18. Śś. Męczennicy koreańscy Paweł Mi i towarzysze
Track #1
0,00 / 0,00
Track #1

18. Śś. Męczennicy koreańscy Paweł Mi i towarzysze

18 grudnia

Wiara chrześcijańska trafiła do Wietnamu w pierwszej połowie XVI wieku. Nie zakorzeniła się ona jednak ze względu na to, że kraje Azji były zamknięte dla obcokrajowców, a władcy wpuszczali ich niechętnie. Co rusz dochodziło też do krwawych prześladowań. Najbardziej krwawy okres to panowanie cesarza Minh-Minga, od 1820 do 1840 roku. Straciło wtedy życie od 100 do 300 tysięcy chrześcijan. Dzisiaj powiemy o kilku, którzy dali świadectwo swej wierności i wytrwałości. To trzej młodzi katechiści, rodowici Wietnamczycy: Paweł Mi, Piotr Duong i Piotr Truat.

0,00 / 0,00

Byli zaangażowani w życie wspólnoty chrześcijańskiej. Pomagali w pracy francuskiemu misjonarzowi, ks. Janowi Cornayowi. Zostali aresztowani razem z nim.

Najstarszym i niejako reprezentantem całej trójki katechistów był Paweł Mi. Urodził się w 1798 roku. Mając 13 lat zaczął pomagać biskupowi, potem przez cztery lata pomagał w parafii, aż mając 19 lat rozpoczął seminarium. Nie przyjął święceń, ale został katechistą i uczył religii, nawracał, odwiedzał rodziny, umacniając je w wierze.

Piotr Duong urodził się w 1808 roku w ubogiej, pobożnej, wiejskiej rodzinie. Był zdolny, chętnie się uczył. Katechistą został w wieku 16 lat. Potem pomagał ks. Cornayowi w pracy parafialnej. Był znany ze swej łagodności i ciepła.

Piotr Truat był najmłodszy z całej trójki. Urodził się w 1817 roku w ubogiej, wiejskiej rodzinie. Szybko stracił ojca. Miał słabe zdrowie i nie był zbyt zdolny. Katechizował małe dzieci. To właśnie Piotr Truat, kiedy mandaryni krytykowali go za głupotę, bo uważali, że niszczy swoją młodość, odpowiedział odważnie: „Może się okazać, że nie jestem zupełnym głupcem. Tylko ci, co są mądrzy, świadomie poświęcają swoje życie dla prawdy po to, by zdobyć wiecznie trwały skarb”.

Trzej katechiści zostali aresztowani i zaprowadzeni do miasta Son Tay. Przesłuchaniom zwykle towarzyszyły tortury. Jak przekazywał potem Paweł Mi:

„Żołnierze zdarli z nas ubrania i położyli na ziemi. Do rąk i nóg przywiązali nam cztery liny, które potem okręcili wokół czterech pali. Zaczęli rozciągać. Ból, jaki czuliśmy był niemalże nie do zniesienia. Potem zaczęli nas biczować, najpierw pojedynczym batem, a potem całą rózgą. Każde uderzenie zostawiało na naszych ciałach setki śladów i pęknięć, z których sączyła się krew”.

We wrześniu 1837 roku poinformowano zatrzymanych, że ks. Cornay został zgładzony i zachęcano, żeby się wyrzekli wiary. Oni odpowiedzieli, że:

„są szczęśliwi z powodu męczeństwa ich nauczyciela, i że chcą iść jego śladami”.

Warunki w więzieniu były okropne. Byli skuci w kajdany, poniewierani przez strażników. W celach śmierdziało i było wilgotno. Było mnóstwo much i komarów, a ciała męczenników pełne krwawiących ran po torturach.

W październiku ogłoszono wyrok skazujący ich na śmierć. Nie wykonano go od razu, ale odłożono, mając nadzieję, że upływający czas coś zmieni. A oni trwali i pragnęli męczeństwa. Dniami i nocami na głos odmawiali różaniec i modlili się wspólnie. Dzielili się jedzeniem i lekarstwami, jakie dostawali od strażników. Rozmawiali z przychodzącymi. Cztery razy ks. Trieu udało się zmylić strażników i przynieść im Komunię św. Dla nich to było prawdziwe święto. Wtedy widzieli już „bramy nieba szeroko otwarte”.

W końcu, 18 grudnia 1838 roku, wykonano wyrok i ich uduszono. Paweł Mi miał lat 40, Piotr Duong 30, a Piotr Truat 21.
Kanonizował ich w gronie 117 męczenników wietnamskich w 1988 roku Jan Paweł II.

Tekst, nagranie, lektor

o. Paweł Kosiński SJ

Chciałbym żyć dobrze! Chcę pozostawić po sobie dobry ślad w życiu innych ludzi! Ale jak tego dokonać? Gdzie znaleźć inspirację i środowisko, które by mi pomogło chcieć dużo i sięgać po to, co dalej i więcej? Mamy potężnych orędowników. Ich życie i doświadczenia to kopalnia inspiracji i rzeczywistej duchowej energii na codzienną wędrówkę człowieka. Modlitwa w drodze codziennie prezentuje „Patrona dnia”, którego postać jest wpisana do katolickiego kalendarza liturgicznego. Posłuchaj tych opowieści, podziwiaj postacie twoich orędowników i daj się pociągnąć do dobra. Naprawdę warto!