Ja Jestem Jahwe – Jestem, który jestem 

Rekolekcje wakacyjne 

„Kimże Ty jesteś?” albo „Kim Ty siebie czynisz?” wykrzykiwali gniewnie faryzeusze, kiedy Jezus mówił do nich, wykorzystując imię Boga objawione Mojżeszowi przy krzaku ognistym i odnosił je do siebie. Dla wielu z nich było to ewidentne bluźnierstwo, zasługujące na śmierć. W Ewangeliach Jezus pytał swoich uczniów za Kogo uważają Go ludzie, jak też oni sami. Nigdzie jednak, poza Ewangelią św. Jana, nie znajdziemy tak wielu przykładów, kiedy to sam Jezus mówi o sobie: „Ja Jestem”, dodając czasami obraz lub postać, by lepiej opisać swoją misję. 

Zapewne wielu z nas szukało odpowiedzi na pytanie o to: Kim jest dla mnie Jezus? Czasami, w medytacyjnej kontemplacji, mogliśmy sobie nawet wyobrażać Jezusa pytającego: A Ty, za kogo Mnie uważasz? 
W tej serii medytacji na bazie Ewangelii św. Jana proponujemy ci, byś posłuchał Jezusa, który mówi sam o sobie. Te słowa wypowiadane są często w trakcie ostrego sporu z faryzeuszami, ale obrazy, którymi posługuje się Jezus zapadły głęboko w świadomość i ikonografię chrześcijańską na przestrzeni wieków. A dzisiaj mogą mi pomóc spotkać Tego, który przychodzi, abym miał życie, i to w obfitości. 

Zapraszamy do rekolekcji wakacyjnych autorstwa o. Pawła Kosińskiego SJ. Fragmenty Ewangelii dzięki Biblii Audio.

1. Ja Jestem Światłością świata 2. Być sobą 3. Zdać się na Boga 4. Ja Jestem Chlebem żywym 5. Ja Jestem Źródłem wody żywej 6. Ja Jestem Bramą owiec 7. Ja Jestem Dobrym Pasterzem

1.

Ja Jestem światłością świata (wywyższenie Syna)

A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: «Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia». Rzekli do Niego faryzeusze: «Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe». W odpowiedzi rzekł do nich Jezus: «Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. (…) Słowa te wypowiedział przy skarbcu, kiedy uczył w świątyni. Mimo to nikt Go nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła. A oto znowu innym razem rzekł do nich: «Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie». Rzekli więc do Niego Żydzi: «Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?» A On rzekł do nich: «Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich». Powiedzieli do Niego: «Kimże Ty jesteś?» (…) Rzekł więc do nich Jezus: «Gdy wywyższycie Syna Czło­wie­czego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba». Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.
(J 8, 12-14a.20-25a.28-30)

 

W dzisiejszym fragmencie mamy ukazany kolejny wielki symbol, a zarazem obraz sposobu działania Jezusa. Chrystus w ewangelii św. Jana bardzo często stosuje do samego siebie tę formułę «ja jestem», odnoszącą nas do imienia Boga w Starym Testamencie, a zatem brzmiącą bluźnierczo w uszach Żydów, ale także w serii określeń, jak ja jestem «chlebem i napojem», ja jestem «wodą żywą», «światłem», «bramą owiec», «dobrym Pasterzem». Jest to cała seria wypowiedzi ukazujących niejako funkcje i sposób działania Jezusa. Każda kolejna wypowiedź Jezusa jest zarazem wprowadzeniem jakiegoś nowego symbolu, obrazu, który miał zostawić właściwe wrażenie w słuchaczach. Z jednej strony wszystkie te obrazy wydawały się być olbrzymie, wykraczające poza ramy tego, co możliwe dla człowieka. Z drugiej jednak strony ukazywały misję Jezusa w sposób przymuszający słuchaczy do opowiedzenia się za Nim lub przeciwko Niemu. Tak było w przypadku mowy eucharystycznej po rozmnożeniu chleba, tak jest, kiedy Jezus przemawia w świątyni i porównuje siebie do źródła wody żywej. Tak jest i tutaj, kiedy opisuje siebie jako światłość świata. Postawy ludzi stają się bardzo spolaryzowane, za lub przeciwko Jezusowi. 

Ciągle obecna jest perspektywa pojmania, niebezpieczeństwa czyhającego na Jezusa. Ciągle uczestniczymy w jakimś sporze Jezusa z Jego oponentami. Ciągle też jest obecna dysproporcja pomiędzy odpowiedzią prostego tłumu a uczonych w Piśmie czy faryzeuszów.

 

Wyobrażenie miejsca

Jezus wypowiada te słowa przy skarbcu, kiedy uczy w świątyni. Sam tekst podpowiada nam miejsce, choć widzę go oczyma mojej wyobraźni. Mogę zatem «zobaczyć» to miejsce, tak jak je widzą moje oczy. Przyjrzę się otoczeniu, jakie wrażenie na mnie sprawia. Przyjrzę się też ludziom, którzy są w świątyni. Jak się zachowują? Co robią? Jakie wrażenie na mnie pozostawiają? Posłucham rozmowy, jaka się toczy. Spróbuję nazwać wrażenia, jakie we mnie powoduje słowo wypowiadane przez Jezusa.

 

Modlitwa o owoc

Poproszę o to, czego mi najbardziej potrzeba w tym momencie. Modlitwa ma być odpowiedzią na działanie Boga we mnie w chwili obecnej. Mogę prosić o otwarte oczy na światłość, którą jest Jezus.

 

Punkt 1: Iść za Jezusem

Od samego początku Ewangelii Jezus jest ukazywany jako «światłość». Już w prologu Jan nazywa Jezusa «światłością świata», która oświeca każdego, przychodząc do swojej własności. Jakkolwiek symbolika światła i ciemności była obecna już w Starym Testa­men­cie, i zmaganie się tych dwóch rzeczywistości było niejako opisem rzeczywistości duchowej, tym niemniej odniesienie przez Jezusa tych słów do siebie samego mogło być i z pewnością było szokujące dla słuchaczy. W jakie sposób bowiem mogło się zrealizować i nadal realizuje to, co Jezus zapowiedział? Odpowiedź częściowo pojawia się w tym, co Jezus mówi dalej, a mianowicie o konieczności naśladowania Go, ale jest to niejako powód do dalszych pytań. W jaki bowiem sposób ja dzisiaj «idę za Jezusem», aby mieć światło życia? 

Pierwszym niejako obszarem tego mojego naśladowania Jezusa jest sumienie. W nim bowiem rozstrzyga się w sposób podstawowy to, co dla mnie jest najważniejsze w życiu. W moim sumieniu mogę osądzić, na ile słowa Jezusa, Jego postawa, przykład życia, kształtują moje postawy i wybory. Moje sumienie jest miejscem, gdzie dokonuję ostatecznego wybo­ru bycia z Jezusem. Innym sposobem naśladowania Jezusa dzisiaj jest praktyczne słuchanie wskazań Kościoła, który On założył. Bardzo łatwo nam przychodzi oddzielać rzeczywistość bycia w relacji z Bogiem od konkretnego wymiaru tej więzi, jaką jest bycie we wspólnocie Kościoła. Wielu dzisiaj mówi: «Bóg tak, Kościół nie, wiara owszem, wskazania Kościoła nie». Nie możemy jednak oddzielić Boga od Kościoła, który On założył i powołał jako swojego przedstawiciela. Trzecim obszarem naśladowania Jezusa dzisiaj jest korzystanie z dorobku naukowego i technicznego świata dla rozwoju człowieka. Dzieje świata są w ręku Boga i to, co przeżywamy nie jest mocniejsze od Boga, nie jest tylko opozycją do Niego. Dlatego trzeba nam korzystać z tego, co jest Bożym działaniem w świecie, a wyraża się to w lepszym rozumieniu spraw naukowo-technicznych. Są one poddane rozeznawaniu, istnieje możliwość błędu, ale jest to także konkretny wyraz naszego «pójścia za Bogiem». 

Przyjrzę się mojemu naśladowaniu Boga w sumieniu, w słuchaniu wskazań Kościoła oraz w prawdziwym pełnym uczestniczeniu w dorobku ludzkim.

 

Punkt 2: Wiara w bóstwo Jezusa

To, czego Jezus wymaga od swoich słuchaczy jest bardzo trudne. W Izraelu wszelka zażyłość z Bogiem, była nie do pomyślenia i uznawana była za bluźnierstwo. Nawet wymawianie imienia Bożego było obwarowane obostrzeniami, aby nie nadużyć go. Izraelici nie wymawiali imienia, jak ono zostało zapisane w Księdze Wyjścia, ale zastępowali je innym. Wszystko to było wyrazem szacunku, a zarazem troski o wypełnienia Bożego przykazania, aby nie brać imienia Bożego na daremno. Dlatego też używanie przez Jezusa imienia Bożego w jego czystym brzmieniu musiało wywoływać zdumienie, a nawet i oburzenie. Było to działanie, które z pewnością poruszało do głębi wierzących izraelitów. 

Wiara w bóstwo Jezusa nie była i nie jest łatwa do przyjęcia. Wiele wieków upłynęło, było wiele herezji z tym związanych, zanim Kościół określił dogmatycznie prawdy o bóstwie Jezusa, o Trójcy Świętej, o dwóch naturach Jezusa, boskiej i ludzkiej, oraz o jednej osobie Jezusa Chrystusa. Dlatego też nie dziwimy się, że prawda o bóstwie wypowiedziana w sposób, jak to słyszeliśmy w tym fragmencie, była tak szokująca i kontrowersyjna. 

Spróbuję się postawić w sytuacji słuchaczy, dla których słowa Jezusa były bluźniercze. Przyjrzę się ich postawie. Spróbuję zobaczyć moją reakcję na zachowania i postawy, które mi się wydają bluźniercze, obrażające moje uczucia religijne. Zapytam samego siebie o wiarę w Jezusa, o wiarę w prawdziwe jego człowieczeństwo i bóstwo. 

 

Punkt 3: "Gdy wywyższycie Syna człowieczego..."

Słowa «gry wywyższycie» mogą się odnosić do duchowego wywyższenia, ale raczej w tym kontekście odnoszą się do wywyższenia na krzyżu. Jezus zapowiada to już w rozmowie z Nikodemem. Zaskakujące jest jednak kryterium, jakie On stosuje do poznania siebie. Gdy Jezus zostanie wywyższony na krzyżu, wtedy ludzie będą mogli poznać, że «on jest». Znowu pojawia się imię Boga, co wskazuje na jedność Jezusa z Ojcem. W jakim sensie  możemy poznać Jezusa na krzyżu, w jakim sensie Jego bóstwo stanie się widoczne w śmierci krzyżowej? 

Jezus na krzyżu objawia prawdziwe oblicze Boga. Wszystko, co On czyni, od samego początku stworzenia, wszystko zmierza ostatecznie do zbawienia człowieka, jest temu podporządkowane. W krzyżu objawia się także podejście Boga do grzechu, sposób traktowania grzesznika. Jezus bowiem bierze na siebie grzechy świata. Obraz Boga, jaki ukazuje się w krzyżu to nie Bóg mściciel, Bóg dążący do zemsty, do ukarania człowieka, ale Bóg dający siebie, wydający się za zbawienie swojego stworzenia. Niejednokrotnie jest to  zaskakujący obraz, idący niejako w poprzek naszym wyobrażeniom, i często lękom. 

Patrząc na Jezusa na krzyżu mogę zapytać siebie, jakiego Boga poznaję w tym wywyższeniu. Jak oddziałuje na mnie świadomość, że Jezus wziął moje grzechy na krzyż, umarł za mnie? 
 

Rozmowa końcowa

Stanę przed Jezusem wywyższonym, aby porozmawiać z Nim o mojej wierze w Niego. Wyznam moje oddanie Jemu oraz wiarę w Jego bóstwo. Porozmawiam o tych wątpliwościach, które czasami pojawiają się w moim sercu.


2.

Być sobą

Potem Jezus i uczniowie Jego udali się do ziemi judzkiej. Tam z nimi przebywał i udzielał chrztu. Także i Jan był w Ainon, w pobliżu Salim, udzielając chrztu, ponieważ było tam wiele wody. I przychodzili [tam] ludzie i przyjmowali chrzest. Nie wtrącono bowiem jeszcze Jana do więzienia. A powstał spór między uczniami Jana a [pewnym] Żydem w sprawie oczyszczenia. Przyszli więc do Jana i powiedzieli do niego: «Nauczycielu, oto Ten, który był z tobą po drugiej stronie Jordanu i o którym ty wydałeś świadectwo, teraz udziela chrztu i wszyscy idą do Niego». Na to Jan odrzekł: «Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba. Wy sami jesteście mi świadkami, że powiedziałem: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał. Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela [mu] Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży»”.
(J 3, 22-36)

Stajemy dzisiaj raz jeszcze wobec bardzo ważnej postaci ewangelii św. Jana. Jan Chrzciciel pojawił się na samym jej początku, jako ten, który zapowiada przyjście Jezusa, toruje Mu niejako drogę, rozpoznaje Go i pozwala swoim uczniom przejść do Niego. Na tym jednak działalność Jana się nie skończyła. Wraz z pojawieniem się Chrystusa powoli «oddawał» pole swojej działalności Jemu. Dzisiaj właśnie widzimy, że Jan zdaje sobie doskonale sprawę z misji, jaka została mu powierzona i przyjmuje ją jako swoją. 

W mowie św. Jana mamy zawartą świadomość samego siebie, uczciwe poznanie siebie, swojej sytuacji, zgodę na siebie, na to, co jest moją drogą życia, a jednocześnie głębokie wyznanie wiary w Tego, który miał przyjść. Nie możemy bowiem zapominać, iż Jan żyje przed tym wszystkim, co jest podstawą naszej wiary. Jego wiara i zaufanie Bogu musiało zatem być o wiele solidniej zakorzenione w doświadczeniu bycia prowadzonym przez Boga i  w bardzo mocnym zaufaniu do Niego. 

 

Wyobrażenie miejsca

Scena, o której opowiada Ewangelia dzieje się «nad wodą», w miejscu, gdzie jest jej pod dostatkiem, aby można było udzielać Chrztu poprzez zanurzenie. Jan działa publicznie, jest na wolności. Także Jezus wraz ze swoimi uczniami może swobodnie głosić swoją naukę. Oczyma wyobraźni zatem możemy widzieć miejsca obecności Jana, Jezusa i uczniów. Przyglądamy się w sposób szczególny spotkaniu Jana i ludzi wokół niego z tym, który miał trudności w przyjęciu nauki o oczyszczeniu. Spróbujmy przeniknąć oczyma naszego umysłu te trudności, które zostały wypowiedziane wobec Jana. My także jesteśmy jednym z uczestników tego spotkania, słuchamy słów Chrzciciela, pragniemy poddać się oczyszczeniu, które on nie tylko zapowiada, ale też do którego prowadzi i sprawia poprzez Chrzest, którego udziela. 

 

Prośba o owoc 

Możemy prosić za Janem o umiejętność poznania samego siebie, poznania i przyjęcia swojego miejsca w życiu. Możemy prosić o tę łaskę umniejszania się i robienia miejsca Jezusowi. Prośmy też o radość z tego powodu. 

 

Punkt 1: "Ja nie jestem Mesjaszem"

Jan na początku Ewangelii był pytany o świadomość tego kim jest. Wtedy też odpowiadał, iż nie jest Mesjaszem, ani jednym z proroków, ale «głosem wołającym na pustyni», heroldem tego, kto ma nadejść i kto go przewyższa godnością. Tutaj jeszcze raz powtarza tę prawdę o swoim życiu. «Ja nie jestem Mesjaszem», tylko posłanym, aby ogłosić Jego przyjście. 

Wielokrotnie w życiu stajemy wobec konieczności zdania sprawy z tego kim jesteśmy. Bardzo ważne jest określenie samego siebie, przyporządkowanie się do grupy, do zespołu wartości, kultury. Jest to fundament naszego zdrowia psychicznego. Mieć poczucie przynależności, mieć świadomość tego kim się jest, jest dla każdego z nas bardzo ważne. Daje nam to możliwość właściwego odniesienia się do wszystkiego naokoło. Bez tego żyjemy albo w lęku, w poczuciu wykorzenienia, nieposiadania własnego miejsca na ziemi, albo żyjemy w świecie wyobrażeń, mitów o sobie samych i świecie wokoło. Każdemu z nas jest potrzebne poznanie, które pomaga powiedzieć kim jestem, a kim się nie czuję i nie jestem. 

Zachęceni przez Jana możemy w szczerości serca przed Bogiem wypowiadać tę świadomość nas samych i sensu naszego życia. Jest on indywidualny, więc powinienem osobiście starać się o znalezienie tej mojej świadomości. Kim jestem? Co jest moją misją na ziemi? W jakich momentach mojego życia odstępuję od tej rzeczywistości uciekając w marzenia, w udawanie kogoś innego, lub żyję w poczuciu wykorzenienia?

 

Punkt 2: Radość ucznia

Wyznanie, jakie uczynił Jan: «potrzeba, aby On wzrastał, a ja się umniejszał», należy do najkrótszych, a zarazem najbardziej oddających istotę życia chrześcijańskiego, życia ucznia Jezusa. Jest to bowiem sprawa miejsca, jakie zajmujemy, albo jakie ustępujemy. Często bowiem mówimy o tym, iż wiara polega na tym, iż Bóg jest dla nas najważniejszy. Ta waga w praktyce wyraża się w miejscu, jakie ktoś zajmuje w naszym życiu, co przychodzi najpierw, i co jest najbardziej wpływowe. 

Jan mówi o radości z umniejszania się. Z jednej strony może to być postrzegane, jako trudność, gdyż z natury rzeczy chcemy kontrolować, być «panem sytuacji», rządzić swoim życiem, niejednokrotnie umniejszając innych, nie siebie. Radość z bycia mniejszym byłaby zatem czymś bardzo trudnym, gdyż uderza w to, co jest dla nas tak ważne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy takie ustępowanie źle się kojarzy i raczej tego unikamy. Z drugiej strony taka dynamika w życiu jest oznaką zdrowego podejścia do samego siebie. Człowiek musi godzić się na ograniczenie, na «umniejszenie», gdyż nie wszystko może, nie wszystko jest w zasięgu jego możliwości, nie ze wszystkim jest w stanie sobie poradzić. Z konieczności ten proces «umniejszania się» jest integralną częścią naszego życia, nikt nie może tego uniknąć, a kto chciałby się przeciw temu buntować, buntuje się przeciw życiu i samemu sobie. 

To, co Jan mówi o umniejszaniu się, moglibyśmy przełożyć jako proces stawania się sobą. Oznacza to przyjęcie na siebie tylko tego, co jest rzeczywiście moją drogą, unikanie wszystkiego, co sprawia, że udaję kogoś innego, żyję w niezgodzie ze sobą, żyję nieprawdziwie. 

Medytowanie postaci Jana Chrzciciela jest dla nas zachętą, aby przyglądać się tym procesom, jakie mają miejsce w moim życiu. Co staje się najważniejsze? Co zajmuje najwięcej miejsca w moim życiu? Czy umiem godzić się na to odchodzenie rzeczy, osób, możliwości, koncentrując się na tym, co najważniejsze? 

 

Punkt 3: Wiara Jana

Mamy dzisiaj przed sobą jedną z najważniejszych postaci Nowego Testamentu. Przyglądamy się jej po to, aby zaczerpnąć przykład naszego odniesienia do Jezusa.  Jan Chrzciciel jest bowiem obrazem ucznia i przykładem do naśladowania. Nie będziemy żyli w jego czasach, ani wykonywali czynności, które on wykonywał, ale możemy żyć w takim intensywnym odniesieniu do Boga, jak to było w jego przypadku.

Stajemy wobec Jana, który wyznaje wiarę w Boga. Dzieje się to poprzez uczynki, ale też w słowach, które wypowiada. On bowiem w praktyce pokazał, iż «przyjął świadectwo Boga przychodzącego» i «potwierdził, że Bóg jest prawdomówny». 

Co to oznacza przyjąć Boże świadectwo i jak się to dokonuje? Nie zagłębiając się zanadto, przyjmijmy tylko te dwie rzeczy, które Jan nam podpowiada, słowo Boga i działanie Ducha Bożego. Bóg mówi do człowieka poprzez słowa Pisma św., poprzez działanie kościoła, poprzez natchnienia, które pojawiają się w naszym wnętrzu, poprzez «słowo» mojego sumienia. Są to niewątpliwie «słowa» Boga do człowieka, do mnie konkretnego. Na ile przyjmuję to Boże świadectwo? Na ile wsłuchuję się w «słowa» Boga? 

Przyjęcie świadectwa Bożego dokonuje się także poprzez przyjęcie działania Ducha Bożego.  Św. Paweł powie, że owocem ducha są miłość, radość, pokój, łagodność, opanowanie, cierpliwość, dobroć, wierność. Duch Boży działając powoduje te właśnie owoce, a także ja działam pod Jego wpływem, kiedy konsekwencją mojego działania są właśnie te owoce. 

Pomyślę nad tym, na ile przyjmuję Boże działanie, na ile wierzę temu Bożemu działaniu, na ile też ja sam jestem narzędziem Ducha Bożego w moim życiu i w otaczającym mnie świecie. 

 

Rozmowa końcowa 

W rozmowie końcowej mogę stanąć raz jeszcze wobec Jana Chrzciciela prosząc go o wyproszenie mi łaski umocnienia w wierze, w oddaniu się Bogu i w robieniu Mu coraz większego miejsca w moim życiu. Powiem też Bogu to wszystko, co leży mi na duszy, co było przedmiotem mojej modlitwy.


3.

Zdać się na Boga

Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: «Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?» A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» Jezus zatem rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę. O zmierzchu uczniowie Jego zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się». Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
(J 6, 1-21)

Sceny, które dzisiaj będziemy kontemplowali, pojawiają się w ewangelii pośród gwałtownych polemik, jakie wywiązały się między Jezusem a faryzeuszami i starszymi. Po uzdrowieniu człowieka chromego nad sadzawką, Jezus jest oskarżony o to, że nie zachowuje szabatu i czyni się równym Bogu. Mowa Jezusa w obronie swojej działalności ukazuje nam go jako człowieka zdecydowanego, jednoznacznego, zdeterminowanego do wykonania swojej misji, jaka Mu została powierzona.

Polemiki pojawiają się często w ewangelii Jana. Jezus ostro przeciwstawia się Żydom, jest w konflikcie ze starszymi, uczonymi w Piśmie, a jednocześnie jest podziwiany przez tłum, cieszy się wśród zwykłych ludzi olbrzymim poważaniem. Bardzo często też ukazane są tłumy, jakie idą za Jezusem. Św. Jan ciągle podkreśla ten kontrast pomiędzy reakcją prostego ludu i starszych na obecność i działanie Jezusa. 

 

Wyobrażenie miejsca 

W scenie tej przeplatają się jakby dwa różne plany. Na jednym, indywidualnym, Jezus ukazany jest w bliskiej relacji z kimś konkretnym, zindywidualizowanym, jak tutaj w rozmowie z Filipem czy Andrzejem, innym razem zaś nasz wzrok jest przeniesiony na wielkie rzesze, na nie do końca wyodrębnione masy ludzi. Ewangelista mówi o pięciu tysiącach mężczyzn idących za Jezusem, słuchających Jego słowa, uczestniczących w cudzie rozmnożenia chleba. 

Oczyma mojej wyobraźni postaram się zobaczyć tę scenę. Przyjrzę się uczniom rozmawiającym z Jezusem. Popatrzę też na tłumy idące z Nim. Poczuję troskę Jezusa o wszystkich tych ludzi i bezradność uczniów wobec perspektywy nakarmienia tak wielkiej rzeszy. 

 

Prośba o owoc 

Proszę o to czego mi teraz najbardziej potrzeba. Postaram się posłuchać najlepszych i najgłębszych swoich pragnień i wypowiedzieć je wobec Jezusa w chwili krótkiej modlitwy. 

 

Punkt 1: Zdać się na Boga

“«Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?» A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić.” Uczestniczymy w ciekawej rozmowie i niecodziennej postawie Jezusa. Z jednej strony bowiem pokazuje ona bardzo bliskie więzi z uczniami, kiedy wkrada się także element żartu, próby, sprawdzenia człowieka. Z drugiej strony jest to także doświadczenie tego, co możemy nazwać «nieprzeniknioną opatrznością Boga». Uczniowie i Jezus są świadomi, że jakoś ciąży na nich obowiązek zadbania o tłumy, które idą za nimi. Uczniowie czują się w tym bezradni. Odwołują się do tego, co ludzkimi siłami są w stanie zrobić. Nie mogą zakładać cudownej interwencji Boga. Patrzą na sytuację ludzkimi oczyma i najlepiej jak potrafią starają się odpowiedzieć na wyzwania chwili. Są w tym prawdziwi, ponieważ wierzą, iż Bóg posługuje się ich ludzkimi zdolnościami i je wykorzystuje. 

Sytuacja ta jest z pewnością dla uczniów wielką lekcją ufności w obecność i działanie Boga. Uczniowie często będą stawali wobec sytuacji, których «po ludzku» nie będą w stanie rozwiązać. Dlatego właśnie muszą się nauczyć zaufania Bogu, zdawania się na Niego we wszystkich sytuacjach. Zaufanie Bogu nie kłóci się z robieniem wszystkiego, co po ludzku jest możliwe. Są to postawy wzajemnie uzupełniające się. Wypływają z przeświadczenia, że wszelkie dobro pochodzi od Boga, że wszelki sukces jest wspomagany łaską, ale bez współdziałania człowieka ta łaska byłaby bezowocna. 

W naszym życiu często zdarzają się też sytuacje takich prób, gdzie z jednej strony wymagane jest od nas działanie, przy użyciu wszelkich ludzkich środków, a jednocześnie zaufanie, iż Bóg jest obecny i działa. Przyjrzę się tym sytuacjom mojego życia, w których jestem poddawany takim próbom w sposób wyraźny. 

 

Punkt 2: Misja do spełnienia 

Uczestniczymy w cudzie dokonanym wobec wielu ludzi. Jakby naturalną konsekwencją tego faktu jest podziw dla Jezusa i chęć uczynienia Go kimś ważnym. Ludzie starają się dać wyraz porywowi serca w sposób, jaki jest zgodny z ich wyobrażeniami i tęsknotami. Bardzo ważne jest jednak, by zauważyć, iż Jezus konsekwentnie idzie za tym, co Jemu pisane, nie zważając niejako na opinie i naciski z zewnątrz. Można by bowiem pomyśleć, iż mógł wykorzystać ten entuzjazm tłumu, mógł pójść niejako «za ciosem». Jezus wybiera inna drogę, nie chce powierzchownego przywiązania tłumu, nie chce zewnętrznego naśladowania. Czeka na przemianę serca, czeka na «swoją godzinę». 

Dla nas jest to okazja do pomyślenia o wpływie innych na nasze postępowanie. Bardzo często ulegamy naciskom, ulegamy opiniom, ulegamy «poklaskowi», jaki może się pojawić. Jezus nie piętnuje tego, choć dostrzega powierzchowność postawy ludzi. Dla Niego istotne jest, aby On sam był wierny. Dlatego wycofuje się, oddala się od ludzi, wchodzi w głębszy kontakt z sobą, co pozwala Mu odnaleźć właściwą drogę.

Popatrzę na moje postępowanie w podobnych sytuacjach. Czy mam odwagę odejść na bok, nabrać dystansu, czy umiem spojrzeć trzeźwo na opinie innych? Czy wiem na czym polega moja misja? 

 

Punkt 3: Przyjścia Jezusa 

Scena na jeziorze jest kolejnym krokiem w uczeniu uczniów postawy zaufania i zdania się na Boga. Po dokonanym cudzie, którego byli współpracownikami, zostają sami w łodzi, zdani na łaskę sił natury. Muszą się uczyć zaufania opatrzności, która wybawia od zguby, a jednocześnie doświadczają paradoksalnego lęku, związanego z przyjściem Jezusa. Wiedzieli, że On przyjdzie, że będzie na nowo z nimi, ale zarazem to przyjście powoduje lęk. Dokonuje się w sytuacji, która jest «niezwykła» i w sposób, jakiego się nie spodziewali. 

To doświadczenie jest często udziałem uczniów Chrystusa. Czekamy na Jego przyjście, spodziewamy się Jego działania i wyglądamy go, ale niekiedy sposoby działania Boga, Jego pojawiania się w naszym życiu, powodują niepokój, zaskakują, wprowadzają zamieszanie. I choć mamy świadomość tego, na kogo oczekujemy, przyjście to porusza nas wewnętrznie, gdyż wymyka się naszym schematom, naszemu obrazowi Boga i Jego działania w świecie. 

Mając to na uwadze, postaram się naprzód zobaczyć to, z czym się zmagam w moim życiu. Jakiego rodzaju trudności najbardziej teraz dają mi się we znaki? Gdzie «wiatr jest najbardziej przeciwny» a woda naszego życia najbardziej wzburzona? Przyjrzę się też przychodzeniu Jezusa tak, jak ja go postrzegam. Jakie przychodzenie Boga budzi we mnie niepokój? Jakie myśli, pragnienia, poruszenia burzą mój dotychczasowy obraz Boga i sprawiają, że czuję się zagubiony? Jakiego przyjścia Jezusa się boję? 

 

Rozmowa końcowa 

W chwili przyjacielskiej rozmowy stanę przed Bogiem, aby powiedzieć Mu o tym, co poruszyło moje serce w czasie tej modlitwy. Wzbudzę na nowo zaufanie do Niego i wiarę w Jego dobrotliwą opatrzność czuwającą nad losami świata i nad moimi losami.


4.

Ja Jestem Chlebem żywym

«Gdy [ludzie] odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?» W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec». Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?» Jezus odpowiadając rzekł do nich: «Na tym polega dzieło [zamierzone przez] Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał». Rzekli do Niego: «Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze tego chleba!» Odpowiedział im Jezus: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. (...) Ale Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział: Jam jest chleb, który z nieba zstąpił. I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem». Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą. Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. (...) Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym». (...) To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. (...) Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca». Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga». Na to rzekł do nich Jezus: «Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem». Mówił zaś o Judaszu, synu Szymona Iskarioty. Ten bowiem - jeden z Dwunastu - miał Go wydać.
(J 6, 25-35.41-44.52-54.59-63a.65-71)


Widzimy, że za Jezusem chodzi tłum ludzi. Z pewnością byli świadkami cudownego rozmnożenia chleba, słuchali słów Jezusa i byli pod ich wrażeniem, przeżyli dobre chwile u boku tego wędrownego nauczyciela z Nazaretu. Słyszeli też zapewne wiele o dotychczasowych Jego dokonaniach, o cudach, które były Jego dziełem, o winie w Kanie Galilejskiej, o uzdrowieniu syna dworzanina, być może dowiedzieli się także o uzdrowieniu chromego nad sadzawką Betesda. Z pewnością każdy z nich miał także swoje prywatne oczekiwania względem Jezusa. Mieli nadzieję, że być może kiedyś zrobi On coś «dla nich», pochyli się wprost nad nimi. 

Nie można też odmówić tym ludziom dobrej woli. W końcu chodzą za Jezusem, mimo wszelkich niewygód, jakie to chodzenie im przysparza. Wydaje się, jakby przynaglali samego Jezusa, aby był z nimi. Nie zrażają się nawet wtedy, gdy Jezus wypomina im, że nie mają do końca czystych intencji w tym ciągłym chodzeniu za Nim. Ludzie idący za Jezusem dają dowody na to, że chcą wiele dobrego. Chcą wykonywać dzieła Boże, choć nie bardzo jeszcze wiedzą, na czym miałoby to polegać. Jezus wyjaśniając im na czym polega pełnienie dzieł Bożych wskazuje najpierw na konieczność uwierzenia w Niego, jako Jedynego, który został wysłany od Ojca, a następnie ukazuje siebie jako chleb życia i jako napój, który gasi całkowicie pragnienie. Jezus wyjawia ważną prawdę o sobie. Mówi wprost i to tak, że jego słuchacze nie są na to przygotowani. Początkowo szukali go i słuchali z entuzjazmem. Tutaj entuzjazm wyraźnie osłabł i tłum chodzący za Jezusem zniechęca się i odchodzi. 
 

Wyobrażenie miejsca

Oczyma wyobraźni przyjrzę się tej scenie. Zobaczę tłumy, które idą za Jezusem, posłucham Jego mowy i spróbuję odnaleźć swoje miejsce wśród tych wszystkich ludzi. 
 

Prośba o owoc 

Będę prosił o oczyszczenie motywacji mojego naśladowania Jezusa, a także o to, bym potrafił przetrwać chwile próby i zwątpienia, jakie mogę napotkać na swojej drodze. 
 

Punkt 1: Motywacje odejścia

Kiedy tłum słyszy o pochodzeniu Jezusa z nieba i o tym, iż Jego ciało ma być pokarmem na życie wieczne, wielu buntuje się przeciwko przyjęciu tej prawdy. Nie potrafią zgodzić się na to i odchodzą. Odchodzą, ponieważ nie rozumieją Jezusa, odchodzą, ponieważ spodziewali się czegoś innego, odchodzą, bo nie umieją wejść w tajemnicę i pogodzić się, przynajmniej chwilowo, z ciężarem absurdu, z wewnętrznym konfliktem. 

Odejście jednak musi mieć jakieś uzasadnienie. W czasie sporu zatem, widzimy, jak niezrozumienie i pochodzący stąd wzrastający dystans jest «racjonalizowany». Jezus nie może być kimś z wysoka, ponieważ cała jego rodzina mieszka w pobliżu. Może zatem wszystkie te niewiarygodne sprawy, o jakich ludzie słyszeli, czy o których opowiadano, są do podważenia. Jezus nie może też przecież dać nikomu swojego ciała i swojej krwi do spożywania. Są to «oczywiste» racje, które uzasadniają zdystansowanie się od Jezusa, i w konsekwencji odejście. 

Każdy z nas potrzebuje motywacji dla tego, co robi i aby uzasadnić to, czego nie robi. Dlatego warto się przyjrzeć temu wszystkiemu, co budzi mój sprzeciw w nauczaniu Jezusa, w postępowaniu Jego Kościoła. Jakie rzeczy w obrębie religii powodują, że budzi się we mnie postawa buntu? Gdzie czuję, że szukam argumentów, które uzasadniałyby mój dystans w stosunku do «wymagań religii», czy praktyki życia Kościoła? 
 

Punkt 2: Powołani przez Ojca

Wydaje się, jakby po odejściu ludzi wokół Jezusa pozostali tylko apostołowie. Z sytuacji wcześniejszego entuzjazmu, pozostaje sytuacja konsternacji i niepewności. Wszystko, co do tej pory szło tak dobrze, zawaliło się. Ten, które niedawno jeszcze miał być obwołany królem, zostaje teraz sam z garstką uczniów. I wydaje się, że jest to sytuacja swego rodzaju kryzysu, jaki przeżywają uczniowie, a nawet sam Jezus. Jan ukazuje Jezusa jako tego, który wszystko wie, który znał swoich ludzi za nim idących, znał nawet ich niewiarę, który zatem się tego mógł spodziewać. Jezus zna także swoich uczniów. W tej sytuacji wydaje się jednak, że On sam widząc fiasko swoich zabiegów, mobilizuje uczniów do tego, aby bardziej zdecydowanie się opowiedzieli. Jemu samemu wydaje się, że to nie było potrzebne. Potrzebne natomiast było samym uczniom, którzy w ten sposób musieli dokładniej precyzować swoje motywacje, musieli się dookreślić i bardziej zdecydowanie opowiedzieć. Tak też się stało. 

W życiu duchowym bardzo często się zdarza, że sytuacja kryzysu, jakiejś trudności, staje się okazją do wzrostu. Bóg prowadzi człowieka poprzez drogę oczyszczenia, aby wprowadzić go w coś nowego. Dlatego też sytuacja przeżywanych trudności winna się stać okazją do jeszcze bardziej czujnego przyglądania się naszym przeżyciom. W nich bowiem przemawia sam Bóg i poprzez nie prowadzi nas do zrozumienia nowych rzeczy. Przyjrzę się przez chwilę tym wszystkim trudnym sprawom, które teraz są moim udziałem. Postaram się dostrzec to wszystko, co staje się dla mnie nowym światłem, płynącym właśnie z tego, co przeżywam. 
 

Punkt 3: "Panie, do kogóż pójdziemy?"

Odpowiedź Piotra była właściwą odpowiedzią na pytanie Jezusa. Mogłaby ona być wzorcową odpowiedzią ucznia Jezusowego na całej przestrzeni historii świata. Tak też w istocie jest. W słowach św. Piotra jest bowiem zawarta świadomość, jaką ma i miał od samego początku Kościół. Uczniowie nie mają wielkiego wyboru. Nie mogą odejść od Jezusa, bo przecież nigdzie nie znajdą «słów życia». W słowach: «Panie, do kogóż pójdziemy?» św. Piotr zawarł całe przeczucie jedyności Jezusa dla człowieka. Rzeczywiście «nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym mogliby być zbawieni». Jest jednak w tych słowach Piotra pewna nutka bycia skazanym na Jezusa, stwierdzenie, że nie mamy niczego innego w zamian, co moglibyśmy ewentualnie wybrać. Zbyt dużo energii zostało już przecież zaangażowane, za dużo zmian zostało podjętych, aby teraz odwracać wszystko od nowa. A zresztą nie ma do czego wracać. Z Jezusem jakoś już się związał, żył z Nim, znajdował, przynajmniej częściowo to, czego szukał. Jeśli miałby odejść to gdzie i po co. I Piotr nie ma realnej perspektywy. Uczniowie wiążą się z Jezusem, rzucają na szalę całe swoje życie i ryzykują w takiej chwili, jak ta, że nie mają innego wyboru, jak pozostać z Jezusem. 

Spróbuję «zmierzyć się» z tymi słowami Piotra. Są one wyzwaniem i dla mnie. Na ile oddają moje wewnętrzne odczucia? Czy jest to prawda, którą przeżywam? Św. Piotr wypowiadał te słowa szczerze, choć okazało się też, że były to słowa jego umysłu, ale jeszcze nie serca. Świadczy o tym późniejsze zaparcie się. Nie zmienia to faktu, że wypowiedział bardzo ważną prawdę. Postaram się powtarzać za nim te słowa bez lęku, że są trochę «na wyrost». Kiedyś staną się i dla mnie prawdą serca. 
 

Rozmowa końcowa

Stanę przed Jezusem, który zachęca mnie do oczyszczenia motywacji pójścia za Nim. Porozmawiam z Nim o tym wszystkim, co pojawiało się w moich pragnieniach, w moich myślach w czasie tej modlitwy.


5.

Ja Jestem źródłem wody żywej

W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije!» Jak rzekło Pismo: «Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był [dany], ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony. A wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: «Ten prawdziwie jest prorokiem». Inni mówili: «To jest Mesjasz». «Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?» I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do kapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: «Czemuście Go nie pojmali?» Strażnicy odpowiedzieli: «Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia». Odpowiedzieli im faryzeusze: «Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty». Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: «Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?» Odpowiedzieli mu: «Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei». I rozeszli się - każdy do swego domu.
(J 7, 37-53)

Siódmy rozdział Ewangelii św. Jana jest pełen kontrowersji i zamieszania. Rozpoczyna się od niewiary braci Jezusa, potem uczestniczymy w całej serii ostrych polemik dotyczących osoby Chrystusa. Jedni są Nim zachwyceni, inni przeciwnie, uważają Go za zwodziciela. Przy okazji wychodzą na jaw podziały, jakie występują w społeczności żydowskiej. Sam Jezus od postawy skrytej, wycofanej, niechęci do publicznego pojawienia się na święcie, staje wobec ludzi i gromadzi ich wokół siebie, nauczając w świątyni. Zadziwiająca jest także nieobecność uczniów. W tych sporach i odejściu wielu po nauce o Eucharystii, ewangelista nie wspomina o uczniach. Jezus jest jakby sam, samotnie stawia czoło trudnościom, samotnie staje w swojej obronie, nie mając oparcia w nikim. 

W tym fragmencie stajemy wobec jednego z ważniejszych obrazów, jakie Jezus odnosi do samego siebie, opisując swoją misję w ewangelii. Wcześniej, przy spotkaniu z Samarytanką, mówił o sobie, jako o tym, który może dać «wody żywej». Tutaj mówi, iż sam jest jej źródłem. Obraz wody żywej jest bardzo ważny w symbolice chrześcijańskiej. Woda odwołuje nas do samego początku, do stworzenia, kiedy to Duch Pański unosił się nad wodami. Woda odsyła nas do chrztu, w którym jesteśmy wprowadzani w misterium zbawienia, odnawia się nasza więź z Bogiem i zostajemy przyjęci do wspólnoty Kościoła.  Woda to także symbol życiodajnej siły, oczyszczenia i kwitnięcia. 


Wyobrażenie miejsca 

Oczyma wyobraźni postaram się ujrzeć tę scenę. Jezus staje wobec ludzi w świątyni, aby pokazać się, jako źródło życia. Spróbuję dostrzec ludzi słuchających Jezusa. Jak ich sobie wyobrażam? Jak oni reagują na te słowa? Spróbuję też posłuchać rozmowy strażników z arcykapłanami i starszymi. Jakiego rodzaju odczucia się we mnie budzą, kiedy widzę dziejące się wypadki? Jakie pragnienia czy opory się pojawiają? 
 

Prośba o owoc 

Mogę prosić o pragnienie «wody żywej», o głęboką wiarę, iż Jezus jest jej źródłem. Moja modlitwa także może dotyczyć prośby o umiejętność przeżywania sytuacji konfliktowych i wyzwań, jakie wtedy przede mną stoją. 


Punkt 1: "Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza" 

Jezus nazywa siebie źródłem wody żywej. Musimy jednak stanąć w pełni wobec tej prowokującej perspektywy. «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije!» Ludzie słuchający Jezusa mogli zaiste powiedzieć, że znowu mówi On coś, co jest niemożliwe do wykonania. Jak wcześniej chciał, żeby spożywać Jego ciało i pić Jego krew, tak i ta propozycja zdaje się być nie do wykonania. Musiało to być problemem dla słuchaczy, skoro sam ewangelista dodaje wytłumaczenie, iż Jezusowi chodzi o Ducha Świętego. Słuchacze jednak nie mieli jeszcze doświadczenia Ducha, nie był on jeszcze dany Kościołowi. Dlatego też słowa te musiały wzbudzić konsternację. O jakim pragnieniu mówi Jezus? Czego On się domaga od idących za Nim? Jak można przyjść do Niego i pić? Zapewne te i podobne pytania kołatały się w głowach słuchających Go. Dla mnie ważne jest, bym posłuchał wołania Jezusa, abym pozwolił temu wołaniu rozbrzmiewać w moim wnętrzu. Potrzeba też, abym przyglądał się mojej reakcji na to Jezusowe wołanie. 

Wołanie, którego jesteśmy świadkami i uczestnikami jest zarazem zapowiedzią Zesłania Ducha, wprowadzeniem w Jego działanie. Od początku Ewangelii, w działaniu Jana Chrzciciela, w rozmowie z Nikodemem, pojawia się zapowiedź tej tajemniczej siły, która w pełni objawia się dopiero w Zesłaniu. Jezus wielokrotnie zapowiada przyjście Ducha, konieczność i pożytek z Jego przyjścia. Słuchający Go ludzie nie mogli Go jednak zrozumieć i jakby naturalne było, że Jego wystąpienie spowodowało zdziwienie i zamieszanie. Przyjrzę się tym sytuacjom mojego życia duchowego, w których czuję podobnie, kiedy wymagania Jezusa zdają mi się być niemożliwe do spełnienia. Popatrzę na moje reakcje i sposób radzenia sobie z tym paradoksem, który się rodzi w duszy. 


Punkt 2: Reakcje ludzi 

Scena ta jest upleciona z wielu, często kontrastujących ze sobą reakcji i działań. Mamy strażników, którzy zafascynowani są Jezusem i nie mają odwagi działać przeciwko Niemu. Są tacy, którzy by chcieli uwięzić Jezusa, ale nie mają odwagi sprzeciwiać się powszechnej opinii, bo ludzie są Nim zauroczeni. Mamy faryzeuszów i starszych, którzy z dużą dozą pogardy dla ludu starają się przeprowadzić swoją grę rękami innych, sami pozostając niejako z boku. Ale i oni czują ten nacisk tłumu, tę fascynację Jezusem. Z jednej strony starają się zachować przynajmniej pozory sprawiedliwości, uczciwości postępowania, ale z drugiej widać, jak ulegają naciskom, własnym emocjom, prowadzą politykę, a w niej ktoś taki jak Jezus nie ma swojego miejsca. W tak mocno splecionych emocjonalnych wątkach, jednostka może czuć się trochę osamotniona, bezsilna. 

Ewangelista koncentruje naszą uwagę na postaci Nikodema. To jest kolejne pojawienie się tej osoby. Należał on do grona starszych, był znamienitym przedstawicielem społeczności żydowskiej. Jest człowiekiem prawego serca, choć jak widzimy w tej scenie,  trochę bezsilnym wobec nawałnicy, jaka przewala się wokół Jezusa. Postaram się wczuć w jego sytuację. Nikodemowi dane było docierać do serca Jezusa. Jego przyjście nocą zdradza fascynację Nauczycielem, choć pokazuje też wszystkie niepewności i trudności, na jakie on sam napotykał. Postaram się w tej chwili modlitwy zbliżyć duchowo do Nikodema. On może się stać dla mnie przewodnikiem na moich drogach szukania Jezusa, w przeżywaniu moich rozterek i bezsilności. 

 

Punkt 3: Nieobecność uczniów

Zdaje się, że niewiele można by wywnioskować z tej nieobecności. Dobrze by było też nie przejaskrawiać faktu, choć sama nieobecność może tu być jakąś wskazówką. 

W ewangelii Jana Jezus jest często ukazywany, jako ten, który wszystko wie, wszystkich zna, «nie potrzebuje świadectwa o nikim». W pewnym sensie jest samotnikiem, który konsekwentnie realizuje swoją misję. 

Nieobecność uczniów może wypływać z kilku czynników. Po pierwsze niezrozumienie misji, jaką Jezus ma do spełnienia. Uczniowie nie są zaangażowani, ponieważ nie potrafią się jeszcze włączyć w działalność Jezusa. 

Nieobecność wypływa także z lęku. Apostołowie musieli jakoś odczuwać konflikt, w jakim żył Jezus. Obserwowali to, co się działo dookoła, wiedzieli o niebezpieczeństwie czyhającym na Jezusa. Dlatego też doskonale sobie zdawali sprawę, że być blisko Jezusa to także być narażonym na niebezpieczeństwo, jak On. Nikt nie akceptuje łatwo wchodzenia w niebezpieczne sytuacje. Tym bardziej jeśli w ten sposób staje się niejako wobec autorytetu, czy przeciwko niemu. Uczniowie musieli mieć tego świadomość. Ich nieobecność jest zatem wynikiem ich niezdolności do stawienia czoła lękowi o siebie, o swoją przyszłość, łącznie z życiem. 

Nieobecność uczniów wypływa także z ich niezdecydowania. Oni sami także musieli mieć pełno wątpliwości dotyczących Jezusa. I choć ich nie wypowiadali, to jednak opinie ludzi z pewnością wpływały jakoś na ich bycie z Jezusem, na ich chęć pozostania przy Mistrzu. Musieli na sobie samych przeżywać kontrowersje i spory, jakie targały społecznością ich braci w wierze.

Przyjrzę się tej nieobecności uczniów starając się rozpoznać to, co jest jej przyczyną. Przyjrzę się także tym wszystkim momentom, w których ja sam jestem nieobecny przy Jezusie. Co sprawia, że mnie nie ma przy Bogu? W jakich okolicznościach najłatwiej mi Go pozostawić, odejść?


Rozmowa końcowa 

Stanę przed Bogiem, rozmawiając z Nim jak przyjaciel z przyjacielem o tych poruszeniach, które były moim udziałem w czasie tej modlitwy. Spróbuję znaleźć to, co było najważniejsze dla mnie dzisiaj, aby odszukać wezwanie Boga na dzisiaj.


6.

Ja Jestem bramą owiec

«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości».
(J 10, 1-10)

W tym fragmencie mamy do czynienia z kolejną wypowiedzią Chrystusa, która ukazuje Jego misję w charakterze obrazu. Jest to bardzo ważny obraz, dla nas po rozpoczęciu Roku Jubileuszowego jeszcze bardziej wyrazistym i przemawiającym. Chrystus jest bowiem bramą. Otwarte drzwi jubileuszowe symbolizują Chrystusa, który wciąż czeka, aby przezeń przechodzono do zbawienia. On stał się bramą do Ojca, bramą do owczarni, gdzie jest spokój, gdzie jest bezpieczeństwo, gdzie jest pożywienie i napój. Obraz owczarni, pasterza prowadzącego owce, bramy, przez którą się przechodzi do zbawienia jest bardzo mocno zakorzeniony w symbolice i ikonografii chrześcijańskiej. 

Scena opisywana przez Jezusa posiada także element napięcia i grozy. Są bowiem ci, którzy przychodzą, aby kraść, zabijać i niszczyć. Są tacy, którzy są rozbójnikami, którym nie zależy na owcach. Możliwe jest, że staniemy się łupem szarlatanów i złodziei. Życie duchowe nie jest obietnicą błogiego zadowolenia z siebie i sielanki. Obietnica zbawienia, obietnica spokoju, bezpieczeństwa, wystarczającej ilości pożywienia jest zawsze niejako przemieszana z koniecznością walki, koniecznością unikania niebezpieczeństw. 


Wyobrażenie miejsca

Pozwólmy sobie pójść za wskazaniami Jezusa. Skoro On nazywa siebie bramą, skoro jest Pasterzem, niech nasza wyobraźnia weźmie na serio te obrazy. Przywołajmy wszystko, co w jakiś sposób kojarzy nam się z doświadczeniami życia pasterskiego, surowości życia, kontaktu z naturą, ale też troski o stado, dbania o jego bezpieczeństwo. Pozwólmy naszej wyobraźni podpowiedzieć nam te obrazy, które będą najbardziej przemawiające, może jakoś zgodne z naszymi doświadczeniami, a jeśli nie mamy takich przeżyć, to z naszymi wyobrażeniami, z całą symboliką takiej pasterskiej troski o stado, o owce. 

Każdy z nas niejako występuje w podwójnej roli. Jesteśmy otoczeni troską pasterską innych, należymy do owczarni Bożej, w której możemy się spodziewać pożywienia, bezpieczeństwa i spokoju, a zarazem nam samym jest w pewnej mierze powierzona owczarnia, odpowiedzialność za innych, troska pasterska o nich. Posłucham swojego wnętrza, które reaguje jakoś na te dwie przeplatające się rzeczywistości. 


Prośba o owoc 

Poproszę o to, czego teraz mi najbardziej potrzeba. Jezus jest moją bramą, przez którą mam przejść do życia. Poproszę, abym umiał znaleźć do niej drogę, abym nie wahał się wybierać kroczenia po niej. Poproszę też o umiejętność rozpoznania prawdziwego pasterza i tych, którzy nie przychodzą w Jego imię. 


Punkt 1: Wejść przez bramę 

Słowa, które wypowiada Jezus ukazują Jego samego jako bramę do owczarni, a wchodzących się rozpoznaje po tym, jaką drogę wejścia obierają. Pasterz wchodzi przez bramę. Obcy i złodziej włamuje się. Nie przychodzi otwarcie, w przejrzysty sposób. Zdawać by się mogło, iż jest to słowo skierowane w sposób szczególny do tych, którzy mają jakąś odpowiedzialność w kościele, którym powierzono pasterzowanie. Jest to jednak słowo skierowane do wszystkich, gdyż każdy jest wezwany, aby być pasterzem według powierzonego sobie zakresu obowiązków. 

Słowa, które wypowiada Jezus z konieczności skłaniają nas do pytania co to znaczy przejść przez bramę, jaką jest Jezus. W jaki sposób się to dokonuje? Jak Jezus może być bramą dla człowieka? Oczywiście jest to mówienie obrazowe. Wchodzić przez tę bramę to po prostu słuchać słowa Jezusa i wypełniać je. Jezus poprzez swoje życie i działanie ustanowił swego rodzaju wzorzec postępowania, sposób życia. I choć zmieniają się warunki zewnętrzne, choć nie takie same są okoliczności życia, tym niemniej pozostaje pewna wspólna droga, jaką mamy kroczyć, za Jezusem. Na dzisiaj odpowiedź Jezusa byłaby podobna, jak i 2000 lat temu, «nie przyszedłem znieść prawa, ale je wypełnić», «zachowuj przykazania, a będziesz żył», «na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Wypełniajcie wszystko, co wam powiedzą, ale uczynków ich nie naśladujcie». Te słowa Jezus wypowiadał w różnych momentach swojej działalności i dzisiaj by je powtórzył, gdyż one tłumaczą w pewnym sensie to, co powiedział o sobie, iż jest bramą. I dzisiaj przejście przez bramę jest posłuszeństwem woli, otwartością serca. Do tego On wzywa i zachęca. 

Jakimi drogami ja sam próbuję dostać się do Bożej owczarni? 


Punkt 2: "Lecz oni nie pojęli znaczenia tego" 

Zadziwiające jest, w jak wielu miejscach pojawia się takie, albo podobne stwierdzenie. Uczniowie zdają się być niejako zaślepieni na to, co Jezus mówi, działa, co im proponuje. Z jednej strony może to być opis bardzo konkretnej sytuacji, w której znaleźli się uczniowie, ale z drugiej może to być ogólniejsza prawda, gdyż często możemy potwierdzić, jak bardzo jesteśmy zaślepieni na obecność Boga i na dostrzeżenie Jego działania. 

Mogą z tego płynąć dwa wnioski. Jeden to ten, iż nie musimy dramatyzować naszej ślepoty i braku zrozumienia. Wydaje się, iż jest to stały element życia duchowego. Oczywiście nie powinno to być łatwym usprawiedliwieniem dla naszego lenistwa i braku starania się. Nie wolno jednak przesadzać. Skoro Bogu nie przeszkadzało niezrozumienie apostołów, a wcześniej jeszcze proroków, to i nasze słabości i brak wystarczającej przenikliwości, brak zrozumienia nie mogą i nie będą przeszkadzać. Nie powinno to być powodem do nadmiernego żalu i rozpaczy. Drugi wniosek to ten, iż to wcale nie zwalnia człowieka z obowiązku działania i poszukiwania zrozumienia. Inne jest bowiem nierozumienie, które wynika z ludzkiej ułomności, a inne jest uciekanie od zrozumienia, z premedytacją. 

Przyjrzę się tym sytuacjom mojego życia, które są dla mnie otwartym pytaniem, na które nie mam odpowiedzi. Jak jej poszukuję? Na ile mi zależy na znalezieniu odpowiedzi na ważne pytania mojego życia duchowego? 


Punkt 3: Życie w obfitości 

Te słowa Jezusa powracają bardzo często, a jednocześnie jakby najczęściej im niedowierzamy. Mówimy bowiem, iż wszystko jest z Boga, wszystko w Nim się zaczyna i w Nim kończy. On jest szczęściem człowieka, spełnieniem ludzkich pragnień i nadziei. A tymczasem chyba cała historia ludzkości jest właśnie ukazaniem szukania szczęścia obok, poza czy czasami wbrew Bogu. Każdy grzech jest bowiem wypowiadaniem w jakiś sposób, iż nie wierzymy do końca, aby to, co Bóg nam obiecuje było prawdziwie «życiem w obfitości». Już gdzieś od raju «podejrzewamy» Boga, że coś nam zabiera, gdzieś nie pozwala w pełni stać się człowiekiem. I choć nasze myślenie jest «poprawne», choć wiemy, co powinniśmy powiedzieć, to życie idzie potem niejako swoim torem. 

Przy tej okazji, zachęceni słowami Jezusa, postarajmy się pomyśleć o «obfitości życia». Czym ona jest dla mnie? W czym upatruję dla siebie tej pełni życia i jego kwitnięcia? W czym, na chwilę obecną, znajduję tę pełnię? Czym się prawdziwie sycę? Ważne jest, abym nie odpowiadał sobie na te pytania tym, co wiem, co powinienem, ale tak, jak jest rzeczywiście. Ta prawda mojego życia jest o wiele bardziej potrzebna niż to, co wynika z mojej wiedzy, a nie przystaje do mojego obecnego życia. Czy mam poczucie, że «żyję obficie»? Czy staram się jakoś o to? 


Rozmowa końcowa 

Stanę przy Jezusie, który jest bramą. Ta brama jest otwarta dla mnie. Ja jestem zachęcany, aby przez nią wejść, aby poczuć się odpowiedzialny za owczarnię, która mi została powierzona. Porozmawiam z Jezusem o moim doświadczeniu bycia w Jego owczarni, bycia za nią też odpowiedzialnym. Powiem Mu o trudnościach przejścia przez bramę, na jakie w chwili obecnej napotykam. 


7.

Ja Jestem Dobrym Pasterzem

«Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; [najemnik ucieka] dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz». (...) I znów nastąpiło rozdwojenie między Żydami z powodu tych słów. (...) Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: «Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie». Rzekł do nich Jezus: «Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. (...) Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy». I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowie¬dział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?» Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga». Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli [Pismo] nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz.
(J 10, 11-16.19.22-27a.29-36a)


Obraz Chrystusa Dobrego Pasterza jest jednym z najczęstszych, jakie wykorzystywano w ikonografii chrześcijańskiej. Powstawało mnóstwo malunków czy rzeźb ukazujących Jezusa, niosącego owieczkę na swych ramionach, idącego na czele stada. Jest to być może najbardziej zakorzeniony w naszej świadomości wizerunek Chrystusa. Wpisywał się on nie tylko w czasy Jezusa, rolniczo-pasterskie, ale także wkomponowywał się w tradycyjną relację Boga do swojego ludu. Wielokrotnie bowiem Stary Testament wskazuje na opiekuńczą funkcję Boga. Pamiętamy piękny Psalm, w którym śpiewamy «o Panie, Tyś moim Pasterzem, tak dobrym, że nic mi nie braknie». Bóg, pasterz swojego ludu, zastawia przed nim stół obfity, prowadzi go nad wody, gdzie może odpocząć. Dlatego też obraz Jezusa, Dobrego Pasterza tak mocno odwołuje się do obrazu działania Boga, jaki istniał na przestrzeni wieków, i istniał także w kościele pierwotnym. Bóg, jako Pasterz swojego ludu, także dzisiaj prowadzi go, strzeże, karmi i poi. 


Wyobrażenie miejsca 

Ta pełna dramaturgii scena rozgrywa się w Jerozolimie, w czasie uroczystości poświęcenia świątyni, w grudniu. Jezus po raz kolejny wykorzystuje mocne słowa, które określają Jego tożsamość. Nazywa się Pasterzem, ale nie tylko, ukazuje siebie jako zbawiciela wszystkich ludzi, który jest jedno z Ojcem. Te słowa, bluźniercze w oczach Żydów, wywołują zrozumiałe zdziwienie i reakcję. Uczestniczymy w tej dynamicznej scenie, starając się brać w niej udział całym sobą, wyobraźnią, pamięcią, reagując na dziejące się wydarzenia. Starajmy się widzieć Jezusa, posłuchać Jego słów, ale też uczestniczymy jakoś w reakcji ludzi. 


Prośba o owoc 

Prośmy o to, czego nam najbardziej potrzeba, co jest pragnieniem naszego serca, wzbudzonym pod wpływem usłyszanego słowa. 


Punkt 1: Dobry Pasterz, który oddaje życie 

Jezus jest pasterzem, który oddaje życie za owce. Słowa te wielokrotnie słyszeliśmy i oddają one niejako istotę misji Jezusa, konkretyzują to, na czym polega Jego bycie «dobrym pasterzem». Jezusowi zależy na owcach, zależy mu na swoim ludzie, nie zostawia go w potrzebie, nie ucieka, kiedy zbliża się niebezpieczeństwo. Jezus jest dobrym pasterzem, broniącym swojego stada i troszczącym się o zachowanie go od zła i rozproszenia. 

Jezus jest także dobrym pasterzem dla mnie. Wobec mnie wypowiada także wszystkie te słowa. On mnie zna, zna mnie po imieniu, «wiedzie mnie po właściwych ścieżkach», zależy Mu na moim życiu, broni mnie przed niebezpieczeństwem, przed drapieżnym wilkiem, oddaje za mnie swoje życie. Nie musiał, zrobił to dobrowolnie, aby dać mnie życie. Ja należę do Niego i nikt nie wyrwie mnie z Jego ręki. Zostałem powierzony Jezusowi przez Ojca i nikt nie może mnie od Nich odłączyć, ponieważ są jedno. 

Posłucham tych słów wypowiadanych przez Jezusa o mnie i do mnie. Przyjrzę się temu, co Jezus, najlepszy pasterz czyni dla mnie, do czego mnie zaprasza. Posłucham swojego serca, aby dać odpowiedź temu słowu. 


Punkt 2: "I znowu nastąpiło rozdwojenie"

Słowa Jezusa często wzbudzały kontrowersje. Także w tej scenie jesteśmy świadkami kontrastujących postaw ludzi. Jedno są zachwyceni, inni oburzeni. Słowa i czyny Jezusa częstokroć stawiają człowieka w sytuacji, kiedy musi stąpać po niepewnym gruncie. Wybijają z zastanych prawd i pozornych pewności, wzbudzając lęk, a jednocześnie są pociągające i zachwycające. Jesteśmy w sytuacji ludzi, którym burzą się pewniki przekonań, wizji siebie i świata, a jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że w takim działaniu jest coś zdrowego, Bożego, powiew Ducha. «Czyż zły duch może otworzyć oczy niewidomym?» Jest to częsty paradoks, jaki może się zdarzyć w naszym życiu duchowym. Doświadczamy działania Bożego, które otwiera oczy, wyzwala, daje poczucie dotknięcia palca Bożego, a jednocześnie jakby się to kłóci z naszym dotychczasowym obrazem Boga, kościoła, działania Bożego w świecie i we mnie. I wtedy naturalnie pojawia się lęk, bo muszę się odnaleźć w nowej sytuacji, a jednocześnie mam poczucie wchodzenia głębiej w doświadczenie Boga. Tak często może też być wtedy, kiedy przyjdzie nam doświadczyć cierpienia, kiedy «wali się» nasz świat, ale jest to jednocześnie z mocnym przekonaniem, że Bóg jest jakoś w tym obecny, choć tak trudno zrozumieć sens tego, co się dzieje. 

Mogę się przyjrzeć takim szczególnym momentom mojego życia, momentom przełomu, jakiegoś zawirowania, zmiany kierunku mojego życia. Czy dostrzegałem wtedy działanie Boga, jak je przeżywałem? Czego mnie nauczyły takie momenty? 


Punkt 3: Poznacie po owocach

Sytuacja kontrowersji, w jakiej znajduje się Jezus, uświadamia nam, jak różne mogą być motywy bycia przy Jezusie. Z jednej strony bowiem widzimy u Żydów autentyczne poszukiwanie dobra, głębokiej religijności, poszukiwanie Mesjasza. Samo bowiem zadają Jezusowi to pytanie, niejako nie mogąc doczekać się spotkania z obiecanym namaszczonym od Boga. Z drogiej strony jednak samo pragnienie, a nawet dążenie, nie jest wystarczające, aby przyjąć Jezusa, uwierzyć Mu, kiedy czas na to jest odpowiedni. Zwraca to naszą uwagę na wiele elementów życia duchowego, które warto uwypuklić. 

Ludzie Jezusa słuchają Jego głosu, idą za Nim. Słuchanie słowa Bożego jest ważnym elementem życia w duchu. To słowo przychodzi do nas poprzez Pismo św., poprzez nauczanie Kościoła, poprzez sumienie, poprzez innych ludzi. To słowo, aby napotkać w nas żyzną glebę, musi jednak być słuchane z uwagą, z ochotą, z systematycznością i wiernością. Nie wolno pozwolić, aby te słowa były wypowiadana «na wiatr». 

Czyny Jezusa świadczą o Nim. One są kolejnym elementem życia w duchu. To nie są tylko czyny dokonane za ziemskiego życia Jezusa. Jezus żyje i działa dzisiaj. Zawsze tam, gdzie następuje wyzwolenie człowieka, uzdrowienie jego wzroku, słuchu duchowego, gdzie człowiek przekracza sam siebie, pozwala się prowadzić Bogu, tam Jezus jest obecny i działa. Tam też można poznać Jego obecność. Czyny świadczą o niej. Czyny uzdalniające człowieka do rzeczy wielkich i Bożych. 

Kolejnym elementem jest dokonywanie «dzieł Ojca». Nie wystarczy działanie, potrzeba przeżyć i doświadczeń, które nas ostatecznie prowadzą do spotkania z Bogiem. Dzieła Ojca są Jego objawieniem się wobec nas. Potrzeba doświadczeń, które św. Paweł nazwałby «owocem Ducha». One ostatecznie wskazują na źródła i motywy działania, ukazują prawdziwe oblicze tego, co się wydarza. 

Przyjrzę się mojemu słuchaniu słowa Boga, mojemu interpretowaniu wydarzeń, które mają miejsce w moim życiu w kluczu Bożym, a także temu na ile skutkiem tych działań we mnie są «owoce Ducha». 


Rozmowa końcowa

Stanę wobec Boga, aby porozmawiać o tym wszystkim, co poruszyło mnie w czasie tej modlitwy. Otworzę przed Nim swoje serce, aby wypowiedzieć to, co jest w nim głęboko ukryte. Posłucham słów Jezusa skierowanych do mnie.

Tekst

o. Paweł Kosiński SJ

 

Lektor: 

Stanisław Zatłoka

 

Fragmenty Biblii

pochodzą z Biblii Audio 
Pobierz aplikację Biblia Audio i słuchaj Fragment na dzień za darmo!

Muzyka

Magnatune:

Orchestra Da Camera Di Roma & Nicolas Flagello - The Fairy Queen: Suite No1-Rondeau 

David Arkenstone - A Special Place

Capella Istropolitana & Ondriej Lenard - Water music

Bratislava CSR Symphony Orchestra & Ondriej Lenard - Scheherazade, Op. 35: II

Bohdan Warchal & Slovak Chamber Orchestra - Concerto for Cembalo

Voices of Music - Air on a G string (BWV 1068) (Johann Sebastian Bach)

Takako Nishizaki - Violin Sonata In Major