opcje zaawansowane (rozwiń)zaawansowane
opcje zaawansowane (zwiń)zwiń

Tekstowa wersja "Zakładu ze św. Ignacym"

Wolisz czytać, niż słuchać? Dobrze trafiłeś! Wybierz dzień rekolekcji i przeczytaj wszystkie jego punkty. 

 



Dzień 1.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. Św. Antoni, pustelnik

„Jesteś największym mnichem całego wschodu”, usłyszał kiedyś nasz dzisiejszy patron i rzekł „Tak, wiem, już mi to powiedział szatan”. W tym mini dialogu zawarte jest to, co doskonale charakteryzuje św. Antoniego Wielkiego, zwanego też Opatem lub Pustelnikiem. To on i św. Paweł z Teb jest uznawany za ojca życia monastycznego. To on odsuwając się od świata, wybierając skromne pustelnicze życie skupił wokół siebie tysiące naśladowców i niejako wypracował ideę życia zakonnego. To on był wielokrotnie nękany przez szatana i walczył z pokusami modlitwą i ascezą. W tej walce zaś doświadczał wsparcia - umacniających nadprzyrodzonych wizji. A jak to się stało, że szukając Boga wyruszył na pustynię?… Posłuchajmy.

Antoni urodził się w środkowym Egipcie ok. roku 251. Pochodził z zamożnej chrześcijańskiej rodziny. Kiedy miał 20 lat zmarli jego rodzice, a on został sam z półroczną siostrą. Był młodzieńcem, który musiał wybrać - ruszyć swoją drogą. Poprowadziły go słowa z Ewangelii św. Mateusza „Jeżeli chcesz być doskonały, idź sprzedaj, co posiadasz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem pójdź za mną”, więc Antoni rozdał majątek ubogim, siostrze zabezpieczył byt i oddał pod opiekę przyjaciół. A sam zamieszkał w grocie na skraju wsi.

Później, aby jeszcze bardziej odsunąć się od świata, udał się na pustynię. To co zrobił - to oddalenie się/ odejście jest greckim: ANACHOREO. Antoni stał się anachoretą. Modlitwa, pokuta, praca fizyczna miały być jego drogą do Boga. Dlaczego taką? Otóż chrześcijaństwo potrzebowało nowego impulsu – nowej formy radyklanego zaangażowania. I to właśnie podarował nam - Kościołowi Antoni. Jakie było owo doświadczenie pustyni? Otóż, choć wymagające dla Antoniego, to tak owocne, że cuda i sława zaczęły przyciągać naśladowców – uczniów szukających duchowego kierownictwa. Oaza Fajum stała się z czasem przestrzenią zamieszkaną przez ok. sześciotysięczną grupę eremitów. Stała się pierwszą wspólnotą klasztorną.

Św. Antoni Pustelnik szukając Pana Boga w oddaleniu od doczesności, od zgiełku codzienności, nie tracił jednak z oczu tego, co działo się w ówczesnym Kościele. Dwukrotnie przebywał w Aleksandrii. Najpierw w roku 311 - wtedy spotkał się z biskupem miasta (św. Aleksandrem). Wówczas Pustelnik wspierał chrześcijan prześladowanych przez Dioklecjana. Następnie w latach 334-335, kiedy trwała walka z szerzącym się arianizmem. Wówczas też doszło do spotkania Antoniego z kolejnym biskupem Aleksandrii – św. Atanazym, któremu zawdzięczamy biografię naszego dzisiejszego patrona. Jego opis to pierwszy szerzej znany obraz życia pustelniczego. A mówiąc o początkach życia monastycznego, trzeba tu jeszcze wspomnieć o podroży św. Antoniego do pustelni św. Pawła z Teb. Ponadto, to „zaglądanie Antoniego do świata”, było również pisaniem listów. I nie były to tylko nauki moralne dla mnichów, ale też korespondencja z cesarzem Konstantynem Wielkim i jego synami.

Kiedy Antoni Wielki umierał 17 stycznia 356 roku miał 105 lat. Czy będąc młodzieńcem i decydując się na życie pustelnicze – być może nawet z myślą „by ślad po mnie zaginął”, spodziewał się jak bardzo znaczącym dla chrześcijaństwa  będzie jego wybór? Zapewne nie, ale jego przykład dla wielu stał się drogą do świętości.

Gdybyście Państwo chcieli rozpoznać św. Antoniego na przedstawieniach ikonograficznych, to należy szukać wizerunku pustelnika, czasami w mnisich szatach. Jego atrybutami są jeden, dwa lub nawet trzy diabły; diabeł z pucharem, dzwonek, dzwonek i laska, krzyż egipski w kształcie litery TAU, księga reguły monastycznej, lampa, lampka oliwna, laska, lew kopiący grób, pochodnia, źródło i świnia (postać szatana).

 

3. Jezus Chrystus jest naszym wzorem i mistrzem (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Ewangelie ukazują nam Ciebie jako Osobę szlachetną, przyjazną, wspaniałą, godną naśladowania. Ze swoim Ojcem byłeś w stałym modlitewnym
kontakcie – a Twoja modlitwa często trwała całą noc. Była z pewnością źródłem tej świetlistej transcendencji, którą dostrzegali Twoi współcześni. Musimy się nauczyć od Ciebie tajemnicy zjednoczenia z Bogiem. Panie, tym, co najbardziej chciałbym od Ciebie otrzymać, jest: doznawać Twoich uczuć, wypływających z miłości Ojca i ludzi. Naucz mnie, jak współczuć cierpiącym i chorym. Pokaż mi, jak okazywałeś radość podczas różnych uroczystości (na przykład w Kanie). Pragnę się dowiedzieć, w jaki sposób zniosłeś straszliwy ból ukrzyżowania, skoro równocześnie doświadczałeś opuszczenia przez Ojca. I chciałbym naśladować Ciebie nie tylko w Twoich uczuciach, lecz także w codziennym
życiu, czyniąc wszystko, o ile to możliwe, tak jak Ty. Ideałem naszego sposobu działania jest Twój sposób działania. Tyś powiedział: „Dałem wam wzór do naśladowania”. Naucz mnie, jak jeść i pić, jak brać udział w ucztach, jak postępować, gdy dokucza głód i pragnienie, gdy przychodzi zmęczenie posługą, gdy potrzeba odpoczynku lub snu. Naucz mnie swojego patrzenia na ludzi: gdy spoglądałeś na świętego Piotra po jego zaparciu się Ciebie. Chciałbym usłyszeć Ciebie i być pod wrażeniem Twojego sposobu mówienia. Naucz mnie, Panie, swojego sposobu odnoszenia się do uczniów, szczególnie do tych najbliższych: Piotra i Jana. Naucz mnie, jak mam się odnosić do zdrajcy Judasza. Naucz mnie, Panie, swojego sposobu odnoszenia się do grzeszników, do dzieci, do faryzeuszy, do Piłata i do Heroda. Naucz mnie, Panie, swoich postaw do Siebie i ludzi. Ewangelia ukazuje nam Ciebie jako surowego dla Siebie samego w niedostatkach i wyczerpującej pracy, lecz dla drugich pełnego dobroci i nieustannego pragnienia, aby służyć... To prawda, że byłeś surowy w stosunku do tych, którzy działali w złej wierze, lecz Twoja dobroć przyciągała tłumy. Chorzy i zniedołężniali czuli instynktownie, że Ty okażesz im miłosierdzie. Do każdego odnosiłeś się przyjaźnie, ale niektórym okazywałeś szczególną miłość, jak Janowi, i szczególną przyjaźń – tak jak Łazarzowi, Marii i Marcie. Ewangelia ukazuje nam Ciebie jako Człowieka
zachowującego doskonałą harmonię między własnym życiem a głoszoną nauką.

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

Dzień 2.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. bł. męczennicy jezuiccy XVI w. we Francji

„Anglią rządzili monarchowie, którzy w celu umocnienia władzy królewskiej narzucili protestantyzm odgórnie. We Francji był to ruch ludowy i dlatego anarchiczny, nieuporządkowany, posuwający się do przemocy. Szerzył się nierównomiernie. W jednych regionach się zakorzeniał, inne omijał. Doprowadził do masakr, zabójstw i niekończącej się wojny domowej zwanej trzydziestoletnią”.

Wojna toczyła się na lądzie i na morzach. Dzisiaj wspominamy kilkudziesięciu męczenników jezuickich, którzy oddali życie za wiarę w Chrystusa i wierność Kościołowi. Powiemy przede wszystkim o błogosławionych ojcu Ignacym de Azevedo i 39 towarzyszach, jezuitach, którzy zginęli przy Wyspach Kanaryjskich, napadnięci przez francuskich hugenotów.

Ignacy de Azevedo urodził się w Portugalii w 1526 roku. Był szlacheckiego rodu, choć ‘z nieprawego łoża’. Jego ojciec był księdzem, a matka zakonnicą benedyktynką, dziadek był biskupem, a babka również zakonnicą. Ignacy miał z tego powodu olbrzymi kompleks i poczucie winy. Był paziem na dworze królewskim i w wieku 22 lat wstąpił do jezuitów. Przyjął święcenia kapłańskie i złożył uroczystą profesję.

Został wyznaczony na prowincjała Brazylii i mógł werbować ochotników w zakonie do tej nowej misji. Ostatecznie liczba zwerbowanych doszła do siedemdziesięciu i 5 czerwca 1570 roku wypłynęli z Lizbony do Brazylii.

Wyspy Kanaryjskie i wody oceanu Atlantyckiego nawiedzane były przez piratów hugenotów i ojciec Azevedo był świadomy, że muszą się przygotować nawet na męczeństwo. O świcie, 15 lipca 1570 roku, na galeon z 40 jezuitami napadły statki korsarzy francuskich, pod wodzą Jacques’a Soresa.

„Zrozumiawszy, że napastnicy są hugenotami, ojciec Ignacy de Azevedo polecił swoim trzydziestu dziewięciu towarzyszom wyjść na pokład. Trzymając w rękach obraz Matki Bożej, dodawał odwagi walczącym marynarzom, a jezuitów zachęcał, by oddali ofiarnie życie za wiarę katolicką. Ze swojego punktu dowodzenia na pokładzie galeonu Sores krzyczał na cały głos:
- Niech umierają papiści! Wrzućcie do morza te jezuickie psy!
Pierwszy, który wyszedł naprzeciw napastnikom, był Azevedo, wołający do swoich towarzyszy:
- Bracia, umierajmy za Boga i za wyznanie naszej wiary!
Jeden z napastników zadał mu nożem tak gwałtownie cios w głowę, że pokazał się mózg. Ale jeszcze i wtedy Azevedo zachęcał swoich, dopóki nie runął z przebitą trzykrotnie piersią… Brat Benito Castro…, trzymając w ręku krzyż…, rzucił wyzwanie hugenotom:
- Jestem katolikiem i synem Kościoła rzymskiego! 
Nawet trzy strzały z rusznicy nie zmusiły go do milczenia…
Brat Alvarez powiedział…: zazdrośćcie mi… Ta śmierć jest dla mnie największą nagrodą…
Załatwili ich wszystkich, jednego po drugim, wrzucając jeszcze żywych do morza…
Pozostali dwaj chorzy, Gregorio Escribano i Alvaro Mendes. Wstali, jak mogli, założyli sutanny i stanęli między innymi. Spotkał ich ten sam los.
Ciało ojca Azevedo nadal leżało na pokładzie, z obrazem Matki Bożej w ramionach. Nie mogli go wyrwać z jego rąk, więc wrzucili razem z nim do morza. Zwłoki unosiły się na falach razem z obrazem.

Ocalał tylko brat Juan Sanchez. Podarowali mu życie, bo był kucharzem, i chcieli skorzystać z jego umiejętności. Zabrali go ze sobą do Francji, stamtąd wrócił do Hiszpanii i opowiedział o całym wydarzeniu. Aby skompletować liczbę do czterdziestu, jego miejsce zajął bratanek kapitana, nazywany San Juan, który zaprzyjaźnił się z jezuitami i chciał wstąpić do Towarzystwa. Wziął sutannę leżącą na pokładzie, założył ją i zginął razem z nimi. Kroniki nadały mu imię Juan Adaucto – Przyłączony”.

Zaległa cisza, a błękitne wody Atlantyku, łagodnie otulając, wchłonęły skrwawione ciała męczenników.
 

3.Naśladowanie Chrystusa i wzgarda wszystkich marności (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

„Kto idzie za Mną, nie chodzi w ciemnościach” (J 8, 12), mówi Pan. To są słowa Chrystusa, które nas napominają, jak dalece mamy Jego życie i obyczaje naśladować, jeśli chcemy żyć jako prawdziwie oświeceni i uwolnieni od wszelkiej ślepoty serca. Najwyższym więc naszym zamiłowaniem
niech będzie rozmyślanie nad życiem Jezusa Chrystusa. Nauka Chrystusa przewyższa wszystkie nauki świętych, a kto miałby Ducha [Świętego],
ten znajdzie w niej ukrytą tam mannę. Lecz zdarza się, że wielu z częstego słuchania Ewangelii mało odczuwa pragnienia: bo ducha Chrystusowego nie mają. Kto zaś chce w pełni zrozumieć słowa Chrystusa i zasmakować w nich, musi całe swoje życie dostosować do Niego. 
Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: «Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił». Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie. Łk 2, 15-16

Cóż ci pomoże rozprawiać o rzeczach związanych z Trójcą Świętą, jeśli brak by ci było pokory, i dlatego nie podobałbyś się Trójcy Świętej?
Prawdą jest, że wzniosłe słowa nie czynią człowieka świętym i sprawiedliwym, lecz życie cnotliwe czyni człowieka miłym Bogu. Życzę sobie raczej
odczuwać skruchę, niż znać jej definicję. Choćbyś znał zawartość całej Biblii i zdania wszystkich filozofów, co by ci to wszystko pomogło bez miłości
Boga i łaski? 

„Marność nad marnościami i wszystko marność” (Koh 1, 2) oprócz miłowania Boga i służenia Mu. Oto najwyższa mądrość: przez wzgardę świata
dążyć do Królestwa Niebieskiego. Marnością jest pożądanie bogactw, które zginą, i pokładanie w nich nadziei. Marnością jest zabieganie o zaszczyty i wspinanie się na wysoką pozycję społeczną. Marnością jest uleganie zachciankom ciała i pragnienie tego, za co potem przyjdzie ponieść ciężką karę. Marnością jest życzenie sobie długiego życia, niewiele troszcząc się o to, by było to życie dobre. 
Marnością jest skupianie uwagi tylko na obecnym życiu, nie patrząc na to, co będzie potem. Marnością jest miłowanie tego, co przemija nader
szybko, a nie śpieszenie tam, gdzie trwa wieczna radość. Częstokroć wspominaj przysłowie: „Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho słuchaniem.
Staraj się więc odciągać serce swoje od miłości rzeczy widzialnych i przenieść się ku rzeczom niewidzialnym. Idący bowiem za swoją zmysłowością plamią sumienie i tracą łaskę Boga.

 

4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Uświadom sobie: Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. Pomyśl, że w każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. Duch Święty, który „przenika nawet głębokości samego Boga”, może pozwolić ci je dostrzec. Tylko On może dać ci pełny wgląd w twoje życie. Poproś Go szczerze i ufnie, by pozwolił ci poznać prawdę o tobie. 
Poproś Ducha Świętego również o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

 

Dzień 3.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. Św. Agata

W ciągu ostatnich miesięcy, w trakcie naszych spotkań z patronami dnia, pojawiło się kilka szczególnych postaci kobiet, których imiona umieszczono w Kanonie Rzymskim Mszy św.  W listopadzie - Cecylia, w grudniu Łucja, w styczniu Agnieszka, a dziś kolejna ze ŚWIĘTYCH DZIEWIC MĘCZENNIC – św. Agata. Zwyczajowo kojarzona z ogniem - święta chroniąca od pożarów, piorunów, wybuchu wulkanów czy trzęsienia ziemi, ale również i ta, która może być wsparciem, gdy pojawią się pokusy przeciwko czystości, niewinności czy sile moralnej.  Ale skąd ten „ogień”… oczywiście zawsze możemy powiedzieć - żarliwa, gorąca wiara. W tym przypadku, to również poprzedzona okrutnym torturami i wielkim cierpieniem śmierć po tym jak rzucono ją na rozżarzone węgle. Ale zacznijmy od początku…

 Agata – po grecku „dobra” urodziła się w 235 roku, na Sycylii, w Katanii lub Palermo. Pochodząca ze szlachetnego rodu mieszkanka imperium rzymskiego po przyjęciu chrztu świętego (prawdopodobnie w wieku 15 lat) złożyła ślub dziewictwa. Jednakże na piękną dziewczynę, która postanowiła oddać życie Chrystusowi zwrócił uwagę namiestnik Sycylii, Kwincjan. Zaproponował małżeństwo… i musiał zmierzyć się z odmową. Kara, którą miała ponieść dziewczyna za zniewagę jakiej doznał wysoki urzędnik cesarski miała być okrutna. Urażona duma i trwające w tym czasie prześladowania chrześcijan sprawiły, że los Agaty okazał się dramatyczny. Została oddana do domu publicznego, ale po 30 dniach jej nadzorczyni rozpustna Afrodyssa oznajmiła namiestnikowi, że nie potrafi jej zmienić – Agata zachowała czystość.

Wówczas przyszedł czas na kolejne przesłuchanie. Nakłaniano ją do oddania czci rzymskim bożkom. „Złóż im zaraz ofiarę w przeciwnym razie tortury nauczą cię rozumu” usłyszała nasza dzisiejsza patronka – i odrzekła Kwincjanowi: „Sam wstydzisz się swoich bogów, a mimo to mnie każesz się im kłaniać”.

Stałość i niezłomność dziewczyny sprawiły, że namiestnik kazał biczować Agatę, przypalać rozpalonym żelazem, rozdzierać ciało ostrymi nożami. Kiedy i to nie zadziałało, nakazał odciąć piersi. Skatowaną wtrącono do lochu, zakazując dawać jej jeść i pić. Spodziewano się jej szybkiej śmierci… ale w nocy więzienie otoczyła jasność. Pojawił się św. Piotr, a Agata została cudownie uzdrowiona. Rany zniknęły, a ponadto więzieni chrześcijanie zostali uwolnieni z kajdan.

Niestety Agata za czary została ponownie postawiona przed sądem i znów przez Kwincjana skazana na tortury. Włóczenie po rozżarzonych węglach ostatecznie doprowadziło ją do śmierci – 5 lutego 251 roku. W czasie kiedy pastwiono się nad dziewczyną zadrżała ziemia, a że trzęsienie ziemi pochłonęło wielu pogan, wystraszony namiestnik uznał, że to kara Boża. „Rozumu jednak nie nabrał”, bo jak podają przekazy utonął w rzece, kiedy zmierzał do krewnych Agaty, aby ich …ograbić.

Ciało Agaty pochowano za miastem i otaczano kultem. A jak pisał Piotr Skarga, do jej trumny anioł włożył kamienną tabliczkę z napisem „Myśl święta, cześć Bogu dobrowolna i zbawienie”. Poświęcone karteczki z tym tekstem zawieszano kiedyś w domach, by uchronić je przed nieszczęściami. Dziś to właśnie Katania, wielokrotnie uratowana przez św. Agatę przed zniszczeniem przez wulkan Etna przechowuje w częściowo nienaruszonym stanie jej relikwie.

Ta bardzo popularna w świecie chrześcijańskim święta w ikonografii jest przedstawiana w długiej sukni, z kleszczami, którymi ją torturowano. Atrybutami są: chleb, płonący dom, korona w rękach, kość słoniowa będąca symbolem czystości, niewinności i siły moralnej; pochodnia lub płonąca świeca; palma męczeństwa i obcięte piersi na misie - i tu jeszcze warto wspomnieć, że do naszej patronki modlą się matki karmiące i potrzebujący pomocy w chorobach piersi.

 

3. Pokorne mniemanie o sobie samym (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Wszelki człowiek z natury pragnie wiedzy, ale cóż po nauce, jeśli brak mu bojaźni Boga? Lepszy jest z pewnością pokorny wieśniak, który Bogu służy, niż pełen pychy filozof, który zaniedbawszy siebie samego, ogląda bieg ciał niebieskich. Kto dobrze poznaje siebie, staje się lichym we własnych oczach i nie lubuje się ludzkimi pochwałami. Gdybym znał wszystkie rzeczy na świecie, cóż by mi z tego przyszło przed Bogiem, który będzie mnie sądził z uczynków, gdybym znalazł się poza obrębem miłości. Odpocznij od nadmiernej żądzy wiedzy, bo wiele w niej rozterek
i złudzeń. Uczeni pragną być dostrzegani i uchodzić za mądrych. Wiele jest rzeczy, których znajomość mało lub wcale nie przynosi duszy pożytku. I bardzo niemądry jest ten, kto dąży do niektórych rzeczy, innych niż te, które służą zbawieniu. Wielość słów nie nasyca duszy, lecz dobre życie
odświeża umysł, a czyste sumienie daje poczucie wielkiej ufności wobec Boga. Im więcej i lepiej umiesz, tym surowiej z tego tytułu będziesz sądzony, jeśli nie żyjesz święciej. Nie wywyższaj się z racji jakiejś umiejętności czy nauki, lecz raczej bój się z racji danej ci wiedzy. A jeśli ci się wydaje, że dużo wiesz i dość dobrze rozumiesz, wiedz jednak, że istnieje o wiele więcej rzeczy, których nie znasz. „Nie chciej rozumieć to, co wzniosłe” (Rz 11, 20), lecz bardziej przyznawaj się do swojej niewiedzy. Czemu chcesz siebie stawiać przed kimś innym, gdy jest tak wiele bardziej uczonych od ciebie, bardziej obeznanych z prawem? Jeśli chcesz z pożytkiem coś wiedzieć lub czegoś się nauczyć, kochaj to, że nie jesteś znany i że jesteś za nic brany. Oto najwznioślejsza i najpożyteczniejsza puenta: prawdziwe poznanie siebie samego i wzgardzenie sobą. Własnej osoby nie podkreślać, a o innych mieć zawsze dobre i wysokie mniemanie – oto wielka mądrość i doskonałość. Nawet gdybyś widział, że ktoś jawnie grzeszy lub popełnia ciężkie przestępstwo, nie powinieneś samego siebie oceniać za lepszego. Nie wiesz bowiem, jak długo potrafisz się utrzymać w dobrym. Wszyscy jesteśmy słabi, lecz ty uważaj, że nie ma słabszego od ciebie.

 

4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ) wersja rozszerzona tutaj

I) DZIĘKOWANIE (OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ) 
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Jest to główny punkt ignacjańskiego rachunku sumienia. Nie szukamy w nim grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jak doszło do tego, że wybrałeś mniejsze dobro? Jakie były twoje intencje, motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. 
Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. Możesz spróbować. Daś sobie teraz chwilę, aby skruszyć serce i przytulić się do Boga. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. Jeżeli mam wątpliwości, to pytam Ducha Świętego w jakim kierunku pójść. Daj mi jakiś znak. Nie daj pobłądzić. Chcę pójść w przyszłość z Bogiem. Planuj wszystko z Bogiem, w Bogu.

 

Dzień 4.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Paweł Miki i towarzysze 

Pierwszym misjonarzem katolickim w Japonii był św. Franciszek Ksawery. Po dwudziestu latach do roku 1570 około 30 tysięcy Japończyków przyjęło chrzest, ale potem pojawiły się napięcia oraz krwawe prześladowania. W wyniku decyzji władcy Todoyoshiego, japoński jezuita Paweł Miki i jego 25 towarzyszy zostało skazanych na śmierć.

„Wzgórze Nishizaka (dzisiaj Kompira) ma dwieście sześćdziesiąt metrów wysokości i wznosi się nad miastem Nagasaki, do którego zniża się łagodnie… Na szczycie znajduje się łąka… Tam przygotowano dwadzieścia sześć krzyży dla męczenników…

Na to miejsce przybył cały orszak 5 lutego 1597 roku, o godzinie 10.30. Maszerowali z Kioto pośród ostrej zimy, boso, ze związanymi rękami, pozostawiając na drodze ślady krwi. Krzyże zostały starannie przycięte, dopasowane na miarę każdego. Miały po dwa ramiona horyzontalne, a między nimi siedzenie. Po przybyciu każdy musiał poszukać swego krzyża i objąć go ramionami. Gdy dotarł ostatni, żołnierze stanowiący eskortę otoczyli skazańców szczelnie kordonem, aby nie dopuścić gromadzącego się tłumu. Egzekucja przypominała bowiem wielką Mszę, podczas której sprawujący ją prowadzili rozmowy z ludem i razem z nim śpiewali. Kaci nie przybili ich do krzyża gwoźdźmi, lecz przymocowali do niego żelaznymi pierścieniami ich ręce, stopy i szyje… Gdy wszyscy byli już przygotowani, niemal jednocześnie podniesiono dwadzieścia sześć krzyży.

Wydawało się, że wzgórze pokryło się kwiatem. Jeden krzyż stał obok drugiego w odległości trzech lub czterech metrów, a wszystkie zwrócone były ku Nagasaki, miastu leżącemu u stóp. Chrześcijanie, zgrupowani na stokach niczym na stopniach amfiteatru, krzyczeli, modlili się i płakali, nie odwracając ani na chwilę oczu od długiego rzędu krzyży. Ukrzyżowani celebransi i lud śpiewali wspólnie psalmy, których nauczyli się podczas katechez: ‘Chwalcie o dziatki Najwyższego Pana…’

Paweł Miki zobaczył przed sobą edykt, na mocy którego został skazany. Nadal był spokojnym człowiekiem, panem samego siebie i zaistniałej sytuacji… Patrzył z wysokości krzyża na zebrany tłum i zaczął podniosłym tonem: 
- Wszyscy, którzy jesteście tu obecni, posłuchajcie mnie.
Na wzgórzu zaległa cisza. Słychać było tylko jego głos. 
- Nie przybyłem z Filipin. Jestem z urodzenia Japończykiem i bratem zakonnym Towarzystwa Jezusowego. Nie poczuwam się do żadnej winy. Umieram tylko dlatego, że głosiłem prawo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Raduję się, że umieram z tego powodu. To wielka łaska, której Bóg mi użyczył. Ponieważ jest to chwila, kiedy nie mogę kłamać, zapewniam was, że nie ma innej drogi zbawienia…
Następnie zwrócił się do wiszących wokół niego na krzyżach towarzyszy, rozmawiając z nimi i zachęcając do odwagi w tej najważniejszej chwili. Ta chwila nadeszła, gdy czterech katów odpowiedzialnych za egzekucję zaczęło przebijać włóczniami piersi dwudziestu sześciu męczenników, poczynając od ostatnich po obu stronach szeregu krzyży. W miarę jak zbliżali się do środka, zamierały głosy śpiewających pieśni męczenników, natomiast wzmagały się krzyki dochodzące z tłumu.

Wystarczyło kilka minut, aby oprawcy skończyli swoją robotę. Wtedy tłum przerwał kordon straży i ruszył w kierunku krzyży, aby nasączyć chusteczki krwią męczenników i odciąć kawałki ich szat. Żołnierze z całej siły starali się odepchnąć ludzi, ale ci trzymali się mocno krzyży…

Wbrew temu, czego oczekiwał [władca] Hideyoshi, męczeństwo to skłoniło tylko chrześcijan do jeszcze większej gorliwości… Posadzili drzewa w dołach po usuniętych krzyżach. Gromadzili się tam w każdy piątek, modląc się i śpiewając psalmy, wieszając światła na gałęziach drzew… Na tym samym wzgórzu poniosło jeszcze śmierć ponad sześciuset pięćdziesięciu męczenników”.

 

3. Prawda poucza (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Szczęśliwy człowiek, którego prawda uczy nie przez symbole i słowa przemijające, lecz przez siebie samą. Nasze poglądy i nasze wrażenia często nas mylą i niewiele widzą. Na co się przyda to wielkie drążenie rzeczy tajemnych i niejasnych, kiedy na sądzie nikt nas nie oskarży o to, żeśmy ich nie znali. Bardzo to nierozsądne, że zaniedbawszy rzeczy pożyteczne i konieczne, z własnego popędu uganiamy się za rzeczami ciekawymi i niebezpiecznymi. Mając oczy, nie widzimy. A po co się troszczyć o rodzaje i gatunki? Do kogo mówi odwieczne Słowo, ten obchodzi się bez wyobrażeń. Z jednego Słowa wszystkie rzeczy i wszystkie rzeczy mówią jedno. I to jest Początek, z którego wszystko pochodzi i który mówi do nas.
Bez Niego nikt nie pojmuje ani nie wydaje poprawnych sądów. Dla kogo wszystkie rzeczy są jedno i kto wszystkie rzeczy do jednego sprowadza i wszystkie rzeczy w jednym dostrzega, może być spokojny, stały sercem i trwać w Bogu. O, Prawdo-Boże, spraw, bym był zespolony z Tobą w wiecznej miłości! Nudzi mnie często czytanie i słuchanie o wielu rzeczach. W Tobie jest wszystko, czego chcę i pragnę. Niech zamilkną wszyscy mędrcy, niech zamilkną wszystkie stworzenia przed obliczem Twoim. Ty sam mów do mnie! Im kto jest bardziej w sobie scalony i wewnątrz prosty, tym więcej rzeczy i tym wznioślejszych bez wysiłku zrozumie. Z góry bowiem otrzyma światło rozumienia rzeczy. Czysty, prosty i stały duch nie  rozprasza się w wielości działań, bo wszystko czyni dla chwały Bożej. A i w sobie stara się być nieskory do wszelkiej samoanalizy. Kto ci bardziej przeszkadza i ciąży, jak nie twoje nie- umartwione uczucia serca? Dobry i pobożny człowiek najpierw wewnątrz uporządkuje swoje działania, zanim je będzie musiał realizować na zewnątrz. I nie ciągną go one w kierunku pragnień wywodzących się ze złej skłonności, lecz to on nagina owe pragnienia według osądu prawego rozumu. Kto zmaga się mężniej od tego, który stara się zwyciężyć samego siebie. I to powinno być naszym  zadaniem: mianowicie przezwyciężać samego siebie i codziennie stawać się mężniejszym i czynić w czymś postępy. Wszelka doskonałość w tym życiu złączona jest z pewną niedoskonałością. A wszelkie nasze rozumowanie nie jest wolne od pewnej niejasności. Pokorne poznanie siebie jest pewniejszą drogą do Boga niż głębokie badanie naukowe. Nie należy obciążać winą nauki lub jakiejś prostej znajomości rzeczy, rozważana bowiem sama w sobie jest dobra i przez Boga kierowana, trzeba jednak zawsze kłaść przed nią dobre sumienie i cnotliwe życie. Ponieważ zaś wielu bardziej stara się wiedzieć, niż dobrze żyć, przeto często błądzą, i żadnego nie przynoszą owocu albo tylko znikomy. O, gdyby użyli takiej staranności dla wykorzenienia wad i zaszczepienia cnót jak do poruszania zagadnień, nie byłoby tyle zła i zgorszeń wśród ludzi, ani tak wielkiego rozprzężenia w klasztorach. Gdy nadejdzie dzień sądu, to – bez wątpienia – nie będziemy pytani o to, co czytaliśmy, lecz o to, co robiliśmy; ani nie o to, jak pięknie mówiliśmy, ale o to, jak religijnie żyliśmy. Powiedz, gdzież są teraz wszyscy panowie i nauczyciele, których dobrze znałeś za ich życia, w pełni pracy naukowej? Już ich dochody inni posiadają i nie wiem, czy o nich samych pomyślą. Za ich życia wydawało się, że są czymś, a teraz o nich cisza. O, jak szybko przemija chwała światowa! O, gdybyż ich życie dorównywało ich nauce. Wtedy to oddawaliby się nauce i czytaniu jak należy. Jak wielu z tych, którzy mało dbają o służbę Bogu, gubi na świecie próżna wiedza! Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Mt 2, 1-2 
A ponieważ bardziej wybierają to, by być wielkim, niż to, by być pokornym, przeto głupieją w swoich myślach. Prawdziwie wielki jest ten, kto ma wielką miłość. Prawdziwie wielki jest ten, kto się uważa za małego i za nic ma wszelkie zaszczyty. Prawdziwie wielki jest ten, kto wszelkie ziemskie sprawy uważa za gnój, byleby Chrystusa pozyskać. A prawdziwie uczony jest ten, kto pełni wolę Bożą, a rezygnuje ze swojej. 

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

Dzień 5.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. bł. Anna Katarzyna Emmerich 

Dzisiaj o mistyczce, wizjonerce, bł. Annie Katarzynie Emmerich, której wizje stały się sławne w naszych czasach za sprawą filmu „Pasja” Mela Gibsona.

Anna przyszła na świat w dniu 8 września 1774 roku w Flamschen, w Westfalii. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jako dziecko, razem z ośmiorgiem rodzeństwa, wiele pracowała w domu i na gospodarstwie. Do szkoły chodziła tylko przez 4 miesiące. Nauczyła się jednak szyć i zarabiała na utrzymanie jako krawcowa.

Uchodziła za osobę cichą, zamkniętą w sobie i pobożną, cechowała się ponadto wesołym usposobieniem i nadzwyczajną inteligencją. Anna Katarzyna z ogromną powagą podchodziła do spraw wiary, do tego stopnia, że rodzice ganili ją często za upór, jaki, ich zdaniem, przejawiała. Mając siedem lat przygotowywała się do pierwszej Komunii świętej. W drodze do kościoła, gdzie po raz pierwszy miała przystąpić do spowiedzi, wzbudziła w sobie tak wielki żal za grzechy, że zemdlała. Towarzyszące jej dzieci zaniosły ją na rękach do świątyni. Gdy klęknęła u kratek konfesjonału, zaczęła spazmatycznie płakać. Musiano odprowadzić ją do ławki.

Wielokrotnie chciała wstąpić do klasztoru, ale było to trudne, bo nie miała posagu. Była zbyt uboga. Klaryski z Münster obiecały, że przyjmą ją, jeśli nauczy się grać na organach. W tym celu Anna Katarzyna zamieszkała u organisty Söntgena w Coesfeld. Nie znalazła jednak czasu na naukę, ponieważ opiekowała się jego liczną i biedną rodziną. Pomagała im we wszystkim, a w końcu oddała im nawet swoje oszczędności.

Gdy miała 24 lata, ujrzała Chrystusa niosącego jej dwa wieńce, jeden z kwiatów, drugi cierniowy. Wtedy na jej głowie pojawiły się bolesne, krwawe rany. Od tego dnia, niczego nie wyjaśniając, zaczęła nosić na głowie opaskę. Po wielu trudach, w 1802 roku, przyjęły ją augustianki w Agnetenbergu. Rok później złożyła śluby zakonne.

Wszystkie swoje obowiązki wypełniała z wielką gorliwością. Dobrowolnie podejmowała się najcięższych i upokarzających zajęć. Jej gorliwość w przestrzeganiu reguły budziła podejrzliwość innych sióstr, które posądzały ją o hipokryzję. W klasztorze bardzo wiele wycierpiała, zarówno ze względu na otaczającą ją wrogość, jak i z powodu słabego zdrowia.

W okresie wojen napoleońskich, w 1811 roku, klasztor został zamknięty. Przeprowadzano wtedy przymusową laicyzację. Anna Katarzyna znalazła schronienie w Dülmen, w domu francuskiego kapłana Lamberta, który uciekł z Francji w czasach rewolucyjnych prześladowań Kościoła. Wkrótce po opuszczeniu klasztoru bardzo poważnie zachorowała i do końca życia nie podniosła się już z łóżka. W tym czasie otrzymała stygmaty, widzialny znak cierpień, które jednoczyły ją z ukrzyżowanym Chrystusem.

Od tej pory zaczęło ją odwiedzać wielu ludzi i zyskała szczerych przyjaciół. Klemens Brentano, niemiecki poeta i prozaik, przez 5 lat, począwszy od 1818 roku, codziennie spisywał jej mistyczne wizje, dotyczące szczegółów z życia Jezusa i Maryi. Zostały one opublikowane już po jej śmierci.

Anna Katarzyna swoje cierpienia ofiarowywała za nawrócenie grzeszników i za dusze w czyśćcu cierpiące, które często prosiły ją o modlitwę. Była przy tym kobietą całkiem naturalną, nawet wesołą, ale mającą w sobie coś nieokreślonego. "Ona jakby widziała człowieka od środka" - mówili ci, którzy z nią rozmawiali. Miała dar rozpoznawania stanu ducha ludzkiego. Przez lata nie przyjmowała żadnych pokarmów, z wyjątkiem Komunii świętej.

Zmarła w Dülmen 9 lutego 1824 roku. Beatyfikował ją 3 października 2004 roku Jan Paweł II.

 

3. Ostrożność w działaniu (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Nie powinno się wierzyć każdemu słowu czy podniecie, lecz każdą rzecz należy rozważyć uważnie i cierpliwie podług Boga. Niestety, gdy idzie o drugiego człowieka, łatwiej wierzyć i mówić o złu niż dobru. Tacy jesteśmy słabi. Lecz mężowie doskonali niełatwo wierzą każdemu, kto coś opowiada. Znają bowiem ludzką słabość, skłonną do zła, dość podatną na upadki w mowie. Wielką mądrością jest nie działać impulsywnie,
ani też nie trwać zawzięcie przy swoich poglądach. Do niej także należy: nie jakimkolwiek słowom człowieka wierzyć, ani też wlewać w cudze uszy to, co się usłyszało lub z czego ktoś się nam zwierzył. Radź się człowieka mądrego i sumiennego i staraj się raczej zaczerpnąć pouczenia
od człowieka lepszego od ciebie zamiast iść za własnymi tylko przemyśleniami. Dobre życie czyni człowieka mądrym podług Boga i doświadczonym
w wielu rzeczach. Im więcej człowiek w sobie jest pokorny i bardziej Bogu uległy, tym we wszystkim będzie mądrzejszy i bardziej spokojny.

 

4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność 
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. W każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło 
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. 
Poproś Ducha Świętego o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia 
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam 
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie 
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec 
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

 

Dzień 6.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Cyryl i Metody 

Dwaj święci bracia, których dzisiaj wspominamy, wywarli ogromny wpływ na dzieje Europy. Nazwani zostali Apostołami Słowian, bo na wschodniej części kontynentu koncentrował się ich wysiłek ewangelizacyjny. Z powodzeniem włączyli do liturgii kościoła języki i tradycje kulturowe ludów, które ewangelizowali. Czerpiąc z chrześcijańskich korzeni, działali na korzyść wszystkich narodów Europy, ich kultury i pokojowego współistnienia.

Jan Paweł II ogłosił ich współpatronami Europy w 1980 roku i wielokrotnie wskazywał jako przykład do budowania kontynentu „głęboko świadomego swojej przeszłości”, ale też czerpiącego „z bogatego dziedzictwa wspólnej kultury”. Dzisiaj powiemy o świętych Cyrylu i Metodym.

Można by tak, jak św. Cyryl na początku swojego przekładu pisma świętego na język starocerkiewno-słowiański zawołać: „Słuchajcie, wszystkie ludy słowiańskie, słuchajcie Słowa pochodzącego od Boga, Słowa karmiącego dusze, Słowa prowadzącego do poznania Boga”. A zatem posłuchajmy:

Cyryl urodził się w Tesalonikach w 826 r. jako siódme dziecko. Jego właściwe imię to Konstanty, imię Cyryl przyjął pod koniec życia, wstępując do zakonu. W połowie IX w. udał się na górę Olimp do klasztoru w Bitynii, gdzie przebywał już jego starszy brat Metody.

Na żądanie cesarza Michała III obaj wyruszyli do kraju Chazarów na Krym, aby rozwiązać spory religijne między chrześcijanami, Żydami i Saracenami. Potem zostali wysłani, aby nieść chrześcijaństwo Bułgarom. Następnie, z podobną misją udali się na Morawy, gdzie wprowadzili do liturgii język słowiański. Cyryl przetłumaczył Pismo Święte na język starocerkiewno-słowiański. ‘Inkulturacja’ chrześcijaństwa stała się przyczyną ich cierpień, a nawet prześladowań.

Bracia zostali oskarżeni w Rzymie przed papieżem św. Mikołajem I niemal o herezję. Udali się do Rzymu. Papież przyjął ich bardzo serdecznie, kazał wyświęcić ich uczniów na kapłanów i zaakceptował ich słowiańskie księgi liturgiczne. Wkrótce potem Cyryl wstąpił do klasztoru, gdzie zmarł na rękach swego brata 14 lutego 869 r.

Metody był starszym bratem Cyryla. Miał uzdolnienia wybitnie prawnicze, wstąpił na drogę kariery urzędniczej. Zrezygnował z niej i wstąpił do klasztoru w Bitynii, gdzie został przełożonym.

Po śmierci Cyryla, Hadrian II konsekrował Metodego na arcybiskupa Moraw i Panonii (Węgier) oraz dał mu uprawnienia legata. Z powodu wprowadzenia obrządku słowiańskiego, mimo aprobaty Rzymu, był atakowany przez kler niemiecki, a nawet został uwięziony na dwa lata w jednym z bawarskich klasztorów.

Uwolniony po interwencji papieża Metody udał się ponownie do Rzymu, gdzie przyjęto go bardzo życzliwie i Papież potwierdził wszystkie nadane mu przywileje. Metody udał się więc do patriarchy Konstantynopola Focjusza, by mu zdać sprawę ze swojej działalności. Został przyjęty uroczyście przez cesarza. Powróciwszy na Morawy, umarł w Welehradzie 6 kwietnia 885 r.

Na początku X w. rozpadło się państwo wielkomorawskie, a z jego rozpadem został usunięty obrządek słowiański na rzecz łacińskiego. Mimo tego dzieło świętych Cyryla i Metodego nie upadło. Ich językiem w liturgii nadal posługuje się kilkadziesiąt milionów prawosławnych i kilka milionów grekokatolików. Jan Paweł II poświęcił braciom w 1985 roku swoją encyklikę. Cyryl i Metody stanowią klasyczny przykład tego, co dzisiaj nazywamy ‘inkulturacją’: że każdy naród powinien przyjąć objawione orędzie w kontekście własnej kultury i wyrazić jego zbawczą prawdę we własnym języku.

Apostołowie Słowian przedstawiani są w ikonografii jako biskupi greccy lub łacińscy. Czasami trzymają w rękach model kościoła. Ich atrybutami są: krzyż, księga i kielich, a także rozwinięty zwój z alfabetem słowiańskim.

 

3. Czytanie Pisma Świętego (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

W Piśmie św. szukać trzeba prawdy, a nie pięknych sformułowań. Całe Pismo św. należy odczytywać w tym duchu, w jakim zostało sporządzone.
Poszukiwać raczej winniśmy w Piśmie św. pożytku z lektury niż wytwornego języka. Z równą chęcią powinniśmy czytać księgi pobożne i proste, co wzniosłe i głębokie. Niech cię nie zraża autorytet piszącego: czy był to człowiek mało czy bardzo wprawny literacko, lecz do czytania niech cię pociąga umiłowanie czystej prawdy. Nie dociekaj, kto to powiedział, lecz zwracaj uwagę na to, co zostało powiedziane. Ludzie przemijają, lecz „prawda Pańska trwa na wieki”. Bóg, nie mając względu na osobę, różnymi sposobami do nas przemawia. Nasza ciekawość często przeszkadza nam w czytaniu Pisma św., ilekroć chcemy zrozumieć i roztrząsać tam, gdzie po prostu trzeba by przejść dalej. Jeśli chcesz odnieść korzyść, czytaj pokornie, z prostotą i wiarą. Nie chciej też kiedykolwiek posiadać rozgłosu naukowego. Chętnie pytaj i wsłuchuj się w milczeniu w słowa świętych. Niech ci nie będą niemiłe przypowieści starszych. Bez przyczyny bowiem nie są głoszone (por. Syr 8, 9).

 

4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ) Wersja rozszerzona tutaj

I) OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Nie szukamy grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jakie były twoje motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. 

 

 

Dzień 7.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Klaudiusz La Colombière 

 „Co to za pomysł?” – pytali niektórzy jezuici, kiedy prowincjał posłał dobrze zapowiadającego się filozofa, spowiednika i kaznodzieję do mało znanego miejsca Paray-Le-Monial. A przecież jego talenty mogły być lepiej wykorzystane w bardziej znaczących miejscach. Prowincjał, jak się jednak okazało, działał pod natchnieniem Ducha Świętego. O. Klaudiusz La Colombière miał bowiem do spełnienia bardzo delikatną misję powierzoną mu przez Boga.

Klaudiusz urodził się 2 lutego 1641 r. we Francji. Mając 17 lat wstąpił do Jezuitów. Po studiach i święceniach był kaznodzieją w Lyonie. Zyskał sławę jako mówca i wychowawca. Równocześnie był spowiednikiem uczniów szkoły i profesorem retoryki. Mając 33 lata, został przełożonym domu w Paray-le-Monial. Równocześnie pełnił obowiązki zwyczajnego spowiednika w pobliskim klasztorze sióstr wizytek.

O. Klaudiusz „dowiedział się, że w klasztorze znajduje się zakonnica, która mąci spokój przełożonym”, mówi, że ma wizje i nie zadowala się modlitwami, jak inne siostry. One, z kolei, uważają ją za głupią, za hipokrytkę, a nawet opętaną. Św. Małgorzata Maria Alacoque, bo o niej mowa, miała serię objawień Pana Jezusa, polecającego jej, by ze wszystkich swoich sił i możliwości popierała nabożeństwo do Serca Bożego. Jej to właśnie Pan Jezus w widzeniach obiecywał: „Przyślę ci mojego wiernego sługę i doskonałego przyjaciela”. Kiedy o. Klaudiusz po raz pierwszy zawitał w klasztorze, żeby się przedstawić siostrom, św. Małgorzata usłyszała w swoim wnętrzu słowa: „Oto ten, którego ci posyłam”. Św. Małgorzata napisze potem o o. Klaudiuszu: „Nigdy nie widzieliśmy się wcześniej ani nie rozmawiali, a mówił do mnie, jak gdyby rozumiał, co przeżywam”.

Przy następnych spotkaniach, kiedy św. Małgorzata „odkryła przed nim głębię swojej duszy”, o. Klaudiusz „zachęcił ją, by pozwoliła się prowadzić Duchowi Świętemu, nauczył ją doceniać dary Boże oraz przyjmować z szacunkiem i pokorą objawienia, jakie otrzymywała”.

Zjawienie się o. Klaudiusza w charakterze kierownika duchowego sióstr było wydarzeniem opatrznościowym. Miał on znakomite przygotowanie teologiczne i wiedział, że nabożeństwo do Serca Jezusa zgadza się doskonale z nauczaniem katolickim. Przeczuwał jednak dwa problemy: przedmiot kultu – cielesne serce Jezusa i polecenie ustanowienia publicznego święta. To mogło być trudne do przyjęcia przez władze kościelne. Tym niemniej, po pilnym zbadaniu całej sprawy uspokoił i utwierdził w dobrym przekonaniu najpierw samą Świętą, a potem klasztor – przełożoną i siostry.

Ten pierwszy pobyt o. Klaudiusza w Paray-Le-Monial trwał tylko 19 miesięcy. W sierpniu 1676 roku został on mianowany kaznodzieją i spowiednikiem księżnej Yorku, Marii Beatrycze d'Este, przyszłej królowej Anglii. O. Klaudiusz szerzył nabożeństwo do Serca Pana Jezusa słowem i piórem. Przekonał także księżnę, która odtąd stała się gorącą propagatorką tego nabożeństwa. W przyszłości to ona właśnie będzie gorliwie zabiegać u papieża Innocentego XII, by to nabożeństwo zatwierdził. Księżnę jako katoliczkę i jej dwór inwigilowano. O. Klaudiusz został wtrącony do więzienia pod fikcyjnym zarzutem nawrócenia księcia Yorku i kilku anglikanów. Po pięciu tygodniach aresztu, gdzie zapadł na nieuleczalną chorobę, prawdopodobnie gruźlicę, został zwolniony z więzienia i wygnany. „Wracał przegrany na dwóch frontach: ucierpiało jego zdrowie oraz dobre imię”. W Lyonie czuł się bardzo źle zdrowotnie i ostatnie miesiące życia spędził w Paray-le-Monial. Tam zmarł 15 lutego 1682 r., mając zaledwie 41 lat. Jego relikwie spoczywają w tamtejszym kościele jezuitów. 
Klaudiusza La Colombière beatyfikował papież Pius XI, a kanonizował w roku 1992 Jan Paweł II.

 

3. Nieuporządkowane skłonności (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Kiedy tylko człowiek dąży do czegoś w sposób nieuporządkowany, zaraz staje się wewnętrznie niespokojny. Pyszny i chciwy nigdy nie zaznają spokoju; pokorny i ubogi duchem pozostają w wielkim pokoju. Człowiek, który jeszcze niedoskonale umarł dla siebie, szybko jest kuszony i zwyciężany w małych i błahych rzeczach. Człowiek słaby duchem i mało jeszcze uduchowiony, skłonny do zmysłowości, napotyka sporo trudności w zupełnym oderwaniu się od ziemskich pożądań. I dlatego często jest smutny, gdy z nich rezygnuje; gdy napotyka na sprzeciw, nieco się nawet oburza. Jeśli zaś osiągnie to, czego tak pożądał, zaraz czuje ciężar winy w sumieniu; poszedł bowiem za swoją namiętnością, która nic nie pomaga do zdobycia upragnionego pokoju. Prawdziwy więc pokój serca leży w stawianiu oporu namiętnościom, a nie w służeniu im. Nie ma więc pokoju w sercu człowieka cielesnego, ani u człowieka oddanego rzeczom zewnętrznym, ale w człowieku gorliwym i uduchowionym.

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

 

Dzień 8.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. Św. Franciszek i Hiacynta Marto 

W naszym codziennym przyglądaniu się postaciom świętych, patronów dnia, dzisiaj nasz wzrok kieruje się ku portugalskim dzieciom, którym zostały powierzone jedne z największych objawień maryjnych w historii Kościoła. Wywarły one olbrzymi wpływ na historię XX wieku. Wyobraźnię wielu najbardziej rozpaliła tzw. trzecia tajemnica fatimska, upubliczniona dopiero w roku 2000, a wiązana przez wielu z nieudanym zamachem na papieża Jana Pawła II z 13 maja 1981 roku.

Od 13 maja do 13 października 1917 r. w mało znanej miejscowości portugalskiej Fatima, trójka dzieci, najstarsza Łucja miała 10 lat, Franciszek 9, a Hiacynta 7, była świadkiem objawień Matki Bożej. Dzieciom zostały powierzone trzy tajemnice dotyczące losów świata i Kościoła, które naznaczyły mocno historię XX wieku.

Tajemnice te zostały spisane wiele lat po objawieniach przez siostrę Łucję i na wyraźne życzenie biskupa Leirii. Pierwsza tajemnica fatimska, spisana w 1941 roku dotyczyła wizji piekła, zatracenia wielu dusz. Dzieci były pod ogromnym wrażeniem, przestraszone. Jak w swoim wspomnieniu pisze siostra Łucja: „Dzięki niech będą naszej dobrej Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia”.

Druga tajemnica – według relacji siostry Łucji – zapowiadała wybuch i nieszczęścia II wojny światowej, głód, prześladowania Kościoła i znieważanie papieża. Maryja prosi o poświęcenie Rosji swemu Niepokalanemu Sercu. Zapowiada, że jeśli Papież dokona takiego poświęcenia, Rosja się nawróci i na świecie zapanuje pokój.

Trzecia tajemnica była najbardziej przerażająca, a jej pełna treść przeznaczona była „tylko dla samych papieży”. Była to bowiem wizja biskupa w bieli – dzieci miały przeczucie, że chodzi o papieża – który idzie wśród ciał wielu poległych i ginie od kul i strzał wrogów. Z treścią tajemnicy zapoznali się papieże Jan XXIII i Paweł VI. W oczywisty sposób ta wizja została połączona z zamachem na Jana Pawła II w rocznicę objawień fatimskich. I to właśnie Jan Paweł II zdecydował się na opublikowanie treści tzw. trzeciej tajemnicy fatimskiej.

Franciszek był chłopcem spokojnym, małomównym. Był opiekuńczy dla zwierząt. Pomagał rodzicom w gospodarstwie rodzinnym. Podobnie, młodsza od niego o dwa lata siostra, Hiacynta. Objawienia, jakie otrzymali wpłynęły na jej charakter i podejmowane praktyki pokutne. Rodzeństwo nie umiało czytać, ani pisać. Niedługo po objawieniach dzieci ciężko zachorowały i wkrótce zmarły. Panoszyła się wtedy pandemia grypy hiszpańskiej. Franciszek zmarł w 1919 roku. Hiacynta zmarła niecały rok później. Zostali pochowani w Bazylice Matki Bożej Różańcowej w Fatimie.

Łucja miała 10 lat, kiedy wraz z kuzynami przeżyła objawienia w Fatimie. Mając 18 lat wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr św. Doroty w Vilar, a w 1948 roku, uzyskawszy pozwolenie papieża przeniosła się do zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel w Coimbrze. Miała też kolejne wizje w latach 1925 i 1929. Zmarła 13 lutego 2005 r. Rok później została pochowana obok kuzynów-wizjonerów w Fatimie.

Franciszka i Hiacyntę beatyfikował w Fatimie Jan Paweł II 13 maja 2000 roku. 13 lutego 2017 roku zakończył się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego siostry Łucji dos Santos. Franciszka i Hiacyntę kanonizował w setną rocznicę objawień, 13 maja 2017 roku, w czasie swojej podróży apostolskiej do Fatimy, papież Franciszek. Hiacynta jest najmłodszym kanonizowanym dzieckiem, które nie zginęło śmiercią męczeńską. 

3. Unikanie nieopartej na rzeczywistości nadziei i wyniosłości (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Nie opiera się na rzeczywistości ten, kto swoją nadzieję pokłada w ludziach lub w stworzeniach. Nie wstydź się innym służyć ze względu na miłość
Jezusa Chrystusa i uchodzić w tym życiu za ubogiego. Nie polegaj na sobie samym, lecz w Bogu złóż swoją nadzieję. Czyń, co w twojej mocy, a Bóg będzie obecny przy twojej dobrej woli. Nie pokładaj nadziei w twojej nauce lub bystrości jakiegoś człowieka, lecz raczej w łasce Bożej, która pomaga pokornym, a upokarza zarozumiałych. Nie szczyć się bogactwem, jeśli je posiadasz, ani możnymi przyjaciółmi, lecz Bogiem, który udziela
tego wszystkiego i pragnie ponad wszystko siebie ofiarować. Nie wynoś się z powodu wielkości czy piękna ciała, które na skutek schorzenia psuje się i szpetnieje. Nie miej w sobie samym upodobania z racji wrodzonych zdolności czy sprawności, tak byś się nie podobał Bogu, do którego należy wszystko, cokolwiek dobrego posiadałbyś z natury. Nie uważaj się za lepszego od innych, abyś przypadkiem przez Boga, który wie, co jest w człowieku, nie był za gorszego miany. Nie chełp się czynami dobrymi, bo Bóg inaczej sądzi niż ludzie. Często to, co się ludziom podoba, Jemu się nie podoba. Jeśli coś dobrego posiadasz, bądź przekonany, że inni są pod tym względem lepsi, byś zachował pokorę. Nie zaszkodzi, jeśli uznasz się za niższego od wszystkich, natomiast jak najbardziej zaszkodzi, jeśli uznasz się za lepszego nawet od jednego człowieka. Pokornemu towarzyszy ustawiczny pokój ducha; w sercu pyszałka zaś – zazdrość i częsta niechęć.

 

4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność 
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. W każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło 
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. 
Poproś Ducha Świętego o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia 
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam 
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie 
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec 
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

 

Dzień 9.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Robert Southwell SJ 

Dzisiaj powiemy o mrocznych latach prześladowań katolików w Anglii, w końcu XVI w. Był rok 1592. 
„- Kim jesteś? – zapytał prześladowca.
- Dżentelmenem – odrzekł Southwell.
- Nie! Jesteś księdzem, zdrajcą, jezuitą! – wykrzyczał Topcliffe.
- To musi pan udowodnić – spokojnie stwierdził pytany”.

Robert Southwell był młodym anglikiem. Urodził się w 1561 roku w rodzinie arystokratycznej. Należeli oni do nowej arystokracji, wyrastali w cieniu panującej rodziny Tudorów. Matką Roberta była towarzyszka zabaw królowej, z którą razem uczyły się łaciny. Dlatego ojciec Roberta, sir Richard Southwell zwrócił się formalnie do królowej z prośbą, by traktowano jego syna jak „dżentelmena”, bo nim rzeczywiście był, choć był także jezuitą. Prośba została wysłuchana i przeniesiono Roberta do celi w londyńskim więzieniu, gdzie przez dwa i pół roku przebywał w izolacji, czytając Pismo św. i dzieła św. Bernarda.

To były ciężkie lata dla katolików w Anglii, lata prześladowań, ukrywania się, ale też lata pięknych świadectw męczenników. Robert Southwell znalazł się w Rzymie, gdzie przygotowywał się do powrotu do Anglii. Spodziewał się, że jest to wyprawa w jednym kierunku, i że przystankiem końcowym będzie męczeństwo. 
Robert był znakomitym pisarzem i poetą. Trochę impulsywny i nadwrażliwy, jak dobry artysta. Kiedy wyruszał z Rzymu w długą drogę do Anglii mówił o sobie jako o strzale skierowanej do tarczy. Tarczą, czyli celem było męczeństwo. Jedyne pytanie było, kiedy i w jak okrutnych okolicznościach.

Królowa angielska miała w Rzymie swoich szpiegów, którzy ostrzegali przed przyjazdem „dwóch jezuitów”. Jednym z nich był Robert Southwell. Po pokonaniu kanału La Manche spotykali się w Londynie i zaczęli planować przyszłe prace. Im bardziej jednak zaczęli się udzielać duszpastersko, odprawiać Msze, głosić kazania, tym bardziej stawało się niebezpiecznie.
Wkrótce też jezuici postanowili założyć drukarnię i publikować książki. Robert Southwell był płodnym autorem, ale funkcjonowanie drukarni bez pozwolenia, w podziemiu, było kolejnym przekroczeniem prawa. Jezuici znaleźli jednak oddanych ludzi świeckich i książki rozchodziły się lotem błyskawicy nie tylko po stolicy, Londynie, ale po całej Anglii. 
„W końcu stało się to, co musiało się stać. – pisał o. Garnet do generała zakonu Acquavivy – Piraci schwytali naszego drogiego towarzysza i teraz żeglujemy bez pilota na pokładzie pogruchotanej i miotanej falami łodzi”.
„Gdy go odprowadzano do Westminsteru na proces, pewna staruszka podała mu garnuszek zupy, mówiąc:
- Niech Bóg pana wspiera, bo dzisiaj ma pan stanąć przed sądem. Ale proszę to wypić, bo to doda siły.
- To zupa dla mistrzów, a nie dla skazanych – odparł Southwell”. Wiedział już, że nadchodzi jego godzina.
Na zakończenie procesu prosił Boga, by przebaczył tym, którzy przyczynili się do jego śmierci. Wyrok śmierci był jednoznaczny. Southwell miał być powieszony i poćwiartowany żywy; miano spalić jego wnętrzności i uciąć głowę. Na słowa wyroku Southwell głęboko się skłonił i podziękował. 

Egzekucję wyznaczono na 21 lutego 1595 roku.
„Zanim przywiązano go do konia, który miał go zawlec do Tyburn, ktoś ofiarował mu gorący napój. Wypił go i oddał filiżankę:
- Był bardzo dobry. Przywrócił mi siły.

Droga na szubienicę przypominała marsz tryumfalny”. Gdy skazaniec zawisł, zebrani widzowie nie pozwolili katowi, aby „odciął sznur i zaczął go ćwiartować, dopóki jeszcze żył”. Wtedy kat, żeby skrócić agonię, „objął go i ciągnął w dół, dopóki nie zesztywniał. Następnie wziął go delikatnie w ramiona i złożył na podwyższeniu z niemal religijnym szacunkiem”. 


3. Unikanie zbytniej poufałości (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Nie każdemu człowiekowi odsłaniaj swe serce, lecz z mądrym i bojącym się Boga omawiaj swe sprawy. Nie utrzymuj częstych kontaktów
z młodymi i obcymi ludźmi. Nie przymilaj się bogatym, a przed możnymi niechętnie się pokazuj. Szukaj towarzystwa ludzi pokornych i prostych, pobożnych i cnotliwych i mów z nimi o tym, co się przyczynia do zbudowania. Nie spoufalaj się z jakąkolwiek kobietą, lecz polecaj Bogu ogólnie wszystkie dobre kobiety. Obieraj zażyłość z samym Bogiem, Jego aniołami, a ludzkich znajomości unikaj. Trzeba mieć miłość ku wszystkim, lecz nie wypada mieć zażyłości ze wszystkimi. Czasami się zdarza, że jakaś nieznana osoba jaśnieje dobrą sławą. A jednak jej obecność zachmurza oczy patrzących na nią. Sądzimy czasem, że podobać się będziemy innym, gdy się z nimi spoufalimy, a zaczynamy się bardziej nie podobać, gdy widzą w nas niegodziwe obyczaje.

 

4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ) Wersja rozszerzona tutaj

I) OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Nie szukamy grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jakie były twoje motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. 

 

 

Dzień 10.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. Św. Maria Bernadetta Soubirous 

Był chłodny, dżdżysty poranek, 11 lutego 1858 roku. Czternastoletnia wówczas Bernadetta Soubirous wraz ze swoją młodszą siostrą Antosią i przyjaciółką Joanną Abadie wybrały się w kierunku skalnego zagłębienia Massabielle. Chciały nazbierać drewna na opał.

Musiały przejść przez potok Gave. Woda była lodowata. Bernadetta usiłowała zdjąć buty, gdy nagle usłyszała wielki szum, jakby nagły podmuch wiatru. Popatrzyła w kierunku drzew na łące, ale były nieruchome, nie drgała na nich żadna gałązka. Obróciła się w kierunku groty, gdzie rósł krzak dzikiej róży i zobaczyła ‘słodkie i ożywcze’ światło. W tym świetle zobaczyła ubraną na biało dziewczynę.

Nie wiedziała, co ma robić. Odruchowo sięgnęła do kieszeni i wyjęła różaniec. Chciała go odmawiać, ale nie mogła uczynić znaku krzyża, zanim nie zrobiła go ‘pani’, którą widziała. Bernadetta wypowiadała słowa modlitwy, a ‘pani’ w ciszy przesuwała paciorki swojego różańca. Na koniec zaprosiła ją, żeby podeszła bliżej, ale ona nie miała odwagi i ‘pani’ zniknęła. Dziewczynka myślała, że siostra i przyjaciółka też wszystko widziały, ale okazało się, że nie. Sprawa się jednak wydała i wieść rozeszła się po okolicy lotem błyskawicy.

Maria Bernadetta Soubirous urodziła się 7 stycznia 1844 roku w Lourdes. Była najstarsza z dziewięciorga rodzeństwa. Miała sześciu braci i dwie siostry. Rodzina była bardzo uboga. Gdy miała 6 lat, rozchorowała się na astmę. Od dzieciństwa bardzo pragnęła przystąpić do Komunii świętej. Nie miała żadnego wykształcenia. Nie umiała czytać i pisać. Nie znała katechizmu. Mówiła tylko w swoim dialekcie, nie znała francuskiego. Była słabego zdrowia. W ludzkich oczach była niewiele warta. Kiedy pytano ją dlaczego Maryja ją wybrała, odpowiadała ze szczerością: „nie mam żadnego prawa do tej łaski. Święta Dziewica wzięła mnie tak, jak bierze się kamień leżący na drodze...” A w jednej z modlitw, którą ułożyła, czytamy: „Ty, Królowo Nieba i Ziemi, zechciałaś posłużyć się tym, co jest najmniej warte w oczach świata”.

Od 11 lutego do 16 lipca 1858 roku, Matka Boża objawiła się Bernadetcie 18 razy. Świadkami tych wizji były wielkie tłumy, chociaż nikt, oprócz niej, nie widział ‘białej pani’. 

  • 21 lutego Bernadetta została przesłuchana przez komisarza. Mówiła mu, że ‘pani jest ubrana w białą szatę z niebieskim paskiem pośrodku sukni. Ma biały welon na głowie, a u stóp żółte róże’. 
  • 23 lutego Bernadetta, na polecenie pani, miała obmyć sobie twarz wodą spod skały. Poszła tam i znalazła tylko błotniste zagłębienie. Rozgarnęła dłońmi błoto, pomazała po twarzy, usiłowała się napić. Niektórzy myśleli, że postradała zmysły. Gdy odeszła, okazało się, że z błotnistego zagłębienia zaczęła wypływać maleńka, a potem coraz większa strużka wody. Wytrysnęło źródło, którego woda ma właściwości uzdrawiające. Szybko pojawiły się pierwsze cuda.
  • 25 marca, ‘biała pani’ objawiła Bernadetcie swoje imię. Powiedziała w dialekcie: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”.

Święta Dziewica w zjawieniach wzywała do modlitwy różańcowej i do pokuty. W 1862 roku biskup diecezji Tarbes ogłosił dekret o prawdziwości objawień. Dały one początek słynnemu sanktuarium w Lourdes.

Bernadetta chciała się schronić przed wścibskimi oczyma ciekawskich i wstąpiła do klasztoru sióstr w Nevers. Zmarła 16 kwietnia 1879 roku, mając zaledwie 35 lat. Jej ciało zostało cudownie zachowane od zepsucia. Beatyfikował ją w obecności ostatniego z jej braci Pius XI i on też ją kanonizował w 1933 roku.


3. Posłuszeństwo i uległość (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Bardzo to wielka rzecz trwać w posłuszeństwie, mieć nad sobą przełożonego i nie rozporządzać sobą. O wiele bezpieczniej być podwładnym niż przełożonym. Wielu jest podwładnych więcej z konieczności niż z miłości. Ci doznają udręczenia i łatwo im przychodzi szemranie. Nie zdobędą też wewnętrznej wolności, jeśli nie poddadzą siebie samych całym sercem przełożonemu ze względu na Boga. Możesz biec tu i tam i nie znajdziesz pokoju, jak tylko w pokornym poddaniu się rządom przełożonego. Wielu uległo złudzeniu, że problem rozwiążą kolejne zmiany miejsca pobytu.
To prawda, że człowiek chętnie postępuje według własnego zamysłu, jak również ciąży więcej ku tym, którzy się z nim zgadzają. Lecz jeśli Bóg jest wśród nas, niezbędne jest czasem porzucenie naszego zdania na rzecz dobra, jakim jest pokój. Któż jest tak mądry, by wszystko mógł w pełni wiedzieć. Nie ufaj więc zbytnio twemu zdaniu, lecz zechciej także chętnie wysłuchać zdania innych. Jeśli twa ocena jest dobra, a dla Boga odstępujesz od niej i pójdziesz za inną, odniesiesz większy z tego pożytek. Często bowiem słyszałem, że bezpieczniej jest słuchać i przyjmować
rady, niż ich udzielać. Może się i tak zdarzyć, że osąd każdego z osobna jest słuszny, lecz nie chcieć ustąpić innym, gdy tego rozum czy sprawa się domaga, będzie znakiem pychy i uporu.

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

Dzień 11.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Wojciech 

Pochodził ze sławnego czeskiego rodu Sławnikowiców, spokrewnionego z panującą wtedy w Niemczech dynastią saską. Miał zostać rycerzem, ale ostatecznie został przeznaczony do stanu duchownego. W młodym wieku został biskupem w Pradze. Chciał zrezygnować z urzędu, ale nie zgodził się na to papież. Wstąpił do klasztoru benedyktyńskiego. Powrócił na tron biskupi, ale w konsekwencji konfliktu rodowego, wyjechał z kraju. Ostatecznie dotarł do Polski i postanowił poświęcić się pracy misyjnej wśród pogańskich Prusów. Zginął jako męczennik. Powiemy dzisiaj o św. Wojciechu, jednym z głównych patronów Polski.

Urodził się około roku 956 w czeskich Lubicach. Był szóstym z siedmiu synów Sławnika i Strzeżysławy. Najstarszy rękopis nazywa go Wojetech. Został przeznaczony na służbę Bogu. 
Szesnastoletni Wojciech został wysłany do Magdeburga, gdzie było biskupstwo misyjne dla zachodnich Słowian. Pierwszym arcybiskupem metropolii był św. Adalbert. W Magdeburgu działała wtedy słynna szkoła katedralna, w której Wojciech spędził 9 lat, przygotowując się do przyszłych obowiązków. Z wdzięczności dla biskupa, przyjął imię Adalbert, pod którym jest znany i czczony w Kościele powszechnym. 
Wrócił do Pragi jako subdiakon w 981 roku. Wtedy przyjął święcenia kapłańskie. Po śmierci biskupa Dytmara w 982 roku, na biskupa wskazano Wojciecha. W następnym roku został zatwierdzony przez cesarza Ottona II i konsekrowany. Był pierwszym biskupem Pragi narodowości czeskiej.

Miał 27 lat. Historycy przekazują, że do swojej stolicy biskupiej wszedł boso. Dbał o Kościoły, duchowieństwo i o ubogich. Odwiedzał więzienia i targi niewolników. Hagiografowie opowiadają, że pewnej nocy Wojciech miał sen. Widział Chrystusa skarżącego się: „Oto ja jestem znowu sprzedany, a ty śpisz?” Był to poważny problem społeczny, z którym młody biskup musiał się zmierzyć. Innym wyzwaniem były problemy miejscowego kleru z celibatem, a także problemy małżeńskie w społeczeństwie czeskim. Wojciech musiał często występować przeciwko wielożeństwu, zdradom i związkom małżeńskim pomiędzy bliskimi krewnymi.

Widząc nieskuteczność swoich zabiegów, Wojciech postanowił zrezygnować z urzędu. Udał się po poradę do biskupa Moguncji, a następnie do Rzymu. Jan XV nie zwolnił go z obowiązków, ale pozwolił mu na czasowy pobyt poza siedzibą biskupią.

W roku 989, Wojciech wstąpił do klasztoru benedyktyńskiego w Rzymie. Przebywał tam ponad trzy lata. W tym czasie zmarł biskup Falkold, który zastępował Wojciecha jako biskupa Pragi. Papież nakazał mu wrócić do diecezji. Na skutek waśni rodowych w Czechach wymordowano większość rodziny Wojciecha. On sam też obawiał się o swoje życie. Załamany tym, co zaszło, po niespełna trzech latach, ponownie udał się do Rzymu. Przyjęto go serdecznie, ale papież Jan XV umarł w marcu 996 roku. Majowy synod w Rzymie nakazał Wojciechowi powrót do Pragi, ale sprzeciwiali się temu możni Czech. 
Przez Moguncję, Francję, ostatecznie późną jesienią 996 roku trafił do Polski, na dwór Bolesława Chrobrego. Król chciał go zatrzymać jako pośrednika w misjach dyplomatycznych, ale on odmówił i postanowił pracować wśród pogan.

23 kwietnia 997 roku, uzbrojeni Prusowie otoczyli misjonarzy. Wojciech odprawił Mszę św. i zaraz potem poganie rzucili się na niego. Zawlekli go na pagórek. Tam kapłan pogański zadał mu pierwszy cios. Potem został przeszyty sześcioma włóczniami. Oprawcy odcięli mu głowę i wbili ją na żerdź. Król Polski wykupił ciało męczennika. Świętym ogłosił go papież Sylwester II w roku 999. W ikonografii św. Wojciech ukazywany jest w stroju biskupim. Jego atrybuty to orzeł, wiosło i włócznie. 


3. Wystrzeganie się wielomówstwa (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Chroń się, jak tylko możesz, przed zgiełkiem ludzkim. Bardzo bowiem szkodzi rozprawianie o światowych zachowaniach, nawet jeżeli się o nich
mówi bez złej intencji. Rychło bowiem plamimy się próżnością i wpadamy w jej sidła. Obym był wiele razy zamilczał i nie był wśród ludzi. Ale dlaczegóż tak chętnie mówimy i pleciemy różne rzeczy, gdy tak rzadko powracamy do milczenia bez poniesienia szkody na sumieniu? Dlatego tak chętnie mówimy, bo przez wspólne rozmowy szukamy wzajemnie pocieszenia i ulgi dla serca skołatanego różnorodnymi myślami. I bardzo
chętnie lubimy mówić i myśleć o rzeczach miłych i pożądanych lub tych, które uważamy za nam przeciwne. Ale niestety! Często na próżno i bezskutecznie. Bowiem to zewnętrzne pocieszenie niemało szkodzi wewnętrznemu i Bożemu pocieszeniu. Dlatego należy czuwać i modlić się, by czas nie upływał w bezczynności. Jeśli wolno mówić i wypada, mów o tym, co może służyć zbudowaniu. Zły nawyk i zaniedbanie naszego wewnętrznego postępu bardzo się przyczynia do niestrzeżenia naszych ust. Niemało jednak pomaga do postępu duchowego pobożna rozmowa o rzeczach duchowych; szczególnie tam, gdzie równi łączą się ze sobą w Bogu duchem i sercem.

 

4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność 
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. W każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło 
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. 
Poproś Ducha Świętego o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia 
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam 
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie 
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec 
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

 

Dzień 12.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Grzegorz Wielki 

Apostoł ludów barbarzyńskich; zarządca majątku biednych; jeden z czterech Ojców Kościoła Zachodniego; Doktor Kościoła, a tuż po śmierci wołano o nim „Santo subito”. Zaś o sobie nasz dzisiejszy patron mówił „sługa sług Bożych”. Dziś spotkamy się z postacią, którą Kościół Wschodni obdarzył znamiennym przydomkiem „Dialog”, a w naszej tradycji okrzyknięto go Wielkim. Podobno próbował uciekać, kiedy lud Rzymu obwołał go następcą Piotra.
Ponadto ascetyczne życie nadwyrężyło stan zdrowia i sprawiło, że wiele godzin musiał pozostawać w łóżku, a głos miał tak słaby, że aby jego słowa mógł usłyszeć lud, odczytywali je diakoni. Kiedy jednak patrzy się na dokonania Grzegorza Wielkiego, bo to o nim będzie mowa, słabość ciała wydaje się nieprawdopodobna w zestawieniu z dokonaniami.

Grzegorz żył na przełomie czasów. Tradycja antyku powoli odchodziła, a budziła się nowa Europa. I to właśnie nasz dzisiejszy patron poprowadził Kościół na spotkanie z nowym światem, czekającym na spotkanie z Chrystusem.  Ale co się działo zanim został papieżem… Urodził się w 540 roku, w patrycjuszowskiej rodzinie. Środowisko, w którym dorastał – cóż...  z jego rodu pochodzili dwaj papieże Feliks III i Agapita, rodziców Gordiana i Sylwię, ciotki Farsylię i Emilianę, wyniesiono na ołtarze. Otaczał Grzegorza świat rzymskich bazylik, ale… zanim poszedł za głosem serca – powołania, był urzędnikiem. Kiedy miał ok. 30 lat został Prefektem Wiecznego Miasta.  Jednakże nie znajdując spełnienia w polityce, porzucił wielki świat. Został mnichem. Nie tylko swój dom zamienił w klasztor, ale założył jeszcze kilka innych we własnych dobrach, a majątek przeznaczył na cele dobroczynne. Posty i modlitwa stały się jego codziennością. W 577 Grzegorz został diakonem Kościoła rzymskiego, a po dwóch latach papież wysłał go jako swojego przedstawiciela na dwór cesarza wschodniego. Mnich spędził siedem lat w Konstantynopolu. Wrócił do Rzymu, bo papież Pelagiusz II potrzebował jego mądrości i rady. Grzegorz został papieskim sekretarzem.  Kiedy Pelagiusz II zmarł, nasz patron nie miał jeszcze święceń, a fakt, że dostrzeżono w nim, tego, który ma być głową Kościoła był dla skromnego, praktykującego ascetyczne życie zakonnika nie lada wyzwaniem.  Nawet pisał do cesarza, aby nie zatwierdzano jego wyboru, ale stało się. Grzegorz otrzymał święcenia kapłańskie, następnie został biskupem… i pierwszym mnichem – papieżem.  Pontyfikat Grzegorza trwał od 590 do 604, a przez te kilkanaście lat możemy powiedzieć, że dotykał każdej ważnej dla ówczesnego Kościoła przestrzeni. Upowszechniał reguły życia zakonnego, szczególnie mu bliską – benedyktynów. Wielką troską otaczał tych najsłabszych - zreformował służbę wobec ubogich. Dbał o to by „urzędnicy” Kościoła właściwe sprawowali powierzone funkcje, niegodnych usunął. Dbając o „maluczkich” Grzegorz nie tracił z oczu, czy raczej z serca tego, co działo się w rodzącej się średniowiecznej Europie. Wysyłał mnichów na krańce ówczesnego świata. To Grzegorz pozyskał dla Kościoła Wizygotów w Hiszpanii, zadbał o chrzest brytyjskich Anglosasów, nawiązał łączność dyplomatyczną z Galami, nawracał Longobardów.  Ponadto, jemu zawdzięczamy zreformowanie liturgii. A uporządkowanie śpiewów w Kościele z czasem doprowadziło do wypracowania tzw. chorału gregoriańskiego. To on wprowadził zwyczaj odprawiania tzw. mszy gregoriańskich… a ponadto pozostawił nam bogaty dorobek literacki. Szereg pism – oprócz ponad 800 listów – mamy jeszcze homilie czy podręcznik dla duszpasterzy oraz dzieło zawierające zbiór życiorysów (ubarwionych legendami) postaci godnych naśladowania pt. „Dialogi”.

W ikonografii przedstawiany jest w papieskim stroju liturgicznym, czasami piszącego, z unoszącą się nad głową gołębicą. Jego atrybutami są anioł, trzy krwawiące hostie, krzyż pontyfikalny, model kościoła, otwarta księga, zwinięty zwój lub parasol symbolizujący papiestwo.


3. Korzyści z doświadczania przeciwności (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Jest czymś dla nas dobrym, że czasami mamy jakieś przykrości i przeciwności, ponieważ często przypominają one człowiekowi, że znajduje się na
wygnaniu i nie powinien swojej nadziei pokładać w jakiejś światowej rzeczy. Dobrze, że czasem znosimy zdania przeciwne i że sądzi się o nas źle i opacznie, także gdy zamierzamy i czynimy dobrze. To często skłania do pokory i broni nas od próżnej chwały. Gdy z zewnątrz ludzie nas nie doceniają i nie wierzą nam, wówczas lepiej szukamy wewnętrznego świadka – Boga. Człowiek przeto powinien tak dalece utwierdzić się w Bogu, by nie potrzebował poszukiwać wielu ludzkich pociech. Gdy człowiek dobrej woli bywa doświadczany utrapieniem lub kuszony czy też nękany złymi myślami, wówczas rozumie, że Bóg mu jest bardziej niezbędny, i zauważa, że bez Niego nie może nic dobrego. Wówczas także smuci się, jęczy i modli z powodu bied, które cierpi. Wówczas przykrzy mu się dłużej żyć i życzy sobie, by śmierć przyszła i by mógł być rozwiązany i być z  Chrystusem. Wówczas także spostrzega, że doskonałe bezpieczeństwo i pełny pokój na tym świecie nie może istnieć.

 

4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ) Wersja rozszerzona tutaj

I) OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Nie szukamy grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jakie były twoje motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. 

 

 

Dzień 13.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Brygida Szwedzka 

W trakcie soboru Watykańskiego II, papież Paweł VI ogłosił św. Benedykta z Nursji Patronem Europy. Później Jan Paweł II tym samym mianem określił świętych Cyryla i Metodego, a następnie święte Brygidę Szwedzką, Katarzynę ze Sieny i Teresę Benedyktę od Krzyża. Wszyscy oni mają szczególne znaczenie dla rozwoju chrześcijańskiej Europy. Dzisiaj powiemy o świętej Brygidzie Szwedzkiej, jednej z największych mistyczek w historii, a jednocześnie osobie, która aktywnie uczestniczyła w tym, co można nazwać „codziennością” Kościoła jej czasów, a patrząc z naszej perspektywy, pozostawiła po sobie, nie tylko księgę „Objawień niebieskich” będącą zapisem jej doświadczeń duchowych, ale i dzieło nadal pulsujące życiem – czyli zgromadzenie popularnie zwane od jej imienia brygitkami.   

Nasza dzisiejsza patronka urodziła się w 1303 roku na zamku Finstad niedaleko Uppsali. Jej rodzina, spokrewniona z królewską, była bardzo religijna, a Brygida już jako dziecko doświadczała objawień – Maryi i Chrystusa na Krzyżu. Po śmierci matki oddano ją na wychowanie do surowej wujenki, ale dla dziewczynki, która zdecydowała, że chce należeć do Jezusa, nie stanowiło to problemu. Pewien kłopot pojawił się nieco później z woli ojca, który zaplanował jej małżeństwo z mężczyzną zdecydowanie mniej religijnym. I tak Brygida została żoną, mając lat 13 lub 14. Wydarzenie to otworzyło pierwszy etap w jej drodze na ołtarze. Szczególnym darem jaki pozostawiła nam Brygida z tego czasu (a małżeństwo z Ulfem trwało 28 lat i przyniosło ośmioro dzieci) jest „duchowość małżeńska”. To doświadczenie życia rodzinnego, w którym miłość małżeńska łączyła się z głęboką modlitwą, studium Pisma Świętego, umartwieniami i dziełami miłosierdzia. Dbałość Brygidy o dom, właściwe wychowanie potomstwa (jedna z jej córek – Katarzyna także zostanie kanonizowana), ale również odpowiedzialność ochmistrzyni za to, co się dzieje na dworze królewskim w Sztokholmie, pokazuje, jak ceniono jej postawę. Na lepsze zmieniała nie tylko męża... Jej pozycja na dworze – możliwość korzystania z funduszy królewskich oraz posiadany majątek pozwalały na wspieranie kościołów i klasztorów.

Wraz z mężem odbyli trwającą rok pielgrzymkę do Composteli, po której Ulf wstąpił do klasztoru cystersów. Kiedy Brygida owdowiała rozpoczął się kolejny etap życia przyszłej świętej. Był rok 1344, 41 letnia Brygida w pełni mogła poświęcić swe życie Bogu. Modlitwa, pokuty i umartwienia nie odsunęły jej od świata. Pisała, napominała tych, którzy wpływali na jego losy: papieży, królów, zakonników. Nawoływała do zmiany, co w przypadku losów Kościoła miało szczególne znaczenie, bo był to czas tzw. niewoli awiniońskiej. Ponadto założyła w Vadstena nowe zgromadzenie pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela – wspomniane już brygitki. W 1349 roku przyszła patronka Szwecji oraz pielgrzymów wyruszyła do Rzymu, na obchody Roku Jubileuszowego oraz w celu uzyskania zatwierdzenia reguły nowego zakonu. Przez kilka kolejnych lat pielgrzymowała pieszo do wielu sanktuariów.

Jako siedemdziesięciolatka wyruszyła do Ziemi Świętej i krótko po powrocie, utrudzona podróżą, zmarła w dniu, który sama przepowiedziała, czyli 23 lipca 1373 roku. Kondukt żałobny, który wyruszył do ojczyzny Brygidy przeszedł również przez Polskę. Pochowano ją w klasztorze w Vadstena, a po 18 latach od śmierci papież Bonifacy IX dokonał jej kanonizacji.

W ikonografii św. Brygida Szwedzka jest przedstawiana w ciemnowiśniowym habicie. Na głowie ma czerwony welon z koroną z białego płótna z pięcioma czerwonymi znakami - symbolizującymi pięć ran Jezusa.  Jej atrybuty to: heraldyczny lew, korona, księga, którą pisze, ptasie pióro, pielgrzymi kapelusz, serce i krzyż.


3. Tłumienie pokus (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Jak długo na świecie żyjemy, nie możemy być bez strapień i pokus. Stąd też w Księdze Hioba zostało napisane: pokuszeniem jest życie ludzkie
na ziemi (Hi 7, 1). Przeto każdy powinien by być zafrasowany swoimi pokusami i czuwać w modlitwach, by diabeł, który nigdy nie śpi, lecz krąży,
szukając, kogo by pożarł (l P 5, 8), nie znalazł miejsca zwodzenia. Nikt nie jest tak doskonały i święty, żeby niekiedy nie miał pokus. Nie możemy zupełnie ich nie mieć. Pokusy są jednak często dla człowieka pożyteczne, chociaż uciążliwe i ciężkie, w nich bowiem upokarza się, oczyszcza i uczy się. Wszyscy święci przeszli przez wiele strapień i pokus i udoskonalili się. A ci, którzy nie potrafili znieść pokus, stali się źli i odpadli. Nie ma stanu życia tak świętego ani miejsca tak ustronnego, gdzie by nie było pokus i przeciwności. Człowiek, dopóki żyje, nie jest całkowicie bezpieczny od pokus, źródło pokus bowiem jest w nas, odkąd się w pożądliwości narodziliśmy. Gdy odchodzi jedna pokusa lub utrapienie, inna na to miejsce przychodzi. I zawsze coś do cierpienia mieć będziemy, bowiem utraciliśmy dobro naszej szczęśliwości. Wielu usiłuje uciekać od pokus i jeszcze ciężej w nie wpadają. Przez samo uciekanie nie możemy zwyciężyć. Przez cierpliwość i prawdziwą pokorę staniemy się jednak mocniejsi od wszystkich wrogów. Kto tylko zewnętrznie unika pokus, a nie usuwa korzenia, mało postąpi w doskonałości. Co więcej – rychlej doń powrócą pokusy i gorzej się poczuje. Stopniowo i przez cierpliwość, wytrwale i przy Bożej pomocy lepiej zwyciężysz niż surowością i własną gwałtownością.
W pokusie częściej korzystaj z rady, a z kuszonym nie postępuj surowo, lecz udzielaj pociechy, jak sam tego byś sobie życzył. Początek wszystkich złych pokus – to niestałość ducha i mała ufność w stosunku do Boga. Bo jak okręt bez steru jest popychany przez fale, tak człowiek słaby i porzucający swoje postanowienia na różny sposób jest kuszony. Ogień wypróbowuje żelazo, a pokusa człowieka sprawiedliwego. Często nie wiemy, do czego jesteśmy zdolni, lecz pokusa ujawnia, czym jesteśmy. Należy jednak czuwać, szczególnie na początku pokusy. Wróg bowiem
wówczas łatwiej zostaje zwyciężony, gdy nie pozwala mu się wejść w żaden sposób do wrót umysłu, lecz gdy tylko zapuka, zabiegnie mu się drogę poza progiem. Stąd ktoś powiedział: „Przeszkadzaj początkom, za późno przygotowywać lekarstwo, gdy choroby przez długie opóźnienia nabrały mocy” (Owidiusz, De remed. I. 91). Najpierw bowiem staje przed umysłem zwykła myśl, następnie silne wyobrażenie, później upodobanie i złe poruszenie i zgoda. I tak powoli wkracza złośliwy wróg całkowicie, gdy mu się człowiek na początku nie opiera. A im dłużej ktoś leni się w stawianiu
oporu, tym z każdym dniem staje się słabszy, a wróg wobec niego potężniejszy. Niektórzy doświadczają cięższych pokus na początku nawrócenia, niektórzy – przeciwnie – na końcu. Niektórzy zaś jakby przez całe swoje życie żyją w udręce. Są też tacy, którym pokusy tylko lekko dają się we znaki; według mądrości Bożych zrządzeń i sprawiedliwości, które biorą pod uwagę stan i zasługi ludzi i wszystko do zbawienia wybranych urządzają. Nie powinniśmy przeto tracić nadziei, gdy jesteśmy kuszeni, lecz tym goręcej błagać Boga, by nas w każdym utrapieniu raczył wspomóc. On też oczywiście, według powiedzenia św. Pawła, sprawia wraz z zesłaniem pokusy taki pomyślny wynik, żebyśmy mogli ją znieść (1 Kor 10, 13). Upokórzmy więc nasze dusze pod ręką Boga we wszelkiej pokusie i utrapieniu, On bowiem ubogich duchem zbawi i wywyższy. W pokusach i udrękach człowiek bywa wypróbowywany, jak dalece postąpił w doskonałości. I tu ma miejsce większa zasługa i lepiej ujawnia się cnota. To nic wielkiego, jeśli człowiek jest pobożny i gorliwy, kiedy nie odczuwa ciężaru. Lecz jeśli w czasie przeciwności zachowuje się cierpliwie, będzie nadzieja wielkiego postępu. Niektórzy zostają ustrzeżeni od wielkich pokus, a w małych, codziennych
bywają zwyciężeni, by upokorzeni nigdy sobie samym nie ufali w wielkich, gdy w tak małych są słabi.

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

 

Dzień 14.

1. POSŁUCHAJ ROZWAŻANIA Z DNIA

2. św. Bernard z Clairvoux 

 „Doktor miodopłynny”. Piękne określenie, ale u niektórych, zwłaszcza kobiet, działalność naszego dzisiejszego patrona wywoływała lęk. To co i jak mówił o Bogu sprawiało, że wzbudzał w sercach chęć pójścia za Chrystusem u tak wielu, że matki ukrywały synów… a, te niewiasty, które szukały mężów, obawiały się, że zabraknie dla nich kandydatów tych najszlachetniejszych oczywiście. A jaki mamy dowód na skuteczność jego talentu oratorskiego? Otóż kiedy Bernard wstępował do cystersów istniał tylko jeden macierzysty klasztor. Kiedy umierał, w Europie istniało już 350 cysterskich fundacji, a on sam założył aż 68 nowych opactw.

Ale wróćmy do początku historii życia, człowieka, który choć nie był twórcą cystersów to jednak w dziejach zgromadzenia określany jest jako jeden z jego współzałożycieli.

Bernard urodził się w 1090 roku, w rycerskim rodzie niedaleko Dijon. Wedle marzeń ojca syn miał zrobić karierę na dworze księcia Burgundii, mógł być uczonym lub rycerzem, ale jak się okazało, z tych planów nic nie wyszło. Zadziało się wręcz odwrotnie, to syn poprowadził ojca – można powiedzieć - „swoją” drogą. Kiedy Bernard miał 22 lata wstąpił do klasztoru w Citeaux i pociągnął za sobą swoich braci, wuja oraz ok. 30 przyjaciół. Z czasem również ojca.  Wiódł surowe życie, a pokuty jakie sobie zadawał prawie doprowadziły go do śmierci. Kiedy jego stan się poprawił został wysłany, aby założyć nowe opactwo. Ze względu na ukształtowanie terenu Bernard nazwał wybrany obszar – Jasną Doliną – Clara Vallis czyli z czasem Clairvoux. Kiedy otrzymał święcenia kapłańskie i został opatem miał 25 lat i przez kolejne 38 był związany z miejscem, które sprawiło, że znamy go właśnie jako Bernarda z Clairvoux.

Dla sobie współczesnych był „wyrocznią Europy”. Mnich, który musiał szukać czasu na modlitwę w nocy, aby jego natura kontemplatyka mogła „się pożywić”, pozostawił nam wiele śladów działalności, które świadczą o jego wielkości i szczególnej roli w dziejach Kościoła.  I są to nie tylko wspomniane już dziesiątki cysterskich opactw czy fundacji. Aby w pełni ukazać dzieło Bernarda wspomnieć należy o jego zaangażowaniu w problemy ówczesnej chrześcijańskiej Europy – zwłaszcza troski o odnowę Kościoła. Ponadto godzeniu sporów między władzą świecką i duchowną, aktywności na soborach w trakcie, których rozgrywały się konflikty o władzę nad stolicą Piotrową czy współtworzeniu reguły zakonu Templariuszy i pracy na rzecz jej zatwierdzenia, próbie łagodzenia walk na Półwyspie Apenińskim, wystąpieniach przeciw herezjom, a także propagowaniu idei krucjat, bo to on na prośbę papieża Eugeniusza III, będącego wcześniej uczniem Bernarda, ogłosił II wyprawę krzyżową.

Nasz dzisiejszy patron to teolog – myśliciel, który pozostawił nam wiele różnorodnych pism. Są wśród nich zarówno rozprawy teologiczne i utwory ascetyczne, polemiczne oraz wiele kazań i listów. A to, co charakterystyczne dla jego życia duchowego, to szczególne nabożeństwo do Męki Pańskiej oraz miłość do Matki Bożej.

Bernard zmarł 20 sierpnia 1153. W 1174 został kanonizowany, a od 1830 roku określny jest mianem Doktora Kościoła. Patronuje cystersom. Jest opiekunem pszczelarzy. Zwracamy się do niego podczas klęsk żywiołowych, sztormów oraz w godzinie śmierci. 

W ikonografii możemy zobaczyć go w stroju cysterskim, a towarzyszą mu: księga, krzyż opacki, krucyfiks; narzędzia Męki Pańskiej, pióro pisarskie, różaniec, trzy infuły u stóp, rój pszczeli, ul i oczywiście Matka Boża z dzieciątkiem, której wizerunki często pozdrawiał mówiąc: „Ave Maria” i kiedyś podobno w odpowiedzi usłyszał: „Salve, Bernardzie”.


3. Unikanie wydawania pochopnych ocen (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Skieruj oczy na siebie, wystrzegaj się osądzania czynów innych ludzi. Osądzając innych, człowiek nadaremnie się trudzi, często się myli, łatwo grzeszy. Owocnie się natomiast trudzi, gdy siebie samego osądza i bada. O rzeczy często sądzimy podług uczuciowego nastawienia do niej. Prawdziwą ocenę łatwo przeto tracimy ze względu na miłość własną. Gdyby jedynym celem naszych pragnień był zawsze Bóg, nie wpadalibyśmy
tak łatwo w stan wewnętrznego zamieszania, gdy to ktoś sprzeciwi się naszemu zdaniu. Często jednak w nas samych kryje się coś, lub też dochodzi z naszego otoczenia, co nas także nieco pociąga. Wielu w tym, co robią, podświadomie szukasiebie, choć sobie z tego nie zdają sprawy. Gdy wszystko przebiega według ich woli i zdania, zdają się pozostawać bardzo spokojni, gdy natomiast coś dzieje się inaczej, nie podług ich myśli, szybko są tym poruszeni i zasmuceni. Różnica zdań i opinii dość często rodzi niesnaski wśród przyjaciół i współobywateli, zakonników i ludzi pobożnych. Niełatwo porzuca się stare przyzwyczajenia i niechętnie ktoś daje się skłonić do dostrzeżenia czegoś poza własnym interesem.
Jeżeli opierasz się bardziej na swoim rozumie i własnych sposobach radzenia sobie niż na cnocie uległości Jezusowi Chrystusowi, rzadko i  nieszybko będziesz człowiekiem oświeconym. Bóg bowiem chce, byśmy Mu doskonale byli poddani i byśmy wznieśli się ponad wszelki rozum miłością płomienną.

 

4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność 
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. W każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło 
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. 
Poproś Ducha Świętego o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia 
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam 
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie 
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec 
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

 

Dzień 15.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. św. Teresa z Lisieux

Przełożona Karmelu widząc wątłą piętnastolatkę, nie uwierzyła, że ta podoła trudom surowego zakonnego życia. Kiedy dziewczyna prosiła biskupa o zgodę na wejście od zakonnej wspólnoty, ten odwołał się do obowiązującego prawa… była zbyt młoda. Kiedy próbowała uzyskać zgodę papieża …również się nie udało. Musiała czekać, ale kiedy wreszcie przekroczyła bramę klasztoru zadecydowała – „Chcę być świętą…” i została, bo jak czuła „dobry Bóg nie dawałby mi pragnień nierealnych, więc pomimo, że jestem tak małą, mogę dążyć do  świętości. Niepodobna mi się stać wielką, powinnam znosić siebie taką jaką jestem… Chcę znaleźć sposób dostania się do nieba, jakąś małą, bardzo prostą i bardzo krótką drogą…” Mała… ten przymiotnik pojawił się w poprzednim zdaniu kilka razy i nasza dzisiejsza patronka dnia również jest nim określana – święta Teresa od Dzieciątka Jezus, Teresa z Lisieux… Mała Tereska… najmłodszy Doktor Kościoła.  Święta, która choć nie odbyła regularnych studiów teologicznych, została, w swoim krótkim i naznaczonym chorobą i ogromnym cierpieniem życiu, obdarowana dojrzałością, głębią i wielkim bogactwem życia duchowego. Jest jego wielką mistrzynią, i choć sama nazywała swoją drogę – „małą drogą dziecięctwa Bożego” – możemy powiedzieć, że to „szeroko otwarta brama, przez którą możemy dojść do Chrystusa”.

Kim była ta, która jest współpatronką Francji, patronką karmelitanek, teresek i terezjanek, a także wraz z Franciszkiem Ksawerym główną patronką misji katolickich, choć ostatecznie, mimo pragnienia, nigdy na nie nie wyjechała?

Teresa Martin pochodziła z Normandii. Urodziła się w styczniu 1873 roku w Alencon. Była dziewiątym dzieckiem Ludwika i Zofii. Po śmierci żony ojciec z pięcioma córkami (bo czworo rodzeństwa zmarło) zamieszkał w Lisieux. Tam dziewczynka przebywała u sióstr benedyktynek, które prowadziły szkołę z internatem.  Dzieciństwo, to też czas, kiedy kilkuletnia Teresa przyjęła Maryję, za swoją matkę, kiedy tej ziemskiej zabrakło. I jak twierdziła to Maryja uzdrowiła ją z ciężkiej choroby, kiedy miała lat 10. Od 1884 roku, od kiedy zaczęła przystępować do Komunii świętej towarzyszyły jej słowa „To nie ja żyję, ale żyje we mnie Jezus”, jednakże czas „pełnego nawrócenia” miał dopiero nadejść. Trzynastoletnia dziewczynka w sposób szczególny doświadczyła nocy Bożego Narodzenia.  To w tym czasie podjęła decyzję, aby podarować swe życie Jezusowi. I to wtedy wyruszyła swoją „małą drogą”.  Ale jak to zostało zaznaczone wcześniej na wejście do zakonu musiała poczekać. Dopiero w styczniu 1889 roku odbyły się obłóczyny – Teresa Martin została Teresą od Dzieciątka Jezus i od Świętego Oblicza. Jej uroczysta profesja miała miejsce w 1890 roku, a po trzech latach nasza patronka została mistrzynią nowicjatu i zadanie to wypełniała do śmierci, czyli przez kolejne 4 lata. Życie w Karmelu było jej pragnieniem. Przyjmowała jego trudy zgodnie z tym co nosiła w sercu – „trzeba sprawiać wrażenie, że się tego nie widzi”. Teresa znosiła klasztorny chłód, surowe traktowanie, ciężko chora – nękana gorączką, gruźliczymi krwotokami, atakami kaszlu… nie leczona lub źle leczona, z krwawiącym ranami na plecach i piersiach, dźwigała swoją codzienność, szła też przez duchową noc, szła swoją „małą drogą” – z miłością – od Wcielenia po Krzyż. Zmarła po wielotygodniowym cierpieniu 30 września 1897 roku. Beatyfikowana została w 1923, a kanonizowana już dwa lata później. Dziełem, które poprowadzić nas może jej drogą są „Dzieje Duszy”, złożony z kilku części zapis pokazujący kolejne etapy życia naszej dzisiejszej patronki – od dzieciństwa do ostatnich miesięcy przed śmiercią.

 

3. Czyny motywowane miłością 

Zła nie należy czynić dla jakiejkolwiek rzeczy na świecie ani z miłości dla człowieka. Natomiast nie trzeba się czuć skrępowanym, by czasem  przerwać wykonywanie jakiegoś dobrego uczynku na korzyść człowieka znajdującego się w potrzebie, ani też by ten uczynek zamienić na lepszy. Przez to bowiem dobry czyn nie zostaje zniszczony, lecz zamieniony na lepszy. Bez miłości czyn zewnętrzny na nic się nie przyda. To natomiast,
co dokonywane bywa z miłości, chociaż byłoby małe i poślednie – całe staje się owocne. U Boga bowiem więcej się liczy, dlaczego człowiek coś wykonuje niż samo dokonanie. Wiele czyni ten, kto bardzo kocha. Dużo czyni ten, kto rzecz dobrze wykonuje. Dobrze czyni, kto bardziej wspólnocie niż swojej woli służy. Często coś uchodzi za miłość, a jest to raczej cielesna natura. Rzadko nie chcą być obecne: naturalna skłonność, własna wola, nadzieja rewanżu, umiłowanie wygody. Kto posiada prawdziwą i doskonałą miłość, w żadnej rzeczy nie szuka siebie. Pragnie natomiast jedynie, by we wszystkim Bóg doznawał chwały. Nikomu także nie zazdrości, nie kocha bowiem osobistej radości ani nie chce cieszyć się w sobie samym, lecz w Bogu ponad wszelkimi dobrami woli się czuć szczęśliwym. Nikomu też nie przypisuje dobra, lecz je całkowicie do Boga odnosi, od którego wszystko jak ze źródła bierze początek; w którym u kresu wszyscy święci odpoczną z radością. O, gdyby ktoś posiadał iskierkę prawdziwej miłości, z pewnością wszystkie rzeczy ziemskie odczuwałby jako pustotę.

 

4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ), (pełny rachunek tutaj)

I) DZIĘKOWANIE (OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ) 
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Jest to główny punkt ignacjańskiego rachunku sumienia. Nie szukamy w nim grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jak doszło do tego, że wybrałeś mniejsze dobro? Jakie były twoje intencje, motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. 
Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. Możesz spróbować. Daś sobie teraz chwilę, aby skruszyć serce i przytulić się do Boga. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. Jeżeli mam wątpliwości, to pytam Ducha Świętego w jakim kierunku pójść. Daj mi jakiś znak. Nie daj pobłądzić. Chcę pójść w przyszłość z Bogiem. Planuj wszystko z Bogiem, w Bogu.

 

Dzień 16.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. św. Franciszek z Asyżu 

Był synem bogatej rodziny kupieckiej. Marzył o stanie szlacheckim. Był wrażliwy, lubił poezję. Nie stronił od zabaw i wystawnych uczt. Ubierał się ekstrawagancko. Był czas, kiedy okrzyknięto go w mieście ‘królem młodzieży’. Jest jednym z najbardziej popularnych świętych w dziejach. Był miłośnikiem wszelkiego stworzenia. Dzisiaj powiemy o św. Franciszku z Asyżu.

Urodził się w roku 1182 w Asyżu, w środkowych Włoszech. Początkowe nauki pobierał w rodzinnym mieście. Chciał zostać rycerzem, ale jego wyprawa na wojnę Asyżu z Perugią zakończyła się roczną niewolą i chorobą, która go prześladowała przez długi czas. W roku 1205 w końcu został pasowany na rycerza i udał się na kolejną wojnę. Wtedy w śnie usłyszał wezwanie do pójścia za Bogiem. Wrócił do Asyżu. Zamienił swoje bogate ubranie z żebrakiem i sam zaczął prosić o jałmużnę. Rozpoczął życie modlitwy i pokuty.

Pewnego razu, będąc w podupadłym kościółku św. Damiana, usłyszał głos Boga: „Franciszku, napraw mój Kościół”. Zrozumiał to dosłownie. Wyniósł z domu ojca drogą belę sukna i sprzedał ją, by zdobyć pieniądze na naprawę świątyni. Ojciec Franciszka wściekł się na syna i go wydziedziczył. Dokonał tego w obecności biskupa, na publicznym placu, pośród tłumu gapiów. Wtedy to, św. Franciszek, zdjął z siebie ubranie, nagi złożył je u stóp ojca, mówiąc: „kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”. Franciszek starał się potem naśladować ubogi styl życia Jezusa, żyć według wskazań Ewangelii, głosić nawrócenie i pokutę. Zaczął też gromadzić wokół siebie uczniów.

W 1208 roku Franciszek zrozumiał, że jego misją jest staranie się o trudniejszą, duchową odnowę Kościoła. Spisał swoją regułę życia ubogiego i poprosił o jej zatwierdzenie papieża Innocentego III. Papież miał ponoć odrzucić tę regułę, ale dzień przed spotkaniem ze świętym miał sen, w którym widział, jak pewien obdarty młodzieniec, wyrasta na olbrzyma i ratuje Lateran. W trakcie spotkania papież rozpoznał, że tym młodzieńcem ze snu okazał się być św. Franciszek i zatwierdził jego regułę.

W 1211 roku ideał Franciszka podjęła św. Klara, dając tym samym początek II zakonowi franciszkańskiemu. Franciszek spotkał się ze św. Dominikiem na Soborze Laterańskim IV. W 1219 roku udał się do Egiptu, gdzie spotkał się z sułtanem Melek-el-Kamelem. Zwiedził potem Ziemię Świętą i w następnym roku wrócił do Włoch. 
Na Boże Narodzenie 1223 roku, w Greccio zainscenizował religijny ‘żywy obraz’, dając początek ‘żłóbkom’ i ‘jasełkom’, a nawet nowożytnemu teatrowi europejskiemu.
W 1224 w La Verna doznał łaski stygmatów, czyli śladów Męki Chrystusa na swoim ciele. Był pierwszym mistykiem w dziejach, który dostąpił tej łaski.

Św. Franciszek kochał świat i stworzenie. Miał wielki osobisty wdzięk. Był prostym, odważnym i pogodnym świadkiem Ewangelii. Zmarł 3 października 1226 roku, mając zaledwie 45 lat. Kanonizował go dwa lata później Grzegorz IX. Św. Franciszek jest patronem aktorów, niewidomych, pokoju, ubogich i więźniów. Jan Paweł II ogłosił go patronem ekologów i ekologii. W ikonografii ukazywany jest w habicie franciszkańskim, czasami ze stygmatami. Często przedstawiany jest w otoczeniu ptaków. Jego atrybuty to: baranek, krucyfiks, księga lub ryba w ręku. Na cześć świętego z Asyżu, w 2013 roku, po raz pierwszy w historii wybrany papież, przyjął imię Franciszek.


3. Znoszenie braków cudzych (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Czego człowiek nie jest w stanie poprawić w sobie samym lub u innych, powinien cierpliwie znosić, dopóki Bóg inaczej nie pokieruje. Pomyśl, że – być może – tak jest lepiej dla twojego wypróbowania i cierpliwości. Bez niej niewiele znaczą nasze zasługi. Powinieneś jednak dla takich przeszkód błagać Boga, by raczył cię wesprzeć, abyś mógł je spokojnie znieść. Kto raz albo drugi upomniany nie przestaje czegoś czynić, nie spieraj się z nim, lecz całą sprawę powierz Bogu, by u wszystkich Jego sług zrealizowała się Jego wola i cześć. On dobrze potrafi zmieniać zło w dobro. Staraj się być cierpliwy w znoszeniu braków i jakichkolwiek słabości innych ludzi, bo i ty masz ich sporo, a inni muszą je znosić. A jeśli nie potrafisz z siebie uczynić takiego, jakim byś pragnął być, to jak możesz zmienić innego człowieka według swoich upodobań? Życzymy sobie od innych doskonałości, sami jednak nie poprawiamy własnych braków. Chcemy, by innych surowo napominano, a sami nie chcemy być napominani.
Nie podoba nam się to, że innym na tyle się pozwala, a jednak nie chcemy, by nam odmawiano tego, o co prosimy. Chcemy, by innych krępowano
przepisami, ale sami żadną miarą nie znosimy, by nas więcej ograniczano. Widać więc, jak rzadko oceniamy bliźniego według tego, jak oceniamy siebie samych. Gdyby wszyscy byli doskonali, co byśmy mieli wówczas do wycierpienia dla Boga? Ale teraz Bóg tak zrządził, że mamy uczyć się jeden drugiego brzemiona nosić (Ga 6, 2). Żaden człowiek nie jest bez braku. Każdy jest czymś obciążony. Nikt nie jest samowystarczalny, ani nikt dostatecznie mądry, by sobie we wszystkim poradzić. Wypada więc, abyśmy się wzajemnie pocieszali, wspierali, pouczali, napominali. Przy okazji wystąpienia przeciwności lepiej widać, jak wielką ktoś posiada cnotę. Okazje bowiem nie czynią człowieka kruchym, lecz ukazują, jakim jest.

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

Dzień 17.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. Św. Pelagia 

Świątobliwi mężowie spotkali się przed domem Bożym pod wezwaniem św. Juliana w Antiochii. Ośmiu biskupów przybyło na zaproszenie biskupa miejsca, aby zająć się sprawami Kościoła.  Był wśród nich Nonnus z Heliopolis, kiedyś pustelnik i to w trakcie jego przemowy, nieopodal pojawił się orszak sług znanej aktorki i tancerki… kobiety lekkich obyczajów.

Pochodząca z bogatej pogańskiej rodziny, nieprzeciętnie piękna – Małgorzata, odziana w kosztowny strój kobieta, zwróciła uwagę zgromadzonych. To wydarzenie to zapowiedź przełomu w życiu niewiasty, która z pewnością Bożymi drogami dotychczas nie chadzała… Nonnus widząc, jak kobieta starannie jest odziana, powiedział: „Ta grzesznica daleko staranniej zdobi swe ciało, aniżeli ja duszę… Ona postanowiła podobać się ludziom i na to się wysila, ja natomiast przyrzekłem podobać się Tobie, a jednak dotychczas o to nie dbałem…” I gorzko zapłakał, że klejnoty nierządnicy jaśnieją większym blaskiem niż cnoty stojących wokół.

Nie tylko nauka moralna, ale i modlitwa o nawrócenie grzesznicy były skutkiem przelotnego spotkania.  Później proroczy sen Nonnusa o czarnej gołębicy, która zanurzona w wodzie święconej zamienia się w białą, zapowiadający nawrócenie kurtyzany, aż w końcu pojawienie się Małgorzaty w kościele to kolejne kroki, które prowadziły ku rzeczywistej i wielkiej zmianie jaką przejdzie nasza dzisiejsza patronka.

Ta po usłyszeniu nauki o Sądzie Ostatecznym przyjmuje chrzest… a gdzie droga do świętości, możemy zapytać?… Otóż wejście do wspólnoty Kościoła całkowicie odmieniło bieg życia Małgorzaty. Kobieta prowadząca barwne – pełne uroków życie – zadecydowała, że odda swój majątek biskupowi, aby ten mógł wesprzeć potrzebujących. Następnie udała się do Jerozolimy, by tam ukryć się przed światem. Przyjęła imię Pelagia (być może pod przybranym męskim imieniem Pelagiusz jak informują niektóre źródła) i tam rozpoczęła ascetyczne życie. Obydwa imiona, żeńskie i męskie pochodzą z języka greckiego. ‘Pelagios-pelagia’ znaczy morski.

Dni Pelagii upływały w jednej z pustelni – nędznym szałasie – na Górze Oliwnej. Pelagia zakończyła życie ok. 457 roku… i właściwie moglibyśmy powiedzieć… tak oto pojawiła się w historii Kościoła kolejna święta postać, której radykalna przemiana może nas inspirować. Warto jednak mówiąc o Pelagii i jej dziejach zatrzymać się chwilę na tym jak „tworzyła się” – chyba tak powinniśmy to ująć – postać tej świętej. Ponieważ i tym razem musimy się cofnąć do historii pierwszych wieków Kościoła i dlatego właśnie trzeba nam pamiętać o tym, że w przypadku źródeł informacji dotyczących tamtych czasów, wielokrotnie ziarna prawdy otoczone są grubą warstwą legend, które stwarzały świętych takich, jakich potrzebował ówczesny świat. Czasami w losach jednej osoby splatały się dzieje różnych postaci i tak też trzeba patrzeć właśnie na to, co wiemy o naszej dzisiejszej patronce.

Otóż św. Jan Chryzostom zostawił nam przekaz o Pelagii męczennicy z Antiochii – piętnastoletniej dziewczynie, która skoczyła z dachu domu, kiedy w trakcie prześladowań, miała być aresztowana.  Ponadto pojawiła się jeszcze jedna Pelagia – męczennica z Tarsu… a także i jakaś nieznana z imienia pokutnica, sławna kurtyzana, której losy w homilii wspomnianego już św. Jana Chryzostoma posłużyły do zbudowania nauki o nawróceniu i pokucie. I tak z czasem w piątym stuleciu różne wątki scalone i rozbudowane jeszcze przez pisarza Jakuba Diakona stały się historią, która miała wpływ na kult Pelagii.

Dziś św. Pelagia czczona jest jako opiekunka aktorek. Jeśli chcielibyśmy odnaleźć jej wizerunek w ikonografii powinniśmy wypatrywać młodej pokutnicy. Jako atrybuty pojawiają się przy niej: krzyż oraz instrument muzyczny. 

 

3. Rozważanie ludzkiej nędzy (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Gdziekolwiek byś był i dokądkolwiek byś się udał, jesteś nędzny, jeśli się nie zwrócisz ku Bogu. Dlaczego przejmujesz się, że ci się nie powiodło, jak
byś chciał i pragnął? A któż posiada to wszystko, czego sobie zażyczy? Ani ja, ani ty, ani nikt z ludzi na tej ziemi. Nie ma na świecie nikogo bez udręczenia lub odczucia braków, choćby był królem czy papieżem. Kto się tu ma lepiej? Oczywiście ten, kto potrafi coś ścierpieć dla Boga. Mówią liczni niedołężni i chorzy: „Jak temu dobrze, jaki bogaty, jaki wielki, jaki sławny, jaki potężny!”. Zwróć jednak uwagę na niebiańskie dobra, a zobaczysz, że wszystkie te rzeczy doczesne w zestawieniu z niebiańskimi są niczym; bardzo niepewne i obciążające, bo z ich posiadaniem wiąże się zatroskanie, lęk przed utratą. Nie na tym polega szczęście człowieka, że posiada obfitość dóbr doczesnych. Człowiekowi wystarczy średni poziom materialny. Nędza to prawdziwa żyć na tej ziemi. Im więcej człowiek pragnąłby się uduchowić, tym więcej życie obecne staje mu się gorzkie; lepiej bowiem odczuwa i jaśniej widzi braki ludzkiego zepsucia. Prawdziwie wielką nędzą i utrapieniem dla człowieka pobożnego jest jeść, pić, czuwać, spać,odpoczywać, pracować i podlegać pozostałym życiowymkoniecznościom. Chciałby on być od tego wszystkiego wyzwolony i wolny od wszelkiego grzechu. Spore to bowiem obciążenie dla człowieka wewnętrznego – potrzeby ciała na tym świecie. Stąd też prorok prosi pobożnie o to, by mógł być wolnym od tychże potrzeb, słowami: „Wyrwij mię, Panie, od potrzeb moich” (Ps 24, 17). Lecz biada tym, którzy nie poznają swojej nędzy, a jeszcze bardziej – tym, którzy kochają to nędzne i zniszczalne życie. Niektórzy bowiem tak dalece przywiązani są do tego życia, chociaż mają tu tylko rzeczy niezbędne przez pracę czy żebractwo, że gdyby mogli zawsze tu żyć – nic by ich nie obchodziło Królestwo Boże. O, szaleni i niewiernego serca, zanurzeni tak głęboko w rzeczach tej ziemi, że w niczym innym jak tylko w tym, co ciała dotyczy, smakują. Nieszczęśni, dopiero na końcu ciężko odczują, jak znikome było to, co ukochali, i jaką nicością. Święci Boży zaś i wszyscy oddani przyjaciele Chrystusa nie zważali na to, co podobało się ciału, ani na te rzeczy, które w tym czasie były w rozkwicie, lecz cała ich nadzieja i dążenie wzdychały u dobrom wiecznym. Całe ich pragnienie było niesione w górę do rzeczy niewidzialnych, które miały być im przeznaczone, aby miłość rzeczy widzialnych nie ściągnęła ich na sam dół. Nie trać, bracie, ufności, że dokonasz postępu w rzeczach duchowych. Jeszcze jest czas. Dlaczego chcesz odkładać na później twoją decyzję? Powstań, natychmiast zacznij i mów: „Teraz jest czas czynu, teraz czas walki, teraz dogodny czas poprawy”. Gdy się źle czujesz i jesteś strapiony, to wówczas jest czas zdobywania zasług. Trzeba ci przejść przez ogień i wodę, zanim przybędziesz na miejsce ochłody (Ps 6, 12). Jeśli nie zastosujesz wobec siebie siły, nie pokonasz wady. Jak długo nosimy to kruche ciało, nie możemy być bez grzechu ani żyć bez zniechęcenia i bólu. Wolelibyśmy spokój od wszelkiej nędzy, lecz ponieważ przez grzech utraciliśmy  niewinność, utraciliśmy także prawdziwą szczęśliwość. Winniśmy przeto kierować się mądrością i oczekiwać Bożego miłosierdzia, aż przeminie ta nieprawość (Ps 67, 2), a śmiertelność zostanie pochłonięta przez życie. O, jak wielka słabość ludzka, która zawsze skłonna jest do wad! Dziś spowiadasz się ze starych grzechów, a jutro znów je popełniasz. Teraz postanawiasz unikać zła, a za godzinę postępujesz, jakbyś nic sobie nie postanawiał. Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: «Czyż nie jest to Syn Dawida?» Mt 12, 22-23. Słusznie zatem możemy się upokarzać i nigdy nie rozumieć o sobie czegoś wielkiego. Tak bowiem słabi i niestali jesteśmy. Szybko bowiem można stracić przez niedbalstwo to, co z wielkim tylko trudem zostało zdobyte za łaską Bożą. Co z nami stanie się kiedyś na końcu dni naszych, jeśli już od zarania stajemy się oziębli? Biada nam, jeśli tak chcemy skłaniać się ku spoczynkowi, jakby już był pokój i bezpieczeństwo, kiedy nie widać ani śladu prawdziwej świętości w naszym postępowaniu.
Dobrze byłoby, gdybyśmy jeszcze raz zostali pouczeni, jak dobrzy nowicjusze, o najlepszych obyczajach, jeśli byłaby nadzieja na poprawę i większy duchowy postęp w przyszłości.

 

4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność 
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. W każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło 
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. 
Poproś Ducha Świętego o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia 
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam 
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie 
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec 
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

Dzień 18.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. Bł. o. Jan Beyzym SJ  

Jan Paweł II podczas jego beatyfikacji na krakowskich Błoniach mówił, że „pragnienie niesienia miłosierdzia najbardziej potrzebującym zaprowadziło go, wielkiego misjonarza, na daleki Madagaskar, gdzie z miłości do Chrystusa poświęcił swoje życie trędowatym. Służył dniem i nocą tym, którzy byli niejako wyrzuceni poza nawias życia społecznego. Przez swoje czyny miłosierdzia wobec ludzi opuszczonych i wzgardzonych dawał niezwykłe świadectwo Ewangelii”. Dzisiaj powiemy o błogosławionym Janie Beyzymie, jezuicie, ‘posługaczu trędowatym’.

Jan Beyzym urodził się 15 maja 1850 roku w Beyzymach Wielkich na Wołyniu, dzisiaj na Ukrainie. Gimnazjum ukończył w Kijowie. Mając 22 lata, wstąpił do nowicjatu jezuitów w Starej Wsi koło Brzozowa. Kilka lat później, przez krótki czas, przybywał w tym samym nowicjacie Adam Chmielowski, późniejszy św. Brat Albert, który w Krakowie organizował zbiórkę pieniędzy na wybudowanie przez o. Jana Beyzyma szpitala dla trędowatych na Madagaskarze. O. Jan Beyzym przyjął święcenia kapłańskie w 1881 roku. Potem pracował jako wychowawca i opiekun młodzieży w jezuickich kolegiach w Tarnopolu i Chyrowie.

Kiedy miał 48 lat, zwrócił się do samego generała zakonu, o. Ludwika Martina z jasną prośbą: „Rozpalony pragnieniem leczenia trędowatych, proszę usilnie Najprzewielebniejszego Ojca Generała o łaskawe wysłanie mnie do jakiegoś domu misyjnego, gdzie mógłbym służyć tym najbiedniejszym ludziom, dopóki będzie się to Bogu podobało. Wiem bardzo dobrze, co to jest trąd i na co muszę być przygotowany; to wszystko jednak mnie nie odstrasza, przeciwnie, pociąga, ponieważ dzięki takiej służbie łatwiej będę mógł wynagrodzić za swoje grzechy. Moja prowincja tylko na tym zyska, tracąc ‘gałgana’, do niczego niezdatnego, a dom misyjny, do którego zostanę przydzielony, nic nie ucierpi, ponieważ będę się starał, wedle sił i z Boską pomocą, wypełnić swoje obowiązki”.

Generał wyraził zgodę. Początkowo o. Jan miał pojechać do Indii, aby tam pracować z trędowatymi, ale nie znał angielskiego i ostatecznie zdecydowano, że pojedzie na Madagaskar, gdzie używano znanego mu języka francuskiego.

O. Jan Beyzym rzucił się w wir pracy. Służył opuszczonym, chorym, głodnym, tym, którzy byli wykluczani ze społeczeństwa. Poświęcił się szczególnie, jak pragnął, trędowatym. Zamieszkał z nimi, opiekował się dniem i nocą. Przy pomocy rodaków z Polski, a także zagranicznych dobroczyńców – nie wahał się nawet napisać po prośbie do samego cesarza austriackiego – wybudował szpital dla trędowatych, pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, co uczyniło go prekursorem współczesnej opieki nad ludźmi dotkniętymi tą chorobą. Malgasze z wielką czcią przyjęli ‘Czarną Madonnę’, mówiąc, że „brązowa, jak my i poraniona, jak my”. Wielką pomocą i doskonałym narzędziem informacji i komunikacji okazały się listy misjonarza, publikowane w krakowskim piśmie jezuitów: Misje Katolickie.

W jednym z listów pisał: „Niech nikt nie myśli, że pielęgnować trędowatych to bardzo łatwo albo przyjemnie. Czytać opisy w ‘Misjach [Katolickich]’ lub gdzie indziej i przepatrywać rysunki, to łatwo się robi, a może i z przyjemnością, ale między opisem lub rysunkiem a rzeczywistością gruba różnica”. W innym liście zaś o. Jan zżymał się na redaktora pisma za to, że wydrukował zdanie, iż „’Polska wydała dzielnego misjonarza ojca Beyzyma’... Jak Ojciec mógł to puścić w korekcie, kiedy to kłamstwo?”

Szpital został oddany do użytku w 1911 roku i wtedy o. Jan po cichu zaczął marzyć o wyjeździe na Sachalin, na Syberii, do pracy misyjnej wśród katorżników. Nie zdążył. Zmarł 2 października 1912 roku. 


3. Rozmyślanie o śmierci (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Bardzo szybko będzie po tobie. Spójrz inaczej na swój stan! Dziś człowiek jest, ajutro się nie poja-wi. Askoro zostanie wzięty sprzed ludzkich oczu, to także rychło onim już nie będą myśleć. O głupoto i zatwardziałości ludzkiego serca. Tylko o rzeczach obecnych rozmyśla, a nie patrzy przed siebie na przyszłe. We wszystkich czynach imyślach tak się powinieneś sprawować, jakbyś dziś miał umrzeć. Gdybyś miał czyste sumienie, nie bardzo bałbyś się śmierci. Lepiej byłoby strzec się grzechów, niż uciekać przed śmiercią. Jeżeli dziś nie jesteś gotów, to jaki będziesz jutro? Jutro jest dniem niepewnym. A czy wiesz, że będzie dla ciebie jakieś jutro? Cóż pomoże długo żyć, jeśli tak mało się poprawiamy? Ach, długie życie nie zawsze poprawia, a często bardziej jeszcze powiększa winę. Obyśmy przez jeden dzień dobrze postępowali na tym świecie!Wielu oblicza, ile to lat od nawrócenia upłynęło, aczęsto mały jest owoc poprawy.Jeśli straszno umierać, to być może niebez-pieczniej jest długo żyć.Szczęśliwy, kto zawsze ma przed oczami godzinę śmierci icodziennie przygotowuje się do umierania.
Jeśli widziałeś kiedyś, jak człowiek umiera, to pomyśl, że ity przebędziesz tę drogę.Jeśli to ranek, załóż, że do wieczora nie dociąg-niesz, agdy nastał wieczór, nie ośmielaj sobie obie-cywać poranka. Zawsze więc bądź gotów itak żyj, by śmierć nigdy cię nie znalazła nieprzygotowanego. Wielu umiera nagle iniespodzianie. Bo ogo-dzinie, októrej się nie przypuszcza, Syn Człowieczy przyjdzie (Łk 12, 40). Gdy nadejdzie ta ostatnia godzina, daleko inaczej zaczniesz sądzić ocałym swym minionym życiu ibędziesz bardzo żałował, że byłeś tak niedbały iopieszały.Jak szczęsny to iroztropny człowiek, który stara się być takim wtym życiu, jakim by sobie życzył być wchwili śmierci! Wielkiej bowiem nadziei na pomyślną śmierć dostarczają: doskonała wzgarda świata, gorące pragnie-nie postępu wcnotach, umiłowanie karności, trud pokutowania, rączość wposłuszeństwie, zaparcie się siebie iznoszenie wszelkiej przeciwności zmiłości ku Chrystusowi.Gdy jesteś zdrów, możesz dokonać wiele dobrych rzeczy, agdy będziesz osłabiony, nie wiem, co będziesz wstanie zrobić.
Tylko nielicznych choroba czyni lepszymi. Po-dobnie jak ici, co dużo podróżują, rzadko się uświę-cają.Nie polegaj na przyjaciołach ikrewnych. Nie odkładaj też na później sprawy twego zbawienia. Prędzej bowiem ludzie zapomną otobie, niż przy-puszczasz.Lepiej jest teraz wporę zadbać iprzed sobą wy-słać nieco dobra, niż liczyć na pomoc drugich. Jeżeli ty sam osiebie teraz nie dbasz, to kto zatroszczy się ociebie wprzyszłości. Teraz jest bardzo cenny czas. Teraz są dni zbawienia. Teraz czas sposobny. Lecz niestety nie wykorzystujesz tego czasu, wktórym mógłbyś zdobyć zasługi iżyć przeto wiecznie. Przyj-dzie taki czas, gdy będziesz pragnął jednego dnia lub godziny dla poprawy; anie wiem, czy ubłagasz!Dalejże, najdroższy, od jakże wielkiego niebez-pieczeństwa mógłbyś się uwolnić izjak wielkiego wydostać strachu, gdybyś zawsze bał się tylko śmierci inie ufał jej. Staraj się teraz tak żyć, byś wgodzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać.Ucz się teraz umierać światu, awtedy zaczniesz żyć zChrystusem. Ucz się wszystkim gardzić, a wtedy będziesz mógł swobodnie dążyć do Chrystusa.
Karć teraz swoje ciało pokutą, awtedy będziesz mógł mieć niezawodną ufność. Ach, niemądry, cze-muż myślisz, że będziesz długo żył, gdy nie masz pewności co do jednego dnia? Jak wielu ludzi uległo złudzeniu inieoczekiwanie zostali wyrwani zciała! Ileż to razy słuchałeś, jak mówiono: ten padł od miecza, ów się utopił, ten, spadając zwysoka, złamał kark, jeszcze inny udławił się jedzeniem, atamten wśród rozrywek skończył. Ten zginął od ognia, ten od żelaza, ten od zarazy, ten od zbrodni. Tak więc końcem wszystkich jest śmierć, ażycie ludzkie jak cień nagle przemija.Kto wspomni cię po śmierci? Ikto pomodli sięza ciebie?Czyńże teraz, czyń, najdroższy, co możesz robić, bo nie wiesz, kiedy umrzesz, nie wiesz także, co cię spotka po śmierci.Gdy masz czas, gromadź sobie nieśmiertelne bo-gactwa. Oniczym innym nie myśl jak tylko o zbawie-niu. Troszcz się tylko oBoże sprawy. Czyń sobie teraz przyjaciół, oddając cześć świętym Boga inaśladując ich czyny, by gdy ustaniesz wtym życiu, przyjęli cię do wiecznych przybytków (Łk16, 9).
Zachowuj się jak pielgrzym igość na tej ziemi, którego nic nie obchodzą sprawy świata. Zachowuj serce swobodne iku Bogu wgórę wzniesione, bo nie masz tu miasta trwałego. Tam kieruj co dzień modlitwy iwestchnienia, by duch twój zasłużył na szczęśliwe przejście po śmierci do Pana. Amen.


4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ), (pełny rachunek tutaj)

I) DZIĘKOWANIE (OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ) 
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Jest to główny punkt ignacjańskiego rachunku sumienia. Nie szukamy w nim grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jak doszło do tego, że wybrałeś mniejsze dobro? Jakie były twoje intencje, motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. 
Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. Możesz spróbować. Daś sobie teraz chwilę, aby skruszyć serce i przytulić się do Boga. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. Jeżeli mam wątpliwości, to pytam Ducha Świętego w jakim kierunku pójść. Daj mi jakiś znak. Nie daj pobłądzić. Chcę pójść w przyszłość z Bogiem. Planuj wszystko z Bogiem, w Bogu.

 

Dzień 19.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. św. Teresa z Avili

Kiedy miała 7 lat wraz ze swoim starszym bratem uciekła z domu, by naśladując męczenników zginąć w Afryce za Chrystusa… Karmelitanka, reformatorka zgromadzenia, pierwsza kobieta – doktor Kościoła. Jej dzieła, poezje, przekładane na prawie wszystkie języki świata, zaliczane są do klasyki literatury mistycznej. W czasie swej życiowej drogi doświadczana chorobami, bliska śmierci.  Przeżywająca ekstazy, wizje Chrystusa… i wielkie cierpienia duchowe, dręczona skrupułami… Heros wiary…

A jeżeli zaczęlibyśmy cytując samą świętą: „Ten mój pociąg do powołania zakonnego pochodził raczej z niewolniczej bojaźni niż miłości”, albo odwołując się do tego, co mówili ci, którzy ją znali… „dzieci brata Lorenzo uwielbiały przyjeżdżać do cioci Teresy, gdyż u niej było wesoło”; potrafiła tańczyć z kastanietami i śpiewać kastylijskie pieśni albo kiedy namalowano jej portret – 61-letniej wielebnej matki – autor obrazu usłyszał: „Niech ci Bóg przebaczy, bracie Janie. Namalowałeś mnie brzydką i kaprawą”. I co tym razem sobie pomyślimy?

Otóż w przypadku tej świętej wszystko do niej pasuje. Święta Teresa od Jezusa, urodzona w marcu 1515 roku w hiszpańskim Avila jest doskonałym przykładem tego jak Bóg dając wielką głębię życia duchowego nie odbiera człowieczeństwa. Kobiecość, dystans do siebie, humor, radość… rozmodlenie, doskonale zintegrowane to, co Boże i ludzkie. „Przebóstwione człowieczeństwo”. Dziś naszą patronką jest ta, która mówiła: „Solo Dios basta” (Bóg sam wystarczy).  Była wielką mistrzynią życia duchowego, uczyła kontemplacji, ale dodawała: „Po to jest modlitwa, aby z niej rodziły się czyny, czyny, czyny”.

Urodziła się w wielodzietnej zamożnej szlacheckiej rodzinie. Miała 12 lat, kiedy straciła matkę, więc jak nam przekazała: „Poszłam w utrapieniu swoim przed obraz Matki Boskiej i rzewnie płacząc błagałam Ją, aby mi była matką”. Jako nastolatka trafiła do internatu augustianek. Miał to być sposób na okiełznanie jej, bo zaczytująca się w powieściach rycerskich Teresa zaczęła spoglądać ze szczególnym zainteresowaniem na jednego ze swoich licznych kuzynów. Kiedy miała 20 lat wbrew woli ojca wstąpiła do karmelitańskiego klasztoru Wcielenia w Avila. Rozpoczęła życie we wspólnocie, ale podobnie jak to miało miejsce w czasie pobytu u augustianek, zaczęły ją nękać choroby, które sprawiły, że czasowo opuszczała zakonną rodzinę.

No właśnie... zakonna rodzina – ta okazała się dla naszej patronki pewnym wyzwaniem.  Prawie 200 zakonnic, w dostosowanych do ich pochodzenia społecznego apartamentach, niektóre ze służbą i bez ścisłej klauzury… I Teresa, wewnętrzne rozdarta...   „Rzeczy Boże sprawiały mi wielką pociechę, rzeczy światowe trzymały mnie na uwięzi” – tak pisała. Trwało to wiele lat, prawie 20, aż nastąpił pełny wewnętrzny zwrot – pełne nawrócenie. Ale kiedy to się stało była nie do zatrzymania. Zaufała i mimo braku funduszy, nękających chorób, nakładanych zakazów, nawet badania jej pism przez Inkwizycję, tworzyła zreformowane „Gołębniki Najświętszej Maryi Panny” jak nazywała klasztory – w sumie 33. Chciała powrotu do źródeł – pierwotnej surowej reguły.

Stała się wielką odnowicielką Karmelu i warto wspomnieć o tym, że na jej dzieło duży wpływ miało współdziałanie ze św. Janem od Krzyża, reformatorem męskiej linii zgromadzenia. Teresa z Avila, zwana też Wielką zmarła 4 października 1582 roku.  Beatyfikowano ją w 1614, a kanonizowano w 1622 roku. Patronuje Hiszpanii i oczywiście karmelitom – bosym i trzewiczkowym. W ikonografii przedstawia się ją w habicie karmelitanki wraz z atrybutami: aniołem przeszywającym jej serce strzałą miłości, gołębiem, krzyżem, piórem, księgą. Jest orędowniczką chorych cierpiących na bóle głowy i serca, a także dusz w czyśćcu cierpiących.


3. Sąd i kara za grzechy (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

We wszystkich rzeczach patrz na koniec ina to, jak staniesz przed surowym Sędzią. Przed Nim nie ma niczego ukrytego. Jego nie da się zjednać poda-runkami. On nie przyjmuje wymówek. Osądzi we-dług sprawiedliwości.O, nieszczęsny inierozumny grzeszniku. Ty, który czasem lękasz się twarzy rozgniewanego człowieka, cóż odpowiesz Bogu, znającemu wszystko twoje zło? Czemuż to na dzień sądu nie czynisz przygotowań? Wtedy nikt nie będzie mógł być wymówiony od winy ani wybroniony przez drugiego człowieka, lecz każdy będzie dla samego siebie wystarczającym cię-żarem.Teraz trud twój daje plony, płacz może być przyjęty, westchnienie wysłuchane, ból ma wartość zadośćczyniącą ioczyszczającą. Wielki i zbawienny czyściec ma człowiek cierpiący, który doznając krzywd, bardziej boleje nad złością krzywdziciela niż nad własną krzywdą; który chętnie modli się za przeciwników i z serca wybacza winy, nie ociąga się zproszeniem innych oprzebaczenie; który okazuje raczej miłosierdzie niż gniew, który często przezwycięża samego siebie i usiłuje ciało poddać w pełni duchowi. Lepiej teraz oczyścić się zgrzechów iodciąć wady, niż pozostawiać oczyszczenie zgrzechów na czas przyszły. Naprawdę, nieuporządkowana miłość wobec ciała sprawia, że oszukujemy siebie samych. Cóż innego ów ogień będzie pożerać, jak nie twoje grzechy. Im bardziej sobie teraz pobłażasz i idziesz za ciałem, tym przykrzejsze będzie później twoje nieszczęście i tym więcej materiału do spalenia zachowujesz na później.

Człowiek poniesie cięższą karę w tym, wczym grzeszył. Tam na leniwych będą bardzo napierać bodźce rozpalone, a obżartuchy cierpieć będą ogromne pragnienie i głód. Tam rozpustni imiłośnicy lubieżności oblewani będą gorejącą smołą i smrodliwą siarką, a zawistni jak wściekłe psy wyć zbólu. Nie będzie wady, która nie miałaby sobie właściwego cierpienia. Tam pyszni napełnią się wszelkim upokorzeniem, a chciwców będzie uciskał najnędzniejszy brak wszystkiego. Tam jedna godzina kary będzie cięższa niż tu sto lat w najcięższej pokucie. Nie ma tam żadnego odpoczynku i żadnego pocieszenia dla potępionych. Tutaj czasami jednak ustaje trud i człowiek cieszy się pociechą przyjaciół. Teraz niepokój się z powodu swoich grzechów i żałuj za nie, byś w dniu sądu był bezpieczny wespół z błogosławionymi. Wtedy bowiem sprawiedliwi będą stać z wielką śmiałością przed tymi, którzy ich uciskali i gnębili (Mdr 5, 1). Wtedy stanie jako sędzia ten, który teraz pokornie poddawał się ludzkim sądom. Wtedy nabierze wielkiej otuchy ubogi i pokorny, apysznego ogarnie zewsząd strach. Wtedy okaże się, że ten był mądry na tym świecie, kto dla Chrystusa nauczył się być głupim i wzgardzonym. Wtedy miłe będzie wszelkie utrapienie cierpliwie zniesione, a wszelka nieprawość zamknie usta swoje (Ps 107, 42). Wtedy cieszyć się będzie każdy pobożny człowiek, a smucić człowiek bezbożny. Wtedy bardziej rozraduje się udręczone ciało, niż gdyby zawsze było karmione rozkoszami. Wtedy licha odzież błyszczeć będzie, awytworna szata ściemnieje. Wtedy w większej chwale będzie najuboższa siedziba niż wyzłocony pałac. Wtedy więcej pomoże niewzruszona cierpliwość niż cała potęga świata. Wtedy bardziej będzie górą proste posłuszeństwo niż wszelka świecka przebiegłość. Wtedy więcej uraduje czyste idobre sumienie niż uczona filozofia. Wtedy więcej znaczyć będzie wzgarda bogactw niż cały skarbiec synów tej ziemi. Wtedy bardziej cieszyć się będziesz pobożną modlitwą niż wytworną biesiadą. Wtedy bardziej cieszyć się będziesz zachowanym milczeniem niż długą pogawędką. Wtedy większe znaczenie mieć będą święte dokonania niż wiele pięknych słówek. Wtedy milsze będzie surowe życie iżarliwa pokuta niż wszelka ziemska rozkosz. Ucz się teraz drobne cierpienia znosić, a wtedy będziesz mógł się uwolnić od cięższych. Tutaj najpierw spróbuj, co później potrafisz. Jeżeli teraz tak mało potrafisz znieść, to jak potrafisz znieść wieczne cierpienia? Jeśli teraz małe cierpienie sprawia, że jesteś tak niecierpliwy, to co sprawi wtedy gehenna cierpień? Oto tak naprawdę nie możesz mieć dwóch radości, rozkoszować się na tym świecie ipóźniej królować zChrystusem. Gdybyś aż do dzisiejszego dnia zawsze żył w zaszczytach i rozkoszach, co by ci to wszystko pomogło, gdyby ci przyszło umierać wtej chwili? Wszystko jest marnością oprócz kochania Boga i służenia Mu. Kto bowiem kocha Boga zcałego serca, nie boi się ani śmierci, ani katuszy, ani sądu, ani piekła. Doskonała bowiem miłość czyni dostęp do Boga bezpiecznym. Komu zaś grzeszenie jeszcze sprawia przyjemność, nic dziwnego, że taki boi się śmierci i sądu. Dobrze jest jednak, żeby jeśli miłość nie odciąga cię od zła, bodaj strach przed piekłem cię powściągał. Kto zaś gardzi bojaźnią Bożą, ten długo nie potrafi wytrwać wdobrym, lecz rychło wpadnie w sidła diabelskie.
 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

Dzień 20.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. św. Jadwiga Śląska 

Dzień wspomnienia tej wielkiej świętej zbiega się z bardzo ważnym, historycznym momentem w dziejach Polski i polskiego Kościoła, a mianowicie z datą wyboru na papieża Karola Wojtyły, pierwszego Polaka i pierwszego nie-Włocha po 450 latach, który został następcą św. Piotra i przyjął imię Jan Paweł II. Ona sama łączy ze sobą Niemcy i Polskę. Jest patronką Śląska, ale i Europy oraz pojednania polsko-niemieckiego. Dzisiaj powiemy o św. Jadwidze Śląskiej. Posłuchajmy.

Urodziła się w hrabiowskiej rodzinie w Andechs, w Bawarii, między rokiem 1174 a 1180. Miała czterech braci i trzy siostry. Otrzymała staranne wychowanie w domu rodzinnym, a następnie w szkole klasztornej benedyktynek w Kitzingen nad Menem. Uczyła się tam nie tylko łaciny, poznawania Pisma św., dzieł Ojców Kościoła i żywotów świętych, ale też haftu i malowania, muzyki i pielęgnowania chorych. 
W roku 1190 przybyła do Wrocławia, na dwór księcia Bolesława Wysokiego, gdyż wydano ją za mąż za jego syna, Henryka. Ślub miał prawdopodobnie miejsce niedługo przed tym na zamku w Andechs.

Henryk, zwany Brodatym objął rządy dzielnica śląską w roku 1202. Z Jadwigą stanowili dobre małżeństwo. Mieli siedmioro dzieci, z których jednak tylko dwoje dożyło więcej niż kilkanaście lat. W 1209 roku Jadwiga ze swoim mężem postanowili żyć w czystości i złożyli uroczysty ślub wobec wrocławskiego biskupa Wawrzyńca. Na dworze książęcym we Wrocławiu panowały polskie zwyczaje i mówiono także po polsku. Jadwiga dostosowała się do tego.

Dbała o swój dwór, o służbę i podwładnych. Obniżała czynsze, przewodniczyła sądom, w przypadku klęsk żywiołowych nakazywała rozdawanie zapasów książęcych. Zorganizowała mały szpital dworski dla 13 osób, co miało symbolizować Jezusa i 12 apostołów. Odwiedzała chorych i wspierała ubogich. Troszczyła się także o szkołę katedralną we Wrocławiu. Wspierała chłopców, którzy chcieli się uczyć. Dbała też o więźniów.

Henryk Brodaty dołączył do swojego księstwa dzielnicę senioralną, Małopolskę, a potem stał się też władcą Wielkopolski. Po zajęciu Małopolski wszedł w spór z księciem Konradem Mazowieckim i dostał się nawet do niewoli w roku 1229. Św. Jadwiga udała się wtedy pieszo i boso do Czerska na Mazowszu, do księcia Konrada, błagając go o uwolnienie męża.

Jadwiga w swoim życiu zniosła wiele. Przeżyła śmierć swojego męża, przeżyła śmierć wszystkich swoich dzieci, oprócz córki Gertrudy. Jej ukochany syn, Henryk Pobożny jako wódz wojsk chrześcijańskich w walce z Tatarami, zginął pod Legnicą w roku 1241. Miała też wiele tragedii rodzinnych w dalszym pokrewieństwie.

Po śmierci męża w roku 1238, Jadwiga przekazała rządy swojej synowej, Annie i wstąpiła do klasztoru cystersek w Trzebnicy, który sama wcześniej ufundowała, a gdzie przełożoną była jej córka Gertruda. Zasłynęła tam z pobożności i pełnienia uczynków miłosierdzia.

Zmarła w opinii świętości 14 października 1243 roku. Do jej grobu zaczęły napływać liczne pielgrzymki. Szybko rozpoczęto prowadzenie księgi cudów i starania o wyniesienie na ołtarze. Jadwigę kanonizował w roku 1267 Klemens IV, a papież Innocenty XI w 1680 rozszerzył jej kult na cały Kościół. Św. Jadwiga jest czczona jako patronka uchodźców oraz pojednania i pokoju. W ikonografii ukazywana jest jako młoda mężatka w długiej sukni, czasami w habicie cysterskim. Jej atrybuty to but w ręce, krzyż oraz makieta kościoła w dłoniach.


3. Gorliwa poprawa całego naszego życia

Bądź czuwającym i pilnym w służbie Bożej. I myśl często: po co przyszedłeś i dlaczego porzuciłeś świat? Czyż nie po to, byś żył dla Boga i stał się człowiekiem duchowym? Zagrzewaj się więc do postępu duchowego, wkrótce bowiem otrzymasz nagrodę za swe trudy. Inie będzie już wtedy wokół ciebie ani strachu, ani bólu. Teraz troszeczkę popracujesz i znajdziesz wielki odpoczynek, więcejwieczną radość. Jeśli ty pozostaniesz wierny i gorliwy w działaniu, Bóg bez wątpienia będzie wierny i hojny w zapłacie. Powinieneś utrzymywać silną nadzieję, że dostąpisz nagrody, ale nie powinieneś być nazbyt tego pewny, byś nie popadł w lenistwo lub nie stał się wyniosły.

Gdy pewien niespokojny człowiek często szamotał się pomiędzy strachem i nadzieją i pewnego razu zmartwieniem zdjęty upadł w kościele przed jednym z ołtarzy i modlił się, powtarzał w duszy te słowa: „O gdybym wiedział, że wytrwam!”. Natychmiast usłyszał w sobie Bożą odpowiedź: „A gdybyś wiedział, co byś chciał uczynić? Czyńże teraz to, co wtedy byś chciał uczynić, a będziesz całkowicie bezpieczny”. I zaraz pocieszony i wzmocniony na duchu powierzył się Bożej woli i ustało niespokojne wahanie się. Inie chciał ciekawie dochodzić, by wiedzieć, co z nim będzie w przyszłości, lecz raczej starał się szukać, jaka jest wola Boża miła i doskonała co do rozpoczęcia i ukończenia wszelkiego dobrego dzieła. „Ufaj Panu i czyń dobro – mówi Prorok – i zamieszkuj ziemię i paś się jej bogactwami” (Ps 37, 3). Jedna rzecz powstrzymuje wielu od postępu duchowego i żarliwej poprawy życia: wzdryganie się przed trudnościami, czyli trudem zmagania się. Ci bowiem szczególnie przed pozostałymi postępują w cnotach, którzy starają się mężnie pokonywać rzeczy dla siebie bardziej trudne i przeciwne. Tam bowiem człowiek czyni większe postępy duchowe i zyskuje obfitszą łaskę, gdzie bardziej przezwycięża siebie i umartwia w duchu. Lecz nie wszyscy mają równie wiele do pokonania i obumarcia w sobie. W rywalizacji człowiek gorliwy potrafi jednak więcej postąpić w doskonałości, chociażby miał więcej namiętności niż inny bardzo posłuszny, a mniej gorliwy w zdobywaniu cnót. Szczególnie dwie rzeczy sprzyjają wielkiej poprawie życia, a mianowicie: gwałtownie opierać się temu, do czego natura wadliwie się skłania, oraz żarliwie zajmować się dobrem, którego komuś bardziej brak. Tych rzeczy staraj się bardziej unikać i te pokonywać, które ci się częściej nie podobają u innych ludzi. Na każdym kroku korzystaj z szansy doskonalenia się, tak byś widząc dobre przykłady czy o nich słysząc, zapalał się do ich naśladowania. Jeśli zaś widzisz coś nagannego, strzeż się, byś tego samego nie czynił, lub jeśli kiedyś uczyniłeś, staraj się szybko to naprawić. Jak twoje oko ogląda innych ludzi, tak znów jesteś przez innych zauważany. Jak przyjemnie toi słodko, gdy widzi się gorliwych, pobożnych braci, bardzo posłusznych i zdyscyplinowanych. Jak smutne to i przykre widzieć ludzi nietrzymających się reguł, którzy nie realizują tego, do czego zostali powołani. Jak to szkodliwe zaniedbać cel swego powołania i skłaniać się do tego, czego nam nie powierzono. Wspomnij na podjęte postanowienie i staw sobie przed oczy Ukrzyżowanego. Możesz się bardzo zawstydzić po przypatrzeniu się życiu Jezusa Chrystusa, ponieważ jeszcze nie starałeś się bardziej do Niego upodobnić, choć długo byłeś na drodze Bożej. Zakonnik, który ćwiczy się świadomie i pobożnie w najświętszym życiu i męce Pana, znajdzie tam w obfitości wszystko, co pożyteczne i niezbędne dla siebie, i nie potrzeba szukać czegoś lepszego poza Jezusem. O, gdyby Jezus ukrzyżowany przyszedł do serca naszego, jak szybko i wystarczająco zostalibyśmy pouczeni. Gorliwy zakonnik wszystko, co mu nakażą, dobrze przyjmuje i znosi. Zakonnik niedbały i oziębły ma strapienie za strapieniem i zewsząd cierpi trudności. Brak mu bowiem wewnętrznej pociechy, a zewnętrznej szukać mu nie wolno. Zakonnik żyjący poza dyscypliną naraża się na ciężki upadek. Kto szuka życia bardziej rozluźnionego i ułatwionego, zawsze będzie w kłopotach, bo albo z jednego, albo z drugiego będzie niezadowolony. W jaki sposób postępują tak liczni inni zakonnicy, którzy są dość skrępowani klasztorną dyscypliną? Rzadko wychodzą, żyją w oderwaniu od świata, najubożej jedzą, noszą gruby ubiór, wiele pracują, mało mówią, długo czuwają, wcześnie wstają, przedłużają modlitwy, często czytają, utrzymują sami siebie we wszelkiej dyscyplinie. Zwróć uwagę na kartuzów, cystersów i mnichów i mniszki różnych zakonów, jak co noc wstają, by śpiewać Panu psalmy. I dlatego brzydko byłoby, gdybyś miał w tak świętym dziele się lenić, gdzie taka rzesza zakonników zaczyna Boga wysławiać. O, gdyby nic innego do roboty nie było, jak tylko Pana Boga naszego całym sercem i ustami chwalić! O, gdybyś nigdy nie potrzebował jeść ani pić, ani spać, lecz zawsze mógłbyś Boga chwalić i jedynie rzeczom duchowym się oddawać! Wtedy byłbyś o wiele szczęśliwszy niż teraz, gdy służysz ciału z jakiejkolwiek konieczności. Oby nie było tych potrzeb, lecz tylko duchowe orzeźwienia duszy, których niestety dość rzadko kosztujemy. Gdy człowiek dochodzi do tego, że nie szuka swojej pociechy w żadnym stworzeniu, wtedy dopiero Bóg zaczyna mu doskonale smakować i wtedy także będzie w pełni zadowolony, cokolwiek się zdarzy. Wtedy ani nie będzie się cieszyć z powodu rzeczy wielkiej, ani też nie będzie się smucił z powodu małej rzeczy, lecz całkowicie i ufnie odda się Bogu, który jest mu wszystkim we wszystkim, któremu nic oczywiście nie ginie ani umiera, lecz wszystko dla niego żyje i na skinienie bezzwłocznie Mu służy. Pamiętaj zawsze o końcu i o tym, że czas utracony nie powraca. Bez starania się i pilności nigdy nie nabędziesz cnót. Jeżeli zaczniesz wpadać w oziębłość, zaczniesz się źle czuć. Jeżeli zaś oddasz się gorliwości, znajdziesz wielki pokój i praca wyda ci się lżejsza ze względu na łaskę Bożą i umiłowanie cnoty. Człowiek gorliwy i pilny gotowy jest na wszystko. Większa to praca opierać się wadom i namiętnościom, niż pocić się nad pracami fizycznymi. Kto nie unika małych wad, stopniowo popadnie w większe

Będziesz się cieszyć zawsze wieczorem, jeżeli dzień spędzisz owocnie. Czuwaj nad sobą, pobudzaj się, napominaj sam siebie. I jakkolwiek będzie się rzecz przedstawiała z innymi, ty nie zaniedbuj samego siebie. O tyle postąpisz w duchu, o ile sobie gwałt zadasz. Amen.


4. Rachunek sumienia II (o. Stanisław Biel SJ). Wersja rozszerzona tutaj

Bóg jest przy tobie tutaj i teraz. Patrzy na ciebie z miłością. Prowadził cię dzisiaj i troszczył się o ciebie. Proś Go, aby pomógł ci dostrzec to wszystko, co dzisiaj dla ciebie uczynił.

I) Wdzięczność 
Uświadom sobie, że wszystko jest darem Boga. Cały stworzony świat, każdy człowiek, wszystkie dobra duchowe i materialne, także ty – twoja historia i przyszłość, dobre i ciemne strony osobowości i życia, radości i cierpienia… Podziękuj Bogu za nie. W każdym z nich jest myśl, serce i miłość Boga. 

II) Prośba o światło 
Poproś teraz o światło otwartych oczu i serca, byś mógł dostrzec, w jaki sposób odpowiedziałeś na natchnienia i prowadzenie Pana Boga. Są sfery życia, które są dla ciebie dostępne, inne jednak mogą być przed tobą zakryte. 
Poproś Ducha Świętego o odkrycie prawdziwych motywów twoich postaw, zachowań i działań.

III) Poruszenia 
Spróbuj teraz spojrzeć na swe życie Bożymi oczami, wniknij w swoje serce. Bóg przebywa w tobie również (a może przede wszystkim) w twojej uczuciowości. Przyjrzyj się więc przez chwilę uczuciom, jakie ci dziś towarzyszyły. Zwróć uwagę także na twoje postawy, motywy działania i zastanów się nad ich źródłami. Jak wyglądały twoje relacje? Czego cię nauczyły?

IV) Przepraszam 
Uświadom sobie, że nie zawsze byłeś wierny Bogu, swemu powołaniu, ważnym wartościom i ideałom. Mimo dobrej woli i szczerych chęci mogłeś kogoś zawieść i zranić. Przeproś Ojca niebieskiego za popełnione zło. Pan Bóg akceptuje cię i otacza swoim ramieniem, mimo twej grzeszności i słabości. On cię kocha i zbawia. Wyraź z wiarą twoje pragnienie przemiany i życia z czystym sercem. Poproś, by towarzyszyła ci świadomość, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia” (por. Flp 4, 13). Wtul się w Jego ramiona i poczuj radość płynącą z Jego przebaczenia.

V) Zaufanie 
Na koniec modlitwy posłuchaj Maryi, która cię zaprasza, byś zawsze był wierny Jej Synowi. Zwróć przez chwilę swoje serce ku przyszłości. Popatrz na nią jak na nowy dar i szansę. Nie licz tylko na siebie, ale zaufaj Duchowi Świętemu. On może wyzwolić w tobie nowe pragnienia, możliwości i siły, jeśli pozwolisz Mu działać. Może sprawić, że mimo kolejnych błędów, spojrzysz w przyszłość oczami miłości.
Jeśli chcesz, możesz również uczynić jakieś małe postanowienie. Może to być dobre słowo, uśmiech, mały gest, wyraz empatii… 

Na koniec 
Na koniec pomódl się Modlitwą o Pogodę Ducha: 
„Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”

 

Dzień 21.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. bł. ks. Jerzy Popiełuszko 

Był słabego zdrowia, ale to go uczyniło bardziej wrażliwym na potrzeby innych. Był kapelanem środowisk medycznych. Przez ‘opatrznościowy przypadek’ stał się kapelanem ludzi pracy i rodzących się wolnych związków zawodowych ‘Solidarność’. Doświadczał szykanowania i prześladowań ze strony komunistycznych władz Polski. Zginął jako męczennik zamordowany rękami funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dzisiaj powiemy o błogosławionym księdzu Jerzym Popiełuszce. Wielu z nas ma jeszcze w pamięci te ponure czasy najnowszej historii Polski, ale nasz patron jest znakiem, że ‘nic nas nie może odłączyć od Boga’. Posłuchajmy.

Urodził się 14 września 1947 roku w podlaskiej wsi Okopy, w parafii Suchowola. Dwa dni później tam został ochrzczony i nadano mu imię Alfons, na cześć jego stryja. Dopiero w czasach seminaryjnych zmienił imię na Jerzy Aleksander. Do szkoły podstawowej i do Liceum Ogólnokształcącego uczęszczał w Suchowoli. Tam też zdał maturę w roku 1965. Odebrawszy świadectwo maturalne, zgłosił się do warszawskiego seminarium św. Jana Chrzciciela. Podczas studiów seminaryjnych odbył zasadniczą służbę wojskową w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. W jej trakcie wsławił się między innymi tym, że nie pozwolił sobie odebrać medalika i różańca. Po powrocie z wojska kontynuował studia seminaryjne. Poważnie się też rozchorował. Poddał się operacji na tarczycę, leczył się także na serce. W kwietniu roku 1970 sytuacja była na tyle poważna, że jego koledzy całą noc modlili się w jego intencji.

Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1972 z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego. Najpierw pracował w Ząbkach koło Warszawy, następnie w Warszawie – Aninie. Potem, w 1978 roku został przeniesiony do parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie Żoliborzu. W następnym roku został przeznaczony do duszpasterstwa przy kościele akademickim św. Anny, gdzie był duszpasterzem studentów medycyny i diecezjalnym duszpasterzem środowisk medycznych. Od maja 1980 roku mieszkał i pracował jako duszpasterz środowisk medycznych w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Jako duszpasterz służb medycznych brał udział w przygotowaniu dwóch pielgrzymek papieskich do Polski i po stronie kościelnej roztaczał opiekę zdrowotną nad ich uczestnikami.

W sierpniu 1980 roku, trochę przypadkowo, bo był pierwszym napotkanym kapłanem z parafii, został poproszony o odprawienie Mszy św. dla strajkujących robotników w Hucie Warszawa. Zgodził się i tak zaczęło się nowe wyzwanie, jakiemu się poświęcił całym sercem, duszpasterzowanie ludziom pracy. Od końca lutego 1982 roku, organizował w parafii, w ostatnie niedziele miesiąca, tak zwane ‘Msze św. za Ojczyznę’.

W swoich kazaniach był obrońcą godności człowieka, apelował o poszanowanie prawa do wolności, o sprawiedliwość, miłość i prawdę. Bardzo mocno podkreślał, że ‘zło należy zwyciężać dobrem’. Był wielokrotnie szykanowany przez urzędy państwowe i pomawiany w reżimowych mediach.

Kiedy 19 października 1984 roku wracał z Bydgoszczy do Warszawy, został uprowadzony przez funkcjonariuszy MSW. Był przez nich wielokrotnie bity do nieprzytomności. Związany został tak, że pętla na szyi zaciskała się, ilekroć chciał wyprostować nogi. W końcu oprawcy, worek z ciałem ks. Jerzego, obciążony kamieniami, wrzucili do wody na tamie we Włocławku. Niewykluczone, że w chwili wrzucenia do wody ksiądz jeszcze żył.

Po kilku dniach jego ciało zostało wydobyte. Pochowany został w grobie przy parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie. Beatyfikowany został w 2010 roku za papieża Benedykta XVI.


3. Przebywanie w swoim wnętrzu (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

„Królestwo Boga jest w was” – mówi Pan (Łk 17, 21). Zwróć się całym sercem do Pana i pozostaw ten nędzny świat, a dusza twa znajdzie odpocznienie. Naucz się gardzić rzeczami zewnętrznymi i oddawać się rzeczom wewnętrznym, a zobaczysz, że Królestwo Boże przyjdzie do ciebie. Jest bo-wiem Królestwo Boże „pokojem i radością w Duchu Świętym” (Rz 14, 17), co nie jest dane bezbożnym. Jeśli przygotujesz Chrystusowi w swym wnętrzu godne mieszkanie, przyjdzie do ciebie, okazując ci swoją pociechę. Wszelka Jego chwała i piękno jest natury wewnętrznej. Tam we wnętrzu upodobał sobie. Często nawiedza On człowieka wewnętrznego. Słodka jest z Nim rozmowa. Daje miłą pociechę, dużo pokoju. Nader zdumiewająca ta zażyłość. Nuże duszo wierna, przygotuj temu Oblubieńcowi swoje serce,

Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u Nie­go ta mądrość i cuda?». Mt 13, 54. Daj więc Chrystusowi miejsce, a wszystkiemu innemu zakaż wstępu. Gdy będziesz miał Chrystusa, będziesz bogaty i to ci wystarczy. On się będzie o ciebie troszczył i wiernie wszystkim zawiadywał, by nie trzeba było w ludziach pokładać nadziei. Ludzie bowiem szybko zmieniają się, prędko nas odstępują. Chrystus zaś trwa na wieki i towarzyszy ci stale aż do końca. Nie należy w człowieku kruchym i śmiertelnym pokładać wielkiej ufności, nawet gdyby był użyteczny i drogi sercu. Nie należy także bardzo się smucić z tego, że czasami sprzeciwia ci się i wypowiada odmienne zdanie. Ci, którzy dzisiaj są z tobą, jutro mogą być przeciw tobie i odwrotnie. Często jak powietrze się zmieniają. Złóż całą twą ufność w Bogu i niech On będzie tym, którego się boisz i którego miłujesz. On udzieli ci rady i uczyni tak, jak będzie lepiej. Nie masz tu trwałego miasta i gdziekolwiek byłbyś, jesteś obcym i pielgrzymem.

Nie posiędziesz też kiedykolwiek odpoczynku, jeśli ściśle nie zjednoczysz się z Chrystusem. Czemuż się tu rozglądasz, gdy nie jest to miejsce twego odpocznienia? W niebie powinno być twoje mieszkanie, a na wszystkie rzeczy ziemskie trzeba patrzeć jakby „z marszu”. Wszystkie rzeczy przemijają i ty także z nimi. Patrz, byś nie tkwił w nich, nie został przez nie pochwycony i nie zginął. Niech myśl twoja przebywa u Najwyższego, a ku Chrystusowi nieustannie kieruj swe usilne prośby. Jeżeli nie umiesz rozważać o rzeczach wzniosłych i niebiańskich, poprzestań na rozmyślaniu Męki Chrystusa i chętnie przebywaj w świętych Jego Ranach. Jeżeli bowiem będziesz pobożnie uciekać się do Ran i drogocennych Stygmatów Jezusa, doświadczysz w utrapieniu wielkiego wzmocnienia. Nie będziesz bardzo zajmował się ludzką pogardą i łatwo zniesiesz uwłaczające słowa. Chrystus także był na świecie wzgardzony od ludzi, a w największej potrzebie, wśród obelg opuszczony został przez znajomych i przyjaciół. Chrystus chciał cierpieć i być wzgardzonym, a ty śmiesz się na coś uskarżać? Chrystus miał przeciwników i obmówców, a ty chcesz mieć samych przyjaciół i dobroczyńców? Za cóż uwieńczona by była twoja cierpliwość, gdyby nie zdarzyła się żadna przeciwność? Jeżeli nie chcesz ścierpieć nic przeciwnego, w jaki sposób będziesz przyjacielem Chrystusa? Znieś siebie samego z Chrystusem, dla Chrystusa, jeżeli chcesz królować z Chrystusem. Gdybyś raz doskonale wszedł we wnętrze Jezusa i zakosztował odrobinę z gorącej Jego miłości, to nic byś nie dbał oswoją wygodę lub niewygodę, lecz raczej cieszyłbyś się ze zniesionej obelgi, bo miłość Jezusa sprawia, że człowiek gardzi samym sobą. Ten, kto kocha Jezusa i prawdę, człowiek prawdziwie wewnętrzny i wolny od nieuporządkowanych uczuć, może swobodnie zwracać się do Boga i duchem wznosić ponad siebie samego oraz cieszyć się pokojem. Kto pojmuje każdą rzecz podług tego, jaka jest, a nie według tego, co o niej się mówi, czy jak się ją ocenia, ten jest faktycznie mądry i przez Boga bar-dziej uczony niż przez ludzi.

Kto umie żyć życiem wewnętrznym, a rzeczy tylko w niedużym stopniu ocenia zewnętrznymi kryteriami, ten nie wymaga do odprawienia pobożnych ćwiczeń miejsca, ani też nie czeka na czas. Człowiek wewnętrzny szybko się skupia, nigdy bowiem nie wylewa całego siebie na zewnątrz. Nie przeszkadza mu zewnętrzna praca czy czasowo niezbędne zajęcie, lecz przystosowuje się do zdarzających się rzeczy. Kto zajmuje dobrą wewnętrzną postawę i porządek, nie zważa na dziwne i przewrotne ludzkie pociągnięcia. O tyle człowiekowi coś przeszkadza lub go rozprasza, o ile przyciąga on ku sobie rzeczy. Gdybyś miał w sobie prawość i był dokładnie oczyszczony z grzechu, wszystko by ci się obracało na dobre i sprzyjało postępowi. Dlatego wiele rzeczy ci się nie podoba i często cię niepokoi, bowiem jeszcze nie umarłeś doskonale sobie samemu ani nie odłączyłeś się od wszystkich rzeczy ziemskich. Nic tak nie kala i nie wprawia w zamieszanie serca człowieka jak nieczysta miłość w stworzeniach. Jeżeli wyrzekniesz się pociech zewnętrznych, będziesz mógł rozważać rzeczy niebiańskie i często wewnętrznie się weselić.
 

4. Rachunek sumienia III (o. Remigiusz Recław SJ), (pełny rachunek tutaj)

I) DZIĘKOWANIE (OBUDZIĆ WDZIĘCZNOŚĆ) 
Zobacz teraz kilka rzeczy z dzisiaj, za które jesteś Bogu naprawdę wdzięczny. A jeśli zmagasz się z wielkim trudem życiowym, wszystko wali ci się na głowę i nie możesz obudzić wdzięczności na podstawie konkretnego dnia, spróbuj spojrzeć w przeszłość: za co jesteś Bogu wdzięczny w całej historii swojego życia?

II) PROŚBA O ŚWIATŁO DUCHA ŚWIĘTEGO
Ponieważ jestem słaby, potrzebuję Bożej mocy. Potrzebuję Ducha Świętego, światła Boga, aby zobaczyć swoje wnętrze.

III) BADANIE WŁASNEGO WNĘTRZA POD ŚWIATŁEM BOGA
Jest to główny punkt ignacjańskiego rachunku sumienia. Nie szukamy w nim grzechów, ale pułapek, które zastawił na nas zły duch. Jeśli jest grzech, to go nazwij - aby przeprosić Boga, ale ważniejsze jest żebyś zobaczył nie czyn, ale sposób w jaki doszło do tego czynu. Jak doszło do tego, że wybrałeś mniejsze dobro? Jakie były twoje intencje, motywacje?

IV) PRZEPROSZENIE
Przepraszam Boga za to, co się wydarzyło, co nie było zgodne z Jego wolą. Chodzi tutaj o doświadczenie skruchy, abym stanął przed Bogiem ze skruszonym sercem; ponieważ zgrzeszyłem, pobłądziłem. 
Ja bardzo często ten punkt robie w taki sposób, że się przytulam do Boga. Przytulam się do dobrego Ojca i wiem, że On mnienie odrzuca; ale to przytulenie doświadczam, jako moje skruszone serce. Możesz spróbować. Daś sobie teraz chwilę, aby skruszyć serce i przytulić się do Boga. 

V) WYJŚCIE W PRZYSZŁOŚĆ 
Wyjście w przyszłość wg Ignacjańskiego Rachunku sumienia, to zaplanowanie wydarzeń, które sa przede mną, aby wszystko robić z Bogiem. Patrzę na to co jest przede mną do zrobienia, gdzie będą momenty pokus, bo wiem w jakich sytuacjach, okolicznościach będę kuszony. Proszę, aby Bóg był ze mną w tych sytuacjach, żebym nie był sam. Jeżeli mam wątpliwości, to pytam Ducha Świętego w jakim kierunku pójść. Daj mi jakiś znak. Nie daj pobłądzić. Chcę pójść w przyszłość z Bogiem. Planuj wszystko z Bogiem, w Bogu.

 

Dzień 22.

1. Posłuchaj rozważania z dnia

2. św. Jan Paweł II 

Próba zawarcia dokonań życiowych naszego dzisiejszego patrona nawet w kilkuset słowach zdaje się być zadaniem karkołomnym. Tym bardziej, że wielu ma go jeszcze żywo w pamięci. W przestrzeni medialnej i w naszych osobistych zbiorach jest często wiele zdjęć, filmów, obrazów i innych pamiątek, które zwracają uwagę na tę postać tak bliską sercom Polaków na całym świecie. Chodzi o Karola Wojtyłę, św. Jana Pawła II, papieża ‘z dalekiego kraju’, jak sam o sobie powiedział.

Karol Józef Wojtyła urodził się 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Miał niespełna 9 lat, gdy zmarła mu matka, trzy lata później zmarł jego starszy brat, lekarz. Wtedy przeniósł się z ojcem do Krakowa. Po długiej chorobie ojciec umarł w lutym 1941 roku. Karol Wojtyła pozostał zupełnie sam. 
Był to czas wojny. Dwudziesto-jedno letni Karol przerwał studia polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, zaangażował się w intensywne, podziemne samokształcenie, prowadził ożywione życie religijne i duchowe. Podjął pracę w zakładach chemicznych Solvay. Udzielał się w konspiracyjnym Teatrze Rapsodycznym i rozpoczął twórczość literacką.

W 1942 roku wstąpił do krakowskiego, tajnego Seminarium Duchownego i podjął konspiracyjne studia teologii. Święcenia kapłańskie przyjął 1 listopada 1946 roku. Niedługo potem udał się na dwuletnie studia do Rzymu. 
Był profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W roku 1958 został biskupem pomocniczym, a w grudniu 1963 roku ordynariuszem, arcybiskupem Krakowa. Brał czynny udział w obradach Soboru Watykańskiego II. Paweł VI kreował go kardynałem w roku 1967. Jako biskup krakowski dbał o duszpasterstwo, wizytował parafie i zakony, prowadził działalność naukową i literacką. Ściśle współpracował z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, prymasem tysiąclecia, w niełatwych czasach panowania i wpływu komunistów w Polsce, Europie wschodniej i wielu krajach Azji oraz Ameryki Południowej.

Pamiętnego 16 października 1978 roku został wybrany papieżem i przyjął imię Jan Paweł II. 22 października zainaugurował pontyfikat i wtedy wypowiedział znamienne słowa: „Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” Wyznaczyły one kierunek nowego pontyfikatu i stały się niemal proroczą wizją, do której potem niejednokrotnie odwoływał się sam Jan Paweł II i wielu wiernych na całym świecie.

Wybór Karola Wojtyły na papieża był ogromnym zaskoczeniem dla całego świata. Jan Paweł II to pierwszy papież Polak, pierwszy po 455 latach nie Włoch na Stolicy Piotrowej. Wniósł do papiestwa ożywczą świeżość, dynamizm, bogate doświadczenie duszpasterskie w Kościele prześladowanym i ubogim. W swoim duszpasterstwie dbał o rodziny i odważnie zwracał się ku młodym. Zapoczątkował Światowe Dni Młodzieży. Wprowadził Kościół w trzecie tysiąclecie. Nie do zmierzenia jest jego wpływ na przemiany polityczne i społeczne na świecie, przede wszystkim na upadek totalitaryzmu komunistycznego.

Jan Paweł II sprawował swój urząd ponad 26 lat. Odbył 102 pielgrzymki za granicę Włoch. Odwiedził 135 krajów, niektóre wielokrotnie. 142 razy podróżował po Włoszech. Beatyfikował 1318 osób, a kanonizował 478 świętych.

Najbardziej dramatycznym momentem pontyfikatu był zamach na Placu św. Piotra 13 maja 1981 roku. Papież wierzył, że został zachowany przy życiu przez Opatrzność dzięki wstawiennictwu Matki Boskiej Fatimskiej.

Ostatnie lata życia papieża naznaczone były kłopotami zdrowotnymi i postępującą chorobą Parkinsona, ale Jan Paweł II cierpiał i umierał na oczach niemalże całego świata. Odszedł do Pana 2 kwietnia 2005 roku. Przykład jego życia zaowocował natychmiastowym wołaniem wielu: ‘santo subito!’ Beatyfikował go Benedykt XVI, a kanonizował w 2014 roku papież Franciszek.


3. Pokorne poddanie się Bogu (O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis)

Niewielką przykładaj wagę do tego, kto jest po twojej stronie, a kto jest przeciw tobie, lecz to czyń i o to dbaj, by Bóg był z tobą we wszystkim, co czy-nisz. Miej dobre sumienie, a Bóg dobrze bronić cię będzie. Kogo bowiem Bóg zechce wspomóc, temu nie może zaszkodzić niczyja przewrotność. Jeśli umiesz milczeć i cierpieć, ujrzysz niewątpliwie po-moc Pana. On zna czas i sposób wyzwolenia twe-go i dlatego powinieneś zdać się na Niego. Boża to rzecz wspomagać i uwalniać od wszelkiej trwogi. Często do zachowania większej pokory bardzo pomaga fakt, że nasze braki znane są innym i że je wytykają. Gdy człowiek upokarza się za swoje braki, łatwo uspokaja innych i bez trudu zadowala tych, którzy się na niego złoszczą. Pokornego Bóg ochrania i wyzwala. Pokornego miłuje i pociesza. Ku pokornemu się skłania. Pokornemu udziela wielkiej łaski i po uniżeniu wznosi go do chwały. Pokornemu objawia swoje tajemnice i ku sobie słodko przyciąga i zaprasza. Pokorny, ponieważ opiera się na Bogu, a nie na świecie, dość prędko znajdzie się wstanie pokoju ducha po przyjętym zawstydzeniu. Nie sądź, że poczyniłeś postępy, jeśli nie czujesz się niższym od innych.

 

4. Rachunek sumienia I (o. Józef Augustyn SJ)

I) Dziękczynienie
Co kieruje moim życiem? Czy jest to chęć przeżycia przygody, czy raczej przygnębienie i znużenie? Za co mogę dziś podziękować?

II) Poznanie grzechów
Które z twoich grzechów sprawiają ci najwięcej cierpienia i bólu? Poproś, aby Pan pokazał ci związek między grzechem, a twoim cierpieniem.

III) Pragnienia nieuporządkowane
Przypomnij sobie pragnienia, jakie pojawiały się w tobie dzisiaj. Jakie było ich źródło? Ku czemu one prowadziły? Jakie tendencje zauważasz w sobie? Opowiedz o nich Panu Bogu.

IV) Pojednanie
Przebaczenie dotyka zawsze tego co nas najbardziej boli w relacji z innymi. Dlatego może jest takie trudne. Czy poczułem się dziś skrzywdzony? A może to ja dziś kogoś skrzywdziłem. Na ile jest we mnie żywe pragnienie pojednania. 

V) Odrzucenie zła
Przebaczenie to coś więcej niż zapomnienie krzywdy. Tak naprawdę, dokonać tego może w nas tylko Bóg. Poproś aby to Pan Bóg wziął na siebie jego ciężar, za Twoje zło. Zastanów się też, jakie jest źródło Twojego grzechu.

 

23. św. Alfons Rodriguez SJ 

Mimo wielu niepowodzeń, dzięki świadectwu swojego życia i swoim pismom, stał się wielkim mistrzem duchowym. Nie wiodło mu się w interesach, został wdowcem, zmarły mu dzieci. Można by powiedzieć, że w takiej sytuacji to tylko uciec od świata i zamknąć się w klasztorze. Nasz patron tak zrobił i w tym odniósł spektakularne zwycięstwo. Przyjrzymy się dzisiaj postaci i dokonaniom św. Alfonsa Rodrigueza, jezuity, brata zakonnego, mistyka i wielkiego mistrza duchowego.

Urodził się w 1531 roku w Segowii, w Hiszpanii jako drugi syn z jedenaściorga rodzeństwa. Jego ojciec był tkaczem i powodziło im się nienajgorzej, choć do czasu, kiedy ojciec nie umarł. Alfons musiał przerwać wtedy naukę, aby pomóc matce w prowadzeniu przedsiębiorstwa i w opiece nad młodszym rodzeństwem.

Sprawy szły jednak w złym kierunku. Alfons nie miał talentu do interesów, nie był człowiekiem przedsiębiorczym, miał bujną wyobraźnię i był niezwykle uczuciowy, a to zły materiał na kupca. Matka postarała się, aby go ożenić z bogatą kobietą. Alfons miał wtedy 27 lat. Wkrótce potem mieli z żoną trójkę dzieci. Sprawy jednak dodatkowo się skomplikowały. Interesy szły źle, umarła mu córeczka, potem syn, a następnie żona. Alfons zrezygnował z prowadzenia handlu i wrócił do matki. Niedługo potem jednak umiera ostatni syn a także jego matka. Nie ma już nic, co by go wiązało ze światem.

Wtedy pojawia się myśl, aby wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Alfons znał jezuitów od dawna, bo ponoć gościli w domu samego św. Piotra Fabera, jednego z ojców założycieli zakonu. Kiedy jednak wyjawił swą wolę wstąpienia do zakonu wielu miało wątpliwości, co do prawdziwości powołania. Wtedy ówczesny prowincjał o. Antoni Cordeses, po rozmowie z kandydatem, powiedział prorocze słowa: „Ojcowie, rozmawiałem z Alfonsem. Powinienem go przyjąć, bo jestem pewien, że odda wielkie usługi Towarzystwu i ozdobi je swoim przykładem i cnotami”. I tak się zaiste stało.

Brat Alfons rozpoczął nowicjat w Walencji mając 30 lat. Po kilku miesiącach wysłano go do kolegium w Palmie na Majorce. Na początku spełniał tam różne posługi, a od roku 1580 powierzono mu zajęcie portiera, które będzie spełniał wiernie przez 37 lat, aż do śmierci. 

Przez pierwsze lata w zakonie doświadcza wielkich pokus, zwłaszcza przeciw czystości. Przeżywa też stany uniesienia, które uczą go, że zjednoczenie z Bogiem osiąga się dzięki utrapieniom, bo wtedy jest poddane próbie i oczyszczone.

„Dzięki naturalniej dobroci nawiązywał z łatwością kontakty z przychodzącymi na portiernię i rozpoczynał rozmowy duchowe. Zaczął dawać formalne konferencje duchowe” uczniom kolegium i ludziom z miasta. Sumiennie spełniał swoje obowiązki. „Był specjalistą w trzech tematach: różaniec, spowiedź i częsta komunia święta… Innym jego zadaniem było katechizowanie opuszczonych, włóczęgów i rozbitków”. Miał wiele przeżyć, które możemy traktować jako nadzwyczajne, a nawet mistyczne.

Alfons Rodriguez był mistrzem duchowym dla młodszych współbraci, w szczególności dla Piotra Klawera. Zobaczył w nim duszę wybraną do podjęcia wielkich dzieł na chwałę Bożą i zachęcał go do wyjazdu na misje do nowego świata. „Pewnego dnia, Alfons mówił do Piotra: ‘Iluż próżnujących w Europie mogłoby być apostołami w Ameryce!’” I to tam, w Kolumbii, Piotr Klawer stał się ‘Bożym niewolnikiem’ – ‘świętym niewolnikiem niewolników’. Alfons Rodriguez zmarł 31 października 1617 roku ze słowem ‘Jezus’ na ustach. Kanonizował go w 1888 roku Leon XIII.

 

24. św. Józef Pignatelli SJ 

„O północy dwa oddziały kantabryjskie, jeden szwajcarski, a drugi kawaleryjski, podeszły pod kolegium i zaczęły kontrolować wszystkie jego wejścia. O piątej nad ranem królewski komisarz zastukał mocno do bramy. Nakazał ją otworzyć portierowi i zaprowadzić się do pokoju rektora. Chciał mu zakomunikować królewski rozkaz… Rozległ się głos domowego dzwonka, wszyscy zaczęli wychodzić ze swoich pokoi, słysząc polecenie: do refektarza, do refektarza. Gdy się już zgromadzili, komisarz w otoczeniu urzędników i żołnierzy odczytał im dekret wygnania: ‘Kierując się bardzo poważnymi racjami… podjąłem decyzję, by rozkazać wygnać z moich posiadłości w Hiszpanii i Indiach, na Wyspach Filipińskich oraz innych pobliskich wyspach członków Towarzystwa…, a ponadto zająć wszystkie dobra materialne Towarzystwa w moich posiadłościach.

Podobna scena jak w Saragossie rozegrała się w ponad stu dwudziestu domach, jakie posiadali jezuici w Hiszpanii: z tą samą punktualnością, tak samo sprawnie, tak samo w sekrecie, z takim samym wywierającym wrażenie użyciem wojska. Rozkaz wygnania dotknął (pięć i pół tysiąca jezuitów)... Zaskoczenie było całkowite. Jezuici byli świadomi polowania, jakie na nich urządzano, ale nie dotarł do nich żaden przeciek o tym, co ich czeka”.

„Już od pierwszej chwili Józef Pignatelli zaczął umacniać swoich współbraci. Będzie pełnił tę rolę przez całe życie… Dzięki spokojowi, nadzwyczajnej przystępności i arystokratycznej uprzejmości Pignatelli stał się filarem i wsparciem dla wygnanych współbraci”. Dzisiaj powiemy o tym ‘aniele stróżu’ dla współbraci jezuitów w najczarniejszym momencie historii zakonu, w czasie agonii i kasaty oraz w czasie powolnego zmartwychwstawania.

Józef Pignatelli urodził się 27 grudnia 1737 roku w Saragossie, w szlacheckiej rodzinie o korzeniach neapolitańskich i hiszpańskich. Był siódmym dzieckiem z ośmiorga rodzeństwa. Wcześnie stracił rodziców. Do zakonu wstąpił mając zaledwie piętnaście lat. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1762. Miał poważne kłopoty ze zdrowiem. Do feralnego poranka 3 kwietnia 1767 roku był profesorem gramatyki dla uczniów w kolegium i duszpasterzem dla skazanych na śmierć. Nazywano go ‘ojcem powieszonych’.

Następnego dnia jezuitów wywieziono z miasta. Uczniowie kolegium wyszli na drogę, by pożegnać się ze swymi nauczycielami. „Trzymaliśmy się mocno, widząc łzy przyjaciół i krewnych, ale nie mogliśmy się opanować wobec takiego rzewnego widoku – tak po latach wspominał tę scenę Pignatelli”.

Jezuitów załadowano na statki. „Zaczynali okres trwający ponad rok, podczas którego byli autentycznymi boat  people – ludźmi na łodziach, odrzucanymi przez wszystkich. Nikt nie chciał udzielić im azylu. Wędrowali [po Morzu Śródziemnym] od portu do portu, skomasowani na statkach handlowych”. Ostatecznie po tej gehennie osiedli na terenie Państwa Kościelnego, do czasu zanim papież Klemens XIV, pod naciskiem i wręcz szantażem europejskich potęg ostatecznie nie dokonał kasaty zakonu.

O. Józef Pignatelli, który po kasacie był zwykłym księdzem żywo interesował się losami swoich współbraci. Utrzymywał kontakt z eksjezuitami. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, aby odbudowywać struktury zakonu, dołożył wszelkich starań, by tak się stało. Był magistrem nowicjuszów w odradzającym się Towarzystwie. Kilka lat później został prowincjałem, a potem też instruktorem tak zwanej trzeciej probacji. „Pignatelli – człowiek duchowy, wykształcony i dworski rycerz, był poszukiwany jako doradca kościelnych i świeckich osobistości. Przyjmował wiele wizyt”. Pius VII nosił się z myślą, by mianować go kardynałem. O. Pignatelli wspomagał finansowo nie tylko swoich współbraci jezuitów, ale wiele wspólnot sióstr zakonnych, a nawet samego papieża. Zmarł 15 listopada 1811 roku, nie doczekawszy oficjalnego przywrócenia Towarzystwa w całym Kościele, które nastąpiło trzy lata później.

 

25. św. Cecylia 

Jest jedną z najpopularniejszych świętych męczennic początków chrześcijaństwa. Jej imię wymieniane jest w tak zwanym Kanonie Rzymskim. Była nadzwyczajnej urody. Nie zawahała się jednak stracić swojego życia w młodym wieku, po to, by zyskać wieczną młodość w Chrystusie. Dzisiaj powiemy o św. Cecylii.

Nie mamy pewnych danych historycznych na jej temat. Starożytność nie przywiązywała wagi do dat ani do chronologii. Powszechność kultu jest jednak niezbitym dowodem jej życia i męczeńskiej śmierci, choć opis tych wydarzeń mamy dopiero z V wieku.

Cecylia pochodziła z szacownej, rzymskiej rodziny. Urodziła się na początku III wieku. Była urodziwą kobietą. W młodym wieku, z miłości do Chrystusa złożyła ślub czystości. Jej rodzice przyrzekli, wszakże jej rękę dobrze urodzonemu Walerianowi, który był poganinem i zmusili córkę do zamążpójścia. Cecylia poinformowała go o swym postanowieniu w przeddzień ślubu. Zdołała przekonać Waleriana nie tylko do uszanowania jej postanowienia, ale nadto do przyjęcia wiary. Za jej namową Walerian razem ze swoim bratem Tyburcjuszem udali się do papieża Urbana, otrzymali pouczenie w wierze i przyjęli chrzest. 
Kiedy Walerian wrócił do domu, zobaczył Cecylię zatopioną w modlitwie, a obok jasną postać anioła, który trzymał dwa wieńce, z lilii i róż. Włożył je na głowy małżonków pouczając, aby zachowali je nietknięte przez czystość życia. Niedługo potem wybuchło prześladowanie chrześcijan. Walerian i Tyburcjusz zostali skazani i straceni. Wtedy namiestnik Almachiusz dowiedział się, że i Cecylia jest chrześcijanką i że cały majątek kazała rozdać ubogim. Nakazał ją aresztować. 

Żołnierze, widząc, jak jest piękna, namawiali ją, by nie narażała swego młodego życia i wyrzekła się wiary. Ona jednak wolała raczej wybrać ‘wieczną młodość u oblubieńca, Chrystusa’ niż zachowanie swego życia. Pod wpływem jej świadectwa nawróciło się ponoć 400 żołnierzy, których potem ochrzcił papież św. Urban.

Sędzia także nalegał na nią, by miała wzgląd na swą młodość, a ponieważ była nieugięta, chciał ją zmusić do wyparcia się wiary. Odmówiła oddania czci bożkom. Wtedy zamknięto ją w łaźni, rozpalono piec i chciano udusić. Mimo to przeżyła. Sędzia nakazał jej ścięcie. Kat trzy razy uderzył ją w szyje, ale nie zdołał odciąć jej głowy. Zmarła po trzech dniach. Było to około roku 230, za panowania cesarza Aleksandra Sewera.

W roku 822 ciało Cecylii zostało odnalezione w nienaruszonym stanie w katakumbach św. Kaliksta. Przeniesiono je do bazyliki jej imienia na rzymskim Zatybrzu. Zbudowano ją w IV wieku.

W 1599 roku, podczas prac renowacyjnych w bazylice dokonano identyfikacji relikwii męczennicy. Wtedy to, w sarkofagu, odnaleziono skrzynię z drzewa cyprysowego, a w niej nietknięte ciało świętej, leżącej na prawym boku. Ciało było przykryte jedwabnym welonem, a ten cały przesiąknięty krwią. Rzeźba, którą możemy dzisiaj podziwiać, odwzorowuje odnalezione wtedy relikwie.

Św. Cecylia jest patronką muzyki kościelnej, chórzystów, lutników, muzyków, organistów, zespołów wokalno-muzycznych. Patronat nad muzyką kościelną przypisano jej dopiero pod koniec średniowiecza. Wiąże się to najprawdopodobniej z błędnym odczytaniem znaczenia antyfony w oficjum brewiarzowym. Mimo to powstało wiele stowarzyszeń i grup cecyliańskich, które przyczyniły się do odnowienia muzyki liturgicznej.

W ikonografii przedstawiana jest jako ‘orantka’, czyli osoba modląca się na stojąco z rękami wzniesionymi. Czasami jest w tunice z palmą męczeństwa w dłoni. Niektóre wizerunki ukazują ją grającą na organach. Jej atrybuty to: anioł, cytra, harfa, lutnia, organy, płonąca lampka. Czasami ukazywana jest w wieńcu białych i czerwonych róż, oznaczających jej niewinność i męczeństwo.

 

26. św. Edmund Campion SJ i towarzysze 

Ojciec Mercurian, generał jezuitów w drugiej połowie XVI wieku „zastanawiał się długo i wahał, zanim się zgodził na desant jezuitów w Anglii. Nie tyle ze względu na grożące im niebezpieczeństwo, lecz dlatego, że nie chciał, aby zostali uwikłani w gęstą sieć politycznych i religijnych interesów, narażających na szwank ich działalność apostolską. W celu uniknięcia tego wydał im dwa ostre rozkazy: nie mieszać się do polityki i nie robić nic, co mogłoby być interpretowane jako chęć przejęcia” majątku Kościoła.

Prześladowanie katolików w Anglii wybuchło po uchwaleniu ‘Aktu Supremacji’ króla Henryka VIII w 1534 roku. Przerwa nastąpiła za panowania katoliczki, Królowej Marii I, ale potem wybuchło jeszcze bardziej złowrogo od roku 1559 za panowania Elżbiety I. Ci, którzy odmawiali złożenia przysięgi supremacji tracili majątek, byli oskarżeni o zdradę stanu i groził im wyrok śmierci. Jezuici byli na pierwszej linii frontu, bo uważano ich za ‘agentów papieża’.

W trakcie wielokrotnie podejmowanych prześladowań w latach od 1573, kiedy zginął pierwszy z jezuickich męczenników po rok 1679 zamordowano ich 29, wyniesionych potem do chwały ołtarzy. Najbardziej znanym i niejako przewodzącym całej grupie jest św. Edmund Campion, o którym powiedziano, że „był naprawdę jednym z diamentów angielskich”.

Urodził się w 1540 roku. W 1572 był już „diakonem Kościoła anglikańskiego i cieszącym się prestiżem członkiem Uniwersytetu Oksfordzkiego, błyskotliwym i popularnym profesorem, pisarzem i mówcą. Wywierał taki wpływ na uczniów, że naśladowali jego język, a nawet maniery… Wystarczyło mu tylko być ‘racjonalnym’, żeby zrobić olśniewającą karierę”. Campion wybrał jednak zupełnie inną drogę. Uciekł na kontynent. Przeszedł na katolicyzm. W 1573 roku wyruszył do Rzymu i tam wstąpił do jezuitów. Został przeznaczony do Prowincji Austriackiej. Nowicjat rozpoczął w Pradze, potem odbył studia. W 1579 roku przyjął święcenia kapłańskie. Uczył w kolegium. „Był bardzo zadowolony ze swych lekcji, kazań, uczniów i przedstawień teatralnych”. 

Na początku 1580 roku otrzymał polecenie od generała zakonu, by wrócić do Anglii. W czerwcu zszedł na ląd w Dover. Nie mógł działać oficjalnie i zaczął życie w podziemiu. Wędrował od domu do domu, odprawiał Msze św., głosił kazania, ale też pisał. Aresztowano go w lipcu 1581 roku i dołączono do schwytanego kilka miesięcy wcześniej młodego jezuity, Aleksandra Brianta.

Po wielokroć ich przesłuchiwano i poddawano wyszukanym torturom. Aleksandra rozciągano na kole, że niemal go chciano rozerwać, wrzucono go do fosy, gdzie nie mógł się poruszyć. Przez osiem dni był trzymany w całkowitych ciemnościach, a po wydobyciu znowu rozciągany na kole.

Na Campiona zastawiano wszelkie możliwe pułapki, formułowano różne oskarżenia, ale sędziowie nie mogli znaleźć niczego zasługującego na śmierć. Mimo to został skazany na najwyższy wymiar kary. 

Na miejsce egzekucji zawleczono ich końmi w deszczu i błocie. Było to 1 grudnia 1581 roku. Skazańcy weszli na powóz postawiony pod szubienicą i założono im pętle na szyje. „W krótkich słowach, które rozległy się nad hałaśliwym tłumem, Campion przebaczył tym, którzy go skazali, i zapewnił, że jest niewinny… zaczął się modlić… Popędzono konie. Ruszył powóz, a ojciec Edmund Campion zawisnął w powietrzu aż do chwili, gdy – nieprzytomnemu lub zmarłemu – zaczęli wyrywać bestialsko wnętrzności”.Edmunda i 9 towarzyszy męczenników Anglii i Walii kanonizował w 1970 roku Paweł VI. 

 

27. św. Barbara 

Nasza dzisiejsza patronka należy do grona tak zwanych Czternastu Świętych Wspomożycieli. Jest patronką dobrej śmierci, przyzywaną w godzinach utrapienia. Jej wielkim czcicielem był św. Stanisław Kostka. Zginęła jako męczennica za wiarę z ręki własnego ojca. Czczona jest w Kościele wschodnim i zachodnim. Posłuchajmy opowieści o św. Barbarze, dziewicy i męczennicy, orędującej za ludźmi ciężkiej i niebezpiecznej pracy.

Choć jej kult jest bardzo rozpowszechniony w całym Kościele, to jednak nie dysponujemy zbyt pewnymi wiadomościami historycznymi o jej życiu i męczeństwie. Podania głoszą, że była córką bogatego poganina o imieniu Dioskur. Urodziła się w Heliopolis, dzisiejsze Baalbek w Libanie. Ojciec wysłał ją do szkoły w Nikomedii, współczesny Izmit w Turcji, niedaleko Konstantynopola. Tam Barbara zetknęła się z chrześcijanami. Zainteresowała się ich nauką i życiem. Przyjęła chrzest i złożyła ślub czystości.

Gdy ojciec dowiedział się, że córka została chrześcijanką, chciał ją zmusić do zamążpójścia i zamknął ją w wieży. Była głodzona i straszona, ale nie wyrzekła się wiary i sprzeciwiała się naciskom ojca, co wywoływało jego wielki gniew. Na początku IV wieku, za panowania cesarza Maksymiana Galeriusza, wybuchły krwawe prześladowania chrześcijan. Wtedy ojciec doniósł na Barbarę do sędziego. Ten kazał ją ubiczować, ale nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Według podań biczowanie było dla niej, jak muskanie pawich piór, a na dodatek, w nocy przyszedł do niej anioł, który uleczył jej rany i przyniósł Komunię św. Potem sędzia nakazał, by Barbarę bito maczugami, przypalano ogniem, a w końcu nakazał obciąć jej piersi. Chciał ją tak okaleczoną i zhańbioną pędzić ulicami miasta, wystawiając na pośmiewisko i ku przestrodze dla innych. Wtedy jednak zjawił się anioł i zasłonił jej ciało białą szatą.

Sędzia skazał ją zatem na ścięcie mieczem, które miał wykonać jej ojciec. Gdy tylko podniósł rękę na córkę i odłożył miecz, uderzył w niego piorun i zabił go. 

Barbara poniosła śmierć męczeńską około roku 305. Prawdopodobnie w Nikomedii, choć niektórzy wskazują na jej rodzinne miasto, Heliopolis. Śmierć św. Barbary z ręki własnego ojca rozsławiła ją w całym świecie chrześcijańskim. Szybko pojawiły się jej żywoty po grecku i innych językach wschodnich, a w średniowieczu w językach europejskich. Szybko też rozprzestrzenił się jej kult. Relikwie św. Barbary zostały sprowadzone do Konstantynopola przez cesarza Justyniana w VI wieku. W 1202 roku przeniesiono je do Wenecji. Dzisiaj znajdują się w pobliskim Torcello.

Św. Barbara czczona jest jako patronka dobrej śmierci. Jako swoją szczególną orędowniczkę mają ją ci, którzy pracują w trudnych warunkach i narażeni są na śmierć nagłą i niespodziewaną. Dlatego wzywają ją górnicy, hutnicy, marynarze, rybacy, ale też żołnierze i więźniowie. Dzisiejsza patronka należy do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli. To grono orędowników, których wstawiennictwo u Boga Kościół uznaje za bardzo skuteczne, szczególnie w przypadku różnych chorób. Kult świętych wspomożycieli rozwinął się od XIV wieku w związku z epidemią dżumy.

W ikonografii św. Barbara ukazywana jest w długiej tunice i płaszczu, najczęściej w koronie na głowie. W ręce trzyma kielich i Hostię, znak przyjścia do niej anioła z Komunią św. W tle ukazywana jest wieża, w której była więziona. Ma ona zwykle trzy okna, przypominające Barbarze prawdę o Trójcy Świętej. Zwykle też w ręku trzyma gałązkę palmową i miecz, by zaznaczyć, jaką śmiercią zginęła. Jej atrybuty to kielich z Hostią, księga, gałązka palmowa, wieża i miecz.

 

28. św. Łucja 

Jak zrozumieć współczesność bez odwołania się do historii Kościoła? Św. Mikołaja rozpoznaje przysłowiowy „cały świat”. A dziś, 13 grudnia, gdybyśmy podróżowali przez Skandynawię, spotkalibyśmy krążące ulicami procesje prowadzone przez dziewczęta ubrane w białe suknie przepasane czerwoną szarfą. Najczęściej długowłose blondynki, na głowach których tkwi wianek z siedmioma świecami. Kogo symbolizuje ta postać? To sycylijska święta, pochodząca z Syrakuz – św. Łucja.

Pojawia się tam, gdzie kult świętych nie powinien funkcjonować – w protestanckiej północnej Europie – dziewica, która zginęła męczeńską śmiercią, patronka Szwecji, stała się symbolem światła, nadchodzących dłuższych dni. Jej losy związały się z kulturą i tradycją. Inni w tym dniu organizują tradycyjne wróżby. Polscy górale przez 12 kolejnych dni od św. Łucji przepowiadają pogodę na cały następny rok. Ale my wróćmy do miejsca i czasu, gdzie rozgrywała się historia życia naszej patronki – Syrakuzy, przełomu III i IV wieku. Przyjrzyjmy się losom tej, która została wpisana do kanonu rzymskiego przez papieża św. Grzegorza Wielkiego.

W najstarszym żywocie św. Łucji, spisanym dopiero w V wieku oraz w legendach, którymi obrosło jej życie, a zwłaszcza moment śmierci, znajdujemy informacje wskazujące na jej znakomite pochodzenie. Łucja - jedynaczka z bogatej rodziny miała zostać żoną młodzieńca ze szlachetnego rodu… ale choroba matki i odbyta w intencji uzdrowienia pielgrzymka do grobu św. Agaty w Katanii zmieniły jej losy. Przepowiednia, którą usłyszała była jakże dramatyczna - męczeńska śmierć za wiarę i konieczność przygotowania się do niej. Po tym wydarzeniu Łucja wycofała się z obietnicy małżeństwa, złożyła ślub czystości i rozdała swój majątek… natomiast odtrącony narzeczony oburzony tym, co się stało, zemścił się - oskarżył ją o to, że jest chrześcijanką, a był to czas prześladowań prowadzonych przez Dioklecjana. Postawiona przed namiestnikiem Paschazjuszem Łucja nie wyrzekła się wiary, za to - prawdopodobnie 13 grudnia 304 roku została ścięta mieczem.  Ale zanim to nastąpiło próbowano ją złamać. Ponieważ nie chciała złożyć ofiary rzymskim bożkom, miała zostać oddana do domu publicznego…, ale jak powiedziała: „Ciało nie skala się, jeśli duch się na to nie zgodzi. Każdy gwałt zadany mi wbrew woli podwoi zasługę mojego dziewictwa”.  Poza tym… nie udało się jej ruszyć z miejsca, nawet parą wołów. Kiedy kazano obłożyć ją drewnem i słomą polanymi olejem oraz smołą, a następnie podpalić, okazało się, że płomienie jej nie tknęły. Łucja przetrwała też cios mieczem. Przyniesiona do domu poprosiła o Komunię świętą i dopiero wtedy zmarła.

Dziś jej relikwie - po setkach lat spędzonych w Wenecji - spoczywają w Syrakuzach - których jest patronką. Znajdują się w mieście, gdzie w 1894 roku odkryto grób wystawiony przez służącą Euschię swojej pani – Łucji właśnie, co było o tyle istotne, że niektórzy historycy chcieli tę świętą usunąć z Martyrologium Rzymskiego (czyli oficjalnego spisu świętych i błogosławionych Kościoła Katolickiego) ze względu na nikłą ilość informacji.

W ikonografii Łucja jest przedstawiana jako rzymska niewiasta z palmą męczeństwa w jednej ręce, w drugiej zaś ma naczynie, na którym umieszcza się dwoje oczu. Te oczy to nawiązanie do męczeństwa – według niektórych wyłupiono je Łucji w trakcie tortur. Inni mówią, że sama kazała je usunąć, bo były tak duże i piękne, że zwracały uwagę oprawców. I to, że św. Łucja jest patronką, do której zwracamy się w chorobach oczu nie będzie zaskoczeniem. Ponadto szukając jej wizerunków powinniśmy zwracać uwagę na takie atrybuty jak: lampa, miecz, płomień u stóp, sztylet.

 

29. św. Franciszka Ksawera Cabrini 

Była słabego zdrowia. Miała wielkie pragnienie zostania misjonarką na Dalekim Wschodzie. Na wzór wielkiego świętego jezuity, patrona misji katolickich, marzyła o pracy misyjnej w Chinach. Okazało się, że jej ‘Chiny’ leżą po drugiej stronie globu, w Ameryce. Nazwano ją ‘niebiańską opiekunką emigrantów’. Dzisiaj powiemy o św. Franciszce Ksawerze Cabrini, założycielce zakonu, patronce emigrantów. Urodzona we Włoszech, posługiwała włoskim emigrantom w Stanach Zjednoczonych. Jest pierwszą obywatelką amerykańską kanonizowaną w Kościele Katolickim.

Maria Franciszka przyszła na świat jako trzynaste dziecko w ubogiej, wiejskiej rodzinie. Urodziła się 15 lipca 1850 roku w małej miejscowości Sant'Angelo Lodigiano, w regionie Lombardia, w północnych Włoszech. Od młodości miała predyspozycje do pracy w szkole i pracy opiekuńczej. Wśród rodzeństwa miała także niepełnosprawną siostrę, Magdalenę, co z pewnością pomagało jej kształtować wrażliwość na ludzi potrzebujących opieki i szczególnej troski.

Ukończyła studia nauczycielskie. Rodziców straciła w jednym roku, gdy miała 20 lat. Próbowała wstąpić do zakonu, ale odmówiono jej ze względu na słabe zdrowie. Proboszcz parafii w Codogno, w 1874 roku, powierzył jej prowadzenie sierocińca. Udało się jej zgromadzić wokół siebie kilka kobiet, które podzielały jej ideały i pragnienia misyjne. Franciszka chciała bowiem, idąc w ślady patrona misji katolickich, św. Franciszka Ksawerego, udać się z posługą na Daleki Wschód. Złożyła nawet taki ślub, że będzie misjonarką w Chinach i obrała imię Franciszka Ksawera.

W 1880 roku razem z siedmioma towarzyszkami założyła nowe zgromadzenie zakonne, Misjonarki Najświętszego Serca Jezusowego. Biskup diecezji Lodi zachęcał ją do tego, by zajęła się włoskimi imigrantami w Ameryce. Praca misjonarki jak najbardziej jej odpowiadała, ale kierunek był inny niż pragnęła. Drugi impuls w kierunku pracy misyjnej wśród imigrantów włoskich pochodził od biskupa Piacenzy, bł. Jana Chrzciciela Scalabriniego. Trzeci, i być może najważniejszy impuls wyszedł od samego papieża Leona XIII, który jej powiedział po ojcowsku: „Nie na Wschodzie, matko Cabrini, ale na Zachodzie. Zgromadzenie jest młode. Potrzebuje środków. Udajcie się do Stanów Zjednoczonych, tam je znajdziecie. A zarazem znajdziecie szerokie pole do pracy duszpasterskiej. Wasze Chiny są w Stanach Zjednoczonych, są tam wielkie rzesze emigrantów włoskich, którzy potrzebują opieki”. Papież zwolnił ją od ślubu pracy na Wschodzie i Franciszka Ksawera udała się w podróż do Nowego Jorku. W 1889 roku po raz pierwszy z dwudziestu czterech pokonała statkiem Atlantyk.

Między rokiem 1860 a 1915 wyemigrowało z Włoch, szukając lepszych warunków do życia, ponad dwadzieścia milionów osób. Wiele milionów trafiło do Stanów Zjednoczonych. Matka Cabrini wylądowała w Nowym Jorku i z odwagą zabrała się za pracę na rzecz emigrantów. Otwierała sierocińce, budowała domy dla bezdomnych i opuszczonych, otwierała szkoły i wielki szpital. To samo potem zrobiła w Chicago i w Kalifornii. 

Mówi się, że ‘Kolumb odkrył Amerykę, ale matka Cabrini odkryła każdego włoskiego emigranta, który był w Ameryce’, od Argentyny aż po Kanadę. Siostry Misjonarki Najświętszego Serca Jezusowego pracowały w parafiach, w katechezie, w szkołach. Były z więźniami i posługiwały chorym. Franciszka przyjęła dla swego zgromadzenia duchowość ignacjańską, ale przepoiła ją własną osobowością i zapałem misyjnym.

Zmarła w Chicago 22 grudnia 1917 roku. Beatyfikował ją Pius XI, a kanonizował w 1946 Pius XII i on ją ogłosił cztery lata później patronką emigrantów.

 

30. św. Jan Apostoł 

Był rybakiem. Należał do grona uczniów Jana Chrzciciela. Potem stał się jednym z Dwunastu. Należał do grona trzech apostołów, którzy byli najbliżej Jezusa, którzy towarzyszyli mu w najważniejszych momentach. Jako jedyny z apostołów wytrwał przy Jezusie pod krzyżem. Jako jedyny także dożył sędziwego wieku i zmarł śmiercią naturalną. Dzisiaj powiemy o św. Janie. Tradycja widzi w nim ‘umiłowanego ucznia’. Jest autorem kilku ksiąg biblijnych Nowego Testamentu, przede wszystkim Ewangelii, kilku listów oraz Księgi Apokalipsy.

Jan był synem Zebedeusza i Salome. Jakub, jeden z Apostołów, był jego starszym bratem. Byli zamożną rodziną rybacką. Posiadali łodzie i sieci. Niektórzy uważają, że Jan był znany Arcykapłanowi i mógł potem wprowadzić Piotra na dziedziniec jego domu, gdyż dostarczał ryby na stół arcykapłana. Jego hebrajskie imię oznacza ‘Pan dał łaskę’.

Początkowo był uczniem Jana Chrzciciela, ale potem, jak sam to opisuje ze szczegółami w swojej Ewangelii, poszedł za Jezusem, ‘Barankiem Bożym’. Jan należał do grona najbardziej zaufanych uczniów Chrystusa, towarzyszy Jezusowi na Górze Tabor podczas Przemienienia, jest przy wskrzeszeniu córki Jaira. Ewangelie wspominają o nim w 31 miejscach.

Jan razem z bratem musieli mieć porywcze charaktery, skoro Jezus nazwał ich ‘synami gromu’. Jan gorszy się też, że ktoś może czynić cuda w imię Jezusa, a nie należeć do grona jego uczniów i chce mu tego zabronić. W prośbie matki Jana i Jakuba, Salome, aby jej synowie byli w Królestwie Bożym po prawej i lewej stronie Jezusa, widać, że ich motywacje pójścia za Panem nie są do końca bezinteresowne i potrzebują oczyszczenia.

Jan razem z Piotrem przygotowują Paschę w Wieczerniku. Podczas Ostatniej Wieczerzy Apostoł spoczywa ‘na piersi’ Zbawiciela. Jan jest razem z Chrystusem w Ogrodzie Oliwnym i jako jedyny z Dwunastu wytrwał z Jezusem do końca. To jemu z krzyża Jezus powierza swoją Matkę, a Jej ucznia jako przybranego syna.

Po zmartwychwstaniu Jan biegnie z Piotrem do grobu. Tam ‘ujrzał i uwierzył’, że Jezus żyje. Razem z Piotrem daje też świadectwo i głosi ewangelię w świątyni. Św. Paweł nazywa go ‘filarem Kościoła’.

Przez wiele lat po zmartwychwstaniu Jan przebywa w Jerozolimie. Potem działał w Samarii, aż osiadł w Efezie. Tam po roku 70 napisał swoją Ewangelię i trzy listy. Apokryfy ‘Dzieje Jana’ przekazują, że około roku 90. cesarz Domicjan wezwał Apostoła do Rzymu. Kazał mu dać do picia kielich z zatrutym winem. Kiedy jednak Jan zrobił nad nim znak krzyża, kielich pękł i zatrute wino się rozlało. Wtedy cesarz kazał wrzucić Apostoła do kadzi z wrzącym olejem, ale Jan wyszedł z niej odmłodzony. Ostatecznie Domicjan skazał go na wygnanie na wyspę Patmos, gdzie Jan przebywał do śmierci cesarza w roku 96. Na wyspie Patmos Jan miał wiele widzeń i spisał je w Księdze Apokalipsy, ostatniej kanonicznej księdze Pisma św. Po śmierci cesarza Jan wrócił do Efezu, gdzie zmarł jako jedyny z Apostołów śmiercią naturalną około roku 98. Tam też został pochowany.

Św. Jan Ewangelista jest patronem między innymi aptekarzy, dziewic, zawodów związanych z pisaniem i przepisywaniem, jak pisarzy, papierników, introligatorów, skrybów, kopistów i kreślarzy. W ikonografii przedstawiany jest zwykle jako stary Apostoł. Ukazywany jest też jako młodzieniec w scenach Ostatniej Wieczerzy, czy u stóp krzyża. Jego atrybuty to często przedmioty związane z legendami o zatrutym winie i wrzącym oleju, albo też orzeł, symbol jego Ewangelii.

 


Która historia świętego szczególnie cię poruszyła? Podziel się z nami!