opcje zaawansowane (rozwiń)zaawansowane
opcje zaawansowane (zwiń)zwiń

“Proponuję Ci świętość”, Rekolekcje z o. Pio

Wstęp

Papież Jan Paweł II podczas mszy świętej beatyfikacyjnej Ojca Pio spróbował w jednym zdaniu zsyntezować misję tego świętego. Powiedział wtedy o nim: “Tym, którzy do niego przychodzili proponował świętość”. Rzeczywiście, ojciec Pio był głęboko przekonany, że “Jezus chce nas uczynić świętymi za wszelką cenę, [...] o nic innego się bardziej nie troszczy, jak uświęcić Waszą duszę” (List do Rafaeliny Cerase z 15 sierpnia 1914 roku). Tematem przewodnim rekolekcji przygotowanych przez Redakcję Modlitwy w drodze jest więc świętość. Są to rekolekcje dla tych, którzy chcą czegoś więcej niż zwykła pobożność, czują pragnienie bliższego bycia z Bogiem - tak jak Rafaelina, duchowa przyjaciółka o. Pio. Niepublikowana do tej pory korespondencja z tą kobietą - oraz jej siostrą - wydana w języku polskim dla uczczenia 100-lecia otrzymania przez o. Pio stygmatów, zainspirowała powstanie tych rekolekcji.

Kiedy Rafaelina umiera, Pio ma zaledwie 29 lat. Ona jest starsza od niego o 19 lat. Pio jest u początków swojej drogi do świętości. Z listów wynika jasno, że oboje się jej uczą. Lecz korespondencja ukazuje go jako człowieka z krwi i kości: ma swoje słabe strony, np. irytuje się, wydaje się, że bywa zazdrosny, chociaż pisze że nie, jest szorstki, surowy, ale jest tego świadomy i czuje, że może być przez to źle odebrany. Dowiadujemy się, że ma hobby, np. lubi pocztówki i prosi, żeby mu je wysyłać, zaznaczając, że chciałby przede wszystkim kolorowe. Kiedy Rafaelina sobie nie radzi, próbuje ją pocieszać, ale pisze, że kiedy jest naprawdę źle, to niech zajmie się jakąś rozrywką, np. pośpiewa sobie wesołe piosenki. Chyba mało kto znał o. Pio od tej strony!

O. Pio ukazuje miłość jako podstawową drogę do świętości. Miłość jest dla niego i drogą i celem. Uważa, że podstawową przeszkodą  jest próżność (“pierwszy wróg świętości”). Radzi, żeby nie zadręczać się życiowymi perypetiami, bo to zamyka na ufność do Boga. Podkreśla, że w drodze do świętości bardzo pomaga kierownictwo duchowe, medytacja, codzienny rachunek sumienia, wierność nauczaniu Kościoła, Eucharystia. To jedynie kilka wskazówek z bardzo bogatego zbioru duchowych porad i mądrego nauczania chrześcijańskiego życia zawartego w listach do franciszkańskiej tercjarki.

Zapraszamy do przeżycia duchowej wędrówki w kierunku świętości opartej na wybranych fragmentach z listów o. Pio. Wędrówka ta podzielona została na 12 dni. Każdego dnia poruszony zostaje temat, który wydał się nam istotny również z punktu widzenia duchowości ignacjańskiej.
(o. Jacek Poznański SJŁukasz Sośniak SJ)

Dzień 1: OGIEŃ BOSKIEJ MIŁOŚCI

Z Pierwszego listu św. Jana Apostoła (4, 9-16)

W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha. My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata. Jeśli kto wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, to Bóg trwa w nim, a on w Bogu. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.

Uchwyćcie się pocieszającej myśli, że Bóg jest zawsze z Wami i nie poddawajcie się nigdy nawałnicom szatana. Zamartwia się Pani, że nie umie się modlić. Żali się, że nie posiada daru świętej medytacji i obecności Boga. Ja natomiast zapewniam, że miłosierny Pan, wbrew wszelkim Pani przewinieniom, obdarzył Was darem swojej świętej miłości i miłosierdzia. Oddajcie za to chwałę najsłodszemu Ojcu Niebieskiemu.

Czym są te nieustanne jęki Waszego ducha, te święte pragnienia – tak delikatne, że bardzo często zdają się niemal nieistniejące? Mówię o pragnieniach należenia w całości do Jezusa i podobania się Mu we wszystkim. Czym jest to nieustanne pragnienie rozpowszechniania Królestwa Bożego? Czym to niekończące się pragnienie bycia uwolnioną z więzów ciała, aby pofrunąć na łono Ojca Niebieskiego, by zupełnie się Weń przemienić?

Powiedzcie mi, czy wszystkie te poruszenia nie są efektem bezinteresownej miłości wlanej przez Jezusa w Wasze serce, która buduje szczęście tych błogosławionych, którzy ją pojęli? Czy my – nędzni śmiertelnicy - możemy wzbudzać podobne pragnienia? Na pewno nie. Ludzki duch, bez ognia Boskiej miłości, jest w stanie osiągnąć jedynie poziom zwierząt, podczas gdy Caritas, miłość Boga, wprost przeciwnie: wznosi go tak wysoko, że może sięgnąć tronu Boga.

Nigdy nie ustając, dziękujcie za szczodrość tak dobrego Ojca i proście Go, aby święta miłość zawsze wzrastała w Waszym sercu
(Pietrelcina, Wielka Sobota, 11 kwietnia, 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 2: ZNAK ROZPOZNAWCZY BOŻEJ MIŁOŚCI

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (4, 17-18)

Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność na dzień sądu, ponieważ tak, jak On jest w niebie, i my jesteśmy na tym świecie. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości.

Kiedy boleję i modlę się, czuję również pewną duchową radość z tej jedynej w swoim rodzaju miłości, jaką Jezus Wam ofiarowuje. Pewnym znakiem rozpoznawczym tej miłości jest burza, która grzmi nad Waszą głową i wstrząsa Wami do głębi. Nie sądźcie, że jest to tylko moje osobiste, głębokie przekonanie. To sam Bóg ostrzega nas, że pokusa jest dowodem zjednoczenia duszy z Bogiem: “Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie”, mówi Księga Mądrości Syracha.

Zatem być atakowaną oznacza, że jest Pani w służbie Bożej. Im bardziej staje się Pani przyjaciółką i domownikiem Boga, tym większa pokusa będzie w Was uderzać. Pokusa jest znakiem rozpoznawczym zjednoczenia Boga z duszą: “będę z nim w utrapieniu”, mówi Pan w psalmie dziewięćdziesiątym. Całe przygnębienie Waszej duszy, które jak Pani mniema, jest karą Bożą za Komunie i spowiedzi źle odbyte oraz za wszystkie pobożne praktyki wykonane pobieżnie, proszę mi wierzyć, jest jedynie autentyczną pokusą, którą musi Pani jak najdalej od siebie odrzucić. Nie jest wcale prawdą, że przez to wszystko obraziła Pani Boga, ponieważ ochroniła Was od tego czuwająca łaska Jezusa.

Kiedy dusza jęczy i boi się obrazić Boga, nie obraża Go i jest bardzo daleka od popełnienia grzechu. Łaska Boża jest zawsze z Wami i jesteście bardzo droga Panu. Cienie, lęki, przeciwne temu przekonania, to szatańskie podstępy, którymi w imię Jezusa musicie gardzić. Nie słuchajcie tych pokus. Rolą ducha nieczystego jest przekonać Was, że całe Pani dotychczasowe życie było usiane grzechami. Posłuchajcie raczej mnie, który mówię i to samo mówi Oblubieniec naszych dusz, że Wasz obecny stan jest efektem Waszej miłości do Boga i jednocześnie dowodem niezrównanej miłości Boga do Was. Odrzućcie lęki, rozwiejcie cienie, które nad Waszą duszą zagęszcza demon, aby Was nękać i oddalać, o ile to możliwe, nawet od codziennej Komunii.

Pocieszcie się i radujcie, wiedząc, że Ojciec Niebieski dopuszcza te ataki demona, ponieważ Jego miłosierdzie czyni Was Jemu drogą, i pragnie, aby upodabniała się Pani do Jego Boskiego Syna w udrękach pustyni, ogrodu oliwnego i krzyża. Tak, Ojciec Niebieski chce, aby upodabniała się Pani do Jego Jednorodzonego Syna, który, przyjąwszy na siebie ludzką nieprawość, był nękany w niewymowny i straszliwy sposób. Bogu niech będą dzięki, że traktuje Was jak wybrankę w naśladowaniu Jezusa na stromej ścieżce na Kalwarię. Najdroższa memu sercu Siostro! I ja dostrzegam z radością i najżywszym wzruszeniem serca owe działanie łaski w Was (...).

(...) Nie ma sensu przekonywać Was, że nie jesteście – jak utrzymujecie – oddzielona od Jezusa. Ach! Ufajcie Mu i nie bójcie się, gdyż nie macie ku temu żadnego powodu. Nie jest to opuszczenie, lecz miłość, którą ukazuje Wam najsłodszy nasz Zbawiciel. A ja nie mam odpowiednich słów, aby podziękować za dobroć Pana, który traktuje Was i strzeże z taką miłością. Zły chce Was przekonać, że jesteście ofiarą jego ataków i została Pani przez Boga opuszczona. Nie wierzcie mu, bo chce Was oszukać. Wzgardźcie nim w imię Jezusa i Jego Najświętszej Matki.
(Pietrelcina, Niedziela Palmowa, 29 marca 1914 r.)

Ojcze nasz…

Dzień 3: NASZE ZBAWIENIE JEST PRZEOGROMNYM CUDEM

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (2, 12-17)

Piszę do was, dzieci, że dostępujecie odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię. Piszę do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku. Piszę do was, młodzi, że zwyciężyliście Złego. Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego. Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.

Modlimy się do Ojca świateł, aby pozwolił nam coraz głębiej wnikać w tajemnicę naszego usprawiedliwienia, która nas nędznych grzeszników doprowadziła do zbawienia. Nasze zbawienie jest przeogromnym cudem, tak że Pismo święte porównuje je do zmartwychwstania naszego boskiego Mistrza. Tak, moja Droga, usprawiedliwienie naszej nieprawości jest tak wielkie, że można powiedzieć, iż Bóg okazał większą moc w naszym nawróceniu niż w wyprowadzeniu z niczego nieba i ziemi, ponieważ jest większy kontrast między grzesznikiem a łaską niż między nicością a istnieniem. Nicość jest mniej oddalona od Boga niż sam grzesznik. W swej istocie nicość będąc wybrakowanym istnieniem nie ma w sobie żadnej mocy, aby stawić opór woli Boga, podczas gdy grzesznik, będąc istotą i to istotą wolną, może przeciwstawić się każdej woli Boga (...)

Och, gdybyśmy wszyscy mogli pojąć, z jak wielkiej nędzy i hańby wydobyła nas wszechpotężna ręka Boga. Och! Gdybyśmy choć przez chwilę mogli przenikać to, co nadal zadziwia same duchy niebieskie, czyli stan, do którego łaska Boża nas wyniosła, żeśmy są ni mniej ni więcej tylko Jego dziećmi przeznaczonymi do królowania z Jego Synem przez całą wieczność!

Kiedy dusza ludzka będzie dopuszczona do zgłębiania tego, nie będzie mogła żyć inaczej jak tylko życiem w całości niebiańskim. Jakże nędzny jest stan ludzkiej natury! Jak wiele razy Ojciec niebieski chciałby przed nami odkryć swoje tajemnice i jest zmuszony nie czynić tego, bo nie dostajemy do nich z powodu naszej nieprawości. Oby Pan zechciał położyć kres tak wielkiej niedoli i tak wielkiej nędzy. Niech królowanie szatana skończy się raz na zawsze i niech nastanie sprawiedliwość.
(Pietrelcina, 23 października 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 4: NIEPRZYJACIEL NIC NIE MOŻE UCZYNIĆ

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (5, 1-5)

Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził,  i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego,  który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara.  A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?

Twierdzi Pani, że nie ufa przyszłości, a czy wiecie, że Pan jest zawsze z Wami i nasz nieprzyjaciel nic nie może uczynić przeciw temu, kto postanowił być cały dla Jezusa? A także, czyż Bóg nie jest dobry i wierny aż do tego stopnia, że nie pozwoli przecież gnębić Was ponad siły?

Ach, umiłowana córko Jezusa! Gdybyśmy byli we własnych rękach, upadalibyśmy zawsze i nigdy nie utrzymalibyśmy się na nogach. Dlatego też upokórzcie się przed słodką myślą, że w ramionach Jezusa jest Pani jak małe dziecko w ramionach matczynych. On jest najlepszym z ojców, więc proszę spać spokojnie, będąc pewną, że jest prowadzona ku temu, co dla Pani najkorzystniejsze. Czego można się obawiać, kiedy jest się w tak słodkich ramionach i kiedy cała nasza istota jest poświęcona Bogu?! (...)

Dlaczego, moja dobra Siostro, tak bardzo obawiacie się Waszego wroga? Czy nie wiecie, że dobry Jezus jest zawsze z Wami, a przeciwnik dusz nic nie może uczynić komuś, kto postanowił cały należeć do Boga? Naprawdę, jeśli się lękacie, to tym samym stopniu czujcie się pewnie. Gdyście obojętna to i tak jest Pani ocalona.

Mówicie o sobie z ubolewaniem, dostrzegając w sobie jedynie pychę, brak pokory, ciągłe upadki i brak pewności siebie. To wszystko nie jest prawdą. Taki sposób myślenia jest zasadzką szatana, aby pozbawić Was odwagi i zatrzymać, jeśli to możliwe, na drodze miłości, przedstawiając Wam drogę doskonałości jako zbyt trudną.

Odrzućcie te Wasze wykrzywione przekonania i nie bójcie się, ponieważ nie macie ku temu żadnego powodu. Proszę usunąć z umysłu to przeświadczenie, że nazbyt żywe są w Was złe namiętności. Siostro moja, posłuchajcie mnie i na ile to możliwe, myślcie jak najmniej na ten temat. Podobne myśli i podejrzenia przynoszą nam więcej złego niż dobrego, zamiast rozpalać nasze serca miłością do Najwyższego Dobra, wysuszają je tak, jak suchy północny wiatr wysusza nasze pola. (Pietrelcina, uroczystość Pięćdziesiątnicy, 31 maja 1914 r.)

 (...) Kiedy w umyśle pojawią się dokuczliwe myśli, odpędzajcie je jak pokusy, bo nimi są w istocie. Powiedzcie wtedy natychmiast: jestem pyszna, pełna grzechów, profanuję świątynię, czyli moją duszę, którą powierzył mi Bóg, buntuję się przeciw Bożemu powołaniu, jestem bezbożna, a więc taka gleba rodzi takie owoce. Jeżeli nie żyłam dobrze w przeszłości, to z Bożą pomocą, będę dobrze żyła w przyszłości.

Potem proszę odwrócić wyobraźnię od tych dokuczliwych i przygnębiających myśli i z nieograniczonym zaufaniem otworzyć serce na Tego, który jako jedyny może nas pocieszyć i zbawić i proszę nie powątpiewać w przyszłość, gdyż Bóg jest z Wami,  wierny  w najwyższym stopniu i dlatego nie pozwoli, by dręczył Was nieprzyjaciel. Ten Boski Oblubieniec nigdy nie zezwoli, aby dusza Jemu zaślubiona w szczególny sposób, została ofiarą najbardziej zawziętego spośród Jego wrogów. Nie, nie! Wróg nigdy nie odniesie takiego zwycięstwa.
(Pietrelcina, Niedziela Palmowa, 29 marca 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 5: NASZE POWOŁANIE

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (3, 1-3)

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się podobnie jak On jest święty.

Trzeba szczególnie prosić Ducha Parakleta, by coraz bardziej dawał nam poznać wspaniałość naszego chrześcijańskiego powołania. Być wybranym z pośród niezliczonych i wiedzieć, że wybór ten został dokonany, bez żadnej naszej zasługi, przez Boga od zarania dziejów tylko po to, byśmy należeli do niego w czasie i w wieczności, to tajemnica tak wielka i tak słodka zarazem, że jeśli dusza choć trochę ją przenika, nie może cała nie rozpływać się w miłości. (Pietrelcina, 23 października 1914 r.)

(...) Chrzest dokonuje w nas realnej przemiany, umieramy dla grzechu. Wszczepiamy się w Jezusa Chrystusa w taki sposób, że żyjemy Jego własnym życiem. Przez chrzest otrzymujemy łaskę uświęcającą, która daje nam życie niebieskie, stajemy się synami Bożymi, braćmi Jezusa i dziedzicami nieba.

Teraz, jeśli przez chrzest chrześcijanin umiera dla swego pierwszego życia, by zmartwychwstać do drugiego, zatem obowiązkiem każdego chrześcijanina jest poszukiwać rzeczy niebieskich, nie dbając wcale o sprawy tej ziemi. To samo sugeruje św. Paweł Kolosanom. „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych - mówi ten wielki święty- szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga”.

Tak więc, chrześcijanin we chrzcie św. zmartwychwstaje z Jezusem, zostaje wyniesiony do życia nadprzyrodzonego, zyskuje piękną nadzieję, że zasiądzie w chwale na niebieskim tronie. Cóż to za godność! Jego powołanie domaga się, by nieustannie aspirował do ojczyzny błogosławionych, uznając się pielgrzymem na ziemi wygnania; czyli powołanie chrześcijanina, powtarzam, wymaga, by nie lokować serca w rzeczach tego niskiego świata; cała troska, cała nauka dobrego chrześcijanina, który żyje w zgodzie ze swoim powołaniem nakierowane są na pozyskanie dóbr wiecznych. Winien on wyrobić w sobie takie właśnie mniemanie o sprawach ziemskich, by szanować i doceniać jedynie te, które pomagają mu pozyskać dobra wieczne a gardzić tymi, które takiego celu nie wspierają.
 
Chrześcijanin niepomny swego powołania, chrześcijanin tylko z nazwy, tak zwany chrześcijanin światowy, osądza sprawy zupełnie inaczej, całkiem przeciwnie niż chrześcijanin godny tego mienia, który żyje według Ducha Jezusa Chrystusa. Ocenia je zależnie od tego, czy przynoszą korzyść jego próżności, jego namiętnościom; tamten zaś osądza je zawsze w odniesieniu do dóbr wiecznych.

Stąd właśnie wyrasta chrześcijanin tylko z nazwy, chrześcijanin tego wielkiego świata, który wysoce ceni sobie zaszczyty, bogactwa, próżność, wygody i wszystko to, co ten nędzny świat może zaoferować. 
(Pietrelcina, 16 listopada 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 6: POCIESZENIE I STRAPIENIE

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (1, 5-7)

Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Tak właśnie a nawet o wiele lepiej postępuje Bóg wobec naszych dusz. Chce nas pozyskać, dając nam na spróbowanie obfitość słodyczy i pociech w każdym naszym pobożnym akcie, czego doświadcza zarówno wola jak i serce. Ale któż nie dojrzy, jakie niebezpieczeństwo czai się w takim rodzaju Bożej miłości? Łatwo może się zdarzyć, że biedna dusza przywiąże się do okoliczności związanych z pobożnością czy z miłością Bożą, nie troszcząc się wcale o samą pobożność czy o substancjalną miłość, a przecież to one jedynie czynią ją drogą i miłą Bogu.

Najsłodszy nasz Pan spieszy się, by z należytą starannością zapobiec temu wielkiemu niebezpieczeństwu. Jak tylko widzi, że dusza gruntownie się umocniła w Jego miłości, że przywiązała się i z Nim zjednoczyła, gdy widzi, że oddaliła się od spraw ziemskich i od okazji do grzechu, że pozyskała wystarczającą ilość cnoty, by wytrwać w świętej służbie bez podniet i słodyczy zmysłów, chcąc ją nakierować ku większej świętości życia, odbiera jej tę słodycz odczuwania, która towarzyszyła wszystkim jej medytacjom, modlitwom czy innym praktykom pobożności; a najboleśniejsze w tym stanie duszy jest dla niej to, że traci ona wszelką łatwość modlitwy i medytacji oraz pozostaje spowita ciemnością i pełna przykrej oschłości. (...)
            
Wasza miłość do Boga coraz bardziej w Was krzepnie i wzrasta. Próżne są Wasze lęki o to, mówię, bo mylicie się, sądząc, żeście tej miłości pozbawiona, tylko dlatego że nie czujecie ani wolą ani sercem żadnej słodyczy na skutek praktykowania tej miłości. To bardzo bolesne i w całej rozciągłości rozumiem stan Waszej duszy, ale jest on konieczny dla duszy powołanej do nadzwyczajnej świętości.

Powiedziałem, że dla duszy jest to stan bardzo przykry i to nie bez racji, bo biedaczka mimo wszystkich swoich wysiłków, aby jak najlepiej podobać się Panu w każdej czynności, z własnego punktu widzenia, nie posiada ona żadnego dowodu na istnienie tej miłości dla swego Boga, ponieważ w każdym akcie pobożności doświadcza, że wola jej zazwyczaj jest nikła, a serce wyschłe, bez żadnych uczuć dla spraw nadprzyrodzonych. A już najgorszą rzeczą dla duszy jest, że bardzo często odczuwa w sobie straszliwy kontrast, bo gdy wyżyny jej ducha czują się przynaglone, by kochać Boga, swoje najwyższe dobro, to w niższej części, czyli pożądaniach zmysłowych, czuje się rozdarta, jest trapiona nudą, znużeniem i wieloma innymi przykrymi odczuciami.

Ale nie lękajcie się stanu, w jaki jest stawiana Wasza dusza przez dobroć naszego najmiłosierniejszego Ojca w niebie. Radujcie się, bo kiedy najmniej się tego spodziewacie, Pan sprawi, że w ciemnościach rozbłyśnie światło. Także pośród tych wszystkich ciemności, które otaczają Waszą duszę, możecie znaleźć pociechę i otrzymać w duchu wiele światła, tyle ile trzeba, aby nie popaść w rozpacz. (Pietrelcina, 9 stycznia 1915)

Ojcze nasz…
 

Dzień 7: DUCHOWE ROZEZNAWANIE

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (4, 1-6)

Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który - jak słyszeliście - nadchodzi i już teraz przebywa na świecie. Wy, dzieci, jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak mówi świat, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu.

Pisze Pani, że nie potrafi odróżnić, czy promienie światła, które czasami pojawiają się w głębi duszy, pochodzą od Boga czy też od kogoś innego i lękacie się tu oszustwa z powodu miłości własnej. Podaję Pani znaki, które potrzebne są do rozpoznania, czy te światła pochodzą od Ojca Świateł. Znaki te ograniczają się zasadniczo do trzech. Po pierwsze: takie światła prowadzą do poznania Boga coraz bardziej godnego podziwu, który w zależności od stopnia, w jakim nam się objawia, daje nam coraz lepsze wyobrażenie swojej, niemożliwej do ogarnięcia, wielkości. W każdym razie takie światło prowadzi nas do coraz głębszej miłości Boga, naszego Ojca i do coraz większych poświęceń dla Jego czci i chwały.

Drugim znakiem jest wzrastająca świadomość nas samych; coraz głębsze poczucie pokory na myśl, że tak nikczemne stworzenie miało odwagę Go obrazić i jeszcze ośmiela się patrzeć na Niego i podziwiać. Po trzecie: te niebiańskie promienie powodują w duszy coraz większą pogardę dla wszystkich rzeczy na tej ziemi, z wyjątkiem jedynie tych, które mogą okazać się przydatne w służbie Bogu. Jeśli więc te promienie wywołują w duszy te trzy efekty, zatrzymajcie je jako pochodzące od Boga. Takich skutków nie może wywołać w duszy ani nieprzyjaciel, ani tym bardziej nasza fantazja czy wyobraźnia. (Pietrelcina, 25 kwietnia 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 8: CNOTY WEWNĘTRZNE

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (1, 1-4)

To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione - oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.

Dusza, która chce być doskonała, potrzebuje poddać się podwójnej operacji, jedna dotyczy wnętrza a druga dotyczy zewnętrza. Najpierw powiemy trochę o pierwszej, a potem zajmiemy się tą drugą. Pierwsza cnota, której potrzebuje dusza dążąca do doskonałości to miłość. We wszystkich zjawiskach naturalnych pierwszych ich odruchem, pierwszym dążeniem, pierwszym impetem jest utrzymać się w środku, zmierzać do środka, takie jest prawo fizyki; To samo dzieje się w zjawiskach nadprzyrodzonych, pierwszym odruchem naszego serca jest dążenie ku Bogu, które jest niczym innym jak umiłowaniem własnego, prawdziwego dobra. Słusznie miłość jest nazwana w Piśmie świętą więzią doskonałości.

Rodzonymi siostrami miłości są radość i pokój. Radość powstaje z przyjemności posiadania tego, co się kocha. Gdy dusza zna Boga w sposób naturalny, jest pobudzona do miłowania Go; jeśli dusza śledzi ten swój naturalny impuls, wzniecany przez Ducha Świętego, to już kocha Najwyższe Dobro. A zatem ta szczęśliwa dusza od razu jest w posiadaniu pięknej cnoty miłości. Teraz, kochając Boga, jest pewna, że Go posiada, bo tu nie dzieje się tak jak z kimś, kto kocha pieniądze, zaszczyty, zdrowie, bo on nie zawsze ma to, co kocha: kto kocha Boga, ten ma Go natychmiast.

I nie jest to wytwór mojego umysłu, mówi to Pismo Święte: „Kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim”. Co chce nam powiedzieć ten fragment pisma „kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim”? Czyż nie wskazuje, że skoro dusza przez miłość oddana Bogu, cała do Boga należy, podobnie i Bóg cały należy do duszy?

Zatem radość jest odroślą miłości, lecz aby ta radość była prawdziwa i doskonała, potrzebuje mieć pokój za niewidzialnego towarzysza, ten zaś powstaje w nas, kiedy posiadane przez nas dobro jest dobrem pewnym i najwyższym. A teraz, czy to nie Bóg jest najwyższym dobrem, które ożywia, kocha, a kochając posiada?

Potrzeba jeszcze, aby to dobro oprócz tego, że jest najwyższe, było jeszcze pewne. Boski Mistrz zapewnia nas, że „radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać”. Czyż istnieje świadectwo większe niż to? Dusza, myśląc o tym wszystkim, nie może się nie być radosna. To właśnie pozwala z pogodą ducha stawić czoła najbardziej gorzkim przeciwnościom.

Trzeba jednak zauważyć, że dopóki dusza jest tutaj wędrowcem, nie może osiągnąć doskonałej miłości, i podobnie pokój jej nigdy nie będzie doskonały. Przeciwności, cierpienia, sprzeczności, jakimi biedna dusza jest targana, są tak liczne, że w niektórych momentach życia doprowadzają ją do agonii tak dalece, że samo życie staje się dla niej nieznośne. A dzieje się to wtedy, gdy sama siebie widzi w niebezpieczeństwie zniszczenia.

Aby przetrwać tak trudne próby, konieczna jest duszy cierpliwość, cnota, która pozwala nam znieść każdą przeciwność bez poddawania się. Niech dusza, która wprawia się w doskonałość, wysoko poważa tę cnotę, jeśli zależy jej, by jej starania nie poszły na marne, bo właśnie dzięki tej cnocie będzie trwała w wewnętrznym uporządkowaniu. (Pietrelcina, 23 października 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 9: CNOTY ZEWNĘTRZNE

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (4, 7-8.19-21)

Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.  Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego.

Do zewnętrznej doskonałości potrzebuje dusza cnót, z których niektóre dotyczą tego, jaką dusza dążąca do doskonałości ma mieć relację do bliźniego, inne zaś dotyczą dyscypliny wobec własnych zmysłów. Jeśli chodzi o cnoty potrzebne w relacjach do bliźniego, pierwszą jest dobroć, dzięki której pobożna dusza w sposób miły, przyjemny, grzeczny, pozbawiony jakiejkolwiek szorstkości pociąga wszystkich, których spotyka do naśladowania jej pobożnego życia.

Dobroć to cnota, która popycha duszę do bycia dla innych pomocą. I tu trzeba wspomnieć dwie bardzo ważne rzeczy dla duszy, która dąży do doskonałości. Pierwszą jest widzieć, że bliźni nie korzysta z dobra, które mu się czyni. Drugą zaś jest wiedzieć, że bliźni nie tylko nie korzysta z dobra, które mu się czyni, ale, co gorsze jeszcze, czasem odpowiada nań obrazą i obelgami. Zdarza się często, że dusza mało roztropna wpada w pułapkę. Niech Bóg nas broni od podobnych zasadzek zastawionych na nas przez nieprzyjaciela, by nas zrujnować i sprawić, że będziemy biegli bez nagrody.

Konieczne jest uzbroić się przeciwko pierwszej zasadzce w piękną cnotę wyrozumiałości, która sprawia, że dusza nigdy nie cofa się wstecz, czyniąc dobro drugiemu, nawet gdy widzi, że bliźni wcale na tym nie skorzystał. Przeciwko drugiej trzeba się wyposażyć w łagodność, która uśmierza gniew, nawet wtedy, gdy ktoś w odpowiedzi okazuje niewdzięczność, obrzuca obelgami, czy obraża. Ale wszystkie te cnoty nie wystarczą, jeśli się nie doda cnoty wierności, dzięki której pobożna dusza zdobywa kredyt zaufania, bo każdy przekonuje się, że jej działanie nie jest dwulicowe.

Są trzy cnoty, które doskonalą i regulują stosunek pobożnej osoby do własnych zmysłów: skromność, wstrzemięźliwość i czystość. Przy pomocy cnoty skromności pobożna dusza reguluje wszystkie swoje odruchy zewnętrzne. (…) Przy pomocy wstrzemięźliwości dusza powstrzymuje wszystkie zmysły: wzrok, dotyk, smak, powonienie, słuch od nadmiernych przyjemności nawet dozwolonych. Przy pomocy czystości, cnoty, która sublimuje naszą naturę na wzór aniołów, dusza tłumi zmysłowość i oddziela ją od przyjemności zakazanych. To jest najszlachetniejszy obraz doskonałości chrześcijańskiej. Błogosławiona dusza, która posiada wszystkie te piękne cnoty, owoce Ducha Świętego, który jest w niej. Nie ma się czego obawiać, będzie jaśnieć w świecie jak słońce na firmamencie. (Pietrelcina, 23 października 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 10: ŻYCIE W DUCHU

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (5, 6-8)

Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo jest prawdą. Trzej bowiem dają świadectwo: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.

Teraz możemy się zastanowić nad tym, co dusza ma praktykować, aby Duch na pewno mógł w niej żyć. Wszystko sprowadza się do umartwienia ciała z jego przywarami i pożądliwościami oraz do wystrzegania się miłości własnej. W tym, co się odnosi do umartwienia ciała, św. Paweł uprzedza nas, że „ci, którzy są prawdziwymi chrześcijanami, ukrzyżowali ciało swoje z jego przywarami i pożądaniami”. Z nauczania tego świętego apostoła wnioskujemy, że kto chce być prawdziwym chrześcijaninem, to znaczy, kto żyje w duchu Jezusa Chrystusa, powinien umartwiać swoje ciało nie inaczej jak tylko ze względu na swoje oddanie Jezusowi, który z miłości do nas umartwił na krzyżu wszystkie swoje członki. Takie umartwienie musi być niezmienne, trwałe a nie chwiejne, nieprzerwane tak jak życie. Doskonały chrześcijanin nie może zadowolić się umartwieniem surowym tylko z wyglądu, ale musi ono naprawdę boleć. Tak ma przebiegać umartwienie ciała, bo Apostoł nie bez przyczyny nazywa je ukrzyżowaniem. (…)

Apostoł dodaje także: do ukrzyżowania ciała należy dodać ukrzyżowanie przywar i pożądliwości. Przywary to grzeszne przyzwyczajenia; pożądliwości to namiętności. Jedne i drugie należy stale umartwiać i krzyżować, aby nie popchnęły ciała do grzechu: kto ogranicza się do umartwienia ciała, podobny jest do głupca, który wznosi budowlę bez fundamentów.

Powiedziałem także, że aby Duch Święty mógł swobodnie żyć w duszy, należałoby strzec się przed miłością własną, która u mało ostrożnej duszy, wkrada się nawet wtedy, gdy umartwiła ona swoje ciało. Zacząłem z Apostołem i z nim chcę kontynuować aż do końca (…) I tak on w tej kwestii upomina nas: „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy”, tak jakby chciał nam powiedzieć dla naszego wspólnego zbudowania; czy chcemy zatem żyć duchowo czyli pobudzani i prowadzeni przez Ducha Świętego? Bądźmy rozważni w umartwianiu miłości własnej, która nas nadyma, czyni gwałtownymi, wypala; starajmy się zdusić naszą chełpliwość, wybuchowość i zazdrość - trzy złe duchy, które większość ludzi trzymają w niewoli. Te trzy złe duchy stoją w całkowitej opozycji do Ducha Pańskiego. (Pietrelcina, 23 października 1914 r.)

Pozwólcie, aby Duch Święty działał w Was. Poddajcie się wszystkim Jego porywom i nic się nie bójcie. On jest mądry, słodki i dyskretny i poza dobrem, nie może nic innego uczynić. Ogromna jest dobroć Ducha Pocieszyciela dla wszystkich, a jak ogromna musi być dla Was, która Go szukacie! (Pietrelcina, Niedziela Palmowa, 29 marca 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 11: MODLITWA NIEUSTANNA

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (5, 14-15)

Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą.  A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili.

A teraz przychodzę do Was, by prosić, by uregulowała Pani niektóre aspekty Waszego życia. Proszę znaleźć jeszcze dwa momenty w ciągu dnia na święta medytację, najlepiej, biorąc pod uwagę aktualny stan Waszego zdrowia, rano przed zejściem do kościoła a wieczorem po odmówieniu różańca. Poranną medytację z powodu srogiej pory roku, możecie przeprowadzić w łóżku przed wstaniem, Pan i tym zadowoli się. (...)

Strzeżcie się, by nie tracić z oczu Boskiej obecności, cokolwiek nie robicie. Nigdy nie podejmujcie się żadnej pracy ani działania zanim nie wniesiecie Waszych myśli ku Bogu i nie skierujecie ku Niemu, przez wzbudzenie świętej intencji, wszystkich czynności, jakich się podejmujecie. To samo uczynicie na zakończenie każdej czynności, zanosząc podziękowania i badając sama siebie czy wszystko zostało dokonane ze słuszną intencją, jaką wzbudziła Pani na początku, a jeśli znajdziecie jakiś mankament, to proście Pana pokornie o przebaczenie, postanawiając skorygować wszelkie niedociągnięcia.

Nie powinno Was zniechęcać ani pogrążać w smutku to, że nie pełnicie uczynków z taką doskonałością, z jaką Pani zamierzała: Cóż chcecie! Jesteśmy krusi, jesteśmy ziemią a nie każda gleba wydaje te same owoce zgodne z intencją rolnika. Ale kórzmy się zawsze powodu naszych mizerii, uznając żeśmy niczym bez Bożej pomocy. Niepokój po czynie, który nie wypadł zgodnie z naszą czystą intencją, jaka mieliśmy - to nie jest pokora, to widoczny znak, że dusza nie powierzyła wydoskonalenia swego dzieła Bożej pomocy, lecz zanadto ufała swoim własnym siłom. (...)

Nie zatapiajcie się tak bardzo waszego ducha w pracach domowych i rozlicznych sprawunkach, żeby nie cierpiało na tym przebywanie w obecności Pana. Z tego powodu proszę często odnawiać Waszą dobrą intencję, jaką powzięła Pani na początku; od czasu do czasu odmawiać akty strzeliste, które są jak liczne strzały, które mają zranić serce Boga i zobligować Go, proszę mi pozwolić na to wyrażenie, które wcale nie jest przesadzone w naszym przypadku, zobligować Go, mówię, do udzielenia nam łask i wszelkiej pomocy.

Nie siadajcie do posiłku bez uprzedniej modlitwy i prośby o pomoc bożą, aby pokarm, który niechętnie przyjmujemy, chcąc ulżyć naszemu ciału, nie zaszkodził naszemu duchowi. Potem zasiądziecie do stołu z jakąś pobożną myślą, rozmyślając, że macie koło siebie Boskiego mistrza i Jego świętych Apostołów z ostatniej wieczerzy, jaką spożył ze swoimi, zanim ustanowił sakrament ołtarza. Starajmy się, aby wieczorny posiłek cielesny stał się przygotowaniem do boskiego pokarmu w najświętszej Eucharystii, a wszystko niech się dzieje bez nadmiernego przemęczania ducha.

Nigdy nie wstawajcie od posiłku bez należytego podziękowania Panu. Tak czyniąc, niczego nie będziemy musieli się obawiać ze strony przeklętego obżarstwa. Gdy jecie wystrzegajcie się nadmiernego wyrafinowania potraw, wiedząc, że niewiele trzeba, aby zadowolić łakomstwo. Nigdy nie nakładajcie sobie więcej pokarmu niż to konieczne, i starajcie się we wszystkim zachować umiar, a sercem skłaniajcie się raczej do braku niż do nadmiaru. Oczywiście nie chcę, abyście wstawała od stołu na czczo; nie to jest moją intencją. Niech wszystkim kieruje roztropność - norma wszelkich ludzkich poczynań.

Nigdy nie kładźcie się do łóżka bez zapytania Waszego sumienia, jak minął dzień, i bez uprzedniego skierowania wszystkich Waszych myśli ku Bogu; bez oddania i poświęcenia Mu Waszej osoby i wszystkich chrześcijan a szczególnie mojej skromnej osoby, bo ja to samo czynię dla Was.

Ponadto ofiarujcie dla chwały Boskiego majestatu Wasz odpoczynek, do którego się szykujecie i nigdy nie zapominajcie o Aniele Stróżu, który zawsze jest z Wami i nigdy Was nie zostawia, choćbyście nie wiem jaką krzywdę mu wyrządziła. O niezgłębiona dobroci naszego dobrego Anioła! Ileż to razy przyczyniłem się do Jego płaczu nie chcąc pełnić Jego woli, która była wolą Boga! Niech ten najwierniejszy przyjaciel uwolni nas od kolejnych niewierności. Starajcie się zasypiać utkwiwszy myśli w jakimś punkcie męki Jezusa. Ja Wam radzę zasypiać, mając przed oczyma Waszego umysłu Jezusa modlącego się w Ogrójcu. Ale to wszystko niech będzie czynione, powtarzam, bez nadmiernego obciążania ducha. (Pietrelcina, 17 grudnia 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Dzień 12: KOCHAĆ I SŁUŻYĆ WE WSZYSTKIM

Z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła (3, 18-24)

Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.

Pragnienie dostrzegania we wszystkim tylko Stwórcy, które odczuwacie, przykrość, jakiej doznajecie przebywając w pobliżu istot stworzonych, jest specjalną łaską Bożej miłości, która nie wszystkim biednym podróżnym jest dana. Umiejcie, więc z niej korzystać i dziękujcie za nią Bogu.

Proszę nie dawać posłuchu Swojej niespokojnej wyobraźni, kuszonej i potężnie wystawianej na próbę przez naszego wroga. On chciałby, aby uwierzyła Pani, że jej życie zobojętniało na dobro. Na tym polega ta wyszukana i oczywista machinacja demona. Łaska Jezusa, moja Droga, czyni Panią aż za bardzo wyczuloną na dobro.

Chciałaby Pani prawie zmierzyć, zrozumieć, odczuć i dotknąć tę miłość, jaką żywi do Boga. Ale bądźcie pewna, moja Siostro, że im bardziej jakaś dusza kocha Boga, tym mniej Go czuje. Sytuacja ta wydaje się zbyt dziwna i niemożliwa, jeśli chodzi o przemijającą miłość do stworzeń tego niskiego świata. Sprawa ma się jednak inaczej, jeśli chodzi o miłość duszy do Oblubieńca. Nie potrafię dobrze wyrazić tej prawdy, ale bądźcie pewna, że właśnie tak to wygląda. Bóg jest niezrozumiały, niedostępny. Im bardziej jakaś dusza postępuje w miłości Najwyższego Dobra, tym bardziej jej uczucie miłości do Tego, który przekracza jej poznanie, redukuje się do tego stopnia, że wydaje się tej biednej duszy, że Go wcale nie kocha.

Rzeczywiście, podczas niektórych spotkań wydaje się jej, że sprawy właśnie tak się mają, ale fakty potem dowodzą, że było odwrotnie, niż się myślało. Te nieustanne lęki, że straci swego Boga; ta święta przezorność, dzięki której uważa, gdzie stawia nogę, aby się nie potknąć; ta odwaga, z jaką stawia czoła atakom nieprzyjaciela; pogodzenie się z wolą Bożą we wszelkich przeciwnościach życiowych; gorące pragnienie ustanowienia królestwa Bożego w sobie samej i w bliźnich, są najlepszym dowodem miłości tej duszy do Najwyższego Dobra.

Ach, jak bardzo jest Pani daleka od tego, w co każą Wam wierzyć Wasze uczucia! Kochacie tego delikatnego Oblubieńca, ale wydaje Wam się to drobnostką, gdyż chciałaby Pani kochać miłością doskonałą, dopełnioną. Ale nam, biednym i nieszczęsnym śmiertelnikom, miłość ta, przynajmniej w swej całkowitej pełni, nie jest dana – chyba że w przyszłym życiu. Ach, jak marny jest stan naszej ludzkiej natury! Oby Niebieski Oblubieniec rozerwał wreszcie tę delikatną zasłonę oddzielającą nas od Niego i udzielił wreszcie tej miłości dopełnionej, gdyż w przeciwnym razie nasze życie nie jest życiem. Nasza choroba jest nieuleczalna i nasz pobyt tu, na dole jest znojną i długotrwałą agonią (...) (Pietrelcina, 19 maja 1914 r.)

Módlcie się, i proście Niebieskiego Oblubieńca, aby nie pozwolił temu osuszającemu  wiatrowi z północy wiać w ogrodzie Waszej duszy, lecz dzięki miłosierdziu Miłującego, niech wzbudzi wiatr południowy, który pobudza jedynie czystą i świętą miłość. (Pietrelcina, uroczystość Pięćdziesiątnicy, 31 maja 1914 r.)

Ojcze nasz…
 

Czego doświadczyłeś podczas słuchania rekolekcji? Co uważasz za szczególnie ważne? Podziel się z nami komentarzem, lub napisz na [email protected]

 


Wybór tekstów, podział i opracowanie rekolekcji:
o. Jacek Poznański SJ,
Łukasz Sośniak SJ
 

Lektorzy:
Joanna Pruś
Marcin Kobierski

Montaż:
Paweł Nawrocki, Studio Inigo
 

Kapucyni & Jezuici!
W roku 2018 obchodzony jest na całym świecie Rok Jubileuszu Ojca Pio. Organizatorem ogólnopolskich wydarzeń – pod hasłem „Do nieba z Ojcem Pio” – jest Zakon Braci Mniejszych Kapucynów – Prowincji Krakowskiej. Z tej okazji skorzystaliśmy z zaproszenia Braci do współpracy: otrzymaliśmy od nich dotychczas nieprzetłumaczone teksty świętego Pio. Na ich podstawie opracowaliśmy rekolekcje i nagraliśmy je w studiu. 
 

Muzyka:
Sulis: Meditation, 
Vox Nostra: Responsorium - Teribilis Est Locus, 
Putinki Church Choir: The Trice Holy,  
Bach Collegium San Diego: Komm Jesu komm BWV 229 (Johann Sebastian Bach),
Stephane Potvin and the Con Brio Choir: Dancing Day- Part I- Prelude (Rutter)
Sulis: Ground,
Edward Martin and Thomas Walker: IV Canaries Ou Gigue Du Roy from Pieces In A Minor (Pierre Dubut),
Sulis: Song for Liz