14. Św. Jan od Krzyża
Track #1
0,00 / 0,00
Track #1

14. Św. Jan od Krzyża

14 grudnia

„Aby naprawdę znaleźć Boga, nie wystarczy tylko modlić się sercem i ustami lub opierać się na pomocy innych, ale równocześnie trzeba zdobywać się na wszelkie możliwe wysiłki osobiste i pracę. Albowiem jeden czyn spełniony osobiście ma większe znaczenie przed Bogiem, niż wielka liczba czynów dokonanych przez innych dla danej osoby”.

0,00 / 0,00

Kiedy św. Jan od Krzyża, nasz dzisiejszy patron, pisał te słowa w swoim poemacie „Pieśń duchowa”, w klasztorze w Toledo, w Hiszpanii, był uwięziony przez swoich współbraci w maleńkiej celi, w której się ledwo mieścił. Był głodzony, dostając do jedzenia tylko chleb i wodę oraz garść solonych ryb. Nie miał ubrania na zmianę. Wielokrotnie był chłostany wobec całej wspólnoty. Z rzadka dostawał kawałek papieru i pióro do pisania. Nieczęsto też dawano mu do dyspozycji świecę, żeby mógł mieć choć trochę więcej światła. W innych przypadkach musiał stawać na ławkę, żeby przez niewielki otwór złapać trochę światła z sąsiedniego pomieszczenia. Była to cena, jaką płacił za pragnienie życia zgodnie z pierwotną regułą karmelitańską.

W takich warunkach przeżywał swoje stany mistyczne i pisał utwory poetyckie, które są uważane za klasykę poezji hiszpańskiej i arcydzieło światowej literatury mistycznej. Dzięki temu świadectwu cierpienia i wytrwałości, mógł pisać przekonująco, że wielu jest „tych, którzy chcieliby posiąść Boga bez żadnego wysiłku kosztem kilku modlitw i to jeszcze źle odmówionych, nie chcąc uczynić dla Niego nic, co by ich trochę kosztowało”. Bolał nad tym, jak wielu nie chce nic robić, a oczekują, że wszystko im przyjdzie bez wysiłku i umartwienia. 

Jan de Yapes urodził się w 1542 roku w Fontiveros, niedaleko Avila, w Hiszpanii. Był trzecim synem w ubogiej rodzinie. Szybko stracił ojca i najstarszego brata. Doświadczył ubóstwa. Został oddany do przytułku. Imał się różnych zawodów. Pracował w tkactwie, krawiectwie. Był snycerzem, malarzem. Pracował jako zakrystianin a także pielęgniarz. Zarobione pieniądze przeznaczył na naukę. 

Mając 21 lat wstąpił do karmelitów. Przyjął imię Jan od św. Macieja. W zakonie spotkał się ze znacznym rozluźnieniem reguły i zapragnął życia zgodnego z pierwotnym charyzmatem. W 1567 roku został kapłanem. W dniu swej Mszy św. prymicyjnej spotkał św. Teresę z Avila. Te dwie bratnie dusze w lot się wyczuły i porozumiały. Teresa wraz z Janem postanowili zreformować obie rodziny karmelitańskie.

28 listopada 1568 roku Jan z dwoma braćmi złożyli śluby zachowania pierwotnej reguły. Wtedy też Jan przybrał imię Jana od Krzyża. Chciał być wierny ideałom reformy, nawet jeśliby „miał to przepłacić życiem”. Szybko sam się przekonał, że jego ofiara będzie konieczna. Nie wszyscy ówcześni karmelici byli bowiem przychylni powrotowi do surowszych zasad życia zakonnego.

Został porwany i wtrącony do więzienia przez swoich współbraci w grudniu 1577 roku. Spędził w „paszczy wieloryba” – ja sam je nazwał – dziewięć miesięcy. W końcu udało mu się uciec i podjąć na nowo zadanie reformy zakonu. Jego cierpienie zaowocowało rozwojem nowych klasztorów opartych o zreformowane reguły, a samego Jana uwiarygodniło wobec wielu współbraci.

Po 1588 roku stronnictwo „łagodnej” reguły wzięło jednak górę. Jan został odsunięty od wszystkich urzędów. Zmarł osamotniony w klasztorze w Ubedzie 14 grudnia 1591 roku, mając zaledwie 49 lat.
Beatyfikował go Klemens X, a kanonizował w 1726 roku Benedykt XIII. Pius XI ogłosił go doktorem Kościoła.

Tekst, nagranie, lektor

o. Paweł Kosiński SJ

Chciałbym żyć dobrze! Chcę pozostawić po sobie dobry ślad w życiu innych ludzi! Ale jak tego dokonać? Gdzie znaleźć inspirację i środowisko, które by mi pomogło chcieć dużo i sięgać po to, co dalej i więcej? Mamy potężnych orędowników. Ich życie i doświadczenia to kopalnia inspiracji i rzeczywistej duchowej energii na codzienną wędrówkę człowieka. Modlitwa w drodze codziennie prezentuje „Patrona dnia”, którego postać jest wpisana do katolickiego kalendarza liturgicznego. Posłuchaj tych opowieści, podziwiaj postacie twoich orędowników i daj się pociągnąć do dobra. Naprawdę warto!