opcje zaawansowane (rozwiń)zaawansowane
opcje zaawansowane (zwiń)zwiń

Poczuj post przez zmysły

Zbliża się Wielki Post. Zwykle kojarzymy go ze smutkiem, z umartwieniem i ascezą. To przypomnienie o słabości, grzechu i pokucie. Gdyby ktoś nam powiedział, że mamy połączyć post ze zmysłami, to przyjdzie nam raczej do głowy próba ich ograniczenia: nie patrz, nie dotykaj, nie jedz nic smakowitego, ograniczaj radość i rozrywkę a szukaj tego, co sprawia przykrość i ból. A tymczasem nasze zmysły: wzrok, słuch, dotyk, smak i powonienie to niekoniecznie niebezpieczeństwo do wyeliminowania, albo przynajmniej do poskromienia. To wielka życiowa siła.
 


Dlatego niech ten Wielki Post będzie dla ciebie inny. Twoje zmysły to ważne wehikuły wzrostu, które Bóg ci dał, byś żył w pełni. Nie walcz z nimi! To Boży dar. Daj się im poprowadzić. Wykorzystaj je, aby poczuć ten Wielki Post i odkryć nową drogę do Boga.

Przed tobą 10 odcinków. Ostatnie trzy zostaw na koniec Wielkiego Postu, na Triduum Paschalne. W praktyce poświęć każdy tydzień na inny zmysł. Posłuchaj refleksji, patrz na myśli i pragnienia, jakie w tobie wywołają. Nie musisz nigdzie pędzić. Nie bój się korzystać z klawisza ‘pauzy’. Słuchaj w swoim rytmie. Jak coś cię poruszy, zaciekawi, zatrzymaj się. Daj sobie tyle czasu, ile ci potrzeba. Lepsza jedna myśl usłyszana, przemyślana, przeżyta do głębi niż wiele treści, ale powierzchownie. Życzę ci, byś poczuł ten Post zmysłami i pięknie żył!

 

Wprowadzenie | Środa Popielcowa | 6 marca

Dotyk | 10 marca +

Wzrok | 17 marca +

Smak | 24 marca + 

Powonienie | 31 marca +

Słuch | 7 kwietnia +

Zmysł wiary | 14 kwietnia +

Wielki Czwartek | 18 kwietnia

Wielki Piątek | 19 kwietnia

Wielka Sobota | 20 kwietnia



01 – Wprowadzenie

Dzisiaj Środa Popielcowa. Rozpoczynamy kolejny Wielki Post. Niech to będzie dla Ciebie dobry czas! Przeżyj go mądrze! Zrób coś, żeby ‘poczuć ten Post zmysłami’! Bo post to nie przede wszystkim czas odmawiania sobie, ale raczej dobrego działania. Czynione dobro da ci siłę do życia i radość. Idź dzisiaj do kościoła. Zdejmij nakrycie głowy. Daj ją sobie posypać popiołem. Poczuj, jak on spada na twoje włosy i skórę. Zatrzymaj go do końca dnia. Niech ci przypomina o ulotności życia, o przemijaniu, o słabości ciała. Nie bój się prawdy o chorobie, starzeniu się, słabnięciu. Popiół spada na twoją głowę, na kotłujące się w niej myśli, pragnienia i wspomnienia. Niech Cię uspokoi. Właśnie tak poczuj dzisiaj ten Post a na popiół popatrz, jak na błogosławieństwo.

W mojej głowie tyle myśli, obrazów. Trudno się oderwać od tego, co mnie w każdej chwili ‘bombarduje’. Tyle rzeczy mi się narzuca. Nie umiem się od tego uwolnić. Nie potrafię się w tym odnaleźć. Dzisiaj postaraj się poczuć Wielki Post przez ciszę. Nie wyobrażaj sobie czegoś, co by ci zagrażało. Podaruj sobie chwilę uspokojenia, wyciszenia. Czasami wydaje się nam, że cisza to nicnierobienie, to jakaś pustka. A tymczasem chwila ciszy to uprzejmość dla siebie, to podarunek, aby lepiej żyć. W ciszy słyszysz siebie, możesz poczuć, że żyjesz. W ciszy łatwiej usłyszeć bicie swego serca, poczuć wdychane powietrze. W ciszy możesz usłyszeć delikatny głos twego wnętrza, twego sumienia. Usłyszysz Boga. Zatrzymaj się dzisiaj na chwilę i poczuj post przez ciszę.

Wielokrotnie się zdarza, że jak chcę się na chwilę zatrzymać i pomyśleć w ciszy o czymś dla mnie ważnym, to zaraz w mojej głowie kłębią się jakieś obrazy, wspomnienia. Czasami przeżywam coś, co już się stało, a chciałbym, żeby poszło inaczej, czasami sobie wyobrażam i wymyślam coś innego, co nigdy się nie zdarzy.I wtedy nie udaje mi się pomyśleć o tym, o czym chciałem. Rozproszenia to wielka zmora ducha, ale też, niestety, bardzo duży problem. Nie ma sensu z nimi walczyć, siłować się. Muszę się nauczyć z nimi żyć. Ile razy będę dzisiaj chciał poczuć post, przyjdą rozproszenia. Nie walcz z tymi myślami, obrazami czy skojarzeniami. Skoncentruj się na tym, co chcesz zrobić: pobyć chwilę w ciszy.

Kiedy chcę się zatrzymać i skoncentrować na odczuciach, muszę się zmierzyć z dwoma potężnymi przeszkodami. Pierwsza to poczucie krzywdy. Wiemy doskonale, jak mocno nas dotykają krzywdy niesprawiedliwie doświadczone od innych. Nie ważne, czy to najbliżsi z rodziny, przełożeni w pracy, czy osoby mające jakąś władzę nad nami. Takie poczucie krzywdy siedzi w nas latami i blokuje duchowo. Nie mniejszym problemem są moje wyrzuty sumienia. Czasami popełniam, nawet wielkie zło. Mam niejedno na sumieniu. Próbuję je zagłuszyć, ale to działa tylko na chwilę.
Chciałbym cię zachęcić, abyś się zatrzymał, uspokoił i poczuł w tej ciszy siebie i Boga. Zaraz się pojawią myśli o doświadczonych krzywdach lub wyrzutach sumienia. Nie walcz z nimi, nie odpychaj. Poczuj Boga, który jest przy tobie.

 

02 – Poczuć Post przez dotyk 

Ewangelia pokazuje przeszkodę, z którą na pewno przyjdzie mi się zmierzyć na mojej drodze wielkopostnej. Jezus udał się na pustynię i był tam kuszony przez diabła. Szatan na różne sposoby chciał go skłonić do zmiany jego misji, życiowej drogi, czy też do sprzeciwienia się Bogu.
Rzeczywistość kuszenia to nie tylko jakieś historie z zamierzchłych czasów. Ja też napotykam w swoim życiu wiele pokus. Zły duch, szatan jest moim przeciwnikiem i wykorzysta moje słabości. Będzie mi podsuwał różne racje, aby mnie sprowadzić na złą drogę. Zatrzymam się na chwilę, żeby poczuć, iż pokusa czyha na mnie. Nie będę się jej bał, ale i nie mogę być naiwny, że sam sobie poradzę.

Dzisiaj będę chciał zatrzymać się i poczuć ‘dotyk’ Boga. Ewangelie wielokrotnie opowiadają o tym, że Jezus zbliżał się do człowieka i go dotykał. Cierpiąca na krwotok kobieta mówi sobie: „żebym się choć Jego płaszcza dotknęła”, a kiedy to robi odzyskuje zdrowie. Jezus podchodzi i dotyka mar, trumny i wskrzesza jedynego syna matki, która była wdową. Przychodzi do domu Jaira, bierze za rękę jego dwunastoletnią córkę i przywraca ją do życia, mówiąc: „‘talitha kum’ – dziewczynko, mówię ci, wstań!” Ja też potrzebuję tego ‘dotyku’ Jezusa. Mam rany, które krwawią i nie dają mi żyć. Opłakuję straty ludzi, czy spraw. Jest we mnie wiele obumarłych sfer. Zatrzymam się dzisiaj i poproszę Jezusa, abym poczuł Jego dotyk i usłyszał słowa: ‘Tobie mówię, wstań!’ 

Każdy z nas potrzebuje dobrego dotyku, który jest niezbędny do życia. Małe dziecko pozbawione dotyku nie rozwija się prawidłowo, nie rozwinie ludzkich cech, które pozwolą mu na osiągnięcie dojrzałości. Bez dobrego dotyku będzie mu dużo trudniej nawiązywać kontakty z innymi. Nie pozna swojej wartości, albo to poznanie będzie zaburzone. Dużo trudniej będzie mu doświadczyć, że jest chciane, kochane i przyjmowane. Potrzebujemy dobrego dotyku w relacjach z innymi, także w rodzinach, także wśród najbliższych. Dobry dotyk, przytulenie, objęcie, czułość to moje codzienne wyrażanie miłości bez słów. Zatrzymam się, by poczuć i pomyślę, jaki jest mój dotyk wobec najbliższych, zwłaszcza wobec dzieci czy nastolatków? Jak często mi się zdarza wyrazić ‘kocham’, ‘jesteś dla mnie ważny’, przez czuły i ciepły dotyk.

Potrzeba dotyku to nie tylko przywilej dzieciństwa lub młodego wieku. Towarzyszy nam przez całe życie, także w starości, w podeszłym wieku.
Pismo święte zachęca nas, abyśmy pamiętali o rodzicach. Zachęca do pamięci o starym ojcu i wspierania go, do wyrozumiałości nawet kiedy ‘straci rozum’. Ten, kto czci matkę, jakby skarby gromadził. Pamięć i wspieranie swoich starych rodziców jest coraz większym problemem społecznym w wielu krajach. Wielu nie utrzymuje z nimi kontaktu, a nawet nie wie, co się z nimi dzieje. Statystyki w tym względzie budzą grozę. Wszyscy potrzebujemy dobrego kontaktu. Cieszy telefon, rozmowa na Skype, ale jeszcze lepsze odwiedziny, pomoc, czy czuły gest dotyku. Zatrzymam się i zapytam w sumieniu, czy robię wystarczająco dużo wobec swoich rodziców i dziadków.

Człowiek jest jednością cielesno-duchową. Ciało jest dla nas nie mniej ważne niż duch, niż nasza psychika. Dotyk jest elementem ‘języka ciała’. Muszę się nim nauczyć posługiwać. Pewne rzeczy są intuicyjne, ale prawdą jest, że w większości moje wyrażanie się ciałem jest kształtowane przez kulturę, przez obyczajowość, przez temperament osobisty i społeczny. Nasze ciało, a zatem i możliwość wyrażania się przez nie, jest darem Boga. Nie mogę go odrzucić, zanegować. Muszę się uczyć posługiwać nim dla dobra swojego i bliskich. Podziękuję Panu, że daje mi szansę, bym mógł przez dobry dotyk, przez wrażliwość i szacunek, przez czułość okazać bliskość wobec rodziny i przyjaciół. Przeproszę za zły, raniący i niewrażliwy dotyk. Zatrzymam się, by poczuć ten wspaniały Boży dar.

Bycie chrześcijaninem na co dzień to nie tyle znajomość treści wiary, dogmatów, ale działanie zgodnie z tym, co Jezus mówił. Choć prawdy wiary są ważne i należy żyć-postępować według nich, to jednak Jezus zachęca nas do czegoś więcej. Potrzeba, abym usłyszał słowa zachęty, jakie Jezus kieruje do uczonego w prawie, który mu zadaje pytanie o to, kto jest jego bliźnim. Jezus opowiada przypowieść o miłosiernym samarytaninie, a potem dodaje „Idź, i ty czyń podobnie!” Jezus nie zachęca mnie do poprzestania na znajomości wiary. Wysyła mnie, abym ‘czynił’ to, co z niej wynika. Gesty miłosierdzia są szczególną formą ‘dotyku’. Zatrzymam się, by poczuć wezwanie do działania. Poproszę Jezusa, by dał mi odwagę do przezwyciężenia obojętności i dotknięcia bliźniego miłosierdziem.

Wielokrotnie słyszeliśmy określenia, że Kościół jest ‘szpitalem polowym’, że działając dla drugiego trzeba nam się czasami napracować, co więcej niejednokrotnie ‘pochylić i pobrudzić’ jego słabością czy ubóstwem. Dużo łatwiej jest składać deklaracje niż zaryzykować samego siebie i podjąć działanie. Pokusa, żeby zatrzymać się na poziomie słów jest bardzo duża. Dlatego tak ważne jest, by posłuchać zachęty św. Jakuba, który przestrzega, aby nie być człowiekiem ‘przeglądającym się w lustrze’, który szybko zapomina, jak wyglądał. „Wprowadzajcie zaś słowo w czyn”, mówi Apostoł. Zatrzymam się, by poczuć wagę tego wezwania. Papież Franciszek zaprasza mnie, bym wyszedł z własnej ‘strefy komfortu’, z tych często fałszywych ‘stref mojego bezpieczeństwa i wygody’. To jest wołanie braci o mój ‘dotyk’, o moją bliskość i zaangażowanie. 

 

03 – Poczuć Post przez zmysł wzroku 

Ewangelia ukazuje nam tajemniczą scenę Przemienienia na Górze Tabor. Jezus zabrał tam ze sobą tylko trzech Apostołów. Dane im było zobaczyć chwałę i majestat Boga. Schodząc z Góry Tabor, Jezus polecił im, aby nie opowiadali o tym, co widzieli aż do czasu zmartwychwstania. Chcę się zatrzymać i poczuć obecność Boga w życiu. On się daje zobaczyć i poznać. Możemy go widzieć, jak uczniowie, choć nie będziemy umieli dokładnie tego opisać, ani właściwie na to zareagować. Nasza nieporadność nie jest jednak przeszkodą dla Boga. Poproszę Jezusa, abym mógł go dzisiaj zobaczyć. Poproszę o łaskę otwartych oczu na to, gdzie On jest i jak się do mnie przybliża: w tajemnicy liturgii, w drugim człowieku, w przyrodzie, czy w ciszy mojego serca.

Dla większości z nas wzrok jest pierwszym i podstawowym sposobem kontaktowania się z drugim człowiekiem. Możliwość widzenia jest wielkim dobrem, jakie posiadamy. Dar wzroku jest zaproszeniem do wyjścia ku drugiemu. Innych bowiem widzę swoimi oczyma. Sam siebie widzę tylko przez coś, na przykład lustro albo w ‘oku kamery’. Zatrzymam się dzisiaj, by poczuć Wielki Post przez zmysł wzroku. Jak wielki to dar – widzieć. Właśnie, widzieć, bo nie chodzi tylko o to, by patrzeć, ale by zobaczyć. Zatrzymam się na chwilę z wdzięcznością za to, że mam tak wielki dar do dyspozycji. Tak wiele ważnych rzeczy mamy niejako w swoim ‘zasięgu’, a nie umiemy ich wykorzystać. Pomyślę o tym, co chciałbym dzisiaj zrobić z moim darem wzroku? Co chciałbym zobaczyć?

To, że widzę jest wielkim darem i łaską dla mnie. Ale też, jak każdy dar, talent, umiejętność w życiu, nie jest celem samo w sobie, ale wkomponowuje się w całość mojego bycia na co dzień. Muszę się uczyć dobrze korzystać z mojego wzroku. Mogę bowiem patrzeć powierzchownie, przelotnie, a czasami nawet ‘podglądając’ innych i sytuacje. Mogę też patrzeć ciepło i czule, z wyrozumiałością, z zaangażowaniem i troską. Mogę patrzeć i widzieć z miłością. Dlatego zatrzymam się, by poczuć w tym Wielkim Poście, że patrzeć i widzieć to umiejętności trudne do zdobycia. Chcę dobrze korzystać z talentów, które posiadam, ale to nie zależy tylko od mojej woli. Poproszę Boga o łaskę patrzenia i widzenia tego, co służy życiu, rozwojowi i dobru.

Pewnego dnia, kiedy Jezus szedł drogą nieopodal Jerycha, pewien niewidomy żebrak krzyczał za Nim. Niektórzy chcieli go uciszyć, ale Jezus przywołał go do siebie i zapytał: „co chcesz, abym ci uczynił?” Niewidomy odparł: „Panie, żebym przejrzał”. Niewidomy jest w tragicznej sytuacji życiowej. Nie widzi, musi żebrać. We wszystkim zależy od innych. Ma jednak odwagę. Dopytuje się, kto przechodzi obok, nie pozwala się zbyć tym, którzy nie chcieli, żeby im ‘zawracał głowę’, bo oni są blisko Jezusa. Niewidomy wie też, czego chce, prosi o to otwarcie, wierzy w spełnienie prośby i zostaje wysłuchany. Ja też otoczony jestem często tymi, którzy mnie zniechęcają w odważnym przybliżeniu się do Boga. Zatrzymam się, by poczuć bliskość Jezusa i usłyszeć: „co chcesz, abym ci uczynił?”

Wzrok jest uprzywilejowanym sposobem nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem. Już samym sposobem patrzenia wiele mówię o nastawieniu do ludzi i sytuacji. Ważne jest też na czym się koncentruję, co stawiam na pierwszym planie. Sposób patrzenia jest ważny przede wszystkim w sytuacjach, w których jesteśmy jakoś odpowiedzialni: rodzice za dzieci, wychowawcy za podopiecznych, przełożeni za podwładnych i powinniśmy mądrze doradzać. Do Jezusa przyszedł kiedyś człowiek bardzo bogaty, ale pragnący dobra i chcący iść do nieba. Jezus zanim mu przekazał ‘trudną’ dla niego radę, by ‘sprzedał wszystko i poszedł za Nim’, najpierw ‘spojrzał na niego z miłością’. Zatrzymam się, by poczuć wagę mojego spojrzenia. Poproszę Jezusa o to, bym poczuł Jego ‘spojrzenie z miłością’ na mnie i umiał tak popatrzeć na innych.

Ewangelie dwa razy mówią o Jezusie, który ‘ujrzał i zapłakał’. Raz, kiedy schodząc z Góry Oliwnej wzruszył się na widok Jerozolimy i zapowiedział zniszczenie świętego miasta. Drugi raz, kiedy zobaczył płaczący tłum oraz miejsce, gdzie został złożony do grobu Jego przyjaciel, Łazarz.
Widzieć, to także przeżywać, wzruszać się, nie pozostawać obojętnym. Prawdziwie zobaczyć, to także dać się zaangażować, podjąć wysiłek działania. Posłucham dzisiaj zaproszenia do tego, by się zatrzymać i poczuć swoje wewnętrzne reakcje na to, co widzę w życiu. Wybiorę jedną lub dwie znaczniejsze sytuacje i spróbuję określić, jakie poruszenia, dążenia lub opory we mnie wzbudza? Do czego mnie zaprasza? Wielki Post to dobry czas, aby na chwilę zwolnić tempo życia, przyjrzeć się sobie uważniej i lepiej, pełniej żyć.

Brak możliwości widzenia to wielka strata dla każdego. Naturalne jest wtedy pytanie, jakie sobie zadajemy: dlaczego? Czym zawiniłem, że spotkało mnie takie nieszczęście? O to samo pytali Apostołowie, kiedy zobaczyli człowieka niewidomego od urodzenia: kto zgrzeszył, on czy jego rodzice? Stawianie sobie takich pytań jest naturalne, ale Jezus, odpowiadając uczniom, ukazuje inną perspektywę: to nie jest kwestia grzechu, ale dzieje się tak, aby ‘objawiły się sprawy Boże’. Widzieć to także rozumieć, właściwie oceniać. Do faryzeuszów, którzy uważali się za widzących, Jezus mówi, że trwają w grzechu. Żyli w złudzeniu i źle oceniali rzeczywistość. Zatrzymam się, by poczuć post i zobaczyć rzeczy, jakie są. Nie będę powierzchowny. Nie będę oceniał pochopnie. Otworzę swoje oczy, by na mnie ‘objawiły się sprawy Boże’.

 

04 – Poczuć Post przez zmysł smaku

We fragmencie Ewangelii, opowiadającym o wypędzeniu przekupniów ze świątyni jerozolimskiej, widzimy Jezusa gwałtownego. Wypędza handlujących, przewraca ich stoły, mówi szorstkie słowa, zakazujące czynienia z miejsca świętego targowiska oraz zapowiada zbudowanie nowej, prawdziwej świątyni, którą stanie się On sam, Jego ciało. To rzadki przypadek widzieć Jezusa tak postępującego. Uczniowie też Go nie rozumieli. Przypomnieli sobie co prawda zapowiedzi proroków, a zbudowanie ‘nowej świątyni’ zrozumieli dopiero po zmartwychwstaniu. Jezus swoją ‘gorliwością o oczyszczenie domu Ojca’ przypomina, że niejednokrotnie możemy ulegać fałszywym wizjom rozwoju, postępu i trzeba wracać do tego, co było na początku. Zatrzymam się, by poczuć, jak Jezus ‘oczyszcza’ mnie z naleciałości, które nie są dobre, nie prowadzą do Boga, nie dają szczęścia. Pozwolę Mu na budowanie we mnie ‘nowej świątyni’. 

Smak jest zmysłem, którym się posługujemy, aby poznać i zrozumieć rzeczywistość, w której żyjemy. Jest nam dany z natury, ale też kształtujemy go i rozwijamy. Ważną rolę odgrywają dla nas tak zwane ‘smaki dzieciństwa’. Doskonale pamiętamy smaki potraw przyrządzanych przez mamę czy babcię. Czasami ‘chodzą za nami’ w późniejszych latach i ileż radości i wspomnień powraca, kiedy natrafiamy na coś, co smakuje podobnie, jak w dzieciństwie. Nie chodzi tu tylko o czysto fizyczne smaki, ale wraz z tymi wspomnieniami wracają przeżycia, dziecięce radości, poczucie bezpieczeństwa, ufności. Wraca wspomnienie o mnie, jak niezapisana kartka, czysta, z prostą, dziecięcą wiarą i pobożnością. Zatrzymam się, stanę przed Bogiem ze światem moich wspomnień i poczuję Jego obecność. Niech smaki dzieciństwa mnie do Niego zaprowadzą.

W ewangelicznym Kazaniu na Górze Jezus przypomina swoim słuchaczom, że życie ma swój smak, o który każdy powinien dbać: „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić?” Sól albo ma swój smak i rolę do spełnienia, albo wietrzeje i jest jak pył i piasek usuwana, wyrzucana i deptana. Jezus mówi do każdego swojego ucznia, także do mnie: „Jesteś i masz być solą!” Tak, ty! A co to znaczy dzisiaj być ‘solą dla świata’? Słowa te padają bezpośrednio po Błogosławieństwach. A zatem ten prawdziwy, niezwietrzały smak życia to być ubogim w duchu, spragnionym sprawiedliwości, miłosiernym, czystego serca i wprowadzającym pokój. Zatrzymam się dzisiaj, aby pobyć przez chwilę w obecności Boga i zapragnąć ‘smaku soli’ życia.

Żyj tak, aby twoje życie miało sens, byś czuł jego smak. Poczucie smaku w tym, co robimy jest ważne. Można powiedzieć, że jest ono dla nas podstawowym kryterium rozeznania stanu ducha czy prawości postępowania. Co czuję, kiedy patrzę na swoje życie, na swoje czyny? Jestem spokojny, zadowolony? Mam satysfakcję, poczucie smaku w tym, co robię? Czasami zachęta do smakowania życia może się nam kojarzyć ze starożytnym określeniem ‘carpe diem’ – chwytaj czas, żyj chwilą. I słusznie, bo nasze smakowanie życia ma zachęcać do bycia twórczym, do aktywności, do nietracenia czasu. Nie każda aktywność jest jednak korzystna. Mam żyć prawdziwie, uczciwie, ale też mieć poczucie smaku w tym, co robię. Zatrzymam się, by poczuć ten post przez smak. Czy czuję smak mego życia?

Wielokrotnie przychodzi mi uznać swoje słabości, przyznać się do grzechów, zaakceptować, że robię coś, co nie przystoi. Zwykle dojmujące w takich sytuacjach jest poczucie ‘niesmaku’, jaki czuję. Jest wiele słów, których wolałbym nie wypowiedzieć, wiele czynów, których się wstydzę. Tak wielu ludzi zostało naznaczonych złem z mojej strony. Poczucie zniesmaczenia sobą i swoim działaniem jest ważną intuicją duchową. Zatrzymam się, aby poczuć ten niesmak. Na chwilę chcę stanąć w obecności Boga, poczuć Jego obecność w tym, co dla mnie jest trudne: przyznaniu się do słabości i grzechu. Niesmak jest ważnym sygnałem, ale zarazem nie mogę na nim poprzestać. Przyjrzę się temu odczuciu i pomyślę do czego mnie ono zachęca, do czego mnie wzywa? Jak chciałbym naprawić czyny budzące mój niesmak? 

Wielki Post to czas odnowy duchowej, to dążenie do odnalezienia smaku życia, do wyrwania się z wewnętrznej ociężałości. Ale jak to zrobić?
Przede wszystkim to stworzyć sobie odpowiednie warunki, wzmacniać wrażliwość i duchową czujność oraz pracować nad swoją wolą i motywacjami. Stworzyć warunki to szukać chwil ciszy i spokoju, miejsc, które pozwolą mi się skupić i uporządkować. Nawet w zabieganiu muszę znaleźć odpowiedni czas i miejsca. By być bardziej wrażliwym duchowo, pomoże mi chwila modlitwy, refleksji nad sobą, dobra lektura, rozmowa albo wysłuchana w mediach podnosząca na duchu wypowiedź. Nic zaś bardziej nie motywuje, jak codzienne zauważanie i docenianie małych smaków życia. Zatrzymam się, by poczuć post jako drogę odnowy, nawrócenia i zapragnąć odnalezienia smaku życia. Poproszę o tę łaskę.

Ewangelia podpowiada nam, że „każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce”. Dobre to te dojrzałe, smaczne, dające życie z całym jego kolorytem. Kryterium rozeznawania to przyjrzeć się owocom, czyli skutkom, konsekwencjom moich pragnień, poruszeń i związanych z nimi decyzji. Zatrzymam się dzisiaj na chwilę, aby poczuć smak owoców mojego życia. Co przeważa, na czym się koncentruję? Pragnę i dążę do czegoś, co mnie otwiera, wyrywa z zastania i wygody, popycha w nieznane, czy raczej dla pewności trzymam się schematów, tego, co przewidywalne i bezpieczne? Czuję entuzjazm, puls życia, czy raczej jestem wyczerpany, obojętny, bez nadziei i oczekiwania na coś dobrego? Po owocach rozpoznajemy dobre drzewo. Pobędę przez chwilę z tymi myślami, by poczuć smak życia.

 

05 – Poczuć Post przez zmysł węchu 

Wierzymy, że Bóg stworzył świat. Wszystko pochodzi od Niego. Wierzymy też, że Jezus przyszedł na ziemię i stał się człowiekiem. Umarł za nas na krzyżu i zmartwychwstał. Dlaczego? Jakie jest najważniejsze przesłanie chrześcijaństwa?Niektórzy uważają, że Bóg stał się człowiekiem po to, by nas zbawić, uwolnić od grzechu. Krzyż i śmierć Boga jest ‘ceną’, za jaką zostaliśmy wykupieni. Wielu jednak jest zdania, że przyjście Jezusa nie może być uzależnione od grzechu człowieka. Musiało być postanowione jeszcze zanim zaistniał grzech. Jezus przychodzi po to, by dać życie obfite. To jest najważniejsze przesłanie wiary: Bóg jest Bogiem życia i zbawienia. Nie potępia, lituje się, podnosi na duchu, nie rezygnuje z człowieka. Zatrzymam się, aby poczuć, że to jest też prawda dla mnie.

Zmysł węchu, zdolność odróżniania zapachów, jest ważnym elementem naszej codzienności. To prawda, że niektóre zwierzęta mają znacznie doskonalszy węch, ale i dla nas jest on ważnym narzędziem nawiązywania kontaktu z innymi. Warto to podkreślić, węch to narzędzie łączności! Niektórzy uważają nawet, że węch jest pierwszym, najczęściej podświadomym sposobem wchodzenia w kontakt z drugim człowiekiem.
O tym, jak ważną rolę odgrywa zapach mogą zaświadczyć ukochane z bukietem ślicznie pachnących kwiatów, czy flakonikiem perfum. Jak podnosi na duchu i daje radość zapach leśnej ściółki i żywicy w rozgrzewających je promieniach słońca. Zapach ma także wiele duchowych, religijnych odniesień. Zapach kwiatów czy woń kadzidła to tylko niektóre. Zatrzymam się, by poczuć post, czyli odnaleźć nową drogę do Boga przez zapach i dar węchu.

Zapach odgrywa bardzo ważną rolę w życiu duchowym. Łacina używa nawet określenia ‘odor sanctitatis’ – ‘zapach świętości’ wobec tych, o których mówimy, że odchodzą do Pana, umierają w opinii świętości. Wielu świętych było też rozpoznawanych poprzez zapach, który dawał się odczuć, świadcząc o ich obecności. Mówienie o ‘zapachu świętości’ ma głębszy wymiar duchowy. Ukazuje jego piękno i przyjemność, jest pociągające i motywujące. Chodzi tu nie tyle o doświadczenia estetyczne, ale raczej o uświadamianie sobie, że stan naszej psychiki, poziom życia duchowego, spójne życie, czyste sumienie i dobre, szlachetne czyny to ważne składniki duchowego ‘zapachu’, który roztaczamy. Świętość życia nas uszlachetnia, budzi pragnienia i uwzniośla. Chcę się zatrzymać, by poczuć ten ‘zapach świętości’, tę Bożą woń, którą mogę roztaczać wokół i zapragnąć go.

 „Panie, już cuchnie”, usłyszał Jezus, kiedy stanął przed grobem swojego przyjaciela Łazarza i poprosił o odsunięcie kamienia. Śmierć ma swój zapach, jak wszystko w naszym życiu. Pachnie zgnilizną i rozkładem. Jest to dla wielu przykry zapach. Śmierć cuchnie, właśnie. Ma to także głębokie znaczenie duchowe. Podobnie jak śmierć fizyczna, tak i wszystkie złe uczynki prowadzące do ‘śmierci’ duchowej, zostawiają przykry zapach ‘cuchnienia’. Nieuporządkowane życie duchowe, złe uczynki, decyzje, które są podejmowane przez człowieka nie z miłości i dobrego nastawienia do innych, ale w złości, z zaciśniętą pięścią, z pogardą czy chęcią wykorzystania, prowadzą nas do śmierci duchowej i cuchną, a tego zapachu nie zamaskuje żaden dezodorant, czy kosmetyk. Zatrzymam się, stanę przed Bogiem i poproszę, bym poczuł cuchnienie śmierci duchowej. 

Na kilka dni przed śmiercią Jezusa, pewna kobieta wzięła sporą ilość drogocennego olejku nardowego i namaściła stopy Chrystusa, ocierając je swoimi włosami. Apostołowie, a najbardziej Judasz, byli zgorszeni. Olejek wart był mniej więcej tyle, co roczny dochód robotnika. Judasz uważał, że olejek należało sprzedać i wspomóc ubogich. Jezus pochwalił jednak uczynek kobiety, bo ona z miłości namaściła Jego ciało na śmierć i pogrzeb. Ewangelista dodaje, że „dom napełnił się wonią olejku”. Dobre czyny są dziełem miłosierdzia. To, co czynimy dla braci, czynimy Jezusowi. Nawet jeśli niektórzy tego nie rozumieją i się sprzeciwiają. Rzeczywiście, woń olejku dobrych czynów rozchodzi się po całym domu, po całym Kościele.
Zatrzymam się, by poczuć tę woń olejku dobrych czynów. Poproszę o odwagę w podejmowaniu ich. 

Podróżując po świecie spotykamy się z różnymi zapachami, charakterystycznymi dla danych miejsc, okolic, czy nawet ludzi. Zapach nas wyróżnia. Nasze ciało chłonie zapachy okolicy, miejsc, w których przebywamy. Chłoniemy zapachy roślin i zwierząt, które nas otaczają, a także rzeczy, których używamy na co dzień. Pachniemy też produktami, którymi się żywimy. Pachniemy tym, co jemy, przyprawami, jakich używamy, a nawet zależnie od sposobu przygotowywania tego pokarmu. Zatrzymam się, by poczuć zapachy mojego miejsca, mojego życia, mojego człowieczeństwa. Dam sobie chwilę, aby poczuć woń mojego życia. Nie jestem znikąd. Mam swoją historię, swoją przeszłość. Pochodzę z konkretnych uwarunkowań społecznych, rodzinnych, historycznych. To wszystko ukształtowało mój specyficzny zapach. Postaram się go poczuć, docenić. W modlitwie podziękuję Bogu za tę specyficzną woń mojego życia.

Zmysł powonienia jest ważnym elementem życia. Nie zawsze jesteśmy świadomi, jak w nas działa i nie potrafimy dokładnie opisać i zrozumieć procesów, jakie w nas zachodzą, ale węch jest jednym z elementów wychodzenia do świata, kontaktowania się z innymi. Pozwala nam poznawać i oswajać świat wokół. Nie służą nam skrajności. Potrzebujemy równowagi. Potrzebujemy także naturalności i unikania tego, co sztuczne. Równowaga i naturalność to słowa klucze. Na niewiele się zda wysublimowany zapach kadzidła na modlitwie, jeśli zabraknie mu zapachu potu przy ciężkiej, codziennej pracy. Na nic woń najnowszej linii perfum, kosmetyków, jeśli ma tuszować sztucznym zapachem różne ‘smrody’, pogubienie i pogmatwanie życia. Zatrzymam się, by prosić Boga o równowagę i naturalność moich życiowych zapachów, by moje życie wydzielało dobrą woń. 

 

06 – Poczuć Post przez zmysł słuchu 

Kiedy grupa pogan podeszła do Apostołów, powiedzieli: „chcemy ujrzeć Jezusa”. Wtedy Jezus powiedział, że jest to godzina, w której On zostanie otoczony chwałą. Na potwierdzenie tych słów z nieba odezwał się głos. Słuchający ludzie nie potrafili jednoznacznie go zinterpretować. Jednym wydawało się, że ‘zagrzmiało’, innym zaś, że ‘Anioł przemówił’. W tej sytuacji Jezus wypowiedział bardzo ważną obietnicę: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. Zatrzymam się, by poczuć ten post przez zmysł słuchu. Wzbudzę sobie pragnienie, jak owa grupa Greków: „chcę zobaczyć Jezusa”. On przychodzi i mówi do mnie, choć nie zawsze udaje mi się to zrozumieć. Nie będę się bał. Zatrzymam się, by usłyszeć słowa Jezusowej obietnicy: „Patrz na krzyż. Chcę Cię przyciągnąć do siebie”.

Zmysł słuchu odgrywa ważną rolę w naszym życiu duchowym. Św. Paweł mówi nawet, że „wiara rodzi się z tego, co się słyszy”, a obrazowe powiedzenie o tym, że chcemy ‘słuchać i usłyszeć’ Boga jest jednym z kluczowych opisów naszej relacji do Niego. Jedna z ważniejszych postaci wiary, św. Józef, opiekun Jezusa, jest dla nas przykładem słuchania i wiernego wypełniania tego, co się słyszy. Zatrzymam się, by poczuć, jak ważną rolę w moim życiu, także tym duchowym, odgrywa zdolność słyszenia. Przez chwilę posłucham tego, co się wokół mnie dzieje, posłucham też siebie, tego, co we mnie dzisiaj rezonuje. Czego słucham w życiu? Czy jest to, jak mówi św. Paweł, ‘słowo Jezusa’? Na co zwracam uwagę? Co się najmocniej przebija do mnie?

Ewangelie wielokrotnie opowiadają o uzdrowieniach, jakich dokonywał Jezus. Pewnego razu przyprowadzono do Niego człowieka, który nie słyszał, a zatem nie mógł też poprawnie mówić. Jezus dotknął palcem jego ucha, śliną dotknął jego języka, westchnął w duchu i powiedział: Effatha, co znaczy otwórz się. I głuchoniemy odzyskał słuch i zaczął prawidłowo mówić. Zatrzymam się dzisiaj, by pozwolić Bogu na uleczenie mojej ‘głuchoty’. Jeśli nie słyszę właściwie, nie mogę też poprawnie rozumieć i mówić. Jeśli mam przytępiony słuch, nie reaguję odpowiednio na to, co się dzieje. Stanę przed Jezusem, aby i wobec mnie wypowiedział słowo uzdrowienia. On weźmie mnie na chwilę na bok, daleko od zgiełku, dotknie moich słabo słyszących uszu, dotknie mojego języka i powie: Effatha. Podziękuję Mu za gesty uzdrowienia.

Życie jest nieustającą i dźwięczną symfonią, ale potrafi ją usłyszeć i docenić ten, kto nie tylko ma słuch, ale też odpowiednie przygotowanie i wiedzę. Zmysł słuchu jest nam dany z natury, ale wrażliwość na bodźce słuchowe, na ich współbrzmienie jest wypracowywana każdego dnia.
Nawet dla osób obdarzonych dobrym słuchem muzycznym bardzo ważne jest to, co możemy nazywać ‘kształceniem słuchu’. Nasza zdolność słyszenia nie jest czymś niezmiennym. Jak kształcić swój słuch duchowy? Przede wszystkim trzeba uciekać od hałasu, bezładnych, zbyt głośnych i natarczywych dźwięków, które nas ogłuszają. Trzeba słuchać tego, co nam pomaga żyć, słuchać osób, które na nas dobrze działają. Będę unikał ludzi gadatliwych, krytykujących wszystko i wszystkich. Zatrzymam się, by posłuchać i usłyszeć Boga mówiącego do mnie w sumieniu.

Mówi się, że ‘najbardziej głuchy jest ten, co nie chce usłyszeć’. Jak nie wystarczy patrzeć, by prawdziwie zobaczyć, tak nie wystarczy słuchać, by w pełni usłyszeć. Na wiele sposobów każdego dnia ‘łapię się’ na tym, że nie słucham. Czasami nie jestem wystarczająco uważny, zajęty innymi sprawami, które odwracają moją uwagę. Innym razem udaję, że nie słyszę, bo treść jest dla mnie niewygodna, albo zbyt bolesna. Jeszcze innym razem przytłumiam swój słuch, bo nie wiem, jak zareagować albo jestem zbyt leniwy, by podjąć taki wysiłek. Na różne sposoby udaję wtedy, że nie słyszę, że mnie to nie dotyczy. Zatrzymam się, by poczuć ten post przez słuch. Stanę przed Jezusem i poproszę o odwagę słuchania i usłyszenia. Nadstawię ucha na Jego głos.

Słuchanie, usłyszenie głosu, słowa Boga w Biblii często jest ukazywane jako powołanie. Młody Samuel słyszy w świątyni głos Boga wzywający go po imieniu. Nie rozumie tego, co się dzieje, ale dopiero pouczony przez kapłana Helego, poznaje Pana i odtąd wiernie wypełnia Jego słowo. Ważna jest nie tyle sama zdolność słyszenia, ale to wewnętrzne ‘usłyszenie’, zrozumienie i decyzja woli, aby żyć zgodnie z tym głosem, powołaniem. Można tu podkreślić rolę tych, którzy, mimo swoich słabości i braków, pomagają nam rozpoznać głos Boga i pójść za Nim. Zatrzymam się, aby poczuć post przez zmysł słuchu. Pobędę chwilę w ciszy, nasłuchując głosu Boga w moim sumieniu, może w przeczytaniu fragmentu Pisma Świętego albo w wydarzeniach mojego życia. Poproszę o łaskę usłyszenia Jego głosu.

W biblijnym opowiadaniu o początkach, po grzechu pierworodnym, pierwszy człowiek i jego żona, słysząc kroki Pana Boga, kryją się przed Nim. Uświadomienie sobie obecności Boga, słyszenie Jego głosu nie zawsze musi być łatwe do przyjęcia. Często nie jesteśmy skorzy, by, mimo iż wiemy jaka jest wola Boga, wiernie wypełniać ją w życiu. Doświadczam słabości, upadam, ale zawsze towarzyszy mi też głos Boga wołający mężczyznę: „gdzie jesteś?” Adam odpowiedział wtedy: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się… i ukryłem”. Chciał się usprawiedliwić. Zatrzymam się, aby poczuć post przez zmysł słuchu. Chcę usłyszeć Boga. Postaram się zobaczyć z jakim nastawieniem to czynię. Jakie reakcje wywołuje we mnie świadomość Bożej obecności? Czy nie uciekam, nie ukrywam się przestraszony, słysząc Jego głos w sumieniu?

 

07 – Poczuć Post przez zmysł wiary 

Niedziela Palmowa jest inaczej zwana Niedzielą Męki Pańskiej. W czasie Mszy świętej czyta się bowiem długi opis ukrzyżowania i śmierci Jezusa na krzyżu. Zatrzymam się dzisiaj, aby poczuć zmysłami to zbawcze wydarzenie. Święty Ignacy radzi mi, bym w tej kontemplacji sceny ukrzyżowania ‘zastosował zmysły’. Zrobię to. Poczuję dotykiem nieociosane drzewo krzyża, ból w miejscach, gdzie gwoździe przebijają ciało. Popatrzę na to, co się dzieje, na ludzi, na Jezusa, na miejsca drogi krzyżowej i na Golgotę. Poczuję w ustach smak potu, krwi i kurzu, które są wszechobecne. Niech powonienie pomoże mi poczuć zapachy ludzi, ale też dochodzące zapachy roślin i zwierząt. Posłucham krzyków żołnierzy, szczęku broni, płaczu i zawodzenia. Zatrzymam się, by wyznać wiarę, że w tej śmierci jest moje zbawienie.

Zmysły służą nam do tego, by poznać i poprawnie wejść w relację ze światem wokół nas. Należą jednak do świata materialnego i nie obejmują pełni rzeczywistości. Gdyby nas zatrzymały tylko na materii, pozbawiły by nas całej gamy doświadczeń o charakterze duchowym. Teologia mówi jednak o pewnym zmyśle, wyczuciu, który jest dla nas narzędziem do poznawania i oceniania rzeczywistości duchowej. Chodzi o tak zwany ‘sensus fidei’ – czyli ‘zmysł wiary’. Nie jest to tak często wyobrażany ów przysłowiowy ‘szósty zmysł’. Zmysł wiary to pewna umiejętność duchowa, zdolność, która pozwala wyczuć, poprawnie zrozumieć i postępować zgodnie z prawdą objawioną przez Boga. Zatrzymam się, by poczuć post przez zmysł wiary, Boże wyczucie, które jest w moim sumieniu. Poproszę o jasność sądu i odwagę w działaniu.

Każdy człowiek wierzący obdarzony jest wyczuciem, zmysłem wiary, który mu pomaga odkrywać to, co prawdziwie Boże i iść za tym w życiu. Zadanie odkrywania tego, co Bóg zamierzył, interpretowania tego, co jest zawarte w słowie Bożym, Piśmie Świętym i przekazie tradycji zostało powierzone całemu Kościołowi. Obowiązek dbania o zrozumienie tego depozytu wiary spoczywa nie tylko na hierarchii Kościoła czy uczonych teologach. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, by odkrywać zamysł Boży i wiernie go zachowywać. Wielokrotnie zdarzało się w przeszłości, że prości, niewykształceni teologicznie ludzie mieli wyczucie prawdziwej wiary, podczas, gdy wielu biskupów i teologów głosiło poglądy heretyckie. Zatrzymam się, by poczuć ten post. Zmysł wiary to odpowiedzialność za wiernych i Kościół. Nie będę się uchylał, niech Bóg działa przeze mnie.

Duchowy ‘zmysł wiary’ to wyczucie, umiejętność rozpoznania tego, co prawdziwie od Boga i co jest nakazem sumienia. Jest to duchowy dar dla każdego wierzącego, czyniący z nas aktywnych i odpowiedzialnych członków wspólnoty wierzących. W dobie różnego rodzaju sondaży, ankiet badających opinie ludzi trzeba podkreślić, że ‘zmysł wiary’ to nie najbardziej rozpowszechniona opinia na tematy religijne. To nie opinia w sprawach wiary czy życia Kościoła, jaka dominuje w danym środowisku. To nie jest opinia większości podejmowana w głosowaniu. ‘Zmysł wiary’ to dar duchowy i zarazem zadanie. Zatrzymam się, by poczuć post zmysłami. Niech ‘zmysł wiary’ pomoże mi dostrzec i poprawnie rozumieć działanie Boga wobec mnie. On mnie zaprasza do bliskości, liczy na moje zaangażowanie. Chce, bym wielkodusznie odpowiedział na Jego miłość.

 

08 – Poczuć Post przez zmysły – Wielki Czwartek

Wielki Czwartek to szczególny dzień. Rozpoczynamy Święte Triduum Paschalne, ten szczególny czas przeżywania z wiarą wszystkich  najważniejszych wydarzeń naszego zbawienia. Właśnie, ‘zmysł wiary’ musi nam towarzyszyć w tych chwilach szczególnie. Zatrzymam się, aby Jezus uczynił wobec mnie to samo, co wobec Apostołów. Zdobędę się na taką wolność ducha, żeby poczuć post wszystkimi zmysłami. Dzisiaj Jezus dla mnie ustanawia Eucharystię, której symbolem jest obmycie nóg, służba, poświęcenie dla bliźniego. Pozwolę Jezusowi, aby obmył moje stopy, poczuję Jego dotyk. Poczuję wodę na moich stopach i dotyk materiału, kiedy je obciera. Posłucham Jego słów zachęty. Poczuję smak i zapach, które towarzyszą gestom Jezusa. Podziękuję mu za to, co dla mnie czyni, za dar Eucharystii. Pozwolę Mu, aby mnie oczyszczał z lęku i niepewności.

 

09 – Poczuć Post przez zmysły – Wielki Piątek 

Krzyż Jezusa jest najbardziej osobliwym wydarzeniem w historii zbawienia, najbardziej namacalnym i przemawiającym do człowieka. ‘Osobliwym’, choć nie najważniejszym, bo na nim dzieło zbawienia się nie kończy. Zatrzymam się, aby poczuć ten szczególny moment. Moje zmysły mogą mi w tym pomóc. Chcę tego. Przede wszystkim stanę dzisiaj z wiarą wobec Jezusa wiszącego na krzyżu. Jestem wśród ludzi na Golgocie. Popatrzę na Jezusa na krzyżu i na wiszących obok skazańców. Dotknę twardej skały i szorstkiego drewna. Powącham zapachy, które mnie otaczają. W ustach poczuję smak octu, którym był pojony Jezus. Posłucham tego, co mówią skazańcy, żołnierze czy gapie, aż w końcu usłyszę samego Jezusa. Zatrzymam się, aby poczuć z wiarą, że to jest szczególny moment mojego zbawienia. Wyznam Jezusowi swoją miłość.

 

10 – Poczuć Post przez zmysły – Wielka Sobota 

Wielka Sobota to czas ciszy i wyczekiwania. 
Zatrzymam się, aby poczuć te chwile całym sobą, aby ich doświadczyć jak ci, którzy brali w nich udział. Także dzisiaj niech poprowadzą mnie zmysły i wiara. Świąteczny dzień Paschy to dla Arcykapłanów, uczonych w Piśmie i faryzeuszów poczucie tryumfu. Usunęli Tego, który był przeszkodą, bluźniercę. Popatrzę na nich. Postaram się wczuć w ich przeżycia. Popatrzę na najbardziej tragiczną postać tych wydarzeń, Judasza. Był jednym z uczniów, apostołem. Zdradził Jezusa. Nie umiał sobie poradzić z poczuciem winy. Nie przyjął przebaczenia. Postaram się wejść w jego przeżycia. Popatrzę na Piotra, wczuję się w jego zawód i zdradę, poczuję smak łez. Będę chłonął całym sobą przeszywające wspomnienie krzyża, zawiedzionych nadziei, upadków, ale też ciszy i wyczekiwania.


 

Tekst, lektor i montaż

o. Paweł Kosiński SJ

 

Muzyka

Odcinki 1-7 – Taizé: Dans nos obscurities, Tu sei sorgente viva, Le tenebre, Bendigo al Señor, Christe Salvador, De noche, Nunc dimittis, 
odcinki 8-10 – Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej: O Hostio Święta; Eli Eli; Litania pokutna