Wyobraź sobie Józefa kołyszącego w ramionach wpatrzonego w niego małego Jezusa. Tuż przy nim stoi Maryja, której Symeon daje do zrozumienia, że chce Jej coś powiedzieć. 

Dzisiejsze Słowo pochodzi z Ewangelii wg świętego Łukasza
Łk 2,33–35 
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. 

Nikt na tym świecie nie chce doświadczać bólu, to bardzo niewygodne i męczące. Często towarzyszy temu poczucie bezsilności i bezradności, bo przecież nie jestem w stanie nic zrobić, żeby ten ból powstrzymać. Sytuacja wydaje się beznadziejna. Przypomnij sobie sytuację, kiedy przeżywałeś ból. 

Maria słyszy od Symeona przepowiednię o wielkim cierpieniu w Jej życiu. Na pewno nie chce cierpieć – to całkiem naturalne – wie jednak, że to cierpienie zbawcze przyniesie owoc. Paradoksalnie, aby „uniknąć” bólu, nie trzeba przed nim uciekać, ale stanąć naprzeciw i go przyjąć, zaakceptować. Pozwolić sobie go przeżyć, zgodzić się na ból i bezradność. Co robię, kiedy pojawia się ból i bezradność w moim życiu?

Śmierć niewinnego Chrystusa, który był wierny Ojcu i samemu sobie, ale nie opierał się złu, pozwalając, by pozbawiono Go życia, jest rewolucyjna. Postawa Jezusa tak bardzo różni się od postępowania tego świata, który narzuca i zachęca do odpowiadania przemocą na przemoc. Tak wiele razy widać jej gloryfikację w filmach. Swoją łagodnością Maryja pokazuje, że jest wierną uczennicą Jezusa i prawdziwą córką Boga Ojca.

Maryjo, naucz mnie przyjmować ból w moim życiu, tak samo jak Ty przyjęłaś go w swoim. 

Chwała Ojcu…