opcje zaawansowane (rozwiń)zaawansowane
opcje zaawansowane (zwiń)zwiń

A jeśli Ty Go spotkasz?


Przychodzili do Jezusa w nocy, z dala od wścibskich oczu postronnych. Przyprowadzano ich, pochwyconych co dopiero na grzechu. Jezus spotykał się z nimi tam, gdzie żyli - w szarej, skwarnej codzienności czy na łożu boleści, w chorobie, kalectwie czy ślepocie. Płakał z tymi, którzy opłakiwali najbliższych. 

Ewangelista Jan ukazuje wiele spotkań Jezusa z ludźmi, które zmieniły ich życie. Chrystus przychodzi do człowieka, nie zraża się jego słabościami i grzechami, pokręconym, nieuporządkowanym życiem. Nawet tego, który Go zdradzi nazwie „przyjacielem”. Jezus spotyka człowieka tam, gdzie on jest, w jego codzienności. On jest też blisko ciebie. Przychodzi łagodnie. A jeśli Ty Go spotkasz, to…? 

Spróbuj odprawić swoiste rekolekcje wakacyjne Modlitwy w Drodze według metody św. Ignacego. Pomoże ci w tym Szkoła modlitwy, którą proponowaliśmy niedawno w naszym serwisie. Skorzystaj z zaproszenia św. Jana i poddaj się przemieniającej sile spotkań z Jezusem.

01. Jezus i Nikodem 02. Jezus i Samarytanka 03. Jezus i chromy nad sadzawka Betesda 04. Jezus i kobieta cudzołożna 05. Jezus i niewidomy od urodzenia 06. Jezus i wskrzeszenie Łazarza 07. Jezus i namaszczenie w Betanii 08. Jezus Judasz i Piotr

I.

Spotkanie pierwsze – Jezus i Nikodem

Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim”. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego”. Nikodem powiedział do Niego: „Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”. W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: „Jakżeż to się może stać?” Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego.
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu (J 3, 1-21).

Uczestniczymy tutaj w jednym z najbardziej znaczących spotkań Jezusa z przedstawicielem narodu wybranego, jakim jest Nikodem. Jest on wybitną postacią w społeczności żydowskiej. Przychodzi do Jezusa nocą, w ukryciu, ale poruszony tym, co On robi i mówi. Nikodem jest niewątpliwie obrazem różnego rodzaju napięć, jakie pojawiają się w naszym doświadczeniu. Z jednej strony bowiem słucha pragnień, dostrzega je. Stara się na nie odpowiadać. Z drugiej strony jest uwikłany w różnego rodzaju zależności, od opinii ludzkiej, od swojej pozycji społecznej. Miota się także pośród różnych „racjonalnych” racji w swoim postępowaniu, miota się między tym, co podpowiada serce i rozum. Dlatego jego spotkanie z Jezusem jest tak ważne dla naszego doświadczenia, bo jakże często oddaje nasze rozterki duchowe w obliczu pewnych pragnień, dążeń i oporów, jakie przeżywamy.

 

Wyobrażenie miejsca 

Jan podpowiada nam, iż spotkanie następuje nocą. Nikodem przychodzi pod osłoną ciemności, aby uwolnić się od wścibskich oczu innych, choć staje w świetle wobec Jezusa, odkrywa się niejako przed Nim. Prawdopodobnie też nie mógł uniknąć spotkania się z uczniami, którzy byli w obecności Jezusa. Oczyma wyobraźni możemy zobaczyć tę scenę spotkania. Przyjrzę się Nikodemowi, jego postaci, wyglądowi i zachowaniu. Postaram się wczuć w doświadczenie tego człowieka.

 

Prośba o owoc 

Prośmy Boga o umiłowanie światła, o umiejętność zbliżania się do Niego, bez strachu i bez zawstydzenia, ponieważ Bóg „posłał swojego Syna, aby świat został przez Niego zbawiony a nie potępiony”. 

 

Punkt 1. Przeczucie Bożego działania

Nikodem jest symbolem i przykładem takiego doświadczenia, w którym przeczucie walczy niejako z rozumem. Nie może się bowiem oprzeć urokowi Jezusa, Jego działaniu i wpływowi na człowieka, z drugiej jednak strony bardzo mocno jest uwikłany w różnego rodzaju strachy i opory. 

Dla nas jednak ważniejszy jest tutaj zwrócenie uwagi na „przeczucie Bożego działania”. I nam bowiem są dane takie przeżycia, w których musimy przyznać, iż Bóg działa poprzez ludzi, sytuacje, doświadczenia, które są naszym udziałem. Są to przeżycia pewnych intuicji, pomysłów, które pojawiają się w naszej głowie, są to pewne spostrzeżenia, poruszenia woli, gdzie w sposób wyraźny możemy powiedzieć, iż jest w tym „palec Boży”.

Przyjrzę się takim doświadczeniom w moim życiu. W czym dostrzegam to Boże „przyciąganie”, przeczucie, że jest to jakaś oznaka Bożej obecności w moim życiu? Jak tego doświadczałem na przestrzeni ostatnich lat, w całym moim życiu? 

 

Punkt 2. Dylematy Nikodema

„Jakżeż to się może stać?” - jest to pytanie, które na różne sposoby pojawia się w naszym doświadczeniu religijnym. Jest to pytanie nie tylko o techniczną stronę jakiegoś procesu, ale o samą jego istotę. Dlaczego na mnie spada jakieś doświadczenie? Co Bóg do mnie mówi poprzez cierpienie, trud, chorobę? Dlaczego moje modlitwy są wysłuchiwane w zaskakujący sposób lub w zaskakującym mnie czasie? W jaki sposób Bóg spełnia swoje obietnice? Te pytania często pojawiają się w naszym doświadczeniu, wystawiając na próbę niejako rozum i zdrowy rozsądek.

Prosimy o wiele rzeczy. Nasza modlitwa jest często modlitwą wyrażanych pragnień. Jednocześnie bardzo mocno jesteśmy związani z naszym wyobrażeniem działania Boga i naszymi oczekiwaniami. Rzeczywistość zatem jakby zaskakuje nas, zmuszając do uznania niewystarczalności naszego rozumowania, a czasami przymuszając do przyjęcia działania Boga, którego nie do końca rozumiemy, licząc na to, iż będzie nam dane zrozumienie i siła do uniesienia paradoksu.

Przyjrzę się temu wszystkiemu, co dla mnie samego jest pytaniem o wiarę, o działanie Boga, o wymagania, jakie są przede mną. Przyjrzę się temu wszystkiemu, co mnie zaskakuje, co budzi mój sprzeciw, co kłóci się z moim „zdrowym rozsądkiem”. Postaram się porozmawiać o tym z Bogiem na modlitwie.

 

Punkt 3. Umiłowanie światła

Jezus wielokrotnie w ewangelii Jana porównuje siebie do światła, mówi o sobie jako o świetle, które przyszło na świat. Jest jednak w człowieku jakiś opór przed światłem. Jest jakaś chęć ukrycia się. Jezus mówi, iż jest to działanie, które wypływa z poczucia grzechu, chęci ukrycia się z nim. Światło obnaża nasze uczynki, ukazuje motywacje, nie pozwala na życie złudzeniami.

Przede wszystkim jest to jednak wezwanie do otwartości przed Bogiem, do przyjęcia Jezusa, który przychodzi do mnie, jako do „swojej własności”. Bardzo często kojarzymy stawanie w świetle jako wypunktowanie słabości i grzechów. O wiele bardziej jednak chodzi tutaj o stawanie w obecności Boga. Dopiero w tym świetle mogę zobaczyć lepiej swoje życie i postępowanie. Dopiero wtedy moja ocena nie jest skoncentrowana na szukaniu tego, co złe czy instynktownej obronie samego siebie, swojego dobrego imienia, ale jest otwieraniem się na przyjazne człowiekowi, miłujące działanie Boga, który przychodzi, aby zbawić, nie potępić.

W tej chwili modlitwy postaram się stawać przed Bogiem, który przychodzi po to, aby mnie oświecić swoim światłem. Mogę stanąć w prawdzie przed Nim, ponieważ Jemu zależy na mnie i moim zbawieniu.

 

Rozmowa końcowa

W rozmowie końcowej postaram się zebrać ważniejsze myśli, jaki mi towarzyszyły w tej modlitwie. Razem z Nikodemem stanę przed Jezusem, który jest moim przyjacielem, aby z Nim porozmawiać o wszystkim, co zajmuje teraz moje serce.

II.

Spotkanie drugie – Jezus i Samarytanka

Trzeba Mu było przejść przez Samarię. Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które [niegdyś] dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić”. Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: „Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?” Żydzi bowiem nie utrzymują stosunków z Samarytanami. Jezus odpowiedział jej na to: „O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej”. (...)

Rzekła do Niego kobieta: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”. A On jej odpowiedział: „Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj”. A kobieta odrzekła Mu na to: „Nie mam męża”. Rzekł do niej Jezus: „Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą”. Rzekła do Niego kobieta: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem” (...)

„Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”. Powiedział do niej Jezus: „Jestem Nim Ja, który z tobą mówię”. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. (...)

Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: „Rabbi, jedz!” On im rzekł: „Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie” (...)

Powiedział im Jezus: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. (...)

Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli”. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam”. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata” (J 4,4-10. 15-19.25-27a.28-32.34-35.38-42).

 

Uczestniczymy dzisiaj w jednym z najbardziej znaczących spotkań Jezusa. Mamy bowiem w tym fragmencie, jakby w pigułce, szereg spraw, które wzajemnie się na siebie nakładają. Mamy bowiem niełatwą historię życia pewnej kobiety, Samarytanki. Mamy wzmiankę o problemach i napięciach społecznych między Żydami i Samarytanami. Mamy także dzieło misyjne, które jest wykonywane nie tylko przez uczniów, apostołów, ale też przez kobietę, które staje się prawdziwym misjonarzem wobec co dopiero poznanego Jezusa i przyprowadza do Niego mieszkańców swojego miasteczka. Możemy także przypatrywać się bardzo ludzkiej, ciepłej i serdecznej relacji Jezusa do spotkanej kobiety. Jezus zmęczony drogą, jakże to ludzki rys Jego osobowości, przyjaźnie rozmawia i daje się poznać tej, która żyje w konkubinacie, gdybyśmy chcieli zastosować dzisiejsze nazewnictwo. I może dlatego osoba tej kobiety jest nam tak bliska, ponieważ jest ona tak „swojska”, grzeszna, choć ciekawa nowego, mająca nieuporządkowane życie, a zarazem pragnące tego, co prawdziwe, żywe, głębokie i zdolna do przyjęcia Boga oraz do świadczenia o Nim.

 

Wyobrażenie miejsca

Oczyma wyobraźni widzimy Jezusa siedzącego przy studni, gdzie rozgrywa się scena i pojawiają się kolejne jednostki czy grupy ludzi. Jezus zmęczony drogą, znajduje chwilę wytchnienia i orzeźwienia. Spróbujmy przyjrzeć się samemu Jezusowi, tak jak Go widzimy oczyma naszej wyobraźni, przyjrzyjmy się kobiecie, która przychodzi, aby zaczerpnąć wody, posłuchajmy rozmowy, jaka się rozegrała między nią a Jezusem. Możemy też przyjrzeć się uczniom, którzy zdziwieni zastają Jezusa rozmawiającego z nieznaną kobietą i do tego Samarytanką. Widzimy też mieszkańców miasteczka, którzy zaciekawieni opowiadaniem kobiety przyszli „sprawdzić” te wieści, a zarazem dali się porwać urokowi Jezusa.

 

Prośba o owoc

Możemy prosić o pragnienie „wody żywej”, Jezusa. Niezależnie od tego, jaka jest moja sytuacja życiowa, mogę spotkać się z Jezusem i być Jego świadkiem. On dzisiaj chce być Mesjaszem dla mnie. Poproszę Go o tę „wodę żywą”, której tylko On może mi udzielić.

 

Punkt 1. „Historia pewnego życia”

Samarytanka, jak jest nam ukazana w dzisiejszym fragmencie, należy z pewnością do ludzi o „ciekawym” życiorysie. Pięciokrotnie zamężna, żyjąca teraz w związku, który nie jest małżeństwem, a jednocześnie jest kobietą rzutką, zdecydowaną i otwartą. Spotkanie z Jezusem staje się dla niej okazją do nazwania tego wszystkiego. Samarytanka jest szczerą osobą, żyjącą w swojej skomplikowanej sytuacji, ale bez ukrywania się, otwarcie stawiająca czoło prawdzie swego życia. Jest ona przykładem pokomplikowanych losów ludzkich, gdzie pragnienia, dążenie do dobra i chęć dobrego życia splatają się z trudnościami, słabością, a nawet grzechem i konsekwencjami zeń wynikającymi.

Niewątpliwie ciekawe będzie dla nas obserwowanie Jezusa w Jego odniesieniu do ko­biety. Zna jej sytuację, jest świadom wszystkich uwarunkowań, także kulturowych i spo­łecz­nych, a jednocześnie widzimy Go rozmawiającego z nieznaną kobietą, objawiającego jej siebie, niepotępiającego a nawet przyzwalającego, aby była ona dla Niego świadkiem wobec innych ludzi. Jest to niewątpliwie zaskakująca postawa, ukazująca jednak stosunek Jezusa do ludzi grzesznych, żyjących w nieuporządkowanych sytuacjach osobistych i społecznych.

Widzimy w tym spotkaniu, jak potrzeba i wyzwalająca jest prawda życia każdego czło­wieka. Jezus przychodzi do każdego, kto w szczerości chce Go przyjąć. Nie stawia wa­run­ków wstępnych. Jakże często nasze wyobrażenie o spotkaniu z Jezusem odbiega od tego, o czym mówi nam ten fragment. Postaram się zatem, aby teraz w tym czasie mojej modlitwy stanąć przed Chrystusem w całej prawdzie o moim życiu. Postaram się opowiedzieć MU siebie, moje doświadczenia i trudności. Powinienem być jak najbardziej szczery, gdyż to jest jedyna okazja do spotkania z Bogiem, do zaczerpnięcia „wody”, która daje życie.

 

Punkt 2. Pokarm ucznia

„Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo”. W scenie tej mamy przykład wielu różnych sposobów głoszenia dobrej nowiny o Jezusie. Mamy bowiem uczniów, którzy niejako z „urzędu” są posłani, aby być świadkami Jezusa, mamy też przykład kobiety, która w praktyce okazała się bardzo skutecznym apostołem wobec tych wśród których mieszkała i żyła. Św. Paweł mówi o różnych darach w posługiwaniu, jedni są nauczycielami, inni ewangelistami itd... Wspólnota chrześcijańska jest organizmem, który nie tylko symbolicznie przedstawia Chrystusa wobec świata, ale w rzeczywistości jest to wzajemnie uzupełniający się organizm, mający jeden cel i misję. Każdy na swój sposób ma świadczyć o zbawieniu wysłużonym nam przez Jezusa. Podobnie, jak w przypadku Jezusa, naszym pokarmem jest także spełnić wolę Boga, wypełnić Jego dzieło, być apostołem wobec ludzi, wśród których przyszło nam żyć.

Nie mogę się ociągać w tej misji powierzonej każdemu uczniowi, nie mogę się oglądać na innych. Powinienem dzisiaj zapytać samego siebie o dzieło głoszenia dobrej nowiny w moim życiu. Jak ja świadczę o Bogu moim działaniem, moimi słowami, postawą?  W jaki sposób pociągam innych do Jezusa, przyprowadzam ich do Niego? Czy widzę w sobie gorliwość, która winna cechować apostoła, aby dostrzec te „pola, które bieleją na żniwo”?

 

Punkt 3. Jak pokonywać podziały?

Fragment ewangelii Jana, który jest podstawą dzisiejszej modlitwy ukazuje bardzo wiele różnych podziałów, trapiących i dzisiaj społeczność ludzką. Mamy tu mowę o napięciu między Samarytanami i Żydami, uczniowie dziwią się, iż Jezus rozmawia z kobietą, Samarytanie są niechętni pielgrzymom zmierzającym do Jerozolimy. Podziały ze względu na wiele różnych spraw, rasę, sytuację społeczną, sposób życia, nie są czymś nowym. Istniały i będą istnieć, jak długo będzie żył człowiek. I niewątpliwie warto się tutaj zastanawiać nie tyle nad tym, jak unikać różnic między ludźmi, ale raczej, jak z nimi żyć. Różnice bowiem nie zawsze muszą być przyczyną podziałów i konfliktów. Dzisiaj o wiele bardziej może niż kiedyś jesteśmy tego świadomi. Nasze społeczeństwo nie jest już, i prawdopodobnie nigdy nie będzie, jednorodne. Dzisiaj rasy mieszają się między sobą, kultury przenikają się wzajemnie. Świat staje się coraz bardziej konglomeratem różnorodności. Nie można tego procesu zatrzymać ani uchronić się przed nim. I dlatego te spotkania, które mamy w ewangelii Jana, są tak ważne.

Jezus uczy nas podejścia do różnorodności, do tych, którzy nie podzielają naszych poglądów, naszego sposobu życia, albo też tych, którzy ze słabości, z powodu grzechu nie są w stanie dostosować się do standardów życia społecznego, jakie by nam się marzyły i do jakich dążymy.

Pomyślę o konfliktach i trudnościach życia społecznego, grupowego, wyznaniowego, w jakich przyszło mi żyć. Jak reaguję na te konflikty? Jakie skutki pozostawiają one we mnie? Czego dzisiaj mógłby mnie nauczyć Jezus w tym względzie?

 

Rozmowa końcowa

Św. Ignacy zachęca nas, abyśmy stanęli przed Bogiem i w szczerości serca porozmawiali z Nim, jak przyjaciel z przyjacielem. Przedstawię Mu w tej chwili rozmowy te myśli, które mi utkwiły w czasie mojej modlitwy. Jezus chce mnie posłać jako swojego apostoła do świata, w którym żyję. Porozmawiam z Nim o tej misji, którą On mi zawierza.

III.

Spotkanie trzecie – Jezus i chromy nad sadzawką Betesda

Potem nastąpiło święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych, [którzy czekali na poruszenie się wody. Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę]. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?” Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną”. Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”. On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło” ( J 5, 1-14).

 

Życie religijne człowieka jest splecione ze wszystkimi jego doświadczeniami. Nie możemy wyizolować przeżyć religijnych, czyniąc z nich coś „nadnaturalnego”, niemającego odniesienia do codziennej egzystencji człowieka. Zwłaszcza wtedy, kiedy dzieje się coś, co uważamy za „zło” (choroba, cierpienie, kłopoty życiowe), pytanie o sens tych doświadczeń i modlitwa o łaskę stają się bardziej konkretne, a zarazem przeżywane ze zrozumiałym dramatyzmem. Stajemy w tej medytacji wobec rzeczywistości, która niełatwo albo przez długi czas nie ulega zmianie, choć jest przeżywana boleśnie. Przez to kształtuje nasze życie, warunkuje je i wyznacza jego kierunek. Chory człowiek, którego widzimy w tej scenie ewangelicznej oczekuje z wytęsknieniem na wyzdrowienie, jest duchowo przygotowany na nie, a jednocześnie pomimo tego przez długi czas jego pragnienie nie może być spełnione.

 

Wyobrażenie miejsca

Stajemy w naszej wyobraźni nad sadzawką Betesda, otoczeni wieloma ludźmi cierpiącymi. Ewangelista mówi, że było ich „mnóstwo”. Spróbujmy przyjrzeć się kilku wybranym osobom z całego tego grona. Zobaczmy także Jezusa, który staje wśród chorych. Oczyma naszej wyobraźni przyjrzyjmy się Jego spotkaniu z człowiekiem chromym. Posłuchajmy ich rozmowy.

 

Prośba o owoc

Proszę o to, czego mi potrzeba. Gdybym miał możliwość porozmawiania z Jezusem, aby wyrazić Mu swoje pragnienia, o co bym prosił? Spróbuję przedstawić Mu to w chwili krótkiej modlitwy.

 

Punkt 1. „Mnóstwo chorych”

Zgodnie ze słowami św. Jana stajemy otoczeni mnóstwem ludzi chorych. Choroba jest często postrzegana jako „dopust Boży”. Zasadniczo bowiem dążymy do tego, aby żyć w sposób wolny od cierpienia, bólu, choroby. Jest to naturalne oczekiwanie człowieka. Choroba, zwłaszcza długotrwała, poważne zagrożenie życia wprowadza trwałe zmiany w sposobie myślenia i funkcjonowania człowieka. Jesteśmy „naznaczeni” cierpieniem. Dzieje się to poprzez ograniczenie możliwości poruszania się, jedzenia, mamy inny rytm dnia, musimy się bardziej liczyć z potrzebami organizmu. Uczymy się żyć z chorobą.

Choroba, cierpienie często zawężają nasze spojrzenie, koncentrują nas na przeżywanych trudnościach. A tymczasem nie tylko my jesteśmy naznaczeni cierpieniem i złem. Cierpienie na różne sposoby dotyka wszystkich. Nosimy w sobie pęknięty obraz samych siebie, relacji z innymi. Ewangelista przypomina nam o tym właśnie przez ukazanie wielkiej liczby tych, którzy czekają na uzdrowienie.

Zwrócę uwagę na to, co „warunkuje” moje życie teraz. Jakie są moje „ograniczenia” w sensie zdrowotnym? Jakie doświadczenia przeszłości „naznaczyły” moje życie i wyznaczyły jego kierunek? Zwrócę szczególną uwagę na to, co jest dla mnie bolesnym wspomnieniem? Przyjrzę się również moim uwarunkowaniom płynącym z cierpienia innych, z ich bolączek i chorób, które naznaczały i naznaczają moje życie.

 

Punkt 2. „Od lat trzydziestu ośmiu”

Powszechnym wrażeniem jest, że życie we współczesnym świecie nabiera przyspieszenia. Podróżujemy szybko, komunikujemy się szybko, oczekujemy na szybkie załatwienie spraw. Nie mamy cierpliwości i chęci dłuższego oczekiwania. Nie jest nam łatwo być systematycznymi przez dłuższe okresy czasu.  Jest nam trudno wyczekiwać przez dłuższy czas na spełnienie się obietnic. Chcielibyśmy wszystkiego szybko i najlepiej bez specjalnego wysiłku.

Scena ewangelii zachęca nas do zastanowienia się nad moim stosunkiem do czasu. Jak reaguję na upływający czas, na przedłużające się sytuacje cierpienia, choroby, trudności? Czy umiem być cierpliwy i umiem się zgadzać na niezrozumiałe nawet czasami trudności, jako na etap Bożego prowadzenia?

Czas jest jednym z ważniejszych uwarunkowań naszego życia. Z jednej strony nasze życie jest bowiem podległe procesom, które wymagają wierności pewnym etapom. Z drugiej strony potrzebujemy także czasu, aby pewne przeżycia mogły być „osadzone” w naszym życiu, abyśmy mogli je przyjąć. Upływający czas jest bowiem dobrą perspektywą do przyjrzenia się naszemu życiu. Czy mam świadomość czasu, który upływa? Czy umiem korzystać z „mądrości”, która przychodzi z „czasem”? 

 

Punkt 3. „Nie mam człowieka”

Nasze życie jest zawsze w relacji do innych. Potrzebujemy ich, są nieodzowni do rozwoju i normalnego życia. Jesteśmy „uwarunkowani ludźmi” w sensie genetycznym, środowiskowym, rodzinnym, etapu rozwoju historycznego. Jesteśmy uwarunkowani kulturowo. Jednocześnie całe nasze rozumienie, odczytywanie prawdy o sobie jest także uwarunkowane przez ludzi, przez ich oceny, przez pomoc, jaką od nich mamy do zrozumienia siebie. Ten wpływ jest zawsze dwojaki, pomaga i przeszkadza.

„Nie mam człowieka” jest opisem pewnej trudnej sytuacji życiowej. Każdy z nas potrzebuje drugiego, aby stać się prawdziwie sobą. Brak innych może przerodzić się w notoryczne poszukiwanie uznania i przychylności innych, ulegania im zbytnio, albo może przerodzić się w jakąś formę samotnictwa, samowystarczalności, która oddziela nas od innych.

Zastanowię się nad moimi relacjami z innymi ludźmi. Jaki wpływ wywierają one na mnie w chwili obecnej? W czym ten wpływ się najbardziej przejawia? Spróbuję określić obszary mojego życia, w których ta obecność i pomoc innych jest wystarczająca, a gdzie wydaje mi się, że jej potrzebuję więcej. Spróbuję porozmawiać z Jezusem o moich doświadczeniach przyjaźni, bliskości z drugim człowiekiem. Pomyślę też o wszystkich frustracjach związanych z innymi, poczuciem odrzucenia, braku drugiego, poczuciem bycia opuszczonym.

 

Rozmowa końcowa

Stanę przed Bogiem, aby Mu wyjawić moje pragnienia i potrzeby. Zbierając myśli, które się pojawiły w trakcie modlitwy, będę chciał rozmawiać z Bogiem w sposób otwarty i przyjazny, wiedząc, że On przychodzi do mnie, aby mi pomagać, aby mnie „uleczyć”. On mnie zna i z Nim mogę mówić otwarcie o tym, czego potrzebuję.

IV.

Spotkanie czwarte – Jezus i kobieta cudzołożna

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8,1-11).

 

Zdania poprzedzające ten fragment mówią o rozdwojeniu, jakie powstało wśród Żydów z powodu Jezusa. Uczeni w Piśmie i Faryzeusze chcieli pojmać Go, ale tłum był Nim zafascynowany i nie mieli odwagi tego zrobić. Z sytuacji wspólnotowego zamieszania i rozejścia się „każdy do swego domu” wpadamy tu niejako w zupełnie odmienną atmosferę. Jan w Ewangelii zręcznie przechodzi od scen zbiorowych, tłumów do bardzo osobistych i indywidualnych spotkań Jezusa z osobami. Tłum znika niejako gdzieś w tle, pozostaje tylko Jezus i konkretny człowiek.

Do Jezusa przyprowadzono kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Prawo nie tylko zabraniało tego, ale sankcja za takie postępowanie to była śmierć. Po dosyć gwałtownym początku sceny i wielkim poruszeniu, jakie wywołało przyprowadzenie i oskarżenie kobiety, mamy spokój i ciszę Jezusa, Jego chłodny dystans do wszystkiego. Mamy także ciszę kobiety, która bezsilnie znosi konsekwencje swego postępowania, ale i furii innych. Mamy w końcu spotkanie twarzą w twarz Jezusa z kobietą, w którym Jezus pokazuje, jak należy podchodzić do grzechu i słabości innych.

 

Wyobrażenie miejsca

Zapada noc. Jezus po płomiennym wystąpieniu w świątyni udaje się na spoczynek na Górę Oliwną. Widzimy Go znowu o brzasku w świątyni, nauczającego lud. Obserwujemy grupę uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy przyciągają do Niego kobietę. Możemy oczyma wyobraźni przyjrzeć się tej scenie. Jak ona dla mnie wygląda? Jaka jest ta kobieta? Jak się zachowuje? Opiera się, czy też bezwolnie poddaje się oskarżycielom? Jak liczna jest to grupa osób? Posłuchajmy rozmowy tych ludzi z Jezusem. Możemy przyjrzeć się ich złości i chęci przychwycenia Jezusa na czymś złym, co dało by im powód do oskarżenia Go. Ich zachowanie jest motywowane złością, gwałtownymi emocjami. Spróbuję to zobaczyć wzrokiem mojej duszy i przyjrzeć się zwłaszcza temu, co bardziej dotyka mojego wnętrza, ciekawi, irytuje. Jakie wrażenie wywołuje we mnie postawa Jezusa? Jakie uczucia żywię w stosunku do kobiety? Spróbuję zobaczyć miejsce tej sceny, jak ono wygląda.

 

Prośba o owoc

Proszę tutaj o to, czego mi teraz najbardziej potrzeba. Powierzę się Bogu w moich słabościach, prosząc Go o łaskę nieoceniania innych, niepotępiania ich, patrzenia na nich wzrokiem Boga.

 

Punkt 1. Zaślepieni złością

Spróbujmy się najpierw przyjrzeć temu, co się dzieje w tej scenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż gorliwi religijnie uczeni w Piśmie i faryzeusze starają się, aby Prawo było zachowane i przestrzegane. Kto je przekroczył, powinien ponieść karę. Mogli by się wydawać gorliwymi wyznawcami i obrońcami czystości wiary i obyczajów, gdyby nie jeden mały szczegół, o którym wspomina ewangelista, a mianowicie, że nie mają czystej intencji. Nie działają wg tego, co mówią. Ich prawdziwym celem było bowiem przychwycenie Jezusa na czymś, znalezienie podstaw do jakiegoś oskarżenia. Nie liczyło się specjalnie ani Prawo, ani sama kobieta. Prawdopodobnie nie raz widzieli absurdalność kamienowania w takich przypadkach, ale tutaj każda okazja zdawała się być sprzyjająca do rzucenia Jezusowi kłody pod nogi. Faryzeusze i uczeni przyprowadzają zatem kobietę robiąc wrażenie, że dla czystości obyczajów, ale tak naprawdę przeciwko Jezusowi. Nie mają właściwych motywacji działania, prowadzą podwójną grę. W ich przypadku było to działanie świadome, albo też ulegli zaślepieniu. Chęć pozbycia się tego niewygodnego Nauczyciela była na tyle silna, że uciekali się nawet do nieuczciwości.

Świadomość tego, iż motywacje działania nie są czymś oczywistym, prowadzi do konieczności przyglądania się im i szczerości wobec siebie w tym względzie. Potrzeba nam jasności, co do naszych prawdziwych pobudek postępowania. Trzeba nam się pytać o to, co motywuje nasze działanie, naszą pobożność, nasze odniesienie do innych, nasze angażowanie się w sprawy społeczne, w działalność dobroczynną. Trzeba nam odpowiadać na pytania o to, co jest niejako na samym dnie naszych dążeń. Same słowa, nawet najpiękniejsze, nie są wystarczającym świadectwem. Potrzeba czegoś więcej.

Przyjrzę się moim motywacjom życia religijnego. Jakie skojarzenia, obrazy pojawiają się we mnie, kiedy słyszę te słowa? W jakim kierunku idą moje myśli? Postaram się w pełnej szczerości wobec siebie i Boga popatrzeć na prawdziwe motywacje mojego postępowania.

 

Punkt 2. Kto jest bez grzechu

Łatwo jest rzucić oskarżenie, łatwo jest być podejrzliwym w stosunku do innych. Niezmiernie łatwo jest przy tym powoływać się na Prawo, domagać się wypełnienia go, ale w sposób i w stopniu wygodnym dla nas. Jezus znał Prawo, wiedział o przepisach, ale jednocześnie Jego postępowanie jest okazją do uczenia tego, co jest sercem Prawa, jego istotą, a nie tylko bezduszną literą. Przyszedł On bowiem nie po to, by znieść Przymierze, ale by je wypełnić i udoskonalić. Pokusa odrzucenia Prawa jest równie niebezpieczna i szkodliwa, jak pokusa nierozumnego, bezdusznego stosowania go.

Odpowiedź Jezusa na nalegania uczonych w Piśmie i faryzeuszów była dla nich kubłem zimnej wody. Ich wzrok został przeniesiony z kobiety, którą chcieli potraktować jako swoje narzędzie, na nich samych i ich grzechy. Mieli oni bowiem świadomość swoich słabości. Zdali sobie sprawę, iż zostali zdemaskowani w swoich zamiarach i nie doprowadzą ich do końca.

Podobna sytuacja może się zdarzyć w życiu każdego człowieka. Pokusa oskarżania innych jest bardzo silna. Im częściej doświadczamy własnych słabości i bolejemy nad niedoskonałością, tym bardziej chcemy znaleźć jakiś powód tego. Inni są dla nas zagrożeniem, ponieważ mogą być lepsi, bardziej doskonali, czego nie umiemy znieść. Mogą nam przypominać o naszej niedoskonałości. A nawet kiedy widzimy ich grzeszących, ogarnia nas złość, bo jest to przypomnienie o tym, co w nas słabe i grzeszne. Przyjrzę się temu wszystkiemu w moim doświadczeniu, co jest trudne do przyjęcia, czego się boję, wstydzę, czego nie chcę okazać. Przyjrzę się moim reakcjom na doświadczenie grzechu. Postaram się też zobaczyć moje reakcje na grzechy innych. Jakie echo pozostawiły we mnie słowa Jezusa? Czy mam skłonność obserwować innych, porównywać się z nimi? Czy boję się być gorszy, bardziej negatywnie oceniany niż w rzeczywistości jestem?

 

Punkt 3. Gesty Jezusa

Zachowanie Jezusa w kontemplowanej przez nas scenie ewangelii jest z całą pewnością niezwyczajne. Tylko raz mamy w Nowym Testamencie wspomnienie o tym, iż Jezus pisał palcem po ziemi. Możemy przypuszczać, iż wiedział z jakimi zamiarami przyszli do niego uczeni w Piśmie i faryzeusze. To był jego sposób na utrzymanie dystansu, odpowiedniej perspektywy. To był jakoś Jego sposób na zachowanie odpowiedniej perspektywy spojrzenia na całą sprawę. I dlatego nie dał się ponieść swoim emocjom.

Zapewne wielu z nas mogło by się zastanawiać co takiego pisał Jezus. Nie to jest tak ważne, jak sam gest, który może się też odwoływać do biblijnych przykładów. Kiedy po uprowadzeniu narodu wybranego do niewoli babilońskiej, zniszczono świątynię w Jerozolimie, wykradziono sprzęty świątynne i zbeszczeszczono je, Baltazarowi ukazał się dziwny znak. Urządził on ucztę dla swych możnowładców i wtedy, w czasie biesiady, kiedy używano naczyń ze świątyni, ukazały mu się palce ludzkiej ręki, które pisały na ścianie królewskiego pałacu słowa, które były zapowiedzią upadku Baltazara.

Pisanie Jezusa palcem po ziemi zapewne było podobnym gestem, który uczonym w Piśmie musiał przywoływać na pamięć fragmenty, w których takie prorocze działanie było znakiem od Boga.

Przyjrzę się tym wydarzeniom mojego życia, w których czułem, że Bóg chce mi coś szczególnego powiedzieć. Chodzi o doświadczenia, w których czułem obecność Boga, a nie o poszukiwanie cudowności czy jakichś paranormalnych zjawisk. Bóg posługuje się wydarzeniami, ludźmi, ich działaniem jako gestem swojej obecności, jako znakiem pouczającym dla mnie. Czy coś takiego się działo w moim życiu ostatnio i jak na to zareagowałem?

 

Rozmowa końcowa

W rozmowie końcowej stanę przed Bogiem, prosząc Go o łaskę spojrzenia na słabości innych Jego oczami. Porozmawiam z Nim o tym, co w czasie tej modlitwy było dla mnie najtrudniejsze do przyjęcia.

V.

Spotkanie piąte – Jezus i niewidomy od urodzenia 

[Jezus] przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże”. (...)


To powiedziawszy splu­nął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” - co się tłumaczy: Posłany. On więc od­szedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebra­ka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otwarły?” On odpowiedział: „Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” On odrzekł: „Nie wiem”. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. (...)

Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. (...)

Przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. (...)

„Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić”. Na to dali mu taką odpowiedź: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?” I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal” (J 9,1-3.6-14.18-22.24-25.31-41).

 

Ewangelia Jana jest naznaczona wieloma obrazami-symbolami, jakimi Jezus sam siebie nazywa. Jego „ja jestem wodą, chlebem, światłością, bramą owiec” opisują charakter misji, ale też pozwalają zrozumieć lepiej kim Jezus jest dla człowieka. Dzisiaj jesteśmy postawieni wobec Jezusa przywracającego wzrok człowiekowi niewidomemu od urodzenia. Było to zatem tym bardziej zadziwiające. Dla Jezusa nie jest to jednak działanie, które ma zaskakiwać, ale które ma „objawić sprawy Boże”. Wszystko bowiem jest wplecione w Bożą opatrzność nad światem i Jego kierowanie losami wszystkich ludzi. Zwracamy zatem uwagę na to, iż potrzeba nam szukać rozumienia tego, co Boże nawet w tym, co wydaje się pozbawione takiego znaczenia.

 

Wyobrażenie miejsca

Wydarzenie rozgrywa się w Jerozolimie. Scena opisana jest dosyć dokładnie, ukazując niejako różnego rodzaju postawy, jakie można zająć wobec Jezusa i Jego działania. Niewidomy człowiek odzyskuje wzrok. Wzbudza to zachwyt jednych i oburzenie innych. Uzdrowienie dokonało się, aby objawić sprawy Boże. Niewidomy nie prosił sam o nie. Był narzędziem, którym Bóg się posłużył. Jest jednak człowiekiem rozumnym, trzeźwym w swoim myśleniu. W pewien sposób jest odważny, nie boi się niezrozumiałej prawdy. Być może cierpienie, jakie znosił nauczyło go pokory. Miał świadomość co zyskał, przez długie lata żył bez możliwości widzenia, był bardziej zahartowany do znoszenia trudnych warunków, więc nie bał się Być bardziej radykalny. Spróbuję oczyma mojej wyobraźni zobaczyć całą scenę, Jezusa czyniącego błoto, aby uzdrowić niewidomego człowieka, uczniów, którzy się przyglądają wszystkiemu, faryzeuszów, którzy odrzucają znak uczyniony przez Jezusa. Zobaczę zastraszonych rodziców niewidomego człowieka. Spróbuję poczuć dramat, jaki przeżywali ci ludzie doznając z jednej strony przyciągania do Jezusa, a z drugiej jakiejś formy zakazu i lęku wobec władz religijnych.

 

Prośba o owoc

Mogę prosić o to, co jest istotą tej sceny, o prawdziwe widzenie rzeczywistości oczami Bożymi. Poproszę, aby Jezus także wobec mnie uczynił ten gest otwarcia oczu, przywrócił mi wzrok.

 

Punkt 1. Pokusa moralizowania

 „Rabbi, kto zgrzeszył”. W tych słowach możemy zobaczyć częstą pokusę człowieka w ocenianiu tego, co się w nim i wokół niego dzieje. Bardzo często bowiem uciekamy się do „moralizowania”, do nadawania znaczenia moralnego temu, co się dzieje. Bardzo często też wtedy negatywne rzeczy, czy to, co uważamy za przeciwne nam, traktujemy jako coś złego, jako karę, wynik naszego złego postępowania. Wtedy wszystko to, co jakoś naznaczone jest trudnością, cierpieniem, wydaje się Być związane z wartościowaniem moralnym. To z pewnością moja wina, to z pewnością czyjaś wina. Właśnie „on czy jego rodzice”. Musimy znaleźć winnego, bo inaczej to, co uważamy za złe, nie miałoby przyczyny. Jest to częsta pokusa naszego życia duchowego, żeby zbyt szybko oceniać, przyklejać wartościujące moralnie etykietki ludziom, ich działaniom, bez poznania tego, co jest ich  prawdziwą intencją, czy bez otwartego spojrzenia na całe zdarzenie.

Słowa Jezusa zwracają naszą uwagę także na inną rzecz, którą warto rozważyć, a mianowicie, że inaczej biegną myśli ludzkie i Boże. Już Izajasz mówił o tym. Wydarzenia życia są dla nas wyzwaniem do sprawdzenia naszej wiary w opatrzność, do zobaczenia na ile polegamy na Bogu, zdajemy się na Niego, a na ile liczymy tylko na siebie. Cierpienie obnaża nasze myślenie w sposób bezlitosny. I dlatego słowa Jezusa muszę Być dla nas okazją do umocnienia naszego dążenia, aby wszystkie wydarzenia życia czytać w kluczu bycia prowadzonym przez Boga. Zwłaszcza wtedy, kiedy przydarza mi się coś trudnego, cierpię, muszę tym bardziej dążyć do szukania w tym objawienia się woli Bożej. To nie jest gloryfikowanie cierpienia i trudu, ale raczej szukanie głębszego znaczenia przeżywanych przez nas doświadczeń. One mogą stać się dla nas „objawieniem spraw Bożych”, których nie przeczuwamy. 

Pomyślę o tych doświadczeniach mojego życia, które w zaskakujący sposób pozwalały mi inaczej spojrzeć na siebie i na swoje życie, które były dla mnie otwarciem nowych perspektyw.

 

Punkt 2. Odwaga czynienia rzeczy „dziwnych”

Gesty, jakie czyni Jezus wobec swoich wyznawców niejednokrotnie są zaskakujące i nowe, a przy tym często mało spektakularne. Możemy zatem powiedzieć, iż są one bardziej wymagające. Jest w nas bowiem jakieś dziwne oczekiwanie i myślenie, że gdyby się działo coś wielkiego, zaskakującego, to wtedy bylibyśmy bardziej skłonni do przyjęcia tych wydarzeń i bardziej zaangażowani. Kiedy one są takie małe, pomijamy je, ignorujemy. Z drugiej strony jest także konieczne, aby pokonać w sobie opór i czynić rzeczy, które wydają się Być absurdalne, ale przeżyte w głębokiej wierze stają się „prorocze”. Niewidomy, który pozwolił się „posłać” Jezusowi do sadzawki, który nie zawahał się obmyć swojej twarzy, czynność, którą pewnie spełniał tysiące razy, potrafił przejść przez ciemność nierozumienia i absurdu, stał się prorokiem wobec innych, objawił dzieła Boga, ukazał Jezusa jako światłość oświecającą, jako tego, który przywraca wzrok. 

Przyjrzę się tym sytuacjom mojego życia, które postrzegam jako takie wyzwanie dla mojego „zdrowego rozsądku”. Postaram się poczuć posłanym, aby obmyć się w sadzawce, którą Jezus przygotowuje dla mnie.

 

Punkt 3. Odwaga bycia sobą

Bycie sobą kosztuje, obstawanie przy swoich przekonaniach i trwanie przy prawdzie nie jest prostą sprawą. I nie chodzi tutaj o upór przy swoich przekonaniach i swoim zdaniu. Nie chodzi wcale o narzucanie innym przekonań. Chodzi raczej o to, by ponosić konsekwencje swoich myśli, swoich przekonań. Dopiero bowiem wtedy widać, co one są warte. Sytuacja człowieka niewidomego, jego rodziców, uświadamia nam, jak łatwo Być sobą do momentu, kiedy nam nic nie zagraża. Perspektywa cierpienia zmusza nas do opowiedzenia się, odziera nas z fałszu i wszelkiego udawania.

Przyjrzę się tym sytuacjom, które dla mnie stały się i stają wyzwaniem dla „bycia prawdziwym”. Na ile jestem odważny w tym?

 

Rozmowa końcowa

Stanę przed Bogiem z tymi myślami i poruszeniami, które były obecne we mnie w czasie tej modlitwy. Porozmawiam z Nim o tym wszystkim, co wydaje mi się ważne.

VI.

Spotkanie szóste – Jezus i wskrzeszenie Łazarza 

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Jezus usłyszawszy to rzekł: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. (...) 

Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: „Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego”. (...)

Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona [Maria] i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzieście go położyli?” Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz”. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował!” Niektórzy z nich powiedzieli: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”. (...)

Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić
(J 11, 1-5. 14-15. 33-39a. 41-44).

 

Fragment opowiadający o wskrzeszeniu Łazarza jest nabrzmiały emocjami. Mamy tutaj rzadki przykład relacji Jezusa do osób go otaczających i to w słowach, które pozwalają nam przypuszczać, że nie były to obojętne relacje. Jezus był zaangażowany w nie emocjonalnie. Jest mowa o umiłowaniu Marty, jej siostry i Łazarza. Jezus gościł często u swoich przyjaciół w Betanii, niedaleko od Jerozolimy. Łazarz jest nazwany przyjacielem. Jezus wzrusza się głęboko widząc u Marii żal i żałobę po stracie brata. Wzrusza się głęboko widząc Żydów pocieszających siostry. Mamy wreszcie rzadką scenę, kiedy emocje Jezusa są aż tak widoczne, że Jezus zapłakał. Jednocześnie On sam nam podpowiada, że wszystko to, co się działo z Łazarzem, ale także cały kontekst tego wskrzeszenia, a więc żal, płacz, wylew emocji, mają na celu objawienie „chwały Bożej”.

 

Wyobrażenie miejsca

Razem z Jezusem i uczniami staję przed grobem Łazarza. Pozwólmy sobie, aby oczyma wyobraźni zobaczyć wszystkich, którzy stają tam razem z nami. Są siostry Łazarza, są ich znajomi i krewni, przyjaciele pocieszający po stracie brata, jest Jezus i apostołowie. Uczestniczę w tej scenie obserwując wszystkich naokoło, próbując być prawdziwie obecnym, otwartym na działanie Boga.

 

Prośba o owoc

Prośmy o poruszenie naszych emocji. Jezus, który ujawnia przed nami swoje poruszenie wywołane śmiercią przyjaciela, jednocześnie chce, aby i nasze emocje w stosunku do Niego zostały poruszone. Prośmy o łaskę wrażliwego, otwartego serca.

 

Punkt 1. Grono przyjaciół i bliskich

W tym fragmencie mamy, na niespotykaną skalę, opis wielu relacji, bliskich relacji, jakie mają miejsce pomiędzy ludźmi. Jest wiele życzliwości, współcierpienia, zatroskania o drugiego. Mamy świadomość obecności przyjaciół, potrzeby bycia z nimi, zwłaszcza w sytuacji cierpienia i bólu. Jest to wielka grupa ludzi oddanych sobie, wzajemnie sobie potrzebnych.

Jezus był prawdziwym człowiekiem także w tym, że nawiązywał relacje z innymi. Miał przyjaciół, potrzebował kontaktu z drugim człowiekiem, ten kontakt był czymś istotnym dla Jego człowieczeństwa. Jezus nie „posługiwał się” tylko ludźmi. Jezus nie czynił tylko czegoś „dla” nich. Jezus jest prawdziwym człowiekiem w znajomości, w sąsiedztwie, w byciu w konkretnym narodzie, ale nade wszystko w więzi bliskości i przyjaźni. Miłość wszystkich nie przeszkadza w byciu przyjacielem, w nawiązaniu szczególnej więzi z bliskimi. Co więcej, do pełni człowieczeństwa człowiekowi potrzebne są relacje. Jezusowi były potrzebne, aby w pełni dzielić z nami człowieczeństwo, kształtowały Jego ziemskie oblicze. Umiłowany uczeń, przyjaciele, bliskość z nimi nie ograniczała Go, ale pozwalała ukazać prawdę o relacji z innymi w jej pełnym świetle.

Przyjrzę się moim kontaktom z innymi. Co mógłbym powiedzieć o swoich przyjaźniach? Jak one kształtują moje życie? Jakie emocje wzbudzają we mnie te kontakty? Co przykład Jezusa wnosi do mojego doświadczenia przyjaźni, więzi bliskości z rodziną i z innymi ludźmi?

 

Punkt 2. Jezus płacze nad przyjacielem

Jezus wzruszył się głęboko na widok płaczu innych. Nie był Mu obojętny los Jego przyjaciół. Atmosfera chwili wpłynęła pewnie też na Jego emocje i płacz. Jezusowi nie jest obojętny los przyjaciół. Płacze nad śmiercią swoich bliskich. Płacz Jezusa z pewnością był związany z atmosferą chwili, wpływem innych na przeżywane przez Niego emocje. Jezus bowiem wiedział o śmierci Łazarza i wiedział też o wskrzeszeniu, które nastąpi. Jego emocje w tym momencie stają się narzędziem człowieczeństwa, które współreaguje z innymi, poddaje się atmosferze, jaka panuje w grupie.

Jezus płacze też dzisiaj, ilekroć Jego przyjaciele umierają. To jest prawdziwe także w odniesieniu do sfery duchowej. Każdy grzech, odejście człowieka od Boga jest umieraniem. Jezus płacze nad przyjaciółmi, którzy umierają dla Boga. Dlatego też staje przed naszymi grobami, aby nas z nich wyprowadzić, aby pozwolić nam z nich wyjść, pozwolić na to, byśmy „rozwiązani” z krępujących „opasek”, mogli prawdziwie żyć dla Boga.

Razem z Jezusem mogę się dzisiaj pochylić nad tymi miejscami, które w moim życiu są martwe. Często przechodzimy obok nich, jesteśmy świadomi ich istnienia, ale nie umiemy zrobić nic, co by ten proces duchowego umierania odwróciło. Jezus jednak przychodzi do miejsc naszego duchowego „nie-życia”, aby w tym także objawiła się chwała Boga. Przychodzi świadomy śmierci przyjaciela, płacząc nad jego obumieraniem, ale jednocześnie z intencją i nadzieją wskrzeszenia, powrotu do prawdziwego życia. Nigdy na to nie jest za późno. Relacja przyjaźni jest jednym z obrazów pomagających nam zrozumieć naszą relację do Boga. Jezus jest naszym przyjacielem. My jesteśmy Jego przyjaciółmi. Nikt nie jest wykluczony z tej więzi. Nikt nie jest pozbawiony możliwości odpowiedzenia na przyjaźń Jezusa. Przyjaźń jest więzią partnerską, dogłębnie szczerą, otwartą. O przyjaźń trzeba się troszczyć, trzeba nad nią „pracować”.

Zwrócę uwagę na moją więź z Bogiem. Jakiego typu jest to relacja? Czy czuję się „przyjacielem Boga”, czy On dla mnie jest kimś bliskim, „niegroźnym” - jak przyjaciel, z którym mam kontakt na najgłębszym poziomie duszy? Czy i jak dbam o rozwój tej „przyjaźni z Bogiem”? Posłucham tego płaczu Jezusa nad moją „śmiercią”, nad moim odejściem od Boga. Posłucham także Jego wołania o moje wyjście „na zewnątrz”. Pozwolę Mu na to, aby Jego słowa i w moim życiu stały się faktem.

 

Punkt 3. „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”

Słowa te odnoszą się do konkretnej sytuacji, ale są to niejako programowe słowa działalności Jezusa. Wszak o sobie samym powiedział, iż przyszedł, aby „uwolnić więźniów”, kiedy wystąpił w synagodze w Nazarecie. Misją Jezusa było uwalnianie, czynienie ludzi wolnymi, wolnymi od grzechu, wolnymi od ciężarów, które nosili, wolnymi od skutków swojego złego postępowania. Dlatego też te słowa wypowiadane w tym kontekście odnoszą nas do istoty misji Jezusa. Jezus przychodzi, aby dawać życie, aby to życie przywracać. Ilekroć się to zatem dzieje, ilekroć doświadczamy tego uwolnienia, powrotu do życia, jest w tym znak Bożego działania.

W naszym doświadczeniu to wezwanie do życia pojawia się na różne sposoby. Przychodzi ono w głosie sumienia, które wzywa do nawrócenia, przychodzi w różnych doświadczeniach religijnych, które u podstaw mają tę misję nawracania, powrotu do życia. Przychodzi w postawach innych ludzi, które są dla nas profetyczne, pociągają do Boga, umacniają w wierze, ukazują miejsca, w których nie żyjemy prawdziwie. Wezwanie do nawrócenia przychodzi jako łaska, niespodzianie, ale nikt nie jest z niej wyłączony.

Przyjrzę się tym wezwaniom do życia, których teraz doświadczam. Gdzie one są najwyraźniejsze, najczęstsze? Jak reagowałem na takie głosy w przeszłości, a jak reaguję teraz?

 

Rozmowa końcowa

Św. Ignacy radzi, aby ta rozmowa była jak „przyjaciela z przyjacielem”. Postaram się zatem w ten właśnie sposób porozmawiać teraz z Bogiem. Przyjaźń to także umiejętność wyrażania się przez ciepłe i czułe gesty. Spróbuję okazać moje uczucia do Boga poprzez „gest miłości”, który wydaje mi się odpowiedni do tej chwili, którą przeżywam.

VII.

Spotkanie siódme – Jezus i namaszczenie w Betanii

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: „Zostaw ją! Przechowała to, aby [Mnie namaścić] na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”. Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.
(J 12,1-11)

 

Scena dzisiejszej kontemplacji rozgrywa się nieopodal Jerozolimy, w Betanii, w domu zaprzyjaźnionych z Jezusem Łazarza, Marii i Marty. Jezus wskrzesił z martwych Łazarza, co wzbudziło zachwyt i zdziwienie u ludzi, ale spowodowało także zamieszanie wśród starszych ludu i kapłanów. Jezus oddalił się i nie występował publicznie, pozostając w ukryciu, w Efraim, na skraju pustyni. Zbliża się jednak Pascha Żydowska. Pozostało do niej tylko kilka dni. Z różnych części Palestyny do Jerozolimy zdążają pielgrzymi, aby się oczyścić. Wielu z nich szuka Jezusa, chce Go zobaczyć. Nad Jezusem ciąży jednak wyrok arcykapłanów i faryzeuszów, którzy chcieli Go pojmać i zabić, jak wcześniej postanowili. Jezus pojawia się w Betanii, w domu swoich przyjaciół, którzy na Jego cześć wyprawiają ucztę. W scenie przenikają się trzy wątki. Mamy bowiem spokój, radość, przebywanie w gronie bliskich osób, jesteśmy świadkami zaciekawienia, poszukiwania i oczekiwania na spotkanie z Jezusem. Jest to wynik przeczucie, że jest On Kimś ważnym dla człowieka. Mamy wreszcie perspektywę męki, cierpienia, wyroku, który ciąży na Jezusie, atmosfery czyhania na Jego życie i zdrady Judasza.

 

Wyobrażenie miejsca

Oczyma naszej wyobraźni jesteśmy obecni w domu przyjaciół Jezusa. Przyglądamy się tej scenie, poszczególnym osobom, słuchamy wypowiadanych słów. Staramy się uczestniczyć całym sobą w tym wydarzeniu obserwując jakie to przynosi myśli, odczucia. Wczuwając się w działanie Marii, słuchając słów Judasza możemy konfrontować nasze motywacje i sposób postępowania w imię Jezusa.

 

Modlitwa o owoc

Proszę o to, czego chcę. W tej kontemplacji prośmy Boga o łaskę otwarcia całego naszego serca na Boga, o zbliżanie się do Niego szczerym sercem. Prośmy o łaskę ofiarowania Chrystusowi tego, co najważniejsze i najbardziej cenne w naszym życiu, o zdolność ofiarowania nas samych.

 

Punkt 1. Uczta i namaszczenie Jezusa

Gest Marii przypomina inne sceny ewangeliczne, w których mamy obmycie nóg Jezusa i otarcie ich włosami, ale różni się także od nich. Postępowanie Marii jest całkowicie bezinteresowne i motywowane tylko miłością do Jezusa. Warto zwrócić uwagę na wielką ilość olejku, na rzeczywiście nieproporcjonalną ilość olejku, co potem wzbudziło reakcję innych, m.in. Judasza. Taka ilość olejku nardowego kosztowała w tamtych czasach tyle, ile wynosiła prawie roczna zapłata dla pracownika w winnicy. Stając w obronie Marii, Jezus łączy namaszczenie Go ze swoją śmiercią. A zatem otarcie nóg włosami także musi być włączone w tę interpretację. Jest to znak czułej i pełnej szacunku miłości. Miłość Marii do Jezusa jest tutaj kluczem zrozumienia jej postępowania.

Cały dom napełnia się wonią drogocennego olejku. W tradycji żydowskiej woń olejku, jak też dym kadzidła łączone były z poznawaniem prawa i zachowaniem przykazań. W symbolice tego fragmentu Ewangelii rozchodzenie się woni olejku może być aluzją do zbawienia, które rozprzestrzenia się, obejmuje coraz to nowych ludzi. Człowieczeństwo Jezusa wydane na śmierć otwiera drogę do stworzenia jednego domu, jednego ciała, jednej wspólnoty wierzących.

Stajemy w tej scenie ewangelii wobec sytuacji, gdzie poryw serca, przywiązanie, miłość do Boga jest na pierwszym miejscu. Patrząc zatem na postępowanie Marii możemy pytać się o nasze przychodzenie do Jezusa, czym ono jest motywowane. Dlaczego zbliżam się do Boga i kiedy się to dzieje? Czy umiem przyjść bez ‘potrzeby’, tylko po to, by wyrazić swoją miłość, przywiązanie, szczerość serca? Czy umiem ‘urządzić ucztę’ dla Jezusa w moim życiu? Czy moje serce jest na tyle hojne, by ofiarowywać coś, co jest cenne, na co muszę długo pracować, o co się muszę starać? W sprawach duchowych często okazujemy niecierpliwość. Chcemy osiągnąć wszystko szybko, najlepiej bez wysiłku. Jeśli tak nie jest zniechęcamy się, poddajemy, rezygnujemy z wysiłku. Czyż jednak nie ten właśnie wysiłek, pragnienie bycia lepszym, bardziej otwartym na Boga, trud nawracania się jest owym ‘olejkiem nardowym’, którym namaszczamy stopy Jezusa? Czyż nie to jest wonią, która rozprzestrzenia się jako dobry przykład i zbudowanie dla ‘całego domu’, dla całej wspólnoty ludu Bożego, Kościoła, dla całego świata?

 

Punkt 2. Postawa Marii i Judasza

Cały dom napełnił się wonią olejku, ale dla niektórych stało się to przyczyną zgorszenia. Judasz, który wiedział o jakości i drogocenności olejku nie może zrozumieć gestu Marii. On działa w logice pieniędzy i rzeczy, które można by uczynić dla innych, także być może dla ubogich. Maria porusza się na płaszczyźnie serca i uczuć. Z jednej strony mamy więc człowieka wyrachowanego, którego intencje nie są czyste, przyszłego zdrajcę, z drugiej strony mamy wierną i hojną kobietę, która jest posłuszna logice daru z siebie i chce być prawdziwa w relacji do Jezusa. Jezus dla niej jest najważniejszy. Dla Judasza bycie z Jezusem jest środkiem do powodzenia działań na płaszczyźnie osobistej, społecznej. Jezus staje się narzędziem osiągania sukcesu życiowego.

Tekst janowy ukazuje dwie przeciwstawne postawy wobec Jezusa. Judasz zostaje obarczony wszystkimi negatywnymi rysami, jakie mogą być odniesione do uczniów Jezusa. Natomiast Maria jest ukazana jako kobieta wierna i wielkiego serca. Przychodzi do Jezusa bez ukrytych motywacji, bez tajemnic, bezinteresownie.

Czego ja oczekuję po Jezusie? Dlaczego się do Niego zbliżam? Czy gesty przyjaźni, pocałunki, cześć oddawana rzeczom świętym, pobożność, modlitwy, uczestniczenie w ży­ciu Kościoła są bezinteresowne, szczere, czy jest to rodzaj ‘kalkulacji‘, ‘targu‘ z Bogiem? Czego mi brakuje, aby moja postawa podobna była do bezinteresownego gestu Marii?

 

Punkt 3. Arcykapłani i lud

Do tej pory patrzyliśmy na całe zdarzenie z bliska. Teraz nasza perspektywa poszerza się. Pojawia się wielki tłum, który wie o cudach Jezusa i patrzy na nie entuzjastycznie. Jest jednak obecna świadomość męki Jezusa. Wymiar paschalny pojawia się poprzez przypomnienie wskrzeszenia Łazarza, ale także poprzez spisek arcykapłanów, którzy boją się, że wymknie się im kontrola nad ludem zafascynowanym Jezusem. W zakończeniu tej sceny ewangelicznej mamy także dwie odmienne postawy, dwa odmienne podejścia do Jezusa. Z jednej strony jest to entuzjazm, wiara, z drugiej jest to podejrzliwa i nieprzychylna postawa arcykapłanów, którzy w śmierci widzą rozwiązanie problemu. Widzimy tu konieczność przygotowania się na fakt, iż przyjęcie Jezusa jest związane ze swego rodzaju niebezpieczeństwem, jest narażone na ‘śmierć’. Uczeń Chrystusa musi być gotowy na podjęcie walki z mocami ciemności, wykorzystującymi także instytucje ziemskie. Opowiedzenie się za Chrystusem jest zaryzykowaniem własnego życia, własnego spokoju, wygody, własnej kariery. Być uczniem, to znaczy tym, którego Jezus ‘wskrzesił z martwych’ oznacza zmagać się z przeciwnościami, ze złem, wziąć na siebie konanie Chrystusa, umrzeć razem ze swoim Panem.

Kontemplacja postawy ludu i arcykapłanów prowadzi nas do refleksji nad uwarunkowaniami naszej wiary. Czy mam odwagę opowiedzieć się za Chrystusem? Czy względy ludzkie, mody, ‘postęp cywilizacyjny‘, nie blokują mnie przed przylgnięciem do Jezusa całym sercem? Czy umiem trwać przy Jezusie w Jego i moim konaniu?

 

Rozmowa końcowa

W tej chwili modlitwy stajemy przed Jezusem. Razem z Łazarzem, Marią i Martą chcemy urządzić Mu ucztę w naszym sercu, przygotowujemy drogocenne olejki naszych pragnień, naszej szczerej skruchy, naszego nawrócenia, naszego oddania się Jemu całym sercem. Zbierzmy je wszystkie i ofiarujmy Jezusowi, który jest naszym Panem i przyjacielem. Pozwólmy, aby woń drogocennych olejków napełniła cały nasz dom wewnętrzny i rozprzestrzeniała się na innych. Prośmy o to Boga.

VIII.

Spotkanie ósme – Jezus, Judasz i Piotr 

Jezus doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi. Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: „Panie, kto to jest?” Jezus odparł: „To ten, dla którego umaczam kawałek [chleba], i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek [chleba], wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka [chleba] wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: Zakup, czego nam potrzeba na święto, albo żeby dał coś ubogim. A on po spożyciu kawałka [chleba] zaraz wyszedł. A była noc.

Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?” Odpowiedział mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”. Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? życie moje oddam za Ciebie”. Odpowiedział Jezus: „życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”
(J 13,21-38)

 

Stajemy dzisiaj wobec tajemniczych postaci spośród apostołów, wobec Piotra i Judasza. Judasz jest jakby niewidoczny w gronie apostołów, choć wśród nich zajmował pewnie jakąś pozycję. Jemu bowiem powierzono pieczę nad trzosem. Do momentu męki nie jest jednak jakoś szczególnie widoczny. W perspektywie krzyża postanawia zacząć działać samemu. Potajemnie udaje się do starszych, chce wydać Jezusa, umawia się z nimi co do ceny. Następnie pojawia się na czele z wielką zgrają ludzi i wydaje pocałunkiem Jezusa. Gest przyjaźni został przez niego wykorzystany do zdrady. Być może liczył, że Jezus i tak się obroni, bo przecież zawsze tak było. Kiedy się okazało, że Jezusa skazano na śmierć, dociera do niego to, co się stało, i próbuje odwrócić całą sprawę. Oddaje srebrniki, wyznaje swoją winę, ale nie znalazłszy zrozumienia, odbiera sobie życie.

Drugą postacią, której się chcemy przyjrzeć jest Piotr, jeden z najbliższych Jezusowi, w sposób szczególny wybrany i formowany przez Jezusa. Jemu też dane było doświadczyć wielu ważnych rzeczy. Piotr bardzo kochał Jezusa, był gorliwy, może nawet porywczy.

 

Wyobrażenie miejsca

Towarzyszę Jezusowi w tych ostatnich chwilach Jego życia. Przyglądam się wszystkim ludziom, którzy są blisko Niego. Przyglądam się Judaszowi, próbując zrozumieć tę jego postawę z ostatnich chwil życia. Staram się dostrzec motywy jego działania i zobaczyć jak jego postawa grozi każdemu uczniowi Chrystusa. Doświadczam cierpienia razem z Jezusem, że gesty przyjaźni, bliskości są wykorzystane do zdrady. Bacznie obserwuję Piotra. Staram się zachować postawę wierności Bogu, a jednocześnie staram się poznać przyczyny takiej jego postawy.

 

Prośba o owoc

Poproszę o czujność, abym był wierny Chrystusowi. Mogę prosić o postawę szczerości i przejrzystości wobec Boga. Stanę przy Jezusie zdradzonym z moim pragnieniem służenia Mu. Poproszę Boga o wierność na czas próby. Nie jest możliwe, aby nie był poddanym próbie. Poproszę też o roztropność, abym umiał rozpoznać niebezpieczne sytuacje dla mojego ducha i miał odwagę odsunąć się od źródła pokusy.

 

Punkt 1. Jezus i Judasz

Jezus wybrał Judasza na apostoła i traktował go jak każdego innego. Troszczył się o niego, był przy nim, kształtował go niejako w szkole życia. Wiedział, że Judasz Go wyda. Dla nas jest to tajemnica, dlaczego tak się stało. Dlaczego Jezus nie przeszkodził mu w tym zamiarze. Jest to niewątpliwie tajemnica ludzkiej wolności. Judasz został wybrany, aby był apostołem. Nie był „kozłem ofiarnym” Boga. Choć był zdrajcą, co Jezus wiedział wcześniej i mu to zapowiedział, to jednak nie był pozbawiony wolnej woli. Nie został zmuszony do zdrady. Judasz został wybrany przez Boga. Można widzieć dramat Jezusa, który widzi bliską sobie osobę, która zdradza. Do swojej matki Jezus mówi: „niewiasto”, do Judasza odzywa się: „przyjacielu”. To jest dramat wybrania i zdrady. Przyjrzę się boleści, jaką musiał odczuwać Jezus z powodu zdrady Judasza.

Popatrzę na tę sytuację od strony Judasza. Przez trzy lata towarzyszył Jezusowi. Związał z Nim swoje życie. Był jednym z apostołów, który trwał przy Jezusie. Nie odszedł od Niego wtedy, kiedy inni ludzie odchodzili. Był świadkiem wszystkich cudów. Słyszał naukę, którą głosił Jezus. Otrzymał to, co inni otrzymali. Nie był pozbawiony niczego. Inni nie zdradzili w taki sposób, jak On. Judasz sprzedał Jezusa, wydał Go. Nie może szukać winnych za swoje decyzje. Nie może zwalić winy na środowisko wrogie Jezusowi. Zdrada dokonała się w jego sercu. Nie został do niej zmuszony. On przekonał się w pierwszej osobie, że być blisko Jezusa to jeszcze nie wszystko. To nie wystarczy, aby przy Nim wytrwać. Trzeba pozwolić, aby Jezus opanował serce człowieka, aby stał się jego skarbem. To się nie stało jednak w przypadku Judasza. Jezus pozostał poza jego sercem. Nie przemienił go.

Dlaczego Judasz zdradził? A nawet potem, dlaczego nie odnalazł drogi do Jezusa? Dlaczego nie wierzył, że to, co słyszał o przebaczeniu Boga jest prawdą? Był przecież świadkiem licznych przebaczeń, jakich dokonał Jezus. Słyszał: „odpuszczają ci się twoje grzechy”, „idź i nie grzesz więcej”, słyszał przypowieść o synu marnotrawnym, o zaginionej owcy. Możemy się tego tylko domyślać. Judasz został sam ze swoim grzechem. Załamał się jego obraz samego siebie, ale brakło mu nawiązania prawdziwej relacji z Jezusem. Nie odrywa się od grzechu i nie zwraca się do Boga, ale traktuje grzech jako osobistą porażkę i załamanie się wszelkich planów. Widać tutaj jak świadomość grzechu, wyznanie go bez odniesienia do Boga powoduje wyniszczenie człowieka. Przyjrzę się swojemu patrzeniu na grzech, na swoją słabość. Czy umiem odnosić swoje myślenie o grzechu do Boga? Czy w myśleniu o pokucie nie zapominam o przebaczeniu Boga, o Jego akceptacji dla mnie?

 

Punkt 2. Jezus i Piotr

Piotr był człowiekiem dojrzałym, jakoś ukształtowanym, mającym już swoje życie. Był żonaty, choć niewiele wiemy o jego życiu rodzinnym. Ten człowiek spotyka Jezusa, który powołuje go do „bycia rybakiem ludzi”. Piotr od samego początku ma poczucie swojej grzeszności. Jest jednak człowiekiem o szczerym i gorącym sercu. Z charakteru był może trochę porywczy. To jednak pozwoliło mu doświadczyć wielkich dzieł Boga. Dlaczego jednak Piotr się zaparł Jezusa? Co się stało, że ten najbliższy uczeń wyparł się nawet znajomości z Jezusem? Piotr negując znajomość z Jezusem tak naprawdę pokazuje, że nie znał samego sie­bie. Nie potrafił jasno ocenić swojej słabości. Żył w iluzji co do sa­me­go siebie. Zaparcie się obnażyło tę iluzję. Dlaczego Piotr się zaparł? Być może dlatego, że nie przemyślał ostrzeżenia Jezusa. Zaufał swoim dotychczasowym reakcjom. Wydawało mu się, że zawsze będzie taki gorący, pierwszy. Nie znał siebie, nie znał swoich ciemnych stron i dlatego zgrzeszył naiwnością. Troska o stałe poznawanie siebie to jedyna szansa na niepowtarzanie upadku Piotra. Piotr nie przewidział, że będzie się bał. Wyobrażał sobie, że pójście za Jezusem to dla niego powód do chwały i będzie się to wiązało tylko z pozytywnymi doświadczeniami.

Przyjrzę się Piotrowi, który zpiera się Jezusa. Pomyślę o tym, że i dzisiaj każdy uczeń jest wystawiany na próby. Postaram się z tej kontemplacji upadku Piotrowego wyciągnąć jakiś pożytek dla siebie.

 

Punkt 3. Jezus i ja

Judasz i Piotr należeli do grona najbliższych uczniów, najbliższej grupy, której Jezus polecił bycie Jego świadkami wobec świata. Symbolizują oni jednak takie postawy, które są obecne w każdym z nas. Jest to bowiem niebezpieczeństwo, na które jest wystawiony każdy uczeń Chrystusa. Nikt z nas nie ma bowiem pewności, iż nawet doświadczenie bliskości z Jezusem, uchroni go od pomyłek i błędów w przyszłości. Nikt z nas nie ma pewności, iż będzie umiał rozpoznać zagrożenie i pokusę, i właściwie na nie zareagować.

Przyjrzę się tym dwom postaciom i spróbuję skorzystać z tego patrzenia, aby pogłębić moją zażyłość z Jezusem, by korzystać z tej wiedzy, która jest mi podsuwana, nie ulegać złu i nie żyć w iluzji. Przede wszystkim jednak przyglądanie się postaciom tych apostołów winno skłaniać mnie do większego powierzenia się Bogu, przybliżania się do Jezusa, który zna mnie i nawet moje upadki i słabości nie są dla Niego przeszkodą. Przyszedł bowiem, aby mnie zbawić.

 

Rozmowa końcowa

Stanę dzisiaj przy Jezusie zdradzonym przez bliską osobę. Moją odpowiedzią na tę sytuację będzie wybór bycia z Jezusem. Stanę przed Jezusem jak uczeń, o którym ludzie wiedzą, że należy do Chrystusa i ponowię oddanie Mu się.

Czy chcesz podzielić się z nami swoją refleksją?

Opracowanie rozważań, nagranie, montaż

o. Paweł Kosiński SJ

Lektor

Stanisław Zatłoka 

Fragmenty Ewangelii

pochodzą z Biblii Audio. Pobierz aplikację Biblia Audio i słuchaj Fragment na dzień za darmo!