezusa, iż „jeżeli [ludzie] znaków i cudów nie zobaczą, nie uwierzą”.

Scena, którą dzisiaj chcemy kontemplować rozgrywa się w Galilei, być może w Nazarecie, w ojczyźnie Jezusa, a także w Kanie Galilejskiej. Wspomniany jest przy tej okazji cud, jakiego Jezus dokonał na weselu, pierwszy spośród cudów dokonanych przez Jezusa, jak to opisuje autor ewangelii. W sposób szczególny w spotkaniu Jezusa z urzędnikiem królewskim, na pierwszy plan wysuwa się wiara tego człowieka. Wiara po raz pierwszy wyrażona, kiedy udaje się do Jezusa do Kany, a potem, kiedy na Jego słowo wraca ufnie spowrotem.


Wyobrażenie miejsca
Ewangelista bardzo ogólnie opisuje całe zdarzenie. Nie mamy wielu szczegółów, o które nasza wyobraźnia mogłaby się oprzeć. To daje nam sposobność do puszczenia wodzów naszej wyobraźni. Mogę poszukać tego wszystkiego, co w postawie przychodzącego urzędnika królewskiego porusza moje serce. Wyobrażę sobie, jaki on jest. Jaka jest jego relacja do syna, skoro tak bardzo mu zależy na jego życiu? Nie wiemy nic o synu poza tym, że jest na granicy życia i śmierci. Ważna jest zatem postać ojca. Oczyma mojej wyobraźni popatrzę na tego człowieka. Jaki jest? Jaki jest jego sposób postępowania, mówienia?


Prośba o owoc
Prośmy o taką determinację do dobra, jaką wykazał ojciec tego umierającego syna. On nie był popychany ciekawością, nie był zainteresowany cudami, jakimiś szczególnymi wydarzeniami. Ten ojciec był zainteresowany swoim dzieckiem, jego dobrem. Prośmy o odwagę „poruszania nieba i ziemi” dla dobrej, Bożej sprawy.


Punkt 1: Prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie
Jest w tym powiedzeniu Jezusa wiele prawdy, ale też jest swego rodzaju rozczarowanie najbliższym otoczeniem. Każdy z nas potrzebuje uznania, potrzebuje czuć się potrzebny i wartościowy. To doświadczenie w pierwszym rzędzie powinno przyjść poprzez najbliższe otoczenie. Człowiek buduje dobre mniemanie o sobie poprzez doświadczenie dobrej miłości najpierw swoich rodziców, potem bliskich, rodziny, przyjaciół. Widzimy na własne oczy, jak brak tego doświadczenia odbija się potem w życiu człowieka smutkiem, niewiarą w siebie i różnego rodzaju patologiami społecznymi.

Można mówić o dwóch niebezpieczeństwach z tym związanych. Pierwsze polega na naszym zbytnim uzależnieniu od opinii innych, od ich oceny. Człowiek żyje w społeczności i potrzebuje społeczności. Tym niemniej nie może ostatecznie pozwolić, aby jego decyzje, działanie było całkowicie podporządkowane innym. Nie zawsze można się podobać innym, nie zawsze można być przez nich chwalonym. Każdy ma swoje życie, za które odpowiada, i które musi poprowadzić indywidualnie. Inni służą jako swego rodzaju pomoc w kształtowaniu naszego charakteru, naszej wiedzy. Nie mogą jednak całkowicie dominować. Można powiedzieć, iż czasami trzeba się innym narazić, trzeba poczuć się samotnym w swoim decydowaniu, gdyż inaczej nie ma prawdziwego indywidualnego życia. Drugie niebezpieczeństwo jest niejako przeciwieństwem tego. Polega na tym, iż tak mocno podkreślam indywidualność i niezależność, że staję się wyobcowany i brak mi odniesienia do jakiejś obiektywnej płaszczyzny. Sam dla siebie staję się „wyrocznią”.

Jezus wie, że czasami może powstać napięcie pomiędzy jednostką a społecznością, trzeba czasami iść pod prąd. Tym niemniej jest to raczej zachęta do szukania i zdobywania własnej tożsamości, która bierze pod uwagę wszystkie uwarunkowania. Jak widzę swoje istnienie w społeczności? Czy udaje mi się odnajdywać indywidualne rysy mojego życia, nie gubiąc odniesienia do grupy, społeczności, w której przyszło mi żyć?


Punkt 2: Wyrzut Jezusa
„Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Jezus wypowiada te słowa do ojca dziecka, ale wydaje się, iż są one skierowane raczej do tych wszystkich, którzy przybliżają się do Jezusa, mając złe motywacje. Może to być jakaś korzyść, może to być ciekawość, uleganie wpływom grupy, jakieś odwołanie się do tradycji. Mogą być bardzo różne motywacje naszego pójścia za Bogiem, naszego bycia w kościele. Zapewne jest to pytanie podobne do tego, które Jezus zadał uczniom na początku ewangelii: „czego szukacie?”

Nie jest obojętne, jakie motywacje nami kierują, kiedy idziemy za Bogiem. Dlatego też to stwierdzenie Jezusa, ta Jego niecierpliwość wobec złych motywacji w naśladowaniu Go winna nas mobilizować do przyglądania się temu, co jest w moim wnętrzu. Dlaczego ja idę za Bogiem? Co mnie trzyma w kościele? Dlaczego jestem chrześcijaninem, katolikiem? Na co w mojej wierze zwracam największą uwagę?


Punkt 3: Troskliwy ojciec
Urzędnik królewski z pewnością może posłużyć jako wzór dobrego, troskliwego ojca. Nie zważając bowiem na swoją pozycję, na trudności, jakie przed nim stały, idzie do Jezusa, staje w pozycji proszącego, uzależnionego i poddaje się działaniu Boga. Nie zrażają go nawet cierpkie słowa Jezusa, choć przecież mógł je odnieść do siebie. Widać w tym wyraźnie, iż zależy mu na tym, z czym przyszedł. Widać też, że ożywia go wiara, iż Jezus może uczynić to, o co prosi. Z postawy ojca możemy wyciągnąć kilka wniosków duchowych.

Życie i śmierć są rzeczywistościami splecionymi i często występują bardzo ściśle ze sobą powiązane. Nikt nie ma pewności życia. Zagrożony jest tutaj młody człowiek. Młodość wcale nie musi być związane z życiem. Ewangelia mówi nam o tym, iż o życie trzeba się troszczyć, trzeba o nie dbać, musi nam na nim zależeć.

Inna myśl, która nam może towarzyszyć to świadomość, iż ktoś inny troszczy się o nas. Życie dziecka jest nie tylko w rękach Boga, ale także w pewnym sensie jest zależne od ojca. On dał życie na początku, ale także dba o jego rozwój, podtrzymuje ten rozwój. Mamy tu jeszcze świadomość, iż nie jesteśmy samowystarczalni w życiu. Często jesteśmy powiązani z innymi. Inni mogą ratować nasze życie. Ja mogę ratować życie innych. Potrzebna jest jednak do tego odpowiednia motywacja, odpowiedni sposób działania. Rola bowiem człowieka jest jak najbardziej wspomagająca, ale ograniczona.

Patrząc na ewangelicznego ojca mogę pytać się o to, na jakim życiu mi zależy, o jakie życie przed Bogiem się upominam. Mogę się pytać także o wiarę w to, iż Bóg uczyni wg mojej prośby. Jak wyrażam moją prośbę o życie, moje pragnienie życia? Jak troszczę się o życie innych?


Rozmowa końcowa
Stanę przed Bogiem mówiąc Mu o ważniejszych myślach, które się pojawiały w czasie mojej modlitwy. Porozmawiam z Nim w szczerości serca o mojej wierze i motywacjach pójścia za Nim.

4. Nauczanie w świątyni

“Potem Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Rzekli więc Jego bracia do Niego: „Wyjdź stąd i idź do Judei, aby i uczniowie Twoi ujrzeli czyny, których dokonujesz. Nikt bowiem nie dokonuje niczego w ukryciu, jeżeli chce się publicznie ujawnić. Skoro takich rzeczy dokonujesz, to okaż się światu”. Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego. Powiedział więc do nich Jezus: „Dla Mnie stosowny czas jeszcze nie nadszedł, ale dla was - zawsze jest do rozporządzenia. Was świat nie może nienawidzić, ale Mnie nienawidzi, bo Ja o nim świadczę, że złe są jego uczynki. Wy idźcie na święto; Ja jeszcze nie idę na to święto, bo czas mój jeszcze się nie wypełnił”. To im powiedział i pozostał w Galilei. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Tymczasem Żydzi już Go szukali w czasie święta i mówili: „Gdzie On jest?” Wśród tłumów zaś wiele mówiono o Nim pokątnie. Jedni mówili: „Jest dobry”. Inni zaś mówili: „Nie, przeciwnie - zwodzi tłumy”. Nikt jednak nie odzywał się o Nim jawnie z obawy przed Żydami” (J 7, 1-13).


Scena opisywana przez Jana w dzisiejszym fragmencie ukazuje Jezusa wplecionego w całą sieć odniesień, a jednocześnie wplątanego w szereg konfliktów. Mówi nam bowiem o niebezpieczeństwie czyhającym na życie Jezusa, nawet o niebezpieczeństwie śmierci, o nacisku ze strony Jego braci na Jego publiczne wystąpienie. Ten nacisk jest jednak dwuznaczny, bo autor zaznacza, że nawet oni nie wierzyli w Niego. Mamy też dziwne postępowanie Jezusa, który z początku nie chce występować jawnie, potem pojawia się publicznie, najpierw zdaje się ociągać z pójściem do Jerozolimy, potem zaraz idzie. Mamy w końcu postawę tłumu, który zaciekawiony jest postacią Jezusa, ale jednocześnie przepełniony lękiem, pełny podszeptów, opinii, oczekiwań zmieszanych z fałszywymi wyobrażeniami czy wręcz plotek. Scena ta oddaje sytuacje, w jakich przychodzi nam niejednokrotnie żyć i działać.


Wyobrażenie miejsca
Oczyma naszej wyobraźni uczestniczymy w tej scenie, słuchając słuchem wewnętrznym prowadzonych rozmów. Zwracamy uwagę na to, co oglądanie tej sceny i słuchanie tych słów w nas powoduje. Jakiego rodzaju myśli, odczucia, reakcje pojawiają się w naszym wnętrzu? Z jednej strony jest to okazja do bycia sprowokowanym, do odnalezienia się w tym wydarzeniu. Objawia to jakąś prawdę o mnie samym. Z drugiej strony, przyglądając się moim odczuciom i reakcjom, mogę zobaczyć w jakim kierunku Bóg prowadzi mnie poprzez natchnienia, intuicję i zdolność osądzania.


Prośba o owoc
Prośmy o świadomość „naszego czasu”. Na wszystko jest „wyznaczona godzina”, jak powiedział Prorok Kohelet. Prośmy o cierpliwość czekania na odpowiedni czas i przenikliwość w poznaniu go.


Punkt 1: Wzrastanie Jezusa
Dzisiejszy fragment daje nam możliwość rozmyślania nad tym, co często umyka w naszym przeżywaniu wiary, a mianowicie, że potrzebuje ona wzrastania, jest w ciągłym procesie tworzenia się. Jezus nie był wyłączony z tego procesu dojrzewania w wierze. Wydaje się nam, że skoro był Bogiem, to wszystko wiedział doskonale i nie potrzebował dojrzewać. Tym niemniej, będąc człowiekiem, Jezus podlegał wszystkim tym procesom duchowym, którym i my podlegamy.

Jezus musiał odnaleźć swoje miejsce w życiu, swoją misję, musiał też być jej wierny. Nie działo się to bowiem samoczynnie, bez udziału Jego woli. Nie działo się to także poza Nim. Dlatego tak ważne jest, aby doświadczenie wiary było związane z refleksją nad jej dojrzewaniem. Wiara, relacja do Boga jest rzeczywistością dynamiczną, podlega rozwojowi. Może też ulegać degradacji i zanikowi.

Kontemplujemy w tym fragmencie Jezusa, który jest w tym dynamicznym procesie odczytywania swojej relacji do Boga, swojej drogi, i odpowiedniego czasu na wszystko. Wszystkie te elementy bowiem muszą współgrać ze sobą. Nie działają bowiem oddzielnie.

Jezus musiał także wzrastać w swojej wierze, w odczytywaniu swojej misji. Dzieje się to zwykle poprzez lepsze rozumienie tego, do czego jestem wezwany w tym właśnie momencie, jak Bóg mnie prowadzi. Nie chodzi bowiem o znajomość przyszłości, o wiedzę na jej temat, ale o poznanie następnego kroku i wierne trwanie w słuchaniu Boga i kroczeniu za Nim. Wahanie Jezusa, świadomość, że czas jeszcze nie nadszedł, niezdecydowana postawa względem obecności na święcie w Jerozolimie nie jest niczym złym czy negatywnym. Stanowi normalną część procesu decydowania się, rozeznawania. Wzywani jesteśmy do wierności Bogu, a nie do wszechwiedzy na temat naszego życia czy przyszłości.

Zastanawiając się nad drogą Jezusa, popatrzę na swoje odkrywanie odpowiedniego czasu, wzrastanie w wierze, głębsze odkrywanie swojej misji. Czy pozwalam sobie na dojrzewanie w wierze? Jak się ono dokonuje? Jakiego rodzaju pomoce wykorzystuję, aby to odkrywanie było prawdziwe i wiarygodne?


Punkt 2: Niewiara braci
Dojrzewanie w wierze bardzo często bywa konfrontowane z opiniami innych ludzi. Każdy z nas potrzebuje poczucia bycia włączonym w jakąś grupę, potrzebujemy poczucia przynależności, zakorzenienia. Pomaga nam to w sytuacji konfliktu na odnalezienie punktu odniesienia, pomaga ocenić sytuację. Tym niemniej jednak potrzeba przynależenia, bycia włączonym w grupę niejednokrotnie zdaje się wchodzić w konflikt z inną podstawową potrzebą, potrzebą bycia sobą, bycia niezależnym i wolnym w podejmowaniu decyzji, w życiu swoim własnym życiem. Te dwie potrzeby muszą w nas znaleźć jakąś równowagę, aby stały się elementem wzrostu, nie doprowadzając do rozbicia osoby, czy zniewolenia jej.

Jezus także staje wobec konieczności znalezienia równowagi pomiędzy oczekiwaniami innych, a potrzebą pójścia swoją własną drogą. Niewiara Jego braci pokazuje tylko napięcie, z jakim musiał się zmagać. Jest ono obrazem stresu, jaki występuje w życiu każdego z nas. Oczekujemy bowiem potwierdzenia. Oczekujemy uznania ze strony innych. Często jest ono fundamentem naszego dobrego myślenia o sobie czy o tym, co robimy. Czasami jednak musimy stawić czoło niewierze innych, ich oporom. Musimy twardo obstawać przy swoim. Nie chodzi tu o upór, ale raczej o poczucie bycia niezależnym od innych, zdecydowanym bardziej na „słuchanie Boga” niż ludzi.

Przyjrzę się tym wszystkim sytuacjom, w których muszę zmagać się z negatywnymi opiniami o mnie, niewiarę we mnie, powątpiewaniem w moje dobre intencje, w moje możliwości. Pomyślę o tych wszystkich sytuacjach, w których czuję się sprawdzany, wystawiany na próbę. Jak reaguję na te sytuacje? Czy ta reakcja jakoś zmieniała się w czasie, w latach? Czy jest to już utrwalony sposób postępowania?


Punkt 3: Opinie ludzi
To jest także stały element życia i naszego odniesienia do innych, do społeczności, w której żyjemy. Jezus podlegał temu także. Opinie innych bardzo często są odzwierciedleniem ich obrazu świata, ich oczekiwań, ale także ich pomyłek, błędów, czy wręcz nierealistycznych nastawień i żądań. Stanowią jednak element życia, z którym musimy się liczyć, albo przynajmniej brać go pod uwagę. Może on stać się dla nas okazją do lepszego poznania siebie. Opinie innych nie są dla nas wiążące, ale mogą stanowić jeden z elementów poznania siebie, bycia wrażliwym na te informacje, które do nas docierają i mogą się przyczynić do naszego postępu.

Różnorodność opinii, albo ich rozbieżność często towarzyszą działaniom osób, które  mają więcej inicjatywy, są bardziej aktywne. Nie oznacza to, że sama rozbieżność świadczy o tym, że ktoś dobrze postępuje. Opinie innych są też zawsze elementem pomocniczym. Nie wiążą nas, nie ukazują jedynie słusznej prawdy. Mają być tylko głosem doradczym w szukaniu prawdy o sobie i swojej misji.

Przyjrzę się tym opiniom o sobie, które znam, które mogę jakoś przeczuwać. Nie będę się starał zwracać uwagi tylko na pozytywne czy negatywne. Nie będę się musiał tłumaczyć czy przekonywać kogokolwiek o mylności tych opinii. Postaram się tylko im przyjrzeć, aby były one dla mnie jakimś elementem poznania siebie.


Rozmowa końcowa
Stanę przed Bogiem, aby w szczerości serca porozmawiać z Nim o wszystkim, co zostało poruszone we mnie w czasie tej modlitwy. Porozmawiam z Nim o moim dojrzewaniu w wierze, o zmaganiu się z opiniami innych, o walce wewnętrznej w budowaniu dobrych relacji z innymi. 

5. Jezus i Abraham

“Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: „Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Odpowiedzieli Mu: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie?” Odpowiedział im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca”. W odpowiedzi rzekli do Niego: „Ojcem naszym jest Abraham”. Rzekł do nich Jezus: „Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego”. Rzekli do Niego: „Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca - Boga”. Rzekł do nich Jezus: „Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał. Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście” (J 8, 31-47).


Słuchając tego fragmentu ewangelii, nawet trochę wbrew naszej woli, jesteśmy wrzuceni w sam środek konfliktu i polemiki Jezusa z Żydami. Ewangelia Jana jest pełna tego rodzaju scen. Tutaj jednak ten konflikt jest bardzo ostro i wyraźnie zarysowany. Padają bardzo mocne słowa. Jest to niejako walka na śmierć i życie. Padają oskarżenia z każdej ze stron o bardzo ciężkie przewinienia, dążenie do zabójstwa i niewiarę, sprzeniewierzanie się Bogu. Jezus zdaje się w tym konflikcie prowokować do jednoznacznej odpowiedzi każdego, kto Go słucha. Z jednej bowiem strony widzimy te powtarzające się konflikty, ale z drugiej jest bardzo wyraźnie zarysowany podział między słuchaczami Jezusa. Jedni, liczne tłumy, podziwiają Go, idą za Nim, podziwiają Jego dzieła, drudzy, uczeni i mający władzę, sprzeciwiają się Mu, starają się przeszkadzać we wszystkim co robi, czyhają wręcz na Jego życie.


Wyobrażenie miejsca
Ewangelista podpowiada nam, iż cały spór toczy się w świątyni. Zarówno wcześniejsze sceny, jak i ten dialog, którego jesteśmy świadkami rozgrywa się w świętym miejscu. Spróbujmy oczyma wyobraźni zobaczyć tę scenę. Przyjrzę się świątyni, jak ona pojawia się w moich wyobrażeniach. Nie jest istotna archeologiczna poprawność i dokładność. Zobaczę ją oczyma mojej wyobraźni. Postaram się przez chwilę zobaczyć szczegóły tego obrazu. Przyjrzę się ludziom, którzy otaczają Jezusa, jak się zachowują, jak reagują na słowa Jezusa, jaką postawę przyjmują w stosunku do Niego. Przyjrzę się apostołom, którzy otaczają Jezusa. Jak oni zachowują się w tym sporze?


Modlitwa o owoc
Poproszę o to, czego teraz chcę, co leży mi na sercu. Mogę prosić o siłę do trwania w sytuacji próby, w sytuacji, kiedy świat zdaje się być przeciwko mnie i moim przekonaniom. Poproszę o łaskę trwania pomimo kosztów, jakie muszę w związku z tym ponieść.


Punkt 1: Wolność przez poznanie prawdy
Człowiek pragnie wolności, dąży do niej. Jest ona jednym z warunków dobrego i szczęśliwego życia. Rodzimy się z możliwością bycia wolnym, ale trzeba tę wolność zdobywać, kształtować. Nie jest ona dana człowiekowi raz na zawsze. Istnieje też - niestety - możliwość zniewolenia. Doświadczamy tego w życiu na wiele różnych sposobów. Wolność jest darem, który trzeba zdobywać i o który trzeba dbać.

W życiu proponowane jest nam wiele recept, jak zdobywać wolność. Niektóre skłaniają nas do tego, aby wyzwalać się z doświadczeń świata, uciekać od tego, co cielesne, zmysłowe. Wolność niejako ma przyjść poprzez wzniesienie się na inny poziom duchowy. Inni będą proponowali wolność, która polega na skosztowaniu wszystkiego, na wypróbowaniu wszystkiego, i wybieraniu tego, co mnie najbardziej odpowiada. Wolność byłaby tutaj poczuciem zupełnego nieskrępowania, zerwania wszelkich więzów, zobowiązań, odwołaniem się tylko do moich pragnień, potrzeb, dążeń.

Jezus wiąże dzisiaj naszą wolność z poznaniem prawdy. To nie jest skierowanie nas tylko na intelektualne przybliżenie jej, nazwanie jej. Poznanie prawdy to docieranie do istoty rzeczy. Człowiek jest istotą cielesno-duchową. To jest prawda o człowieku. Poznanie tej prawdy wyzwala. Żadne skoncentrowanie się na ciele, czy na intelekcie nie przybliża nas do wolności. Poznawanie prawdy jest zarazem procesem dynamicznym, który musi się dostosowywać do sytuacji mojego życia, do moich zdolności intelektualnych, do okoliczności mojego życia, które nie są statyczne.

Jest jednak jeden warunek tego poznawania prawdy. Jezus mówi: „jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę”. Nie poruszamy się w próżni. Poznawanie prawdy o swoim życiu nie jest czystą zabawą intelektualną. Musi stawać się odpowiedzialnym działaniem.

Zapytam się o moje poczucie wolności. Czy czuję się człowiekiem wolnym i co daje mi takie poczucie? Czy i jak dbam o swoją wolność? Jak unikam możliwości zniewolenia?


Punkt 2: Dzieci swoich ojców
Stwierdzenie Jezusa pojawia się w obrębie polemiki, ale jest w nim zawarta bardziej  ogólna prawda. Jesteśmy dziećmi swoich czasów, swojej epoki, swojego otoczenia, swojej rodziny i musimy się na to zgodzić. Nie przychodzimy na świat w próżni, nie rodzimy się w bezkształtnych strukturach. Mamy bardzo konkretne uwarunkowania historyczne, społeczne, rodzinne. W tym sensie jesteśmy też dziećmi naszych ojców ze wszelkim dobrem i złem, które z tego wypływają. Wpływa to bowiem na nasz obraz samych siebie, na nasze wyobrażenia o życiu, na nasze aspiracje życiowe i możliwości realizowania tego w rzeczywistości. I choć jesteśmy obdarzeni wolną wolą, którą powinniśmy wykorzystywać, tym niemniej czujemy uwarunkowania płynące z bycia zakotwiczony w konkretnej rzeczywistości społeczno-historyczno-ludzkiej.

Stwierdzenie Jezusa o byciu „potomstwem Abrahama” wskazuje na jeszcze jedną rzecz, a mianowicie na możliwość poznania tego, co dla mnie najważniejsze poprzez przyj¬rzenie się mojemu działaniu. Moje czyny wskazują bowiem na to, kto jest „moim ojcem”. Po owocach mogę bowiem poznać pochodzenie, korzenie, prawdziwe pobudki działania.

Przyjrzę się moim uwarunkowaniom, jakim podlegam. W jaki sposób moja historia rodzinna, społeczna naznaczyła moje życie, ukierunkowała je?  Na ile jestem wolny w tych uwarunkowaniach do szukania mojej drogi i bycia odpowiedzialnym za nią? Kiedy przyglądam się mojemu postępowaniu, jakie myśli co do moich motywacji pojawiają się najczęściej?


Punkt 3: Słuchanie Boga
Słowa Jezusa o słuchaniu Boga, Jego słowa nie są łatwe. Moglibyśmy bowiem do siebie samych odnieść ten zarzut, jaki On stawia Żydom, „dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście”. Bardzo często przychodzi nam oskarżać się wzajemnie o to, że jesteśmy zbyt słabi, za mało stanowczy i konsekwentni w chodzeniu za Bogiem, że zbyt często ulegamy pokusom i grzechowi. I bardzo łatwo wysunąć wtedy wniosek, że w takim razie nie mogę należeć do Boga, że nie jestem w Jego rękach, że o wiele bardziej jestem w rękach i pod działaniem Złego.

Jakże często jednak takie patrzenie wyraża nasz lęk przed Bogiem, i nasze stawianie  tylko na siebie. Bardzo często bowiem dzieje się tak, że ustami wyznajemy Boga, ale chcemy polegać na własnej doskonałości. Czujemy się niegodni przed Bogiem, ponieważ nie jesteśmy doskonali na tyle, na ile byśmy chcieli. Ale to nie jest świadectwo przeciwko nam. Człowiek nigdy nie osiąga doskonałości i nie doskonałością „zaskakuje” Boga. Nasza doskonałość jest wtórna, tzn. jest odpowiedzią na działanie i łaskę Boga. Zbawieni jesteśmy Jego działaniem, nie z naszej mocy.

Otwarcie się na Boże działanie nie jest zależne tylko od wysiłku człowieka i dlatego trzeba nam prosić Boga o tę łaskę, otwierać się na nią. Stanę przed Bogiem, aby powierzać Mu siebie, oddawać się Jemu jako Ojcu. Oddam Mu swoje życie i działanie.


Rozmowa końcowa
Stanę przed Bogiem, który jest moim przyjacielem, któremu chcę służyć i porozmawiam z Nim o wszystkim, co poruszone zostało we mnie w czasie tej modlitwy. Oddam Mu się na nowo, prosząc Maryję, świętych patronów, aby wyprosili mi łaskę wytrwania przy Bogu w całym moim życiu.

6. Sąd nad Jezusem

“Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: „Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?” Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.” (J 11, 45-57)


Scena, którą oglądamy wzrokiem wyobraźni odbywa się po cudzie wskrzeszenia Łazarza. Jezus przychodzi po to, aby przywrócić życie swojemu przyjacielowi i przez to objawia chwałę Boga. Objawia także swoją moc i daje wyraz temu, co jest Jego misją, przywracanie do życia, powoływanie do życia. Nie wszyscy jednak byli z tej działalności zadowoleni. Niektórzy widzieli w postępowaniu Jezusa, a zwłaszcza w jego skutkach coś, co mogło zagrażać nawet fizycznej egzystencji narodu. Mamy tego świadectwo w dopiero co usłyszanym fragmencie. Działanie Jezusa dla niektórych stanowiło groźbę, bo odrywało ludzi od tego, co tradycyjnie uważano za ważne. Nowość, jaką przyniósł Jezus, stanowiła zagrożenie dla ukształtowanych schematów działania, dla tych, którzy jakoś w tych schematach byli zakorzenieni. Oni postrzegali tę zmianę jako zburzenie wszystkiego. Odejście od tradycji poprzednich pokoleń uznawali za zdradę i śmiertelne zagrożenie dla istnienia narodu, choć to istnienie i tak było w tych czasach ograniczone. Izrael był bowiem pod panowaniem Rzymu, król cieszył się ograniczoną swobodą działania i był zależny od rzymian. Prawodawstwo Izraela zależne było od koncesji ze strony najeźdźców.

Na nowo pojawia się rozziew pomiędzy reakcją tłumu a reakcją mających władzę. Tłum bowiem szuka Jezusa, jest Nim zafascynowany. Uczeni w Piśmie i faryzeusze wybierają „mniejsze zło” usunięcia Jezusa dla uratowania narodu, co i tak okazało się złudne.


Wyobrażenie miejsca
Mamy przed oczyma wyobraźni dwie sceny zasadniczo różne. Stajemy jednak wobec nich, aby dać się poruszyć słowom, które są do nas kierowane. Słuchamy bowiem słów faryzeuszów, staramy się wczuć w ich obawę o unicestwienie narodu i wszystkiego, co dla nich było cenne. Słuchamy proroctwa Kajfasza o Jezusie, który przyszedł oddać swoje życie za naród i po to, by zjednoczyć rozproszoną ludzkość. Przyjrzyjmy się tym ludziom starając się dostrzec, jak dobre pragnienia, zdawałoby się święte pragnienia w rzeczywistości obracają się przeciwko nim, gdyż sposób działania nie jest dobry.

Przyjrzyjmy się też ludziom, którzy pragną spotkania z Jezusem, szukają Go. Starajmy się zrozumieć, że te pragnienia niekoniecznie muszą prowadzić do dobrego celu. Ci sami ludzie bowiem będę krzyczeć „ukrzyżuj Go”. Teraz jednak starajmy się wczuć w ich pragnienie spotkania z Jezusem.


Prośba o owoc
Poproszę o to czego teraz najbardziej chcę i potrzebuję. Poproszę o to, by w moim życiu spełniło się proroctwo Kajfasza, bym doświadczył, iż Jezus umarł za mnie i bym doświadczył Jego dzieła jednoczenia.


Punkt 1: Obawy wysokiej rady
Działalność Jezusa była czymś nowym, niespotykanym i zadziwiającym. Cuda działane przez tego wędrownego nauczyciela mogły wprowadzać spore zamieszanie, gdyż widać w nich było działanie jakiejś siły wyższej, a jednocześnie zdawały się one burzyć porządek ustalony przez pokolenia, przez tradycję. Burzyły spoczynek szabatu, wywoływały nadmierne oczekiwania. Reakcja ludzi musiała być bardzo spontaniczna i dosyć powszechna, skoro obawa faryzeuszów wyrażona została w słowach, iż „wszyscy uwierzą w Niego”. Reakcja musiała być rzeczywiście powszechna.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy możemy uważać, iż obawy wysokiej rady były złudne, a sposób działania trochę obłudny. Wydaje się jednak, iż nie jest to takie proste. Ludzie ci czuli odpowiedzialność za rządzenie krajem, za wierność tradycji starszych i wszystko, co burzyło ustalony porządek było z natury swej podejrzane. Nie inaczej było z Jezusem. Jezus mógł się wydawać wędrownym nauczycielem, jakich było wielu w Izraelu, a ponadto Jego prowokacyjny sposób bycia i działania mógł dodatkowo komplikować sprawy. Mogło się zatem wydawać stosunkowo łatwym rozwiązaniem, usunięcie sprawcy zamieszania. Problem nie zostałby rozwiązany, ale przestałby kłuć w oczy.

Możemy zastanowić się nad naszą reakcją na problemy, które zdają się burzyć porządek naszego życia. Jak ja zachowuję się w sytuacjach, kiedy czuję, iż grunt pod nogami zaczyna mi się obsuwać? Czy nie obstaję przy starych, skostniałych przyzwyczajeniach, ponieważ boję się otworzyć na nowe, które pochodzi często od Boga?


Punkt 2: Proroctwo Kajfasza
Kajfasz wypowiedział proroctwo, nad którym warto nam się zastanowić. Ono bowiem odnosi się także do naszego życia. Jezus przyszedł po to, by oddać swoje życie za naród. Jest to prawda o odkupieńczej śmierci Jezusa. On był tego świadomy. Sam powiedział, iż po to właśnie przyszedł, aby oddać swoje życie za owce. Nikt Go nie zmuszał do tego, dobrowolnie oddał swoje życie. Taka była Jego misja. Ewangelista dodaje jednak, iż drugą niejako częścią tej misji było gromadzenie rozproszonych dzieci Bożych. To gromadzenie dokonuje się w dwóch wymiarach, indywidualnym i społecznym. Jezus gromadzi rozproszonych w wymiarze indywidualnym, kiedy Jego przyjście sprzyja uporządkowaniu życia i większej spójności naszego myślenia i działania. Jezus jednak też gromadzi poróżnionych ludzi i narody, przybliża ludzi do siebie wzajemnie. Możemy tu widzieć echo Jezusowej zapowiedzi „jednej owczarni”, która ma nastąpić, pod wodzą jednego pasterza.

Ewangelista stwierdza, iż Kajfasz wypowiedział proroctwo, ponieważ był arcykapłanem. Jego funkcja stała się okazją dla Boga do działania i objawiania swojej woli, jakby z pominięciem tego, czy był godny być „prorokiem”. Jest to niejako kolejny przykład biblijny na to, że przejaw Bożej woli, jej obwieszczenie może przychodzić do człowieka z wykorzystaniem bardzo różnych narzędzi. Jezus w innym miejscu zachęcał, aby słuchać uczonych w Piśmie i faryzeuszów, ale uczynków ich nie naśladować. Tutaj mamy tego przykład.

Jezus przyszedł po to, aby oddać za mnie swoje życie, aby przyciągnąć mnie z powrotem do siebie i do Ojca. Jak odpowiadam na to pragnienie Jezusa? Czy spełniają się na mnie słowa proroctwa Kajfasza? Czy czuję, iż obecność Jezusa w moim życiu jest przeciwdziałaniem rozproszeniu, braku skoncentrowania na tym, co jest sensem mojego życia?


Punkt 3: Nieobecność Jezusa
W ewangelii wielokrotnie mamy wzmianki o tym, iż Jezus szukał samotności, odosobnienia. Było to stałym elementem Jego życia. Każda nieobecność jednak ma inne znaczenie. Nieobecność, o jakiej dzisiaj jest mowa jest raczej związana z chęcią uniknięcia zła. Jezus świadom, że Jego czas jeszcze nie nadszedł oddala się, aby w odpowiednim momencie stawić czoło złu. Jezus się wycofał, ale wszyscy niejako o Nim myślą i mówią. Zarówno faryzeusze i wysoka rada, jak i ludzie, którzy z ciekawości czy pragnienia cudowności oczekują na spotkanie z niezwykłym człowiekiem, jakim był Jezus. Ta nieobecność Jezusa przyciąga uwagę.

Wycofanie się Jezusa jest jednak oczekiwaniem na „Jego godzinę”. On wiedział, co Go czeka, nie był zaskoczony dziejącymi się wydarzeniami. Nieobecność zatem nie ma znamion dramaturgii po to, by zbudować odpowiednie napięcie, „suspence”. Jest wynikiem świadomego działania i rozeznawania właściwego czasu.

Przyglądając się postępowaniu Jezusa mogę wyciągać jakiś pożytek dla swojego życia. Jezus zachęca mnie do świadomego przeżywania swojego czasu, do dystansu, który pozwala rozeznawać czas działania i czas ciszy, czas obecności i bycia wycofanym. Jezus może mnie uczyć tej mądrości.


Rozmowa końcowa
Porozmawiam z Panem o tym wszystkim, co było moim udziałem na tej modlitwie. Skoncentruję się na tym, co bardziej wyraźnie przebijało się w moich myślach, skojarzeniach, albo też na tym, od czego uciekałem, z czym bałem się zmierzyć. Stanę z tym przed Bogiem.

Tekst, nagranie, montaż

o. Paweł Kosiński SJ

Lektor

Stanisław Zatłoka

Muzyka

Oystein sevag "Reflection"
Patrick O'Hearn "Black Delilah"
Villa Musica Ensemble "String Trio in B-Flat Major, D. 581: I. Allegro moderato" (Franz Schubert)
Sebastian Forster "Piano Sonata no29 hammerklavier in B Flat Major Op106 III Adagio sostenuto" (Ludwig van Beethoven)
Baby Genius "Magic flute overture"
Capella istropolitana "Canon and gigue in D Major"