6 świętych kobiet z problemami rodzinnymi

Kłopoty rodzinne, bieda i przedwczesne śmierci dzieci. Rozpustny, czasami brutalny mąż czy synowie. Niemoralne interesy i pozostawione długi. Troska o życie i zdrowie najbliższych. Podzielona rodzina, kłopoty z teściami, czy dzieci nieszanujące rodziców. Pytania o to, kto jest ważniejszy, matka czy dziecko, kiedy lekarze i inni „przyjaciele” doradzają „usunięcie ciąży” … 

To są pytania, z którymi wiele córek, matek, żon oraz babć musiało i musi się zmierzyć. Nie inaczej jest w przypadku świętych. Im też nie zostało nic zaoszczędzone. Jak to przeżywały? Jak radziły sobie z tymi problemami? Czym to zaowocowało w ich życiu? 
Prezentujemy kilka wybranych postaci – od starożytności aż po czasy najnowsze. Niech będą inspiracją i światłem zwłaszcza wtedy, kiedy pytania i problemy wtłaczają nas w otchłań, paraliżując i uniemożliwiając podjęcie właściwych decyzji.  

I. Św. Joanna Beretta Molla - Kobieta w ciąży, która stanęła przed dramatycznym wyborem II. Św. Monika - cierpliwa matka błądzącego syna III. Bł. Eurozja Barban "Mama Rosa" - 9 dzieci, poronienia, ubóstwo, zaufanie Bogu IV. Św. Adelajda - współrządząca cesarzowa wygnana przez własnego syna i synową V. Św. Małgorzata dˈYouville - matka ubogich, pomimo niemoralnych interesów i długów męża VI. Św. Rita di Cascia - żona brutalnego męża i gwałtownych synów

I.

św. Joanna Beretta Molla - kobieta w ciąży, która stanęła przed dramatycznym wyborem

Dzisiaj powiemy o współczesnej świętej, żonie i matce, która dla uratowania swojego ostatniego dziecka poświęciła własne zdrowie i życie. Nazywano ją "świętą zwyczajnych dni". Była ostatnią świętą, którą kanonizował w 2004 roku Jan Paweł II. Poznamy też świadectwo tej, dla której ofiarowała swoje życie. Dzisiejszym patronem jest św. Joanna Beretta Molla. 

Joanna urodziła się w 1922 roku w Magencie, niedaleko Mediolanu, we Włoszech. Była dwunastym dzieckiem Alberta i Marii. Wychowywana była w atmosferze wiary i pobożności. Siostra i dwóch braci Joanny wybrali drogę życia zakonnego. Ona chciała zostać misjonarką. Studia medyczne rozpoczęła w czasie II Wojny Światowej, Ukończyła je w 1949 na Uniwersytecie w Pawii. W 1950 uzyskała specjalizację z pediatrii i rozpoczęła praktykę lekarską. Piotra, swojego męża poznała w 1951 roku. Pobrali się we wrześniu 1955 roku. Byli pracowici, pogodni i szczęśliwi. Spędzali jak najwięcej czasu razem. Lubili wycieczki w góry, jazdę na nartach, koncerty i spektakle w teatrze. Joanna interesowała się modą, dbała o elegancję, prowadziła samochód, co wtedy nie było powszechne. 

Joanna i Piotr chcieli mieć dużo dzieci. Najpierw urodził się im syn, potem w kolejnych latach przyszły na świat dwie córki. Joanna poroniła kolejne dwie ciąże. Pod koniec drugiego miesiąca następnej ciąży zdiagnozowano u niej mięśniaka w macicy, który zagrażał życiu jej i dziecka. Joanna zdecydowała się donosić ciążę do końca. Była lekarzem i wiedziała, że stan jest poważny. Domagała się jednak ratowania przede wszystkim dziecka, choć lekarze sugerowali usunięcie ciąży. Joanna Emmanuela, córka dla której Joanna poświęciła swoje życie tak o tym opowiada:

Dwa tygodnie przed porodem mama powiedziała do taty: "Piotrze, jeśli będziecie musieli wybierać pomiędzy mną i dzieckiem nie wahaj się w ogóle, wybierzcie dziecko – i domagam się tego – uratujcie dziecko"

Oddajmy głos Joannie Emmanueli, żeby opowiedziała o ostatnich chwilach życia swojej świętej matki:

Mama została przyjęta do szpitala w Wielki Piątek, właśnie w czasie Wielkiego Tygodnia, 20 kwietnia 1962 roku, po południu. Lekarze, ponieważ już została poddana jednemu zabiegowi chirurgicznemu usunięciu mięśniaka, chcieli, by rodziła w sposób naturalny. Niestety, nie przyniosło to spodziewanych rezultatów. A zatem, następnego ranka, w Wielką Sobotę o godz. 11 zrobili jej ‘cesarskie cięcie’ i ja się narodziłam. Kilka godzin potem mama poczuła się bardzo źle. Miała bardzo wysoka gorączkę i odczuwała wielki ból. Okazało się, że w konsekwencji komplikacji okołoporodowych pojawiło się septyczne zapalenie otrzewnej. I wtedy zaczęła się prawdziwa agonia mamy, jej Kalwaria, która się złączyła z męką Jezusa na górze Kalwarii. W czasie tej swojej agonii, wiele razy powtarzała: "Jezu, kocham Cię, Jezu, kocham Cię". 

Aż do końca chciała przyjmować Komunię świętą. Nie mogła już przełykać, więc przyjmowała cząstkę do ust. Bardzo zależało jej na tym, żeby wrócić do domu. Prosiła tatę: "Piotrze, zabierz mnie do domu". Lekarze pozwolili na to dopiero w sobotę po Wielkanocy, 28 kwietnia, kiedy widzieli, że nic więcej dla niej nie mogą zrobić. A zatem tata zabrał mamę do domu w Ponte nuovo di Magenta w sobotę o czwartej nad ranem. Mama zmarła w swoim łożu małżeńskim o ósmej rano, mając zaledwie 39 lat”. 

Była heroiczną świętą zwyczajnego dnia. 

II.

św. Monika - cierpliwa matka błądzącego syna

Czego najbardziej boi się każda matka?… to chyba najlepsze pytanie jakim możemy rozpocząć nasze dzisiejsze spotkanie z patronką dnia. Choć jej życie przypada na IV wiek, to jakże łatwo będzie współczesnym matkom zrozumieć jej troski – syn rozdarty między nią, głęboko wierzącą, a ojcem poganinem. Zdolny, łatwo uczący się, ale leniwy i ponad wszystko ceniący swobodne życie. Związek z kobietą, nieślubne dziecko i uciechy ówczesnego świata były wyborem jej pierworodnego Augustyna.

I choć przyszedł czas refleksji, to jednak ta poprowadziła go ku sekcie manichejskiej. Nawet bliski śmierci nie myślał o chrzcie. Św. Monika 33 lata czekała na to, aby jej syn urodził się na nowo, dla Boga. Jak po latach powie sam nawrócony już Augustyn, później biskup Hippony, ojciec i doktor Kościoła:

w swoim czystym sercu, pełnym wiary w Ciebie, bardziej cierpiała rodząc mnie ku wiecznemu zbawieniu niż niegdyś rodząc cieleśnie”.

Kim była ta, którą stawia się za wzór matczynej miłości i czyni patronką kościelnych stowarzyszeń matek oraz wdów, a także wskazuje jako orędowniczkę w jakże bolesnych dla matek chwilach, gdy dziecko schodzi na złą drogę? 

Monika urodziła się ok. 332 roku w Tagaście (Afryka Północna).  Jej dom był chrześcijański, a szczególną rolę w wychowaniu przyszłej świętej odegrała surowa piastunka. Jak to się działo w rzymskim świecie, o losie młodej dziewczyny zadecydowali rodzice. Na męża wybrali jej statecznego urzędnika… tyle, że ok. 20 lat starszego i poganina. Gwałtowny charakter męża, który nie zawsze akceptował głęboką wrażliwość i religijność Moniki i teściowa, o której byśmy dziś powiedzieli „daleka od ideału”, to wszystko przez lata było jej codziennością. Jak się z czasem okaże, po latach zjednała sobie matkę męża, a i on sam przed śmiercią przyjął chrzest. Monika została wdową, kiedy miała 39 lat, a tym co stało się jej szczególną troską, to dzieci. Najwięcej przysparzał ich sercu matki ten pierworodny, Augustyn. To jego życiowe wybory były powodem płaczu…, ale jak miała kiedyś usłyszeć Monika od jednego z biskupów, kiedy powierzała mu swoje niepokoje –

Proś dalej, nic więcej. Nie jest możliwe, aby poszedł na zatracenie syn tylu łez.

Wieloletnie, cierpliwe wołanie matki „do nieba” zostało wysłuchane, ale zanim to nastąpiło zatroskana rodzicielka podążała za błądzącym dzieckiem. Udała się za nim do Kartaginy, następnie do Rzymu i Mediolanu i to właśnie tam pod wpływem kazań św. Ambrożego, Augustyn nawrócił się i przyjął chrzest. Szczęśliwa matka nie wiedziała, że droga, którą będzie kroczył Augustyn do Boga poprowadzi go do kapłaństwa, a jego zasługi dla Kościoła będą tak wielkie, że znajdzie się w gronie świętych. I tu warto wspomnieć, że to on wystawił jej najpiękniejszy pomnik, jaki może podarować dziecko uratowane przed zatraceniem się w świecie. W swoich „Wyznaniach” pokazał nam wzór bezgranicznej i delikatnej zarazem rodzicielskiej miłości. Wspomnienie matki, która modlitwą ocaliła mu życie. Niestety jej radość z przemiany syna nie trwała długo. Czekając na statek powrotny do Afryki, Monika zachorowała na febrę. Umierała jednak spokojna przecież

…niczego już nie spodziewam się na tym świecie. To jedno zatrzymywało mnie dotąd, że chciałam… widzieć cię chrześcijaninem… 

Pochowano ją w 387 roku w Ostii. Następnie jej doczesne szczątki trafiły do Francji. W XV wieku przeniesiono je do Rzymu. W ikonografii możemy odnaleźć ją w stroju wdowy, a atrybuty, które jej towarzyszą, to książka, krucyfiks, różaniec.  

III.

bł. Eurozja Barban - "Mama Rosa": 9 dzieci, poronienia, ubóstwo, zaufanie Bogu

"Mamma Rosa", jak ją nazywano była zwyczajną kobietą: żoną, matką i babcią. Zaangażowała się w życie swojej parafii. Miała dziewięcioro swoich dzieci i piątkę przybranych. Wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Była kobietą wielkiej wiary i uczynków miłosierdzia, chętnie wspomagała ubogich, odwiedzała chorych. W małżeństwie przeżyła 44 lata. Dzisiaj powiemy o błogosławionej Eurozji Barban. Posłuchajmy. 

Eurozja Fabris urodziła się 27 września 1866 roku w Quinto Vicentino, w północnych Włoszech. Gdy miała cztery lata, przeniosła się z rodziną do odległej o kilka kilometrów miejscowości Marola, gdzie spędziła resztę życia. Pochodziła z ubogiej rodziny. Do szkoły chodziła tylko przez dwa lata. Potem musiała wspomagać rodziców w gospodarstwie. Mimo to chętnie czytała Pismo św., katechizm, a nawet lektury duchowe. Do Pierwszej Komunii św. przystąpiła w wieku 12 lat i aż do końca życia codziennie przyjmowała Ciało Pana. 

W 1886 roku wyszła za mąż za swojego sąsiada, 23-letniego wdowca Carlo Barbana. Miał on dwie malutkie córki z pierwszego związku. Carlo był rolnikiem i uprawiał pola, ale jego ojciec zostawił go z wielkim długiem. Nowa rodzina wielokrotnie doświadczała różnych braków. Dwoje ich dzieci zmarło niedługo po urodzeniu, ale Eurozja doznała pocieszenia pielgrzymując do sanktuarium Matki Bożej na Monte Berico i była przekonana, że Bóg chce, aby miała wiele potomstwa. Urodziła jeszcze siedmioro własnych, a po 1917 roku małżonkowie zaadoptowali jeszcze trójkę dzieci kuzynki. Mąż miał pewne opory, ale ona mu mówiła: „Odwagi, Carlo, wiemy, że Pan Bóg jest z nami i nas kocha. On sam zadba o wszystko, czego potrzebujemy. Na pewno nam pomoże, przynajmniej ze względu na dzieci, bo On tak miłuje niewinność”. 

Czasy były trudne. We Włoszech był wtedy wielki kryzys ekonomiczny i społeczny. Setki tysięcy ludzi każdego roku emigrowały do Niemiec, Francji czy do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Brakowało pieniędzy. Rodziny były wielodzietne, a nie było systemu opieki społecznej. Eurozja starała się, jak mogła. Uprawiała ogród, zajmowała się domem. W swoim ubogim życiu pamiętała, aby wspomagać jeszcze bardziej potrzebujących. Przekonała swego męża i chętnie udzielała dachu nad głową czy strawy przygodnym pielgrzymom, czy potrzebującym okolicznym rolnikom. Trzech ich synów zostało kapłanami, dwaj diecezjalnymi, jeden franciszkaninem. Córka Carlo z pierwszego małżeństwa została zakonnicą. Siedmioro wybrało drogę życia małżeńskiego. 

Eurozja razem z jednym ze swoich synów wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Franciszka i jeszcze bardziej włączyła się w życie swojej parafii. Otworzyła u siebie w domu całkowicie darmowa szkołę krawiecką. Uczyło się w niej kilkanaście dziewcząt. Uczyła je nie tylko techniki szycia, ale i tego, jak budować rodziny autentycznie chrześcijańskie, jak praktykować cnotę czystości. Prowadziła umartwione życie. Często ofiarowywała za grzeszników ból zębów czy głowy, które mocno ją trapiły. 

Carlo Barban zmarł w 1930 roku. Eurozja powiedziała po jakimś czasie swojemu synowi, który był księdzem, że „tego ranka, w czasie Komunii św., Pan Jezus jejpowiedział, że umrze za 19 miesięcy”. I rzeczywiście, od jesieni 1931 roku była przykuta do łóżka. Znosiła to cierpliwie. Powtarzała ze spokojem, że „jeśli ktoś za życia wypełniał swoją powinność, to śmierć go nie przeraża”. Zmarła 8 stycznia 1932 roku, wieczorem. Beatyfikacja odbyła się za pontyfikatu Benedykta XVI w 2005 roku. Jej relikwie spoczywają w rodzinnej parafii Ofiarowania Pańskiego w Marola.

IV.

św. Adelajda - współrządząca cesarzowa wygnana przez własnego syna i synową

Każdy ze świętych czy błogosławionych jest dla Kościoła darem, jest ważny. Są jednak wśród nich postaci, które w sposób bardzo wyraźny zapisują się nie tylko w życiu naszej wspólnoty, ale ujmując to ogólnie – w historii. A takim czasem, kiedy to wielka historia splatała się bardzo mocno z dziejami Kościoła jest średniowiecze.  

I właśnie dziś naszą patronką będzie święta Adelajda Burgundzka, kobieta uznawana za jedną z najwybitniejszych w X wieku. Co ciekawe, wcale nie jest nam obca. Ponieważ warto wiedzieć, że była żoną cesarza Ottona I, matką Ottona II, a wreszcie babką Ottona III, który tak szczególnie poprzez relacje ze św. Wojciechem i spotkanie z Bolesławem Chrobrym w Gnieźnie, wpisał się w historię Polski. Posłuchajmy zatem o życiu tej, która:

Zaszczycona najwyższą godnością, jaką ziemia dać może, pozostała skromną i pokorną. Mąż przypuszczał ją do udziału w rządach, gdyż odznaczała się bystrością i przezornością. Wpływu swego używała na korzyść i dobro Kościoła katolickiego, popieranie oświaty i tworzenie dobroczynnych zakładów  

Adelajda – co w starogermańskim oznacza „pochodzącą ze znakomitego rodu” – rzeczywiście była księżniczką. Ojcem był Rudolf II książę Burgundii, a matką Berta, córka księcia Szwabii. Nasza patronka urodziła się w 931 roku. Po śmierci ojca matka zajęła się jej wychowaniem. Jako szesnastolatka została wydana za króla Włoch i z tego małżeństwa doczekała się córki. Szybko została wdową, bo zaledwie mając lat dwadzieścia. I tu – możemy powiedzieć – zaczęły się problemy. Jej mąż być może został otruty przez rywala politycznego, który chciał również zmusić Adelajdę do powtórnego ożenku z jego synem. Odmowa sprawiła, że młoda wdowa została uwięziona. Uciekła w przebraniu przez dziurę w murze. Musiała się ukrywać. Na szczęście schronienie znalazła u przyszłego cesarza Niemiec, a jak się okaże później i kolejnego męża – Ottona I. Jego żoną została w 951 roku, a cesarzową w 962. Ze związku narodziło się troje dzieci, w tym kolejny cesarz – Otton II.

Natomiast Adelajda dała się poznać jako władczyni roztropna i dbająca o dobro Kościoła, szczególnie na terenie Niemiec i Włoch. Niestety po śmierci męża, a za przyczyną – pochodzącej z Bizancjum synowej Teofano – powtórnie w życiu Adelajdy pojawiły się kłopoty. „Zarozumiała bowiem Greczynka i podli pochlebcy, nienawidzący pobożną Adelę, tak dalece opanowali serce Ottona, że zapomniawszy o czci należnej matce zaczął jej ubliżać, dokuczać, aż wreszcie skazał ją na wygnanie”2. Ten czas spędziła Adelajda we Włoszech i u swego brata Konrada Burgundzkiego. Z czasem relacje między synem a matką poprawiły się, ale dopiero po śmierci Ottona II, a później i Teofano sytuacja się uspokoiła. Została regentką Ottona III i aż do 995 roku, kiedy ten dorósł do tak zwanych lat sprawnych towarzyszyła mu. W tym czasie okazała się dobrą organizatorką i umiejętnie powierzała funkcje. Usprawniła administrację, a także zadbała o finanse. A mając zaś do dyspozycji cesarski skarbiec nie tylko wspierała najbardziej potrzebujących, co czyniło ją popularną wśród poddanych, ale również ufundowała kilkanaście opactw i klasztorów. Między innymi w Peterlingen, w Pavii i w Selz pod Strasburgiem. I w tym ostatnim cesarską suknię zamieniła na habit. Została mniszką. Tam też 16 grudnia 999 roku zmarła. Została kanonizowana w 1079. W ikonografii przedstawiana jest w stroju cesarzowej z insygniami władzy. W ręku trzyma kościół lub klasztor.  

V.

św. Małgorzata d’Youville - matka ubogich, pomimo niemoralnych interesów i długów męża

Święci zawsze pamiętają o celu swojej ziemskiej drogi. Dlatego nawet w sytuacjach, które dla wielu z nas wydają się być przytłaczające czy nie do pokonania, oni nie zatrzymują się, podążają wyznaczoną drogą… 

Kościół stawia nam dziś za wzór świętą Małgorzatę dˈYouville. To pierwsza wyniesiona na ołtarze Kanadyjka. Założycielka zgromadzenia zakonnego popularnie określanego mianem Szarych Sióstr. „Matka ubogich”, jak ją z czasem zaczęto nazywać, u kresu życia napisała: „Bóg Ojciec był Przedmiotem mojego zaufania przez prawie czterdzieści lat”. Posłuchajmy, więc, historii nie tyle o wielu przeciwnościach, ale raczej o wielkim zawierzeniu Bożej Opatrzności.  

Urodziła się w 1701 roku w Varennes, niedaleko Montrealu. Miała pięcioro rodzeństwa. Liczna rodzina znalazła się w trudnej sytuacji po śmierci ojca. Najstarsza wówczas Małgorzata miała zaledwie siedem lat. Wsparciem dla wdowy i dzieci był pradziadek, który sfinansował naszej patronce dwa lata nauki u Urszulanek. Po powrocie do domu dziewczyna zajmowała się młodszym rodzeństwem – wychowaniem i edukacją. Kiedy miała 21 lat została panią dˈYouville. Jak się okazało nie tylko mieszkanie z teściową nie było łatwe, ale i zachowanie męża było przedmiotem wielu trosk. Ten nie tylko znikał z domu, nie troszczył się o rodzinę, ale ku wielkiemu zmartwieniu, zajmował się nielegalnym handlem. Sprzedawał alkohol Indianom. Trudny czas małżeństwa zakończył się po ośmiu latach. Mąż zmarł po chorobie w trakcie, której Małgorzata, będąc w szóstej ciąży, troszczyła się o niego i pielęgnowała. Młoda wdowa została z dwójką dzieci, bo czworo zmarło w niemowlęctwie.  

Miała 28 lat. Doświadczyła biedy, śmierci bliskich, teraz jeszcze musiała poradzić sobie z ogromnymi długami, jakie zostały po mężu i do tego zadbać o wychowanie synów. Zawierzenie Bożej Opatrzności było jej siłą. Wiara pomagała w trudnych doświadczeniach. Mimo wielu własnych kłopotów do pokonania, uwaga Małgorzaty skierowana była na potrzebujących bardziej, więcej. Jeszcze w małżeństwie udzielała się w Towarzystwie Charytatywnym, a kiedy została sama okazało się, że nawet prowadząc niewielki sklepik jest w stanie dzielić się tym, co ma. Pomagała każdemu potrzebującemu. Do domu przyjęła bezdomną, niewidomą kobietę.

Jej troska o innych inspirowała. Z czasem znalazły się trzy kobiety gotowe do wspomagania Małgorzaty w podejmowaniu kolejnych dzieł miłosierdzia. W 1737 roku wdowa dˈYouville złożyła przysięgę, że poświęci się ubogim. Niewiasty wynajęły niewielki dom, w którym wspierały tych, którzy tego potrzebowali. Mimo starań, piętrzyły się trudności, bo dla wielu to, co czyniły było przedmiotem drwin i złośliwości. Dom strawił pożar. Jedna z jej współtowarzyszek zmarła, a i sama Małgorzata miała problemy ze zdrowiem. To wszystko nie zniechęcało, wręcz przeciwnie, mobilizowało ją do działania. W lutym 1745 roku przyszła święta wraz ze współpracownicami odnowiły przysięgę, poświęcenia się całkowicie pomocy biednym i opuszczonym. Fakt ten uznawany jest za początek zgromadzenia. 

Z czasem "Matce ubogich" zaproponowano objęcie kierownictwa szpitala w Montrealu. Popadający w ruinę i zadłużony miał być zamknięty. Małgorzata z siostrami odbudowała go i została jego dyrektorką. I nawet kiedy jej kolejne dzieło zniszczyły płomienie, mająca 64 lata zakonnica widziała w tym obecność Boga. Odnowiony z wielkim trudem szpital stał się domem opieki dla ubogich. Dzięki naszej dzisiejszej patronce został również otwarty pierwszy w Ameryce Północnej dom dla porzuconych dzieci. Małgorzata dˈYouville zmarła 23 grudnia 1771 roku. Odeszła wyczerpana pracą dla ubogich. Beatyfikował ją Jan XXIII, a kanonizował w 1990 roku Jan Paweł II. 

VI.

św. Rita di Cascia - Żona brutalnego męża i gwałtownych synów

Jest wzywana jako orędowniczka w sprawach trudnych i beznadziejnych. Doświadczyła łaski stygmatów. Jej ciało cudownie jest zachowane od zepsucia. Jest jedną z najpopularniejszych świętych na świecie. Dzisiaj powiemy o św. Ricie z Cascii. 

Urodziła się około roku 1380 jako jedynaczka w ubogiej rodzinie, w Roccaporena, niedaleko Cascii. Na chrzcie otrzymała imię Małgorzata, włoskie Margarita, z czego pochodzi zdrobnienie Rita. Była wymodlonym i oczekiwanym dzieckiem. Od wczesnego dzieciństwa czuła powołanie do życia zakonnego, ale rodzice chcieli, by wyszła za mąż. Posłuszna ich woli, mając dwanaście lat, wyszła za mąż za Paulo Manciniego. Był to człowiek porywczy, rozpustny i skłonny do kłótni. Upokarzał Ritę i traktował bardzo brutalnie. 

Mieli dwóch synów, Jakuba Antoniego i Pawła Marię. Niestety, synowie wdali się w ojca i nie wyrastali na prawych ludzi i gorliwych katolików. Rita starała się, aby okiełznać nieco charaktery męża i synów. Mąż przeżył swego rodzaju nawrócenie, przeprosił Ritę i poprosił Kościół o wybaczenie. Niedługo potem został jednak zamordowany w swego rodzaju porachunkach między zwaśnionymi rodami. Synowie poprzysięgli wendettę. Rita starała się ich odwieść od złej drogi i modliła się, aby Bóg ich raczej zabrał z tego świata niż pozwolił, aby dopuścili się morderstwa. W rok później obaj synowie zmarli na dyzenterię. 

Wtedy Rita postanowiła wstąpić do klasztoru. Siostry nie chciały jej przyjąć i postawiły warunek, który wydawał się niemożliwy do spełnienia, że mogłaby wstąpić, jeśli zwaśnione rody się pojednają. Rita doprowadziła do pojednania skłóconych rodzin i mając 36 lat, wstąpiła do klasztoru. Wstąpieniu Rity towarzyszyło cudowne wydarzenie. Podania głoszą, że sam Pan Bóg cudownie przeniósł Ritę do kaplicy klasztornej i siostry znalazły ją w środku, pomimo zamkniętych drzwi. 

Rita nie umiała czytać i pisać. Została siostrą „konwerską”, przeznaczoną do codziennych posług w klasztorze. Spełniała je gorliwie i z oddaniem. Miała szczególne nabożeństwo do Męki Pańskiej. Pewnego razu modliła się gorąco, aby mogła zakosztować bólu choćby jednego ciernia z korony cierniowej Pana Jezusa. Została wysłuchana. Poczuła silne ukłucie w głowę. W tym miejscu utworzyła się bolesna rana, która zadawała jej cierpienia przez 15 lat, do śmierci. Rita prosiła tylko, by te stygmaty były ukryte przed innymi. I otrzymała tę łaskę. Odznaczała się duchem posłuszeństwa, głębokiej modlitwy i cierpliwego znoszenia cierpień. Mimo, iż nie była wykształcona, dotarła na szczyty kontemplacji. 

Rita zmarła 22 maja 1457 roku. Jej ciało, zachowane od zepsucia, spoczywa w sanktuarium świętej w Cascii. Przy jej grobie zaczęły się dziać nadzwyczajne rzeczy przybywało wielu pielgrzymów. Papież Urban VIII zatwierdził jej kult, ale kanonizowana została dopiero w 1900 roku przez Leona XIII. Św. Rita jest wzywana jako patronka w sprawach trudnych i beznadziejnych. Jest przykładem zaufania Bogu, kobietą dialogu i pojednania. Patronuje wielu dziełom charytatywnym i bractwom. Studenci przyzywają jej wstawiennictwa przy zdawaniu egzaminów. W ikonografii ukazywana jest w stroju zakonnym, z cierniem na czole. Jej atrybuty to dwoje dzieci, krucyfiks, cierń i róża. Symbolizuje ona połączenie radości z cierpieniem. Poświęcenie róż w dzień jej wspomnienia wiąże się wydarzeniem z jej życia, kiedy w środku zimy, zakwitły piękne róże. Poświęcone płatki róży przynoszą chorym ulgę w cierpieniu i zdrowie w czasie choroby. 

Tekst, lektor, montaż

o. Paweł Kosiński SJ