Ty pójdź za mną!

Piotr usłyszał te słowa od Chrystusa jako swego rodzaju przyganę. Nie rozpraszaj się! Nie daj się zwieść! Bądź wierny temu, co tobie pisane! Bowiem wiele razy się zdarza, że chcemy pójść za Chrystusem, wypełniać nasze powołanie, zrealizować Boży plan wobec naszego życia, ale uzależniamy to od wielu rzeczy: rodziny, rówieśników, duchownych,  sytuacji na świecie. Dzisiaj Chrystus mówi do każdego z nas: Ty pójdź za Mną! 

Odczytaj i poznaj Boży plan zbawienia. Poczuj się jak pierwsi powołani uczniowie. Bądź świadkiem pierwszego cudu, jaki dokonuje Jezus w Kanie Galilejskiej. Wczuj się w radość Marii Magdaleny, kiedy woła: „widziałam Pana”. Dzisiaj Chrystus woła każdego z nas po imieniu: Ty, tak Ty… pójdź za Mną!

01. Słowo - plan Boga (TPZ) 02. Pierwsi uczniowie (TPZ) 03. Pierwszy cud w Kanie Galilejskiej (TPZ) 04. Pusty grob (TPZ) 05. Ukazanie się w Wieczerniku (TPZ) 06. Cudowny połów (TPZ) 07. Wyznanie Piotra (TPZ)

Medytacja pierwsza: Plan Boga wobec człowieka

“Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga ‑ Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego ‑ którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1, 1-14).

 

Prolog Ewangelii św. Jana wprowadza nas w misterium Słowa. Tym Słowem jest Jezus, Logos, odwieczny w swoim pochodzeniu od Boga i równy Bogu. Jesteśmy wprowadzani przez św. Jana w trudne tematy trynitarne, a jednocześnie doświadczamy czegoś bliskiego i bezpośredniego, jak przyjście Słowa «do swoich», konkretnej realizacji odwiecznego planu Boga. To, co było od wieków, przez narodzenie Jezusa, stało się rzeczywistością «oświecającą». Ludzie mogli doświadczyć Boga, usłyszeć Go, dotykać Go swoimi rękami. I o tym świadczy św. Jan.

 

Wyobrażenie miejsca

Ta medytacja nie ma konkretnego «miejsca». Tym miejscem jest świat, jest moje życie, w którym rzeczywistość Boża się realizuje. Odwieczny Bóg, Odwieczne Słowo przychodzi do mnie, oświeca mnie, przychodzi do «swojej własności». Stanę wobec przychodzącego Jezusa, robiąc Mu miejsce w swoim wnętrzu. 

 

Prośba o owoc

Mogę prosić o to, co pojawia się jako potrzeba w moim wnętrzu. Prośmy o przyjęcie Słowa Boga do mnie skierowanego, o moc stawania się dzieckiem Boga.

 

Punkt 1: Odwieczny plan Ojca

Św. Jan pomaga nam budować uporządkowany obraz świata. To, co jest, nie jest dziełem przypadku, nie jest chaosem. Świat jest dziełem Boga, ma swój początek w Nim, stał się «poprzez Słowo». Człowiek pragnie uporządkowania swoich doświadczeń. Nie chcemy bałaganu. Nie pomaga nam on odnajdywać głębszego sensu istnienia i nie daje nam żadnej perspektywy. Słowo Boga porządkuje świat, daje mu początek i wyznacza koniec. Człowiek i świat mają początek w Bogu. Od Niego otrzymują istnienie i cel egzystencji. 

Jestem zaproszony nie tylko do kontemplowania tego planu Boga, ale jest to jednocześnie wezwanie do przyjęcia go za swój własny. Przyjęcie Bożego planu wyznacza bowiem późniejsze postępowanie człowieka, odpowiedź na Jego działanie. 

Dzisiaj staje przede mną perspektywa Bożego działania, które się przejawia stworzeniem świata, powołaniem wszystkiego do istnienia. Jakie ma to dla mnie znaczenie? Jakie odczucia we mnie budzi?

 

Punkt 2: Człowiek w planach Boga

Realizacja Bożych planów nie dokonuje się bez człowieka. Jan, o którym mówi prolog jest nie tylko świadkiem Boga, ale także bardzo ważnym «realizatorem» Bożego zamierzenia. Człowiek w tych odwiecznych planach zajmuje poczesne miejsce. Jest to plan nie tylko dla człowieka, ale przede wszystkim «z» człowiekiem, niejako uzależniony od woli człowieka. Bóg «posyła» człowieka, wyznacza misję. Rozwój świata i plany Boga nie realizują się poza człowiekiem. Od samego początku Bóg «powierza się» człowiekowi, jego wolności i zdolności do dawania świadectwa. 

Ja także jestem «posłanym» przez Boga do realizowania mojej misji w świecie. Jest to odpowiedzialność do poznawania tej woli Boga względem mnie. Muszę słuchać Słowa, być Mu posłusznym. Jestem wezwany do dawania świadectwa. Powinienem w dzisiejszym świecie, w moim czasie, ukonkretnić ten «odwieczny plan Boga». 

Pomyślę o tym moim posłaniu do świata, o moim słuchaniu Boga, odczytywaniu Jego woli. Pomyślę też o moim świadectwie przynależności do Boga.

 

Punkt 3: Dramat odrzucenia

Od samego początku ewangelii jesteśmy wprowadzeni w dramat, jakim jest możliwość odrzucenia Boga, odrzucenia Jego Słowa, sprzeniewierzenia się swojej misji. Bóg oddaje się w ręce człowieka, oddaje w jego ręce spełnienie tego planu, który trwa od wieków, licząc na dobrowolną i pełną współpracę. Odrzucenie tej współpracy jest jednak zawsze możliwe. Człowiek może się sprzeniewierzyć Bogu przez grzech, przez upór w złym. 

Świat «nie poznaje» swego stwórcy. Jest to zaiste przedziwna tajemnica, że można być tak bardzo zaślepionym, tak mało czujnym na przyjęcie Boga. Jest to jednak także doświadczenie naszej codzienności. Ile razy zdarza się, że to przyjście łaski jest nie zauważone, ginie w natłoku innych wrażeń? Można też odrzucić Boga. Doświadczamy tego sami, kiedy poprzez grzech odrzucamy łaskę, którą znamy, której jesteśmy świadomi. Jest to także tajemnica zła, tajemnica zamkniętego serca. 

Staję dzisiaj przed Bogiem, który odwołuje się do mojej wolności i powierza się moim wyborom. Oddam się do Jego dyspozycji.

 

Rozmowa końcowa

Zbiorę w chwili modlitwy wszystkie ważniejsze myśli, które mi towarzyszyły w tym czasie. Staję z nimi przed Bogiem, aby porozmawiać o odwiecznym planie, który realizuje się w moim konkretnym życiu. Bóg jest zainteresowany bliskim kontaktem i głęboką, przyjazną więzią ze mną.


Medytacja druga: Pierwsi uczniowie

“Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» - to znaczy Piotr. Nazajutrz [Jezus] postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: «Pójdź za Mną». Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu». Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?» Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz». Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: «Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu». Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym». Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!» Odparł mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to». Potem powiedział do niego: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego»” (J 1, 35-51).

  
Scena, którą dzisiaj będziemy kontemplować, dzieje się na nowo w Betanii, w miejscu, gdzie Jan Chrzciciel udzielał Chrztu. Jan jest świadom swojej misji «przygotowywania drogi» Mesjaszowi. Gromadzi wokół siebie uczniów, ale wie, że jest to tylko przejściowe. Ostatecznie musi «oddać» ich niejako Chrystusowi. Ma wypełnić zadanie i usunąć się w cień. Dlatego wskazuje swoim uczniom na Jezusa, nie zatrzymuje ich przy sobie, pozwala, aby oni poszli swoją drogą za Mistrzem. 
Ewangelia św. Jana jest wypełniona bardzo osobistymi spotkaniami Jezusa ze swoimi uczniami. Mamy bardzo wyraźnie zarysowane postaci, które w bezpośredni sposób wchodzą w relację z Jezusem. Dla nas może to być o tyle przydatne, że stają się one niejako symbolem, typem, naszej relacji z Chrystusem. W nich możemy widzieć odbicie nas samych. W ich doświadczeniach możemy szukać jakiegoś światła dla zrozumienia naszych doświadczeń.

 

Wyobrażenie miejsca

Nie mamy wielu szczegółów opisujących miejsce spotkania Jezusa z uczniami. Scena rozgrywa się w ciągu dwóch dni, pierwszego dnia po południu, a potem następnego dnia mają miejsce kolejne spotkania. Nie ma szczegółów miejsca, jest poczet osób, które niczym w kadrze przewijają się przed naszymi oczyma. Przyjrzyjmy się tym uczniom zbliżającym się do Jezusa. Najpierw może Andrzejowi i drugiemu uczniowi, którzy posłuchali Jana Chrzciciela i poszli za Jezusem. Potem jest pierwsze spotkanie z Piotrem. Przyjrzyjmy się w naszej wyobraźni Filipowi, który był ziomkiem Andrzeja i Piotra i nieufnemu Natanaelowi, który jako pierwszy z uczniów wyznaje wiarę w Synostwo Boże Jezusa. Spróbujmy w naszej wyobraźni spotkać się z tymi uczniami, przyjrzeć się ich postaciom, wczuć się w ich przeżycia w tym pierwszym spotkaniu z Mistrzem.

 

Prośba o owoc

Możemy prosić o to, byśmy umieli podążać za Jezusem, byśmy szukali Go w naszym życiu, i by dane nam było «pozostać u Niego», przebywać razem z Nim.

 

Punkt 1: Czego szukacie?

Pytanie, które Jezus zadaje Andrzejowi i drugiemu uczniowi może brzmieć trochę szorstko. Musieli oni bowiem pokonać pewien opór przed zbliżeniem się do tego Nauczyciela, na którego wskazał im Jan Chrzciciel. Widać wyraźnie, że oni są na etapie poszukiwania. Jeszcze nie znaleźli tego, co wypełniłoby ich życie. Nie są usatysfakcjonowani tym, co osiągnęli, szukają czegoś, co byłoby dla nich motywem wiodącym, osią ich życia.

Ci dwaj uczniowie mają w sobie otwartość i pokorę poszukiwania. Nie boją się ryzykować, nie boją się tego, co nowe i nieznane. Te cechy pozwalają im przyznać się do tego, że czują niespełnienie, a jednocześnie pozwoli im przyjąć to, co się objawi jako nowe i ważne.

Pytanie, które Jezus im stawia na pewno jest dla nich swego rodzaju sprawdzianem. Muszą zdać pierwszy egzamin, muszą odpowiedzieć sobie na pytanie o motywacje ich pójścia za Jezusem. Czego szukają? Po co przychodzą? Pytanie Jezusa, pozornie odpychające, może stać się okazją dla nich do odpowiadania sobie na najbardziej podstawowe kwestie.

Podobne pytanie Jezus stawia każdemu z nas. Jezus widząc, że idziemy za Nim, może zapytać: «czego szukacie?», dlaczego idziecie za mną, co powoduje wami, że chcecie być blisko mnie? To pytanie wskazuje na bardzo prosty, a zarazem bardzo doniosły dla naszego życia duchowego fakt, a mianowicie, że motywacje pójścia za Bogiem mogą być bardzo różne. Mogę iść za Jezusem, wierzyć, ponieważ tak mnie wychowano i nie umiem inaczej, mogę iść za Nim, bo się boję potępienia wiecznego, idę za Nim, bo religia daje mi jakieś oparcie w tym niepewnym świecie, idę za Nim, bo inni mówili mi o Jezusie, czy w końcu idę, ponieważ spotkanie z Jezusem przemieniło moje życie i nadało mu nową głębię. Jezus mnie także pyta: «Czego szukasz przy Mnie?» «Dlaczego za mną idziesz?» I nie jest to wcale łatwe pytanie, ale muszę szukać na nie odpowiedzi.

Mogę teraz w całkowitej szczerości przed Bogiem odpowiedzieć na to pytanie o moje motywacje naśladowania Jezusa, bycia przy Nim.

 

Punkt 2. - Było to około godziny dziesiątej 

Jest to uwaga, która zadziwia. Takie dokładne określenie czasu, zapamiętane i spisane po wielu latach od momentu, kiedy się wydarzyło, wskazuje na to, jak mocno spotkanie z Jezusem wbiło się w pamięć uczniów. Musiało to być coś, co odmieniło ich życie. I jest to prawda, że są takie wydarzenia, które bardzo mocno naznaczają naszą pamięć. Bóg wchodzi bardzo konkretnie w historię człowieka. Nie spotykamy się z Nim w próżni. Jest to z jednej strony bardzo ludzki sposób postrzegania rzeczywistości, ale też bardzo wymierne «uświęcanie» historii, tej mojej osobistej historii.

Bóg wchodzi w historię człowieka w bardzo konkretny sposób. Także moje doświadczenie Boga jest takim spotykaniem się z Nim poprzez bardzo konkretne i wymierne wydarzenia. Mogę przez chwilę pomyśleć o Bogu przychodzącym do mojego życia. Najpierw poprzez sakramenty, Chrzest, Komunia św., Bierzmowanie. Bóg przychodzi także w różnych wydarzeniach, jakich doświadczałem. Jakie to było przychodzenie Boga do mnie? Bóg przychodzi do mnie w radościach i smutkach. Mogę przez chwilę pomyśleć o tych spotkaniach z Nim, które wywarły na mnie największe wrażenie. Czy miałem takie doświadczenie Boga, które ciągle jeszcze we mnie żyje, pomimo upływu lat. Jakiego rodzaju jest to doświadczenie?

 

Punkt 3. - Znaleźliśmy Mesjasza 

W scenie, którą rozważamy, przewija się wiele postaci, a jednocześnie bardzo wyraźnie widzimy, jak spotkanie z Jezusem jest niejako konsekwencją działania innych, natchnionych od Boga osób. Wiara nie jest sprawą prywatną i nie jest ograniczona tylko do wymiaru jednostkowej relacji człowieka z Bogiem. Spotkanie z Bogiem ma zawsze wymiar wspólnoty. Tutaj widzimy, jak wspólnota pomaga, prowadzi do spotkania z Jezusem. Jan wysyła swoich uczniów do Niego, Andrzej przyprowadza Piotra. Jezus powołuje Filipa, który pochodzi z miasta Andrzeja i Piotra. Filip z kolei przyprowadza Natanaela. Mamy tutaj cały łańcuch ludzi, którzy sami zafascynowani Jezusem, pociągają innych do Niego.

Patrząc na to świadczenie o Jezusie i pociąganie innych do Niego możemy głębiej rozumieć, że nikt z nas nie wymyśla sobie wiary. Otrzymujemy ją, jesteśmy wprowadzani w wiarę, we wspólnotę. To musi rodzić pewien respekt i uszanowanie praw i tradycji. Musi to także prowadzić nas do refleksji nad wspólnotowym wymiarem naszej wiary. To nie jest tylko moja prywatna sprawa, nie mogę się zamknąć w sobie, zadowolić sobą. Nie mogę się też zwolnić z odpowiedzialności za przyciąganie ludzi do Jezusa. To oczywiście musi być działaniem zgodnie z Bożą wolą i w sposób, który pomaga ludziom spotkać się z Bogiem. 

Możemy przez chwilę pomyśleć o naszym doświadczeniu wspólnoty wiary, a także o tym, na ile moje życie pomaga innym zbliżać się do Boga, prowadzi innych do spotkania z Jezusem.

 

Rozmowa końcowa 

W rozmowie końcowej porozmawiam z Jezusem o tych doświadczeniach spotkania z Nim, które przemieniły moje życie. Mogę też porozmawiać o tym, co mi przeszkadza w zbliżaniu się do Niego, prosząc o łaskę pokonania trudności.


Medytacja trzecia: Cud w Kanie Galilejskiej

“Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,1-11).

    
Kiedy słyszymy i rozważamy fragmenty ewangelii opowiadające o zwyczajnym życiu Jezusa i Jego uczniów, często możemy zadawać sobie pytanie o to, jak wyglądało ich normalne, codzienne życie. Jak spędzali czas? Czym się zajmowali? Jak spędzali czas wolny? Zwykle bowiem nasze wyobrażenie życia Jezusa jest związane z opisami wędrowania, głoszenia nauk, czynienia cudów, samotnej modlitwy w nocy, gdzieś na górze, czy cudownych wydarzeń, które opisują nam ewangeliści. Jednocześnie jednak możemy zadać sobie pytanie, co działo się pomiędzy tymi ważnymi sprawami, jak przebiegało normalne życie tej grupy uczniów, którzy byli związani z Jezusem. 

Pragnąc naśladować Jezusa, zwłaszcza w doświadczeniach młodych ludzi, grup młodzieżowych, pojawia się pytanie, co Jezus zrobiłby w tej sytuacji, w jakiej ja jestem teraz, co ja bym zrobił, gdyby Jezus był tutaj przy mnie. Ma to być swego rodzaju bodziec do związania naszych wyobrażeń i pragnień z pragnieniami i wolą Boga. Nie jest łatwo powiedzieć, co Jezus by zrobił, ale też nie jest nam nawet łatwo powiedzieć, co Jezus robił. Nie wiemy, gdzie i jak mieszkał, czy miał stałą siedzibę, dom. Jak utrzymywała się ta grupa kilkunastu ludzi? Czy tylko z jałmużny? Czy apostołowie z Jezusem przebywali cały czas razem, czy też spotykali się co jakiś czas? Czy apostołowie wracali do domów, rodzin? Jak spędzali czas wolny? Jak spędzali święta? 

Nie potrafimy dokładnie odpowiedzieć na te pytania, ale warto, by one jakoś nurtowały nasze wnętrze, gdyż może nam to pomagać do odpowiadania sobie na pytanie o to, jak kształtować nasze życie razem z Jezusem. Chcemy bowiem, by On był obecny w naszej codzienności, nie tylko od święta, by Jego obecność w nas była żywa. 

 

Wyobrażenie miejsca 

Ewangelia podpowiada nam, iż wydarzenie, w którym uczestniczymy to wesele. Jezus wraz z uczniami został zaproszony na nie. Jest również Maryja. Oczyma wyobraźni możemy zobaczyć to miejsce, w którym odbywa się ta uroczystość. Przyjrzyjmy się ludziom, którzy biorą udział w tej scenie ewangelicznej, Jezusowi, Maryi, sługom, staroście weselnemu i panu młodemu. Jesteśmy zachęceni, żeby być całym sobą w tym, co widzi nasza wyobraźnia, pozwolić, by scena ta przemówiła do mnie w moim wnętrzu. 

 

Prośba o owoc 

Mogę prosić o to, co podpowiada nam Maryja. Prośmy o to, byśmy umieli robić wszystko, co Jezus nam poleca, o mądrość i jasność w rozumieniu tego, co jest wolą Boga w naszym życiu. Prośmy też, aby całe nasze życie było spójne, nie podzielone na odrębne obszary religii i życie świeckiego.

 

Punkt 1: Być posłusznym

Fragment ewangelii, który dzisiaj chcemy rozważać mówi o kilku formach posłuszeństwa. Jezus jest posłuszny Maryi, ponieważ spełnia jej oczekiwania, słudzy wykonują polecenie Jezusa. Oni są też zależni od starosty weselnego. Mamy w tekście mowę o różnych formach zależności i posłuszeństwa. Możemy wyodrębnić jednak kilka typowych i fundamentalnych dla posłuszeństwa postaw.

Słuchać i rozumieć. Najważniejsze jest umiejętne wsłuchanie się i rozumienie tego, co jest nam polecone. Posłuszeństwo jest nastawieniem na spełnienie czyjejś woli. Dlatego trzeba najpierw ją poznać, trzeba zatem słuchać i rozumieć. Wzajemna komunikacja i rozumienie się przełożonych i podwładnych są bardzo ważne. 

Wiernie spełniać. Posłuszeństwo jest związane z wiernością. Kiedy usłyszałem i zrozumiałem, mam wypełnić «wszystko», jak powie Maryja do sług.

Znać swoje miejsce. Posłuszeństwo jest też związane bardzo wyraźnie ze spokojnym przyjmowaniem tego, kim się jest. Spełniam polecenia, jestem posłuszny tylko wtedy, kiedy akceptuję siebie w tym kim jestem. Ten, kto służy, jest posłuszny w wolności, inaczej jesteśmy niewolnikami albo ludźmi zastraszonymi. Służyć drugiemu, być posłusznym jest możliwe tylko w wolności.

Pomyślę o moim słuchaniu Boga, o staraniu się, by zrozumieć Jego wolę i o spełnianiu jej w moim życiu.

 

Punkt 2: Być sługą

Dzisiejszy fragment daje nam wspaniałą możliwość medytowania nad tym, co znaczy «być sługą». Nasza religijność związana jest z obrazem służenia, bycia sługą. Jezus jest nazwany sługą, zachęca nas do służby na rzecz innych. Służenie zatem jest jakoś obrazem życia chrześcijańskiego. Dzisiaj może warto zatrzymać się nad jednym aspektem bycia sługą, a mianowicie, iż sługa zdaje się na swego Pana, ufa Mu, jest wierny, pomimo że nie wie wszystkiego, nie zna wszystkiego i nie o wszystkim musi być informowany. Przyjrzyjmy się sługom, którzy wykonują polecenie Maryi, a potem Jezusa napełniając stągwie wodą i zanosząc ją przemienioną w wino staroście weselnemu. Słudzy są wierni, wypełniają, co im polecono, choć nie wiedzą czemu mogą służyć poszczególne czynności. Bez tego jednak nie byłoby cudu. Bez tego, nieświadomego w tym przypadku, współdziałania z zamysłem Jezusa, nie byłoby tego pierwszego cudu.

To jest także często doświadczenie naszego życia duchowego, a zarazem próba, jakiej jesteśmy poddawani. Jesteśmy wzywani do bycia posłusznym, do słuchania słów Pisma św., nauczania Kościoła, nie zawsze umiejąc zrozumieć do końca cel, przeniknąć go swoim rozumieniem. I nie jest to zachęta do «ślepoty» w naśladowaniu Boga, ale raczej do zaufania, iż to, co się dzieje w moim życiu, zwłaszcza wydarzenia trudne i niezrozumiałe, będą miały sens, jeśli w wierności Bogu podejmę je jako coś ważnego dla mnie.

 

Punkt 3. - Początek znaków 

Św. Jan bardzo wyraźnie wiąże wiarę w Jezusa ze znakami, jakie Jezus czyni. To był bowiem «początek znaków», który «objawił chwałę» Jezusa i był u podstaw wiary uczniów. Historia zbawienia bazuje na znakach obecności i działania Boga. Bóg jest obecny pośród swego ludu i działa. Wyprowadził Izraela z Egiptu mocną ręką, prowadził go przez pustynię w słupie ognia i obłoku, wprowadził do ziemi obiecanej, wypędzając przed narodem wybranym inne plemiona. Bóg poprzez całą historię zbawienia działa w życiu poszczególnych jednostek i całych społeczeństw. Dlatego też tak istotne jest, aby te znaki Bożej obecności dostrzegać, przyjmować je, umieć odpowiednio interpretować. One są dla naszego postępu duchowego. Są z pewnością interwencją Boga w nasze życie. Nikomu ich nie brakuje.

Istnieje jednak i niebezpieczeństwo «znaków». Jezus powie z wyrzutem, że «jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie». Gani postawę oczekującą cudowności, bardziej opartą o zewnętrzną stronę znaku i ciekawość, niż o to, co w znaku jest istotne, przejaw Bożej obecności, który wzywa do dania odpowiedzi.

Przyjrzę się temu, jakie znaki obecności Boga są w moim życiu, na jakich znakach opiera się moja wiara. Bóg bowiem i do mnie przemawia w ten sposób. 

 

Rozmowa końcowa 

Stając przed Bogiem w chwili bezpośredniej rozmowy, przedstawię Mu to, co w tej modlitwie było dla mnie najważniejsze. Porozmawiam z nim o myślach i pragnieniach, lub obawach, które pojawiły się we mnie w tym czasie rozważania.


Medytacja czwarta: Pusty grób

„A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie. Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?” Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”. Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi powiedział” (J 20, 1-18)

 

Wśród osób, które szły za Jezusem, Maria Magdalena zajmuje miejsce szczególne. Nie należała do grona uczniów, ale była przy Jezusie i usługiwała Mu ze swego mienia. Jak podają ewangelie szła za Jezusem, kiedy głosił On ewangelię po miastach i wsiach (por. Łk 8,1-3). Przyszła za Nim aż do Jerozolimy. Trwała przy Nim wiernie pod krzyżem i jej dane było jako pierwszej ogłosić nowinę o zmartwychwstaniu. 

Maria była kobietą wierną i oddaną. Z pewnością doświadczyła wiele dobra od Chrystusa. Spotkanie z Nim przemieniło jej życie, nadało mu sens. Ewangelista pisze, że Chrystus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Uratował ją ze stanu duchowego, który był bardzo trudny. Możemy przypuszczać, że była osobą wrażliwą, która chciała dobrze przeżyć swoje życie. Ten stan, kiedy było w niej „siedem złych duchów” - jeśli trzymać się przypowieści ewangelicznej (Łk 11, 24-26) - jest stanem niezapełnionej pustki po pierwszym nawróceniu. Maria może chciała żyć dobrze, starała się pokonać zło, które w niej było, ale nie umiała zapełnić niczym swojej duszy. Nie odnajdywała celu i sensu swego życia. Dlatego też duch zły wykorzystał ten jej mankament życia wewnętrznego i zawładnął nią. Dopiero spotkanie z Jezusem sprawiło, że życie nabrało sensu. Jezus wypędził z niej siedem złych duchów, czyli nadał sens jej życiu, zapełnił pustkę egzystencji. 

Doświadczenie spotkania z Jezusem było tak mocnym doświadczeniem dla Marii, że bycie przy Nim stało się sensem jej życia. Była teraz jak jeden z apostołów, towarzyszyła Jezusowemu głoszeniu królestwa Bożego i stała się prawdziwym zwiastunem dobrej nowiny dla uczniów i dla całego świata. Dlatego tak ważne jest jej spotkanie ze Zmartwychwstałym. Ono może nas wiele nauczyć. 

 

Wyobrażenie miejsca

Widzimy Marię u grobu. Jest wczesny ranek, przed świtem. Towarzyszyła Jezusowi przez całe życie, tutaj przychodzi oddać Mu ostatnią przysługę, ponieważ był chowany w pośpiechu. Kiedy zawiadomiła apostołów o zniknięciu ciała Jezusa, stoi u grobu, płacząc, pragnąc odnaleźć Jego ciało. 

Towarzyszymy Marii w tej jej drodze do grobu, w drodze do apostołów i w płaczu nad grobem. Starajmy się odczuć ból tej, która utraciła swego Mistrza, Tego, który nadał sens jej życiu. W jej płaczu i poszukiwaniu ciała Jezusa możemy widzieć nasz trud poszukiwania Boga, pragnienie doświadczenia Go.

 

Prośba o owoc

Prosić o to czego chcę. Tutaj możemy prosić o pragnienie spotkania z Jezusem, o doświadczenie Jego wołania nas po imieniu, o to, byśmy umieli rozpoznać Zmartwychwstałego w naszym życiu.

 

Punkt 1: Niewiasto, czemu płaczesz?

Maria jest smutna, zapatrzona w grób. Nie spodziewa się, że Jezus żyje. Ona wciąż myśli o znalezieniu ciała Jezusa. Jej płacz wynika z bólu pustki po stracie bliskiej osoby i bezradności wobec sytuacji, jaką zastała u grobu. Dla niej nie ulega wątpliwości, że Jezus umarł, definitywnie odszedł. I to nie budzi jakiegoś sprzeciwu. Płacz, znak wielkiego cierpienia duchowego, pojawia się w momencie, kiedy „zabrano Pana”, kiedy nie ma nawet Jego ciała.

Pytanie, jakie zadają Marii aniołowie, a potem sam Jezus ma być dla niej okazją do uświadomienia sobie swojej sytuacji. Kim jesteś? Czego szukasz? Za kogo Mnie uważasz? Dlaczego płaczesz? Kogo szukasz? Wszystkie te pytania i sytuacje są dla uczniów okazją do samookreślenia się. Być może uczniowi będzie potrzebny czas, aby rozpoznać Jezusa. Być może nie będzie to dla niego wcale łatwe. Pytanie o świadomość siebie, o moją życiową sytuację jest jednak pytaniem, które pomaga mi stanąć w prawdzie. 

Dzisiaj Jezus pyta mnie także o moją życiową sytuację. Co zaprząta moje myśli? W czym jest utkwiony mój wzrok? Co rozpamiętuje mój umysł? 

 

Punkt 2: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono

Maria Magdalena jest wzorem ucznia, który idzie za Mistrzem. Towarzyszyła Mu w Jego nauczaniu, usługiwała ze swego mienia, całe swoje życie z Nim złączyła. Teraz czuje, że zabrano jej to, co ostatecznie pozostało - umęczone ciało po ukrzyżowaniu. Maria nie spodziewa się już innego kontaktu z Jezusem, jak tylko poprzez wspomnienia i wyobraźnię. Prawdziwy, namacalny kontakt z Jezusem jest już niemożliwy. 

W tej sytuacji Marii możemy widzieć doświadczenia ucznia Chrystusowego, któremu wydaje się, że Pana nie ma, że został nam zabrany prawdziwy kontakt z Nim. „Zabrano Pana” - w tych słowach pobrzmiewa intuicja, że jakieś okoliczności zewnętrzne odebrały nam możliwość prawdziwego kontaktu z Bogiem. Ktoś lub coś nam przeszkadza, aby wejść w prawdziwy kontakt z Bogiem. Powraca tutaj pytanie o naszą wolność wewnętrzną, o dyspozycyjność. Okoliczności mojego życia, osoby, sytuacje, przyzwyczajenia mogą przeszkadzać mi w nawiązaniu prawdziwego kontaktu z Bogiem. Mogę przyjrzeć się bliżej tym wszystkim okolicznościom mojego życia, aby uświadomić sobie ewentualne przyczyny „zabierania Pana” przez nie. 

Można tu jednak widzieć też prawdziwe doświadczenie człowieka wierzącego, kiedy wydaje się, jakby Boga nie było, jakby się gdzieś ukrył, jakby mnie opuścił. „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? Dokąd kryć będziesz przede mną oblicze?” - powie Psalmista (Ps 13,2). „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22, 2). Maria jest obrazem ucznia, który wzdycha do Pana, bo doświadcza Jego braku, Jego nieobecności. 

Stanę przed Bogiem z moją lamentacją z powodu doświadczenia pustki i jakby nieobecności Boga. 

 

Punkt 3: Mario! Rabbuni! 

Maria nie rozpoznała Jezusa. Myślała, że to ogrodnik. Uderzająca jest ta nierozpoznawalność Jezusa przez uczniów. Oni, którzy byli najbliżej, znali Go doskonale, teraz nie umieją Go rozpoznać. Rozpoznają dopiero po znakach. Uczniowie nie spotykają się już z Jezusem na zasadzie kontaktu fizycznego. Spotykają się z Nim w wierze. Dlatego też znaki rozpoznania Go muszą być duchowe. Uczniowie nie rozpoznają postaci Jezusa, ale poznają Go duchowo, wyznając wiarę w Niego. Oni także muszą przejść próbę wiary. 

Po jakich znakach Maria rozpoznała swego Mistrza? Powiedział do niej po imieniu: „Mario”. Jest to wezwanie. Maria na nowo poczuła wezwanie Chrystusa. Myślała, że ma przed sobą nieznajomego, ale wezwanie po imieniu wskazało na to, że to był ktoś inny, kto do niej mówił. Maria rozpoznała Jezusa, ponieważ wytrwale Go szukała. Trwała przy grobie, szukała choćby ciała. Nie załamała się, nie rozpaczała. Nawet płacząc dążyła do spotkania z Jezusem. Maria rozpoznała Jezusa, ponieważ odwróciła swoje spojrzenie. Była wpatrzona w grób, teraz obejrzała się, oderwała od tego, co przykuwało jej wzrok. Zwróciła się do Jezusa. 

Wiara w zmartwychwstanie jest fundamentem życia Kościoła. Wszyscy naśladowcy Jezusa muszą wejść w duchowe wybranie Go, w uwierzenie. Apostołowie, Maria Magdalena są dla nas przykładem tego procesu poszukiwania i wierzenia w Chrystusa. Przyglądając się im, postaram się wyciągnąć z tego jakiś pożytek duchowy dla mnie.

 

Rozmowa końcowa 

Stanę przed Jezusem, który wzywa mnie do samookreślenia się, do większej świadomości pójścia za Nim, który wzywa mnie po imieniu. Wyznam wiarę w Jego zmartwychwstanie.


Medytacja piąta: Ukazanie się w Wieczerniku

“Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!” Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.” (J 20,19-31)

 

Scena, którą usłyszeliśmy należy do opowiadań o zjawieniach się Jezusa po zmartwychwstaniu. Po paru dniach od ukrzyżowania i śmierci Jezusa, uczniowie trwają jeszcze w zamieszaniu i sparaliżowani są strachem. Pozostają zamknięci w Wieczerniku. Brakowało im jeszcze bowiem owej «mocy z wysoka», dzięki której mieliby odwagę wyjść do świata i odważnie wyznawać wiarę w Jezusa. Na razie nie są jeszcze zdolni do tego. Mają już świadomość, że coś zaskakującego się dzieje. Piotr i Jan byli przecież w pustym grobie, Maria Magdalena opowiadała o spotkaniu z Jezusem. Oni jednak pozostawali zamknięci, gdyż nie bardzo wiedzieli, co to miałoby znaczyć i jakie mogą być tego konsekwencje. Bardzo mocno tkwi w nich strach spowodowany towarzyszeniem Jezusowi w chwilach konfliktu z Żydami, a przede wszystkim w ostatnich chwilach życia, w czasie Jego aresztowania, procesu i doprowadzenia do śmierci. 

Scena opisuje tchnienie Ducha Świętego. Uczniowie jeszcze nie mieli doświadczenia Ducha, nie był On bowiem zesłany. Słyszeli niejednokrotnie z ust Jezusa zapowiedź Jego przyjścia, ale nie doświadczyli go jeszcze. 

Fragment kończy się też rodzajem epilogu. Sprawia on wrażenie, jakby postawa Tomasza, jego wyznanie wiary, i pouczenie Jezusa miało się stać wzorcowym dla przyszłych pokoleń uczniów, którym nie będzie dany przywilej bezpośredniego kontaktu z Mistrzem. 

 

Wyobrażenie miejsca

Scena odbywa się w miejscu zamkniętym, w Wieczerniku, gdzie gromadzili się uczniowie. Znamy to miejsce jeszcze z czasu przed męką, ale teraz nabiera ono szczególnego charakteru. Pośród przebywających tam apostołów wytwarza się atmosfera zagrożenia. Przedłuża ona niejako bolesne doświadczenie męki i śmierci Jezusa. Wszystko jakby mówi o niej. Autor mówi o lęku apostołów. Musiało to być widoczne, skoro Jezus kilkakrotnie uspokaja ich. 

Postaram się wczuć w tę atmosferę, jaka panuje wśród uczniów. Posłucham uspokajających zachęt Jezusa, poczuję radość za spotkania z Panem. 

 

Prośba o owoc

Poproszę Boga o prawdziwe spotkanie ze Zmartwychwstałym. Do mnie odnosi się błogosławieństwo wypowiedziane przez Jezusa, więc postaram się wyznać wiarę w Niego, aby przyniosło ono swój owoc. 

 

Punkt 1: Zjawienie się Jezusa

Zmartwychwstały ukazuje się apostołom. Nie było to wydarzenie ani oczekiwane, ani pewne. Apostołowie dawno stracili pewność siebie, poddawali się raczej biegowi wydarzeń. Zjawienie to niejako ma dwa aspekty. Po pierwsze Jezus uspokaja uczniów, daje im na nowo doświadczyć radości przebywania z Nim. «Pokój wam» - wypowiedziane przez Jezusa, przypomina inne podobne sformułowania, które były potrzebne uczniom, aby uzyskać równowagę, aby na nowo mieć dystans do wydarzeń. To samo dzieje się tutaj. Jezus wchodzi w doświadczenie uczniów, ukazując im inny horyzont, odrywa ich wzrok od strachu, który ich paraliżuje, uspokaja i pozwala odzyskać równowagę. 

Drugim krokiem jest misja, która na nowo zostaje powierzona uczniom. Doświadczenie apostołów nie jest dla nich samych. Nie ma się skończyć na nich. Jezus, który przychodzi do człowieka z uspokojeniem, zawsze wzywa do pójścia dalej, do świata. Wyrywa człowieka z tego, co go blokuje, ze strachu, z grzechu, z niepokoju, aby posłać Go z misją jednania. To jednanie dokonuje się w sakramencie pojednania, ale jest to szersza misja, wykraczająca poza samo działanie sakramentu. Każdy z uczniów jest bowiem wezwany, aby być narzędziem pojednania w miejscu i w sposób, jaki Bóg dla niego przewidział. 

Spróbuję zaprosić Jezusa w te miejsca mojego życia, w których jestem zamknięty, zalękniony, w których czuję brak odwagi i dlatego wycofuję się. Razem z Nim mogę przyjrzeć się teraz tym doświadczeniom.

 

Punkt 2: Wątpiący Tomasz

 naszych wyobrażeniach postać św. Tomasza często jest kojarzona z epitetem «niewierny». Słowa, które wypowiedział do uczniów, którzy opowiadali mu o spotkaniu z żyjącym Jezusem, przylgnęły do niego bardzo mocno. Tym niemniej nie jest to pierwsze spotkanie z tym apostołem. Ewangelista wspomina o nim wcześniej, kiedy apostołowie rozmawiali o pójściu do Betanii po śmierci Łazarza. Działo się to w momencie ostrego sporu Jezusa z faryzeuszami i starszymi. W powietrzu wisiała groźba, że Jezus zostanie zabity. Wtedy Tomasz wypowiedział słowa: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć» (J 11, 16). Miał bowiem świadomość jaki skutek będzie miało takie otwarte pojawienie się w Judei. Słowa te są wzorcowym wyznaniem każdego ucznia. W tej scenie jednak Tomasz ukazany jest jako ten, któremu brak wiary, który chciałby wszystkiego doświadczyć, spróbować. Jego wypowiedź jest bardzo kategoryczna, ostra. Można nawet powiedzieć, że jest przeciwna temu, co wcześniej powiedział, jest publicznym wyrażeniem zwątpienia. 

Zadziwiająca jest postawa Jezusa, który nie tylko nie potępia Tomasza, ale ponadto spełnia jego żądanie. Jego drugie pojawienie się po tygodniu było niejako odpowiedzią na wątpliwości, jakie on wyraził. 

Stanę przy Jezusie z tym wszystkim, co jest we mnie z wątpiącego Tomasza. Mogę wyrazić to swobodnie wobec Chrystusa, który zna serce człowieka i odpowiada na nasze potrzeby, nie potępiając naszego trwania w zamieszaniu. Poproszę Go, aby wyszedł na przeciw memu brakowi wiary.

 

Punkt 3: Znaki Zmartwychwstałego

Charakterystycznym elementem zjawień Jezusa po zmartwychwstaniu jest obecność znaków. Uczniowie potrzebują ich, aby rozpoznać przychodzącego Jezusa. Maria Magdalena usłyszała swoje imię, Piotr i Jan zobaczyli pusty grób. W tym fragmencie mamy kilka znaków, które pomagają rozpoznać Zmartwychwstałego. Pierwszym są ślady męki na uwielbionym ciele Jezusa. Jezus bowiem pokazuje uczniom ręce i bok. Tomasz niejako wymusza na Bogu dotknięcie miejsc świadczących o męce Jezusa. Ciało uwielbione w tajemniczy sposób nosi znamiona męki i pozwala zidentyfikować Pana. 

Kolejnym znakiem jest inne, działające wbrew prawom natury zachowanie Jezusa, któ¬¬ry przechodzi mimo drzwi zamkniętych. Co prawda już wcześniej byli świadkami ta¬kich cudownych zdarzeń, jak choćby uzdrowień, chodzenia po jeziorze, itp... Tutaj jednak przy¬j¬ście Jezusa pozwala im spotkać się ze Zmartwychwstałym i potwierdzić wiarę w Niego. 

Typowym elementem spotkań z Jezusem po zmartwychwstaniu jest radość uczniów. Jest ona niejako przeciwieństwem sytuacji, którą przeżywali wcześniej, sytuacji smutku, poczucia zagrożenia i zamknięcia. 

Charakterystycznym elementem spotkań Jezusa z uczniami po zmartwychwstaniu jest też wyznanie wiary, jakie składają uczniowie. Choć z początku zdają się być wątpiący i zamknięci, ostatecznie wyznają wiarę w zmartwychwstałego Pana. 

Przyjrzę się tym znakom, jakie mnie dzisiaj towarzyszą w rozpoznawaniu obecności Boga. Każdy z nas ma jakieś oczekiwania w tym względzie. Na co ja czekam? Jakimi znakami Bóg się posługiwał w stosunku do mnie, aby dotrzeć do mojego serca?

 

Rozmowa końcowa

Stanę przed Jezusem zmartwychwstałym, aby wyznać wiarę w Niego. Porozmawiam z Nim o tym wszystkim czego doświadczyłem w tym czasie modlitwy.


Medytacja szósta: Cudowny połów

“Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”. Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: „Dzieci, czy macie co na posiłek?” Odpowiedzieli Mu: „Nie”. On rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: „To jest Pan!” Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!” Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał” (J 21,1-14)

 

Ta scena Ewangelii, choć opowiada o zjawieniu się Jezusa po zmartwychwstaniu, ma zupełnie odmienne otoczenie od pozostałych scen, jakie przytacza św. Jan. Apostołowie są tym razem w Galilei, nad jeziorem Tyberiadzkim, miejscu ich wychowania się i pracy, zanim zostali powołani do tego, by być rybakami ludzi. Wracają zatem do krajobrazów „młodości”, wychodzą z zamknięcia Wieczernika. Otwarta przestrzeń jeziora, krajobrazy znane z wcześniejszych doświadczeń, kontakt z rzeczami, które znali sprawia, że stają się spokojniejsi. Mogą sobie pozwolić na to, co lubią, co znają, w czym są po prostu dobrzy. 

Być może jest w tym powrocie coś, co mogło by opisywać zatoczenie koła i powrót do tego, co było, bez dokonania czegokolwiek. Uczniowie trzymają się razem, ale „przygoda” z Jezusem jest już jakby poza nimi, a oni nie bardzo widzą, jak mogła by być kontynuowana. Stąd powrót do tego, co było. 

Apostołowie, jednakże nie wracają już tacy sami. Te lata spędzone z Mistrzem zmieniły ich całkowicie, a nawet każde miejsce, które znali wcześniej teraz jest naznaczone wspomnieniami wydarzeń związanych z Jezusem. Wracając bowiem do Galilei, gdzie dokonało się tak wiele ważnych rzeczy. Tutaj bowiem, nad jeziorem spotkali się z Jezusem, tutaj zostali powołani. Jezus chodził po tej wodzie. I teraz po powrocie, nawet mimo woli, apostołowie musieli mieć wszystkie te obrazy przed oczyma. Wracają do znanych sobie miejsc, ale oni nie są już ci sami. Nie spodziewali się też działania Jezusa, które niejako na nowo podrywa ich do życia.

 

Wyobrażenie miejsca

Scena rozgrywa się nad jeziorem w nocy i nad ranem. Apostołowie wypływają łodzią, aby łowić ryby. Oczyma naszej wyobraźni widzimy tę scenę. Możemy włączyć się w nią tak jak potrafimy, poczuć zapach wilgoci, łagodny plusk wody, kołysanie łodzi na wodzie. Włączamy nasze zmysły w przeżywanie tej sceny, aby pozwolić Bogu na dotknięcie naszego serca.

 

Prośba o owoc

Prośmy o przemieniające spotkanie z Bogiem. Spotkania takiego nie można zaplanować, przewidzieć. Mogę prosić o mądrość rozpoznawania przychodzącego Pana.

 

Punkt 1: Obfity połów na słowo Jezusa

Ten fragment Ewangelii, jak żaden inny, zachęca nas do refleksji nad sprawczą mocą słowa Jezusa. Uczniowie doświadczali cudownego działania Chrystusa wiele razy. Tutaj jednak doświadczają, może także uczą się, polegać na słowie Boga, kiedy pragną owocności swoich działań, sukcesu swoich planów. Jezus sam zapowiedział, że podobnie, jak latorośl przynosi owoc, kiedy trwa w winnym krzewie, tak uczeń przynosi owoc wtedy, kiedy trwa w łączności z Mistrzem. Owoc działania w imieniu Boga zależy od wierności słowu Boga, od wierności misji, jaką uczeń przyjął.

Prośba nieznajomego, która została wysłuchana zapewne przypomniała Piotrowi o innym wydarzeniu, kiedy prosił Jezusa o to, by odszedł od niego, gdyż jest człowiekiem grzesznym. Wtedy też posłuchał słów Mistrza i został powołany. Uczniowie wracają do miejsc, które związane były z ich wcześniejszym życiem, jeszcze sprzed czasu powołania i bycia z Jezusem. W tym momencie sytuacja jakby się powtarzała. Piotr miał za sobą doświadczenie wielkiej słabości, swojego grzechu i na nowo pojawiał się Jezus, który mimo to powoływał go do bycia rybakiem ludzi.

Uczniowie doświadczają raz jeszcze, iż wierność słowu Jezusa, trwanie w Jego nauce przynosi obfity owoc. Ich wysiłki z dala od Niego pozostają bezowocne. Apostołowie doświadczali bezpośredniej, fizycznej obecności Jezusa. Następnym pokoleniom uczniów jednak nie było to dane. Musieli nauczyć się wierności w duchu, odnajdywania głosu Boga, woli Boga w życiu i wydarzeniach swojego czasu. 

Skłania nas to do refleksji nad rozeznawaniem głosu Boga, Jego woli w naszym życiu. Nie jest oczywiste, z jakiego źródła pochodzi natchnienie, jakiemu podlegamy. Jakich myśli, pragnień ja słucham? Jak weryfikuję pojawiające się idee, jak podejmuję decyzje? Do jakich kryteriów się odwołuję?

 

Punkt 2: Nierozpoznany Jezus

Zdaje się, iż ten brak rozpoznania Chrystusa po zmartwychwstaniu jest czymś bardzo charakterystycznym. Ewangelista wspomina o tym przy każdym pojawieniu się Jezusa. Uczniowie pozostają niemal ślepi na przychodzenie Jezusa i nie rozpoznają Go od razu. Potrzebują Jego działania, potrzebują jakiegoś znaku. Jezus z jednej strony daje te znaki, ukazuje się uczniom w sposób, w jakim mogą Go rozpoznać, a jednocześnie za każdym razem powtarza się podobny schemat. W tej scenie uczniowie z początku nie rozpoznają Jezusa, potem się domyślają tego, ale ostatecznie boją się Go zapytać, gdyż mają przeczucie, wiedzą, iż to jest Pan. 

Zastanawiające jest, iż Jezus niemalże nie reaguje na taką sytuację. Ukazuje się uczniom, wykorzystuje znaki, które ułatwiają rozpoznanie Go. Nie ma słowa wyrzutu, przygany, potępienia. Nie wyrzuca uczniom ich niezdolności rozpoznania Go.

Sytuacja, w której znajdują się uczniowie jest naszym częstym doświadczeniem. Nie rozpoznajemy przychodzącego Jezusa, nie umiemy od razu rozpoznać Go w doświadczeniach, które przeżywamy. Jesteśmy bardzo podobni do uczniów. Potrzebujemy znaków, które by nam pomogły spotkać się z Jezusem przychodzącym do nas w sposób duchowy. Mogę przyjrzeć się swoim doświadczeniom ostatniego czasu. W jaki sposób dostrzegałem przychodzącego Boga? Czy były jakieś szczególne chwile, miejsca, okoliczności życia, w których łatwiej mi było czuć Jego obecność? Co mi pomagało, aby spotkać się z Bogiem? Jakie znaki świadczyły o Jego obecności?

 

Punkt 3: Współpraca z łaską

Scena cudownego połowu i śniadania spożywanego na brzegu jeziora zawiera wiele symboli. Egzegeci widzą w tym posiłku typ eucharystii. Symbolika liczby ryb jest dla nas nie do końca znana. To, co jednak warto podkreślić wiąże się z poleceniem, jakie Jezus wypowiada do uczniów. To On sprawił, że połów był obfity, to na Jego słowo apostołowie znaleźli to, czego sami bezskutecznie szukali, Jezus przygotował ogień, a na nim ułożone ryby i chleb. Dopełnieniem tego działania Boga jest jednak współpraca człowieka. „Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Uczta nie byłaby prawdziwa i pełna bez udziału człowieka. Jezus zastawia dla nas stół i zachęca nas, abyśmy włączyli się w ucztę przynosząc owoce naszego wysiłku. 

Uczniowie Chrystusa muszą szukać ciągle właściwej proporcji między zdawaniem się na Boga a wkładaniem własnego wysiłku w to, co jest codziennością. Z jednej bowiem strony istnieje pokusa liczenia tylko na siebie, tylko na przemyślność i spryt ludzki. Z drugiej zaś istnieje niebezpieczeństwo przeakcentowania tego, co można by nazwać poleganiem na Bogu, które doprowadza do rezygnacji z wszelkiego wysiłku i rezygnacji z używania darów rozumu i woli, które Bóg nam dał, aby ich używać i je rozwijać. 

Zachęta Jezusa skłania nas do zastanowienia się nad równowagą, jaka winna w tym względzie we mnie panować. Czy mam poczucie, iż współpracuję z łaską Boga, rozwijając w pełni to, co dane mi zostało jako ludzkie zdolności, a jednocześnie rozwijając się w pogłębianiu duchowego kontaktu z Bogiem, duchową interpretacją dziejących się wydarzeń?

 

Rozmowa końcowa

Stanę przed Jezusem przychodzącym do mnie. Przedstawię Mu ważniejsze myśli, jaki mi towarzyszyły w czasie tej modlitwy.


Medytacja siódma: Wyznanie Piotra

„A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś baranki moje”. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś owce moje”. Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a Inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi? Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: „Panie, a co z tym będzie?” Odpowiedział mu Jezus: „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną”. Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21,15-25)

 

Jest to ostatni fragment Ewangelii św. Jana. Kończy on swoją opowieść wspomnieniem o spotkaniu Jezusa z uczniami. Jest ono przedłużeniem cudownego połowu ryb i objawienia się Zmartwychwstałego apostołom. Autor jest świadom, że w swoim opowiadaniu umieścił tylko wybrane wydarzenia z działalności Jezusa, że było wiele więcej innych, ale jak to zaznaczył wcześniej, te „zapisano, abyśmy wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym”, i abyśmy wierząc „mieli życie w imię Jego”. Opowiadania w ewangeliach nie są wyczerpującym opisem tego, co Jezus zdziałał, co powiedział. Ale to, co zapisano wystarcza człowiekowi do tego, aby spotkać się z Bogiem, uwierzyć w Niego. Ewangelie pisane były przez konkretnych ludzi i do konkretnych wspólnot. Miały zatem pewien cel „duszpasterski”. Poprzez to wszystko jednak Bóg działa w taki sposób, aby każdy mógł usłyszeć Jego słowo i uwierzyć, aby mieć życie. 

My także mamy tylko tę możliwość poznawania i przybliżania się do Jezusa. Czytanie Ewangelii, poznawanie jej jest dla nas najlepszą drogą do poznawania Boga i odpowiedzi na powołanie, które On do nas kieruje. Podobnie, jak w przypadku uczniów, kiedy my słyszymy słowo Jezusa wypowiadane, kiedy czytamy je, ono zawsze jest wezwaniem do dawania na nie odpowiedzi, odpowiedzi, która jest spełnianiem mojego powołania.


Wyobrażenie miejsca

Uczniowie zostali sami po zmartwychwstaniu. Trzymają się razem, ale jeszcze nie nadszedł czas misji ewangelizacyjnej. Tutaj spotykają nieznajomego. Nie rozpoznają w nim Jezusa. Dopiero po cudownym połowie ryb umiłowany uczeń rozpoznaje Pana. Jezus przygotowuje śniadanie, a następnie rozmawia z Piotrem. Obecni są także inni uczniowie. 

Włączam się w tę scenę. Jestem obecny. Obserwuję Jezusa, Piotra, wsłuchuję się w ich dialog. Jezus w ten sam sposób chce porozmawiać ze mną. Pyta o moje nastawienie do Niego. Spróbuję nawiązać taką rozmowę.


Prośba o owoc

Proszę o to czego chcę. Tutaj poproszę o przemieniające spotkanie z Jezusem. Proszę o łaskę umiłowania Jezusa i naśladowania Go.


Punkt 1: Prawda Piotra

Przyjrzę się postaci Piotra. Czego doświadcza, zanim jeszcze dochodzi do spotkania z Jezusem tutaj nad jeziorem Tyberiadzkim, zanim będzie mógł z Nim porozmawiać. W jego pamięci są chwile spotkań z Jezusem, cuda, w których uczestniczył, jego bycie przy Jezusie. Niewątpliwie echem odbijają się te słowa, które wypowiedział na dziedzińcu arcykapłana: „nie znam tego człowieka”. Wie, że zaparł się i to trzykrotnie. Dlaczego do tego doszło? Co się stało Piotrowi? Może dlatego się zaparł, że za bardzo polegał na sobie i na swojej sile. Nie docenił tego, że może się bać, że lęk jest mocniejszy od niego. Znaczyło by to, że nie znał do końca siebie, przeceniał swoje możliwości. Być może Piotr się zaparł dlatego, że nie przyjmował działania Boga, sam chciał działać, sam chciał być swoim zbawicielem („nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”). Może dlatego, że za bardzo wystawiał się na niebezpieczeństwo. Możemy się tego tylko domyślać, ale na pewno wszystko to kotłowało się w jego głowie po śmierci Jezusa, a nawet po Jego zmartwychwstaniu. 

Poprzez zaparcie się i płacz Piotr zrozumiał wreszcie prawdę o sobie, uznał ją i przestał żyć w iluzji. Przyjrzyjmy się właśnie takiemu Piotrowi, który umiał nad sobą zapłakać. Płacz nie oznacza nawrócenia, ale płacz sygnalizuje, że wali się jakiś jego obraz i rozpoczyna się coś nowego. Patrzmy na Piotra w tym „okresie przejściowym” czekania na nowe dotknięcie łaski.


Punkt 2: Jezus i Piotr

Uczestniczymy w tej rozmowie Piotra z Jezusem. Wsłuchujemy się w ich słowa, w pytania Jezusa i odpowiedzi Szymona Piotra. Tutaj nie ma już nic z pewności siebie. Piotr jest świadom swojej sytuacji, poznał siebie. Piotr jest ostrożniejszy także w formułowaniu ocen o samym sobie. Już nie ma buńczucznych wypowiedzi: „choćby wszyscy Cię opuścili, ja nie”, ale mówi pokornie: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. W tych słowach zawiera całe swoje przywiązanie do Jezusa, miłość do Niego, ale jednocześnie świadomość swojej słabości. Uznaje to, czego wcześniej nie zaakceptował. Nie wykorzystał tej wiedzy, jaką miał od Jezusa, że jest w niebezpieczeństwie zaparcia się Go. Nie zabezpieczył się. Tutaj jest ostrożny i korzysta z tej wiedzy, jaką zdobył o sobie. 

Jezus w tym trzykrotnym pytaniu Piotra o uczucia do Niego na nowo powołuje Piotra. Nawrócenie, rozumienie siebie bardziej nie jest skierowane tylko do samego zainteresowanego, ale jest zawsze na usługach misji. Potwierdzenie niejako uczuć Piotra do Jezusa ma na celu przywrócenie go do posługi, ma na celu przydzielenie mu na nowo misji: „Pójdź za Mną!” Każde nawrócenie ma to na celu. Wiedza o sobie, jaką zdobywamy, nawrócenie, jakie przy tej okazji się dokonuje, nowy obraz siebie i relacji z Bogiem, jaki wyłania się z poznania siebie ma na celu uczynić z nas świadków Chrystusa. 

Przypatrujmy się tej scenie, uczestniczmy w tym dialogu. Pozwólmy, aby dochodziła do nas świadomość, że Bóg nas zna doskonale, wie o nas wszystko, i powołuje nas do bycia z Nim.


Punkt 3: Osobista misja

Dalszy fragment ewangelii jest kontynuacją spotkania Jezusa z Piotrem, choć pojawia się także inny uczeń. Jezus ustala tutaj pewne priorytety. Najważniejsze jest to, aby uczeń naśladował Jezusa: „Ty pójdź za Mną!” 

Piotr jest zainteresowany losem umiłowanego ucznia. Jezus jednak nie pochwala tego zainteresowania. Nawrócenie Piotra i naśladowanie Jezusa w jego życiu, posługa, jaką ma do spełnienia, nie jest uzależniona od innych. Zależy wyłącznie od niego samego. Często po ważnym przeżyciu religijnym doświadczamy pokusy, aby nie do końca wierzyć w trwałość takiego doświadczenia albo by uzależnić go od postawy innych. Tymczasem Jezus wyrywa Piotra z takiego myślenia. To ja jestem najważniejszy, nawet gdyby wszyscy inni postępowali inaczej, mnie to nie powinno przeszkadzać w tym, by pójść za Jezusem. Jest to zwrócenie uwagi na indywidualny wymiar naszego spotkania z Bogiem. Wszystko pozostaje, jak było. Nic się nie musi zmieniać na zewnątrz. Wydawało by się, że jeśli inni by się zmienili, nam samym byłoby także łatwiej. Tymczasem Jezus domaga się trochę innej postawy: „Zostaw innych, Ty pójdź za Mną”. Jest w tych słowach kategoryczność, ale jest także przypomnienie bardzo ważnej prawdy. 

Porozmawiam z Jezusem o uwarunkowaniach mojego powrotu, o lękach z tym związanych. Spróbuję usłyszeć te słowa, jako zachętę do uwierzenia, że takie nawrócenie jest możliwe także w moim przypadku.


Rozmowa końcowa

Oddam Jezusowi całe moje doświadczenie rekolekcyjne, wszystkie pragnienia i troski, jakie w tym czasie się rodziły. Ofiaruję Mu jeszcze raz samego siebie na całkowitą służbę.

Tekst, nagranie, montaż

o. Paweł Kosiński SJ

Lektor

Stanisław Zatłoka

Fragmenty Ewangelii

Pochodzą z Biblii Audio. Pobierz aplikację Biblia Audio i słuchaj Fragment na dzień za darmo.

Muzyka

Ray Lynch - Her knees deep in your mind
Shadowfax & G.E. Stinson - Angel's flight
Liam Harris - Fresh like the dawn
Listen learn & grow - Symphony No.6 "Pastoral" (Beethoven)
Dong-Suk Kang& Pascal Devoyon - Schubert: Violin Sonata in G Minor, Op 137, No.3 D.408 IV
Riley Lee - Spring 
Villa musica ensemble - String trio in B flat major, D.581: III (Schubert)