29. bł. Michał Rua
bł. Michał Rua
0,00 / 0,00
bł. Michał Rua

29. bł. Michał Rua

29 października

Nasza dzisiejsza opowieść o patronie dnia jest – można to tak określić – opowieścią o sytuacji wręcz idealnej. Jeden człowiek – jego życie, dzieła, droga do świętości – staje się drogą dla kogoś innego.  Kiedy w 1972 roku Paweł VI beatyfikował Włocha Michała Rua – bo to o nim dzisiaj będzie – powiedział o „przemianie źródła w rzekę”.  Źródłem w tym przypadku jest św. Jan Bosko, założyciel Zgromadzenia Salezjanów, zaś bł. Michał Rua i to, co zrobił stało się rozlewającą się po świecie rzeką dobroci dla młodzieży, zwłaszcza najuboższej i opuszczonej. Było realizacją tego, co Salezjanie mają „zadane”, a nasz dzisiejszy patron jest wręcz nazywany „żywą regułą”, bo tak doskonale wprowadzał w życie to, co jego poprzednik, jeden z największych pedagogów w dziejach Kościoła, mu powierzył.  

bł. Michał Rua
0,00 / 0,00

A kim był? Otóż urodził się w Turynie, w czerwcu 1837 roku. Jego ojciec kierował wydziałem w fabryce broni. Michał miał liczne rodzeństwo. Miał 8 lat, gdy zmarł mu ojciec. Rodzina była związana z fabryką. Mieszkali tam. Jeden z braci podjął w niej pracę, a Michał wraz z bratem uczęszczali do szkoły elementarnej utworzonej przy zakładzie… Św. Jan Bosko stworzył nieopodal ORATORIUM, miejsce, gdzie w niedzielę, po Mszy św. chłopcy mogli znaleźć chwilę wytchnienia i radości, a także wysłuchać skierowanej do nich katechezy. Św. Jan Bosko troszczył się nie tylko o to, by życie młodzieńców, często doświadczonych przez los, ubogich, samotnych stawało się lepsze, ale też szukał wśród nich takich, którzy mogliby kontynuować jego dzieło, zostać kapłanami i pracować z dziećmi. I tak zaproponował naukę łaciny i studia Michałowi.

W 1853 roku Michał zamieszkał w Oratorium – został asystentem św. Jana Bosko i wkrótce na jego ręce złożył śluby zakonne. Jako kleryk sprawował opiekę nad chłopcami. Z czasem rozpoczął naukę w seminarium diecezjalnym w Turynie. W 1858 towarzyszył św. Janowi Bosko w pielgrzymce do Rzymu, kiedy ten rozpoczął starania o zatwierdzenie reguły nowego zgromadzenia. W 1860 roku otrzymał święcenia kapłańskie – był pierwszym kapłanem i zarazem wychowankiem św. Jan Bosko. I kiedy później wspierał swych współbraci, mówił: „Ksiądz Bosko powiedział, ksiądz Bosko robił… chciał… i co warto zauważyć nie było w tym kopiowania, powielania, ale wierność regułom, która nie oznaczała utraty kreatywności czy dynamiki działania. Michał Rua był refleksyjny, nieśmiały i powściągliwy, a św. Jan Bosko musiał go uczyć

„że ma pozwolić się kochać”.

Jego wielka wrażliwość na innych sprawiła, że określa się go również mianem „króla dobroci”.

A wracając do dzieł… otóż po święceniach kapłańskich Rua został kierownikiem naukowym wszystkich szkół salezjańskich. Po kilku latach był dyrektorem administracyjnym całej rodziny salezjańskiej. Wspomagał św. Jan Bosko w założeniu żeńskiej rodziny zakonnej Córek Maryi Wspomożycielki Wiernych; organizacji wypraw misyjnych, utworzeniu czasopisma dla dzieł salezjańskich. W 1884 został wikariuszem generalnym i zastępcą św. Jana Bosco, który był coraz bardziej wyczerpany pracą. To na rękach naszego patrona, w styczniu 1888 roku, umierał jego mistrz. Kiedy dwa tygodnie po śmierci twórcy Zgromadzenia Salezjanów, Rua został wyznaczony przełożonym generalnym, sprawował tę funkcję przez 22 lata. I do śmierci, do 10 kwietnia 1910 roku, „źródło” rzeczywiście stało się „rzeką”. Z 64 placówek zrobiło się ponad 300 (z czasem w 33 krajach, w tym również na ziemiach polskich, gdzie Michał Rua był 2 razy). Z 700 do 4000 wzrosła liczba członków Zgromadzenia...

Tekst, nagranie, lektor

o. Paweł Kosiński SJ

Chciałbym żyć dobrze! Chcę pozostawić po sobie dobry ślad w życiu innych ludzi! Ale jak tego dokonać? Gdzie znaleźć inspirację i środowisko, które by mi pomogło chcieć dużo i sięgać po to, co dalej i więcej? Mamy potężnych orędowników. Ich życie i doświadczenia to kopalnia inspiracji i rzeczywistej duchowej energii na codzienną wędrówkę człowieka. Modlitwa w drodze codziennie prezentuje „Patrona dnia”, którego postać jest wpisana do katolickiego kalendarza liturgicznego. Posłuchaj tych opowieści, podziwiaj postacie twoich orędowników i daj się pociągnąć do dobra. Naprawdę warto!