Mam 46 lat i mieszkam w UK,

Modlitwa w Drodze była moim początkiem nawrócenia, i jest ze mną nadal. W 2016 roku przed Wielkanocą przeglądając facebook natknęłam się na reklamę (chyba na stronie faceBóg ale nie jestem już pewna). Była to reklama nienachalna, raczej pobudzała ciekawość. Byłam wtedy bardzo daleko od Boga… zajmowałam się wróżbiarstwem fascynowałam się reiki… twierdziłam że żyje w przyjaźni i symbiozie ze światem duchów, który był dla mnie tak realny jak nasza codzienność. Mężczyzna z którym żyłam i żyje, i mam troje dzieci był wierzący. Chodził w niedziele na msze, ale nie potrafił odpowiedzieć mi na moje pytania twierdząc, że szukam zaczepki a nie odpowiedzi. Teraz widzę że miał on racje, bo ja nie szukałam odpowiedzi. Nie układało nam się mówiąc krótko.

Gdyby reklama MWD była o wyraźnym zabarwieniu katolickim nigdy bym nie zwróciła uwagi. Mówiła raczej o 10 minutach dla siebie, o rozważaniach o Bogu, więc zainstalowałam aplikację z myślą, że to może być ciekawe. Słuchałam codziennego rozważania idąc do, bądź wracając z pracy. Bardzo mnie poruszało i zachęcało do rozmowy z Bogiem. Tak minęła Wielkanoc 2016.

Pamiętam że któregoś razu wracając w nocy (pracuję w restauracji) z pracy przystanęłam na wiadukcie kolejowym i zaczęłam wołać do Boga, tak bezczelnie, tak prosto z serca - "Jeśli tam jesteś to daj mi znać… Bo ten świat nie mógłby zaistnieć bez Ciebie… gdzie jesteś… nie czuje Cię…" - I było to takie wołanie, że łzy leciały mi po policzkach. Modliłam się też do wszystkich innych bogów, z którymi rozmawiałam, a szczególnie do bóstw runicznych.

W wakacje pojechałam pierwszy raz z całą rodzina do Polski, do rodziny mojego przyszłego męża. Nie lubiłam tam jeździć. Wszyscy w Tarnowie wydawali mi się tacy zacofani i katoliccy aż do bólu. Twierdziłam, że nie muszę iść do kościoła na mszę, aby porozmawiać z moim bogiem… choć przyznam się ze zawsze lubiłam kościoły. Lubiłam tę ciszę…

Będąc jeszcze Świadkami Jehowy chodziłam do kościoła św. Mikołaja w Gdańsku , aby pomyśleć - tam się zawsze dobrze myślało. Zrobię krótką dygresję.

- Urodziłam się w rodzinie katolickiej, ale tylko z nazwy. Chrzest i pierwszą komunię przyjęłam bo tak trzeba. Z całej rodziny do kościoła chodziłam tylko ja. Jako mała dziewczynka śpiewałam w kościelnym chórze. Rodzice się zawsze śmiali i opowiadali znajomym, że nikt już nie musi chodzić do kościoła bo mają mnie i ja robię normę za całą rodzinę. Nie wiem dlaczego chodziłam… nie pamiętam. Pamiętam, że jako dziecko przytulałam się do drzew i z nimi rozmawiałam… bo nikt nie powiedział mi, że mogę tak właśnie rozmawiać z Bogiem.

Mając 13 lub 14 lat rodzice zmienili religię na Świadków Jehowy. Mając 18 lat wyszłam za mąż za świadka Jehowy. Religia ta jest sektą, która niszczy ludzi i rodziny… Byłam zmęczona, że ciągle nie zasługiwałam na zbawienie, ciągle za mało głosiłam, wszystkiego robiłam za mało….. a ja chciałam się kształcić, chciałam cieszyć się życiem, a nie wyczekiwać Armagedonu. Po niemal 10 latach odeszłam od męża i od religii…

Religia ta - miałam wrażenie, że przeżuła mnie i wypluła. Odeszła ode mnie rodzina, zabrano mi dzieci. Byłam w depresji. Trzy razy chciałam popełnić samobójstwo. Pamiętam, jak terapeuta zapytał mnie, czy wierzę w Boga, odpowiedziałam, że ja wierzę, ale On przestał wierzyć we mnie. Byłam pewna, że zdradziłam Boga odchodząc od świadków Jehowy. Związałam się żonatym mężczyzną i zostałam z nim przez 7 lat.

Zaprzyjaźniłam się z ludźmi z New age, miałam swojego mistrza numerologii i tarocistę… Wpadłam w spirytyzm… Okazało się, że dobrze rozumiałam karty runiczne, i w końcu z dużym powodzeniem potrafiłam odpowiadać na pytania ludzi używając kart. Doświadczałam rożnych dziwnych sytuacji, które dla mnie były normalne, ale inni ludzie nie widzieli i nie słyszeli tego co ja, oprócz moich przyjaciół takich jak mistrzowie reiki, tarociści, wróżbici.

Byłam jednak ciągle bardzo nieszczęśliwa i samotna. Świadkowie Jehowy odebrali mi też dzieci, które postanowieniem sądu mieszkały ze swoim ojcem. Wyjechałam do wielkiej Brytanii, aby uwolnić się od żonatego mężczyzny i zmienić swoje życie. W UK przez internet poznałam mojego obecnego męża. On zabrał mnie do Kościoła na Mszę niedzielną, okazało się że zna księdza który jest jak i on z Tarnowa. Msza wzbudzała we mnie śmiech. Czułam się jak w cyrku, uprawiając dziwny fitness - uklęknij powstań itp. Spotkałam się z księdzem Tadeuszem na kilku rozmowach, ale one nic nie zmieniły w moim życiu.

Urodziłam między czasie troje dzieci. Córka z poprzedniego małżeństwa zamieszkała z nami. (W sumie mam 6 dzieci i teraz mam je wszystkie blisko siebie).

Będąc na wakacjach w Tarnowie w 2016 roku (od kilku miesięcy miałam już aplikacje MWD w telefonie) poszłam do kościoła. Usiadłam w ławce i mówię… Panie Boże przyszłam do Ciebie… jesteś tu? Teraz Twoja kolej, przyjdź do mnie…
Siedziałam jakieś 40 minut i nic się nie wydarzyło… Podeszła do mnie starsza babinka i powiedziała 
- Wystawienie Najświętszego Sakramentu jest tu obok - i wskazała palcem. Powiedziałam, że dziękuję i dalej czekałam... Teraz wiem że w tej babci przyszedł do mnie Pan, ale ja byłam za bardzo zapatrzona w siebie aby Go zobaczyć. Po godzinie wyszłam z kościoła zawiedziona, z poczuciem że ta wiara jest nie dla mnie, że to ściema. Co jakiś czas - bardzo nie regularnie odsłuchiwałam sobie codzienne rozważania na MWD.

Nadeszła kolejna Wielkanoc. Maciej (mąż mój obecny) zabierał dzieci do kościoła i oczywiście robiłam awantury, że w niedziele zostawia mnie i zabiera dzieci… Wracał z kościoła i awantura trwała nadal. Trzy dni przed Wielkanocą w 2018 roku odbierając mnie późno wieczorem z pracy powiedział, że zabrał dzieci do kościoła, ale na krótko (wiedział, że będę zła). Nasz syn Mikołaj mający 8 lat był w Kościele niegrzeczny, a później w domu powiedział, że nie ma Boga… że Bóg to bajki… Zrobiło mi się bardzo smutno… Nie wyobrażałam sobie, aby moje dziecko dorastało bez wiary w Boga.

Na fb zapytałam znajomej (wiedziałam, że jest bardzo wierząca), czy pomogłaby mi wytłumaczyć dziecku wiarę w Boga, a że jest przedszkolanką i zna nasze dzieci miałam do niej zaufanie. Odpisała mi pytaniem - co robimy w Niedziele Wielkanocną, bo zapraszają nas na mszę w obrządku łacińskim. Byłam tak zaciekawiona, że dołożyłam wszelkich starań, aby rodzina była gotowa na rano i pojechaliśmy.

Nic nie rozumiałam, ale czułam, że Tu w tej malutkiej kaplicy Coś się wydarzyło… Nie wiedziałam co, ale tak bardzo zapragnęłam się dowiedzieć, że przewertowałam cały Internet… Zajęło mi dosłownie kilka dni, aby dowiedzieć się co to jest Msza Święta i że karty które mam w domu i inne rzeczy to igranie z diabłem. Wyrzuciłam je do Tamizy…

Zaczęły się moje bezsenne noce. Poczucie obecności. Myślałam, że wariuję. Zadzwoniłam do księdza, który w krótkich żołnierskich słowach poradził mi, abym zaczęła żyć po Bożemu, czyli wzięła ślub itd. A teraz mam odmawiać różaniec. Co to jest różaniec????

Włączyłam MWD i byłam zaskoczona - mówię do Maćka - ale oni tam mówią w kółko to samo. Włączyłam koronkę do Miłosierdzia Bożego i bardzo mi się ta modlitwa spodobała. Przynosiła mi pokój i bezpieczeństwo…

Któregoś razu na modlitwie uwielbienia we wspólnocie, którą odwiedzaliśmy, miałam manifestację i wiedzieliśmy już, że sprawa jest poważna. Podeszła do mnie obca kobieta i dałam mi różaniec z relikwią św. Faustyny i wtedy odkryłam rozważania różańcowe na MWD.

Czas uwolnienia był najtrudniejszym w moim życiu i nie wiem czy bym miała tyle siły, gdyby nie rekolekcje z ojcem Pio, do których wracam regularnie. Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa była mi szczególnie bliska, kiedy nie mogłam spać w nocy, bo się bałam.

Przez ten rok - wyszłam za mąż, moi synowie (8 i 9 lat) przyjęli Pierwszą Komunię Świętą. Odwiedziłam Sanktuarium w Łagiewnikach, aby podziękować św. Faustynie. I nadal dzień zaczynam od rozważań MWD.

Modlitwa w drodze była dla mnie jak katechezy, których zabrakło mi w młodości. Nauczyła mnie: jak się przygotować do spowiedzi, jak codziennie robić rachunek sumienia, co to jest Adwent i Triduum Paschalne. Jestem członkiem wspólnoty Pogłębiarka na FB i uczestnikiem cotygodniowych medytacji.

Teraz z perspektywy czasu widzę, że MWD przygotowała mnie i otworzyła na chwilę, kiedy mnie Pan zawołał, a potem uczyła mnie cierpliwie… Szczególnie jestem wdzięczna za Koronkę do Miłosierdzia Bożego i różaniec z rozważaniami... W chwilach, kiedy nie byłam w stanie się modlić, kiedy dręczona byłam przez złe duchy, MWD modliła się za mnie. Dziękuje Wam, że jesteście.

Jesteście moją historią! Ponad dwa lata aplikacja na moim telefonie czekała cierpliwie… Jak Pan Bóg, który nie tylko dał nam wolność, ale bardzo ją szanuje…. Dziękuje za codzienne rozważanie. Często jest tak, że odpowiadacie na moje pytania, które mnie dręczą… Często bywało, że płakałam ze wzruszenia… bo jak nie płakać kiedy pytam się Pana Boga a on mi odpowiada w codziennych rozważaniach... i to tak odpowiada, że nie mam wątpliwości.

Często czuję się zawstydzona - kim ja jestem, że Ty Panie przychodzisz do mnie i ze mną rozmawiasz, i to codziennie rano w rozważaniach w MWD. Dziękuję Wam za pracę… za Wasz wysiłek. Nie jestem w stanie wyrazić ile Wam zawdzięczam.

Niech Wam Pan Bóg Błogosławi… Pan mnie wezwał przez MWD. 
Zawsze w mojej modlitwie…
Bóg zapłać,
Joanna

Joanna

Aplikacja jest strzałem w 10! O ile nie mogę słuchać modlitwy, zawsze mogę sobie przeczytać już bez szukania czytań na każdy dzień w internecie. Zajmuje mało miejsca, ponadto jest Koronka do Miłosierdzia Bożego i inne cudowne modlitwy. Bóg zapłać!

Aneta

Bardzo Wam dziękuję za tworzenie MwD! Słucham codziennie już od przeszło roku. Dzięki Wam nauczyłam się być codziennie ze Słowem i zrozumiałam, że jest na prawdę Żywe.

Dagmara

Szczęść Boże, modlitwa w drodze jest niesamowitą aplikacją, z której najczęściej korzystam jadąc autem, poruszając się służbowo pociągiem, czy w zmęczeniu leżąc w łóżku, układając swoje malutkie dzieci do snu. Poprzez słuchawki, cichutko prosto przez ucho do serca wlewa się we mnie słowo Boże. Pragnę podziękować za taką aplikację na polskim rynku. Słowo i modlitwa dodaje człowiekowi wiary, umacnia, podnosi na duchu. Sam schemat aplikacji i możliwości załadowania plików na kilka dni do przodu, które nie zabierają zbyt wielu miejsca, bądź możliwości ściągnięcia tych plików audio z sieci z minimalnym użyciem transferu to strzał w dziesiątkę.

Daniel

Poszukiwałam takiej formy modlitwy w zabieganym życiu. Usłyszałam z mediów o modlitwie w drodze. W moim życiu rodzinnym wystąpiły zdarzenia, które nie pozwoliły by mi żyć bez niej. Ta forma modlitwy pozwala mi umacniać moją wiarę. Chcę odnaleźć i poznać wolę Pana i podążać jego drogą. Szczęść Boże

ANNA