opcje zaawansowane (rozwiń)zaawansowane
opcje zaawansowane (zwiń)zwiń

Przewodnicy Adwentu!

Kto z nas nie chciałby spotkać Jezusa, poczuć, jak On przychodzi? Ale jak to przeżyć, jak tego dokonać? To się nie stanie tylko moimi siłami. Bóg sam mnie pouczy i poprowadzi, tak, jak dwa tysiące lat temu. Wtedy wybrał tych, którzy przygotowali przyjście Jezusa na ziemię. A dzisiaj oni także mogą być dla mnie światłem, drogowskazem i inspiracją, żeby pozwolić Bogu narodzić się człowiekiem we mnie.

Zapraszamy do słuchania rozważań na temat kluczowych postaci Adwentu, przygotowanych przez o. Pawła Kosińskiego SJ. Fragmenty Pisma Świętego pochodzą z Biblii Audio

 

Zachariasz Maryja Elżbieta Jan Chrzciciel Józef



Zachariasz

Od młodości służył Bogu. Miał żonę, z którą przeżył całe swoje życie. Żyli przyzwoicie i uczciwie, ale Bóg nie wysłuchał ich modlitw. Nie mieli dzieci, choć bardzo pragnęli. Życie nauczyło Zachariasza, że musi się z tym pogodzić. Nie wyobrażał sobie, że może to ulec zmianie. Serce by może chciało, ale trzeźwy umysł sprowadzał go na ziemię.

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach.
Kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia. Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Lecz anioł rzekł do niego: «Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych - do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały». Na to rzekł Zachariasz do anioła: «Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku». Odpowiedział mu anioł: «Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie». Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy. A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu» (Łk 1, 5-23)

Anioł powiedział: ‘Nie bój się Zachariaszu!’ Tyle razy się modlił i prosił Boga o spełnienie próśb, tych małych, codziennych i tych największych. A kiedy pojawia się perspektywa ich spełnienia opanowuje go strach i przerażenie. To prawdziwy człowiek, prawy i uczciwy, ale onieśmielony i przestraszony Bożą obecnością i działaniem. Zachariaszu, niech zadźwięczy w moich uszach, jak tobie: nie bój się!

‘Ja jestem już stary’ – mówi Zachariasz. To niemożliwe, żeby się cokolwiek zmieniło. Jestem za stary, zbyt zmęczony, życie się inaczej potoczyło. Mamy wiele słusznych racji, żeby wytłumaczyć swoją niewiarę, niechęć do działania. Ale czasami jest nam potrzebne takie doświadczenie niemocy, zwątpienia we własne siły, żeby pozwolić działać Bogu, przyjąć zbawienie od Niego.

Zachariasz stał się niemy, przestał mówić. Mogło się wydawać, że to była ‘kara’ za niewiarę w słowa Gabriela. A jednocześnie była to szansa na coś innego, nowego. Zachariasz zaczął ‘dawać znaki’, gestem, ruchem, mimiką. Musiał dawać znaki także swojej żonie Elżbiecie, że syn ma mieć na imię Jan. Zwykle to, co wydaje się być trudnością, nawet ‘karą’ za grzech, może się okazać nowym otwarciem, nową perspektywą. I mnie Bóg traktuje podobnie jak Zachariasza.

Niech Zachariasz stanie się dla mnie dzisiaj przewodnikiem. Bóg się nim posługuje także dzisiaj, aby Jezus mógł się narodzić we mnie.

 

Maria

Była bardzo młoda, miała może z czternaście lat. Wychowano ją w pobożności i prostocie. Z pewnością marzyła o tym, o czym marzyły jej rówieśnice, o dobrym zamążpójściu, o rodzinie o dzieciach. Chciała służyć Panu Bogu. To było dla niej oczywiste. Jak to życie dla Boga miało wyglądać w praktyce, tego nie była w stanie przewidzieć. Była jednak gotowa.

Świat został stworzony na słowo Boga: „Niechaj się stanie! Niechaj powstaną!...” Historia ludzkości została naznaczona jednak grzechem pierworodnym. Już wtedy, w raju, po grzechu Adama i Ewy, Bóg zapowiada, że kiedyś będzie ‘niewiasta i jej potomstwo’, które ‘zmiażdży głowę’ zła. Bóg wybrał Maryję, nową Ewę ludzkości, aby porodziła Zbawiciela świata. Wybrał, ale nie przymusił. Czekał na Jej zgodę, Jej przyzwolenie. „Niech Mi się stanie…” – to słowo ‘nowego stworzenia’ – zbawienia świata

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą».
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!» Wtedy odszedł od Niej anioł (Łk 1, 26-38).

Maryja nie była przygotowana na słowa, które usłyszała od anioła Gabriela. Nie spodziewała się takiego spotkania i takiej nowiny. Była już poślubiona Józefowi. Miała inne wyobrażenia swojej przyszłości. Słowa anioła zmieszały ją i zaniepokoiły do tego stopnia, że Gabriel ją uspokajał: ‘Nie bój się!’ Doświadczenie spotkania z Bogiem nie zawsze przynosi pokój, zwłaszcza jeśli uderza w istotę naszych planów na przyszłość, w to, co wydaje nam się podstawowe w naszym życiu. Kluczowe jest jednak ‘rozważanie, co miałoby to znaczyć’, uważność, rozeznawanie. 

Słowa anioła zapowiadające Maryi, że została wybrana na Matkę Boga nie były jednak wystarczającym wytłumaczeniem. Maryja zaczęła więc pytać o to, jak się ma ta przepowiednia spełnić, jak to się dokona. To jest kolejny krok w przyjęciu Bożego wezwania. Najpierw rozważać, co to ma znaczyć, potem dopytać, kiedy jest wątpliwość. To nie jest targowanie się z Bogiem, to nie jest szukanie wymówek. Maryja jest uczciwa wewnętrznie, przejrzysta wobec Boga i Jego wezwania. Jeśli Bóg woła człowieka, powołuje go do jakiejś misji, to i daje potwierdzenie, dodaje pewności w chwili zwątpienia. Nie trzeba się bać stawiać pytań. 

Dopiero wtedy Maryja wyznaje: ‘niech Mi się stanie według twego słowa!’ Maryja jest ‘nową Ewą’. To są słowa nowego stworzenia, to jest słowo zbawienia. Czy Maryja wiedziała na co się decyduje, jak potoczą się Jej losy? Nie. Ona nie wiedziała, jaką drogę zbawienia świata wybrał Bóg, ani nawet jaka rola była Jej przypisana. Ona wypowiedziała Bogu swoje: ‘tak’ nie wiedząc, co będzie Jej udziałem. 

Maryjo, przewodniczko po drogach Adwentu, naucz mnie rozważać znaczenie Bożego wołania, pomóż mi pokonać lęk przed stawianiem pytań i wspieraj mnie w odważnym mówieniu Bogu: ‘tak’.

 

Elżbieta

Na naszej adwentowej drodze stanie dzisiaj kobieta mądra i wrażliwa, której życie nie ułożyło się zgodnie z jej marzeniami i planami. Co mi powie? Dokąd mnie poprowadzi i czym zainspiruje?

Była kobietą energiczną i zdecydowaną. Umiała słuchać. Marzyła o pięknym domu wypełnionym gwarem licznych dzieci. Nie było jej to dane. Bardzo ją to przygnębiało. Wstydziła się i boleśnie odczuwała różne kąśliwe uwagi otoczenia z powodu swej bezpłodności. Zmarszczki i siwe włosy tylko potęgowały poczucie frustracji i życiowej porażki.

„Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. «Tak uczynił mi Pan - mówiła - wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi». 
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana»” (Łk 1, 24-25. 39-45).

‘Pan zdjął ze mnie hańbę’ – mówi Elżbieta. Jakże dramatyczne są te słowa. Ile złych emocji przez nie prześwituje. Takie codzienne uszczypliwości, słowa, oceny, które ranią. Jest w nich też dramat poczucia zawstydzenia, niespełniania oczekiwań, bycia inną, odrzuconą i zapomnianą nawet przez Boga. Ludzie, także najbliżsi, potrafią być bezwzględni. Elżbieta przez długie lata nosiła w sobie to poczucie rozgoryczenia i frustracji. 

Gdy Maryja wypowiedziała słowa przywitania, Elżbieta poczuła, że dzieje się z nią coś niezwykłego. Poczuła ruch dziecka i ogarnęła ją błogość, doświadczyła światła i mocy Ducha Świętego. Jaką wielką moc ma słowo drugiego człowieka, jakie doświadczenia przed nami otwiera. Elżbieta poznała w Duchu, że Maryja jest ‘błogosławiona między niewiastami’ i że nosi w swoim łonie Pana. Słowo pozdrowienia Maryi otworzyło przed nią nowy świat. Dobre słowo ma moc rozpromienić horyzont i ukazać nam nowe perspektywy. 

‘Elżbieta wydała okrzyk’. Ludzie krzyczą ze strachu lub w zachwycie. Dla Elżbiety to reakcja na mocne doświadczenie, na napełnienie duchem, na perspektywę czegoś nowego. Ona wychodzi z ukrycia, kruszeją jej pęta zhańbienia i frustracji, czuje puls nowego życia. Tego, które nosi w swoim łonie i tego, które jest jej od teraz pisane. Wychwala Maryję, że ‘uwierzyła’, ale i Elżbieta jest od teraz jednym z podstawowych elementów Bożego planu zbawienia. Ona także uwierzyła w spełnienie się słów Pana. 

Dzisiaj Elżbieta niech będzie przewodnikiem od moich miejsc hańby, zniewolenia i frustracji, do nowego życia, obietnicy Pana, który przychodzi, aby się we mnie narodzić, aby mnie zbawić.

 

Jan Chrzciciel

Zwykle mamy jego wyobrażenie jako ascetycznego proroka, człowieka żyjącego na pustkowiu i pokutującego. Ale jego wezwanie nieodłącznie wiąże się z jego starymi i bezpłodnymi rodzicami, Zachariaszem i Elżbietą. Historia przyjścia na świat tego dziecka, nadania imienia, cudu, jakiego doświadczył jego ojciec i dojrzewania tego młodego człowieka do swej życiowej misji jest Bożą nowiną dla mnie tak samo, jak cała jego późniejsza działalność. Wszystko dzieje się tu mocą Boga, na przekór słabości człowieka. Dajmy się poprowadzić tej historii.

Był człowiekiem surowym i bezkompromisowym. Miał jasną świadomość swojej misji życiowej. Jego wielkość nie polegała na dokonywaniu czegoś spektakularnego, ale na tym, że światu, który był zagubiony, wskazał na postać Zbawiciela i potrafił cieszyć się z tego, że inni idą za Jezusem. Nie był o to zazdrosny. Jan wiedział, że został posłany przed Mesjaszem i radował się, że Pan wzrastał, podczas gdy on się umniejszał (por. J 3, 28-30).
 

„Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: «Nie, lecz ma otrzymać imię Jan». Odrzekli jej: «Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię». Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: «Kimże będzie to dziecię?» Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Wtedy ojciec jego, Zachariasz, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc:
…A i ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz,
bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi;
Jego ludowi dasz poznać zbawienie
[co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów,
dzięki litości serdecznej Boga naszego.
Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi,
by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają,
aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju».
Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem” (Łk 1, 57-67. 76-80).

Nadanie imienia to ważna chwila w życiu każdego człowieka. Ono mnie opisuje, nadaje wyjątkowość, daje poczucie bycia szczególnym, jedynym. Wraz z imieniem otrzymujemy cały bagaż historii, doświadczeń, społeczne odniesienie, poczucie przynależności i korzenie. Niech zabrzmią w moich uszach słowa Elżbiety i Zachariasza: ‘ma otrzymać imię Jan’. To jest imię dane od Boga działającego, pokonującego niepłodność i ludzką niemoc, wyzwalającego od hańby. Elżbieta i Zachariasz to rodzice stający za swoim dzieckiem, świadomi, że zostało im powierzone przez Boga i ma się stać Jego posłańcem w świecie. 

Sąsiedzi i krewni widząc to, co działo się przy obrzezaniu Jana, dziwili się i zastanawiali kim on będzie. Zachariasz w proroczych słowach mówi o nim, że będzie prorokiem i będzie torował drogę Mesjaszowi. Otoczenie odgrywa ważną rolę w życiu każdego człowieka. Może przeszkadzać, rozpraszać nas, stawać na przeszkodzie naszemu powołaniu, ale może też być pomocą, inspiracją, może wspomagać nas w stawaniu się tym, kim Bóg chce nas mieć. To odpowiedzialność, ale i zadanie. 

Jan Chrzciciel nie od razu był prorokiem, jakiego znamy z kart Ewangelii. Miał starych rodziców i prawdopodobnie szybko ich stracił. Pewnie jednak została w rodzinie pamięć o tych ważnych doświadczeniach. Sąsiedzi nie raz opowiadali o tym, co się wtedy wydarzyło. Pamięć o ‘wielkich dziełach Boga’ trwała i kształtowała Jana. A chłopiec ‘rósł i wzmacniał się duchem’. Pustynia hartowała jego charakter. Nie pozwalał się rozpraszać. Zapewne przeżywał też trudności i miał pokusy, aby wybrać inną drogę. Ostatecznie jednak podjął swoją misję i wypełnił powołanie. 

Janie Chrzcicielu, przewodniku Adwentu, naucz mnie cenić rodzinę, rodziców, tradycje, które otrzymałem. Pomóż mi, bym nie był przeszkodą dla innych w wyborze powołania. Uproś mi odwagę w spełnianiu swojej życiowej misji.

 

Józef

Jego rola w przygotowaniu przyjścia Chrystusa była wyjątkowa. Jemu została powierzona piecza nad Jezusem, Synem Bożym i Jego Matką, Maryją. Miał inne plany i pomysł na życie. Byli poślubieni z Maryją. Chciał mieć rodzinę, słuchać Boga i wypełniać to, co słuszne. Nie był przygotowany na to, z czym musiał się zmierzyć. Był szlachetny i dbał o dobre imię Maryi. Bóg wyszedł naprzeciw jego wątpliwościom, ukazując inną perspektywę. Nie został do niczego przymuszony. Musiał wybrać w wolności.

Jest jedną z najważniejszych, a zarazem najbardziej tajemniczych postaci Pisma św. Jego rola w historii zbawienia jest kluczowa: słucha, przeżywa, wierzy i działa, nie wypowiadając ani jednego słowa. Pozostaje w cieniu, jest zawsze do dyspozycji, skutecznie wypełnia swoją rolę. Józef, mąż Maryi, opiekun Jezusa, to szczególna postać i przewodnik na naszej drodze adwentowej.

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1, 18-25).

Sytuacja, w jakiej został postawiony Józef jest nie do pozazdroszczenia. Oto człowiek mający jasną perspektywę przyszłości, konkretne życiowe plany widzi, że dzieje się coś, co jest absolutnie nie do zaakceptowania. Bardzo naturalne by było, żeby pojawiło się wtedy oburzenie, gniew, oskarżenie i domaganie się słusznej kary. Ale Józef nie poddaje się tym uczuciom. Nie wie, co jest rzeczywistą przyczyną tego stanu rzeczy, ale jest człowiekiem spokojnym, prawym. Szuka takiego rozwiązania, które przyniosłoby jak najmniej szkód, a jak najwięcej dobra. 

Zapewne stan psychiczny młodego małżonka był zły, żył w stresie i lęku, skoro anioł Pana mówi do niego: ‘nie bój się!’ Z ust anioła Józef dowiaduje się o Bożym planie zbawienia. To, co słusznie wydawało mu się być sytuacją, która go przerasta, której nie umie i nie może wręcz zaakceptować, nagle otrzymało inny sens. Józef mógł to przyjąć i zrozumieć, bo był sprawiedliwy i wrażliwy. Jak wiele sytuacji choroby, zawodu, trudnych życiowych doświadczeń i osobistych porażek przygniata nas i pokonuje, bo nie mamy wystarczająco prawości i wrażliwości, by spojrzeć na nie oczyma Boga? 

‘Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł’. Nasze życie nie rozgrywa się w myślach, planach i marzeniach. Ostatecznie trzeba się zbudzić i wypowiedzieć słowo ‘tak’. Józef ‘uczynił’ i to było jego słowo zgody na misję, na rolę, jaką mu przypisano. Na kartach Pisma św. nie znajdziemy żadnego słowa, wypowiedzianego przez Józefa. Swoje wybory potwierdzał uczynkami. Józef był opiekunem Jezusa w okresie, kiedy Ten uczył się chodzić, mówić i robić rzeczy. Uczył Go kim jest ojciec. Uczył Go, jak stać się prawdziwym mężczyzną. A kiedy Jezus głosił: nie każdy, który Mi mówi Panie, Panie…, ale ten, który spełnia…, wtedy zapewne myślał o Józefie, swoim opiekunie. 

Józefie, przewodniku Adwentu, naucz mnie szukać tego, co lepsze. Ucz mnie wrażliwości i prawości i pomóż budzić się ze snu, aby czynić dobro.



Podziel się refleksją!

Tekst, montaż, lektor: o. Paweł Kosiński SJ
Muzyka: Taize Instrumental - Nada te turbe, Magnificat, Benedictus, Bonum est confidere, Anioł Pański i Różaniec śpiewany MWD

 

W rekolekcjach wykorzystaliśmy fragmenty Biblii Audio. Chcesz więcej? Wejdź na stronę bibliaaudio.pl i pobierz bezpłatną aplikację! Android oraz iOS
 

W grafice reklamowej wykorzystaliśmy fragment ikony Stowarzyszenia Ecclesia