Św. Romuald
Św. Romuald
0,00 / 0,00
Św. Romuald

Św. Romuald

19 czerwca

Dzień urodzin naszego patrona owiany jest tajemnicą. Także inspiracja do założenia zakonu pochodzi z wizji, którą miał w czasie snu, ale jego życie i wpływ na dzieje Kościoła są rzeczywiste i łatwe do zobaczenia. Dzisiaj powiemy o św. Romualdzie, opacie, założycielu kamedułów.

Św. Romuald
0,00 / 0,00

Nie znamy dokładnej daty jego narodzin. Niektórzy historycy piszą, że to początek X wieku, około roku 907, a inni, że to nawet połowa, około roku 952. Zgodni są jednak, co do tego, że przyszedł na świat w możnej rodzinie diuków Honesti z Rawenny.

Zdobył wykształcenie, obycie w towarzystwie i doskonalił się w sztuce rycerskiej. Miał dosyć beztroskie, pełne rozkoszy i zabaw życie młodego, wysoko urodzonego, człowieka. Pojawiały się jednak jakieś przebłyski innych pragnień. Kiedyś, jak opowiadają biografowie, zabłądziwszy w lesie podczas polowania, pomyślał o tym, jak szczęśliwe życie, oddane tylko Bogu, prowadzili pierwsi pustelnicy chrześcijańscy. On sam nie zamierzał jednak zmieniać swojego życia, choć odtąd częściej się modlił, zaczął pomagać chorym, biednym i kalekim.

Kiedy miał 20 lat przeżył szok, który całkowicie odmienił jego życie. Ojciec Romualda był człowiekiem bardzo porywczym. Pokłócił się ze swoim bratem o majątek i nie chciał przystać na żadną ugodę. Wyzwał go na pojedynek. Romuald był przymuszony, aby być jego sekundantem. W ten sposób zobaczył, jak jego ojciec w pojedynku zabija krewnego. To wydarzenie wstrząsnęło nim do tego stopnia, że postanowił rzucić wszystko i odpokutować za grzech ojca.

Uciekł z domu i wstąpił do opactwa benedyktynów niedaleko Rawenny. Po trzech latach opuścił klasztor, gdyż tęsknił za życiem samotnym i udał się do eremu mnicha Maryna, który wiódł życie pustelnicze w pobliżu Wenecji. Wraz z Marynem udał się na pogranicze Francji i Hiszpanii, do benedyktyńskiego klasztoru w Cuxa. Tam spędził 10 lat.

Po tym czasie Romuald przeniósł się do opactwa benedyktyńskiego na Monte Cassino. Marzył jednak ciągle o życiu pustelniczym. Na Monte Cassino poznał mnicha Benedykta, który zabrał go do swojej samotni niedaleko Rawenny, w rozlewisku rzeki Pad. Miejsce to nazywane było Pereum.

Wkrótce do Romualda zaczęli dołączać naśladowcy, dla których musiał zakładać nowe klasztory. Mnisi żyli według reguły św. Benedykta. Nosili także czarne habity benedyktyńskie.

Pewnego razu, gdy Romuald wędrował między klasztorami, zatrzymał się w dolinie, niedaleko miasta Arezzo, w Toskanii, i zasnął. We śnie ujrzał, jak jego uczniowie, ubrani w białe szaty, wstępują, jak po drabinie Jakubowej, wprost do nieba. Romuald odczytał to jako znak od Boga i postanowił założyć w tym miejscu klasztor. Gdy szedł do biskupa, aby go prosić o pozwolenie, spotkał właściciela tej ziemi, który mu powiedział, że miał taki sam sen. Właściciel ziemi nazywał się Maldulo. Od pola Maldulego powstała późniejsza nazwa „Camaldoli", a zakonników nazwano kamedułami.

Mnisi wiedli bardzo surowe życie. Zachowywali milczenie, ścisły post, mieszkali osobno w domkach, spotykając się tylko na modlitwę. Mieli białe habity zgodnie z widzeniem Romualda. Godłem zakonu zostały dwa gołąbki pijące z jednego kielicha, co symbolizuje połączenie życia zakonnego z pustelniczym.

Romuald zmarł 19 czerwca 1027 roku. Kamedułów zatwierdził papież Aleksander II w roku 1072. Romualda kanonizował Grzegorz XIII w 1582 roku. W ikonografii jest ukazywany jako opat w białym habicie kameduły.

Tekst, nagranie, lektor

o. Paweł Kosiński SJ

Chciałbym żyć dobrze! Chcę pozostawić po sobie dobry ślad w życiu innych ludzi! Ale jak tego dokonać? Gdzie znaleźć inspirację i środowisko, które by mi pomogło chcieć dużo i sięgać po to, co dalej i więcej? Mamy potężnych orędowników. Ich życie i doświadczenia to kopalnia inspiracji i rzeczywistej duchowej energii na codzienną wędrówkę człowieka. Modlitwa w drodze codziennie prezentuje „Patrona dnia”, którego postać jest wpisana do katolickiego kalendarza liturgicznego. Posłuchaj tych opowieści, podziwiaj postacie twoich orędowników i daj się pociągnąć do dobra. Naprawdę warto!